8/29/2010

Powojenna parcelacja majątków ma wpływ na dzisiejsze ich losy.

Po II wojnie światowej nie tylko na terenie Dolnego Śląska runął świat wielkich majątków ziemskich. W ich miejsce powstały PGR-y, lub ziemia została przekazana osadnikom licznie przybywającym na ziemie odzyskane. W pięknych rezydencjach powstały biura, mieszkania lub po prostu pozostawiono budynki na pastwę losu. W wielu przypadkach zamieniono pałace, dwory, kościoły na magazyny i spichlerze co doprowadziło je do ruiny. Ten stan prawny wielu nieruchomości i gruntów przetrwał do dzisiaj co skutecznie blokuje sprzedaż zabytków inwestorom, którzy mogli by je wyremontować. Odstraszają ich często bezrobotni mieszkańcy folwarków, dla których konieczne jest znalezienie nowego lokum co powiększa koszty rewitalizacji. Wywłaszczenie kilkunastu osób może trwać latami, a wiadomo, że w interesach liczy się każda chwila. W ten sposób wiele zabytków nie ma szans na powrót do dawnej świetności bo ich obecni sąsiedzi i lokatorzy sami nie mający pieniędzy, odstraszają tych co je mają. Sami egzystują w fatalnych warunkach, bo gminy nie zamierzają remontować ich budynków ze względu na duży koszt. Jest to niestety spuścizna po poprzedniej epoce, z którą dzisiaj ciężko sobie poradzić. Zagmatwane podziały własnościowe można zobaczyć na portalu geoportal.gov.pl, gdzie można je sprawdzić na mapach i zdjęciach satelitarnych.
Zamek i pałac w Płoninie leżą na dwóch osobnych działkach, chociaż tak naprawdę stanowią kompozycyjnie i historycznie całość. Ruiny  mają różnych właścicieli co sprawia, że istnieje konflikt interesów i ten podział sprawia, że ani jeden, ani drugi obiekt nie mają szans na renowację. Żeby było ciekawie, budynek bramny jest położony na trzeciej działce i jest własnością gminy. Zamek w Gościszowie  to prawdziwy galimatias. Pałac z folwarkiem, parkiem i ruinami kościoła to łącznie 17 działek i prawie tylu właścicieli. Wydzielone na osobnej działce ruiny mają małe szanse na samodzielne funkcjonowanie, a podziały własnościowe dzielą nawet pojedyncze budynki folwarku na dwie części! Kto wyremontuje taki obiekt na hotel ze SPA jeżeli za płotem będzie miał gospodarstwo rolne, a do parku trzeba chodzić naokoło wsi, żeby nie naruszyć praw własności innych właścicieli ? Zresztą część z nich podzieliła majdan płotami i nie ma szans żeby można było zobaczyć główną fasadę pałacu bo narusza się prywatne podwórko. Jedynym wyjściem jest wykupienie wszystkiego, a koszt odbudowy ruin już teraz jest zaporowy, żeby zniechęcić każdego do tego pomysłu. Pałac w Rząśniku miał więcej szczęścia i został wydzielony razem z parkiem na osobnej działce. Niestety, jeżeli folwark pozostanie w rękach innego właściciela i wystarczy że  będzie on prowadził działalność rolniczą to nie ma żadnych szans na remont pałacu, chociaż w tym przypadku to jest zwykła iluzja, ze względu na jego stan. Pałac w Skale koło Lwówka Śląskiego ma podobny problem. Budynek, a raczej jego resztki są na innej działce niż tarasy będące integralną jego częścią. W tej chwili nie ma już dostępu na dolny dziedziniec, który zawsze zresztą był składowiskiem maszyn rolniczych. Po co komu pałac otoczony z każdej strony sąsiadami, którzy nie mają żadnego interesu i zwyczajnie nie chcą dbać o otoczenie ?
W ten sposób można na zwykłej mapie własnościowej już dzisiaj stwierdzić, które zabytki nie mają żadnych szans na ratunek. Krótkowzroczność i niekompetencja PRL-owskich urzędników pokutuje dzisiaj na każdym kroku i nie widać szans na zmiany.

8/23/2010

Co dalej z pałacem w Kluczowej ?

Pałac w Kluczowej z lat 1837-40 jest z pewnością bardzo ciekawym dziełem K.F.Schinkla. Klasycystyczna budowla jest doskonale widoczna zarówno z drogi łączącej Ząbkowice Śląskie z Dzierżoniowem, jak i z linii kolejowej, która przebiega w bezpośredniej bliskości. Mimo doskonałego położenia pałac nie miał szczęścia po 1945 roku. Najpierw został zdewastowany przez miejscowy PGR, a później pozostawiony na pastwę losu przez AWRSP, która nie potrafiła znaleźć nabywcy przez długie lata. Niedawno pojawiły się niepotwierdzone pogłoski, że wreszcie się udało i nadeszły lepsze czasy dla tego cennego zabytku. Niestety, ci co oglądali jeszcze niedawno pałac mogą obecnie przeżyć szok na jego widok. Mimo dewastacji był on zadaszony i zabezpieczony przed wandalami i złodziejami, więc wydawało się, że postoi jeszcze długie lata nienaruszony. Nic bardziej mylnego - dzisiaj zaczyna być kompletną ruiną. Runął dach, pękła jedna z wież, a teren jest otoczony siatką i niedostępny. Narzuca się pytanie, jak to się stało, czy to przypadek, czy celowe działanie, na które każdy musi sobie odpowiedzieć sam, bo brak dachu na budynku przylegającym od strony drogi daje do myślenia. Nie odfrunął sam, a okolica nie przypomina placu budowy. Niestety, wszystko wskazuje na to że to dopiero początek. Scenariusz zna każdy miłośnik zabytków, nie tylko na Dolnym Śląsku. Na początek dach, później walą się ściany, na końcu zostaje gruzowisko, a nawet pusty plac. W przewodnikach czytamy "W tym miejscu znajdował się jeszcze niedawno pałac/dwór/kościół...". Dzisiaj teren pałacu w Kluczowej jest ogrodzony, a tablice na ścianach ostrzegają przed zawaleniem. To chyba jedyna rzecz, którą robią właściciele i władze w ramach "renowacji". Teraz kwestią czasu są dalsze zniszczenia, bo odpowiedzialnych za to co się stało zapewne nie ma. Mimo, że logika mówi, że właściciel powinien odbudować to co zostało zniszczone i zabezpieczyć to co jeszcze stoi to wiadomo że zaczęło się odliczanie kolejnych strat. Tylko tym razem wypada się zastanowić, czy ten akurat pałac nie jest zbyt cenny, aby tak po prostu pozwolić mu się zawalić.



2008 rok

2010 rok

Ściany frontowej już częściowo nie ma, a pęknięcie wieży wróży kolejne zniszczenia




W innym miejscu dach "wyparował".

2008 rok

2010 rok

Bez dachu sprawy potoczą się szybko - tego wkrótce już nie będzie:

Te tabliczki zazwyczaj oznaczają koniec:

Tym razem zginie jeden z cenniejszych pałaców w Polsce. A jeszcze może być tak pięknie:

nowości na stronie 23.08.2010

Nowości na stronie:















8/20/2010

Mord w majątku Wszechświęte

We wsi stoi pałacyk pochodzący, w obecnym kształcie z XIX w., niespecjalnie ciekawy (w 1845 r. nazwany „pałacem”). Albo został całkowicie przebudowany i odarto z niego całą wcześniejszą dekorację lub też stoi na miejscu jakiegoś budynku wcześniejszego. Jest również barokowy kościół, wybudowany w pocz. XVIII w., też zapewne na miejscu wcześniejszego skoro zachował chrzcielnicę z 1548 r.

Historię mordu dokonanego na właścicielce wsi opisał miejscowy pastor, pisząc mowę pogrzebową dla swej patronki. Była ona siostrą Balthasara Christiana v. Franckenberg, pana wsi Wszechświęte (niemieckie Allerheiligen), radcy księcia oleśnickiego i wielkiego marszałka nadwornego.

Pastor pisał tak:

„W dniu 19 lutego 1703 r. dokonano nikczemnego mordu na Pani Elisabeth von Holtzbecher z.d. Franchenberg, właścicielce wsi. Stało się to w nocy, między 11-12 godziną, gdy do domu wpadła bezbożna, żądna krwi banda morderców. Wyłamali drzwi, następnie przedostali się przez pokoje i wpadli do alkowy, gdzie spała w swym łóżku. Zachowali się wobec niej z nieludzkim okrucieństwem, gdy znalazła się sama w ich rękach. Po katowsku skrępowali jej sznurem dłonie, a usta zatkali jej w gwałtowny sposób jej własną chustą: jednak przepełnione żądzą krwi serca morderców nie były jeszcze zadowolone aż do chwili, gdy ją zadławili i jej duch, w 53 roku jej życia, tak boleśnie musiał opuścić ciało. Tego okrucieństwa nie uniknęła nawet, leżąca od ponad roku w łożu, siostra Pani Elisabeth, panna Anna Maria v.Franckenberg, której wychudzone ręce zostały związane jej własną przędzą, wiszącą na ścianie. Jej usta tak gwałtownie zostały zatkane chustką, że przy tym straciła dwa zęby. To bezlitosne traktowanie jej słabego ciała, mającego już 73 lata, sprawiło, że zmarła 8 dni po swej siostrze.

Po dokonaniu tego bezlitosnego mordu zostały otwarte skrzynie i szafy, gdzie schowane były najcenniejsze rzeczy, które zabrali ze sobą, poczym, opuścili splądrowany dom”.

Balthasar Christian v.Franckenberg (żył w 1728) syn Balthasara (*1611-†1678) z Bystrego (Ludwigsdorf), koło Oleśnicy i jego drugiej żony Elisabeth v.Keltsch, miał 11 rodzeństwa. Wszechświęte należało do niego prawdopodobnie dopiero od 1696 r., a jego żoną była Sophia Magdalena v.Eckwricht, z którą nie miał potomstwa. Spośród licznych sióstr większość zmarła wcześnie i te dwie, które zginęły tragicznie były ostatnimi jakie miał. Najpewniej też wkrótce po ich zabójstwie sprzedał majątek, bowiem już w 1704 r. należał on do Samuela Friedricha v.Stryk (*1641-†1719), który właśnie w tym roku ożenił się z Johanną Susanną v.Bressler (*1686) i był znanym prawnikiem, radcą rządowym księstwa oleśnickiego i dyrektorem kancelarii.

Cesarz Fryderyk II podarował później Wszechświęte Hautcharmoyowi, swemu generałowi dywizji z czasów wojny 7-letniej, który poległ pod Pragą, i którego syn sprzedał wieś w 1819 r. Gustavovi Moritzowi v.Schickfusowi, królewskiemu deputowanemu okręgu oleśnickiego. W kościele, na wschodniej ścianie, znajdował się marmurowy nagrobek generała Hautcharmoy, a nad nim popiersie innego jego syna, zmarłego w Weimarze w 1806 r.

Małgorzata Stankiewicz
historyk sztuki, autorka książki "Gościszów - dzieje zamku"