12/21/2010

Jest lepiej ?

W 2010 roku posypały się dobre wieści z Dolnego Śląska. Pałac w Bożkowie ma zabezpieczony dach, pałac w Gorzanowie ma nowego właściciela, prawdopodobnie dwór w Ścinawce Górnej również dołączy do tego grona "szczęśliwców". Ciężko na razie powiedzieć jak potoczą się sprawy, ale gorzej już chyba być nie może. Oprócz tego w Bukowcu, tamtejsze stowarzyszenie remontuje kolejne pawilony parkowe, co jeszcze niedawno było abstrakcją i rzeczą nie do pomyślenia. To najbardziej spektakularne przykłady, a jest ich dużo więcej w całym regionie. Niestety, jest to wciąż kropla w morzu potrzeb. Każdy z wymienionych ma obok siebie sąsiada w stanie agonalnym. Ginie dwór Kapitanowo w Ścinawce Średniej, a dwór Raczyn w Gorzanowie praktycznie nie istnieje. W dalszym ciągu niszczeją setki pałaców i dworów. Z każdym rokiem będzie trudniej znaleźć dla nich nabywcę o ile już jest to niemożliwe. Wypada wierzyć, że 2011 rok przyniesie kolejne dobre nowiny w tym temacie bo jest jeszcze sporo do zrobienia. Być może remonty będą "promieniowały" na kolejne obiekty w okolicy, bo przecież "pieniądz robi pieniądz"...

niszczejący dwór Kapitanowo w Ścinawce Średniej

12/20/2010

Historia upadku pewnej fortuny

Znana na Śląsku rodzina Kramsta uciekła przed prześladowaniami, jakie dotknęły protestantów w rodzinnym mieście Chramost w północnych Czechach do Hoyerswerdy, a następnie do Świebodzic. Na początku XIX wieku stali się prawdziwymi krezusami dzięki budowie przez Friedricha Kramsta tkalni lnu, w której pracowało 1300 osób!. W 1835 roku rozbudowali zakład i stali się potentatami w tej dziedzinie, a płótna Kramstów były eksportowane na cały świat. W dalszym ciągu inwestowali zarobione pieniądze budując kolejne tkalnie w Bolkowie i Marciszowie, fabrykę krochmalu w Świebodzicach, a w 1851 roku kupili miasteczko Kudowa Zdrój. Nie poprzestali tylko na inwestycjach w branży włókienniczej i wkrótce ich dobra powiększyły się o kopalnie i cynkownie. Mimo szacunku, jakim darzyli rodzinę możni całego świata, brakowało im szlachectwa. W 1838 roku, Gottlob Kramsta otrzymał z rąk króla Prus tytuł tajnego radcy handlowego, a jego syn, Gustav, w 1841 roku upragniony tytuł szlachecki. Od tej pory von Kramstowie byli już kimś więcej niż tylko bogatymi ludźmi i postanowili to pokazać światu budując dla siebie rezydencję godną ich fortuny. Syn Gustava, Georg, w 1881 roku kupił wieś Chwalimierz, gdzie rozpoczęła się budowa bajkowego pałacu, zaprojektowanego przez Karla Schmidta. Jego żoną została Emma, córka Karola Wilhelma Scheiblera - łodzkiego króla bawełny, który posiadał swoją siedzibę w sąsiednim Kwietnie. Wniosła dosyć duży posag więc nie dziwi ekstrawagancja, jaką było ozdobienie szczytu pałacowej wieży kawałkiem platyny. Pałac słynął z przepychu, z jakim były urządzone wnętrza. W parku stanęła bażanciarnia, stajnie i dom kąpielowy, a sam pałac imponował rozmachem. W 1901 roku, Georg von Kramsta umiera zostawiając 41-letnią Emmę z pięcioma córkami i synem Hansem Georgiem.

Kramstowie posiadali również swoje siedziby w Świebodzicach, Wrocławiu i Maciejowcu. W tym ostatnim stał renesansowy dwór, który jednak nie odpowiadał ambicjom nowych właścicieli. W 1838 roku zakończyła się budowa nowej siedziby otoczonej parkiem krajobrazowym. Zamieszkała w nim wdowa po Georgu, Emma ze swoim synem Georgiem, córką Ursulą i wnuczką Renate von Gersdorff. Renate była prawdziwym oczkiem w głowie starej hrabiny, która dla niej dobudowała w maciejowickim pałacu kolejne skrzydła mieszkalne. Nawet miłość wnuczki do ubogiego wiejskiego chłopca o imieniu Kurt nie zmieniła stosunku rygorystycznie przestrzegającej etykiety, Emmy, która pozwalała Renate niemal na wszystko. Młoda dziewczyna ginie tragicznie w 1942 roku - spadła z urwiska podczas przejażdżki bryczką po pałacowym parku. Pochowano ją w w mauzoleum obok pałacu, gdzie stara hrabina kazała wmurowałć w ścianę sejf, a w nim umieściła posag swojej wnuczki. Wkrótce umiera i ona, pod koniec 1942 roku. Mimo ustaleń testamentowych, Emma zostaje pochowana, nie w Chwalimierzu, a obok swojej ukochanej wnuczki. W pałacu pozostaje córka Ursula, która wcześniej prowadziła bujne życie towarzyskie w Berlinie. Podczas jednego z przyjęć poznała radzieckiego dyplomatę - Igora Macharadze i znajomość przerodziła się w płomienną miłość. Niestety, ukochany Ursuli zostaje odwołany z placówki, a młoda hrabianka wraca do Maciejowca, gdzie toczy się monotonne życie z daleka od wojennych tragedii. Dzięki jej działaniom w tym kierunku, w majątku pracuje kilkunastu jeńców radzieckich. Sympatia Ursuli do swoich nowych pracowników była zapewne podyktowana niedawną miłością do radzieckiego dyplomaty. Pewnego dnia padł rozkaz wywiezienia jeńców do obozu zagłady, czemu sprzeciwił się Georg von Kramsta i umożliwił im ucieczkę. Został za to aresztowany w 1942 roku. W pogrzebie swojej matki, Emmy, uczestniczył już w kajdankach pod nadzorem gestapo. Kolejnym przystankiem Georga okazał się obóz Auschwitz-Birkenau, skąd został wykupiony przez rodzinę za kwotę 3,5 miliona marek. Po powrocie z obozu w 1943 roku zmarł po trzech miesiącach w wyniku kompletnego wycieńczenia.

W pałacu pozostała jedynie Ursula, ale zadłużona w bankach rezydencja, została przejęta przez państwo i urządzono w jej wnętrzach szpital. Młoda hrabianka zamieszkała w bocznym skrzydle, gdzie samotnie oczekiwała końca wojny. W 1945 roku w maciejowickim pałacu pojawił się jej daleki kuzyn Johann w mundurze SS, którego zadaniem było urządzenie w tym miejscu rezydencji ambasadora Japonii Hiroshi Oshimy. W wyniku sprzeczki Ursula zostaje przez niego zastrzelona, a jej ciało potajemnie ukryte przez jeńców radzieckich w pałacowym parku. Do końca wojny w pałacu mieszkał japoński ambasador. Po 1945 roku budynek zajęło NKWD i po nich Akademia Ekonomiczna we Wrocławiu. W 1990 roku spłonął, a od 1999 roku ma prywatnego właściciela, który dotychczas wyremontował tylko dach.

Tragiczny los spotkał reprezentacyjny pałac w Chwalimierzu, po którym do dzisiaj zostały jedynie ruiny. Budynek przetrwał wojnę bez szwanku, nieznacznie uszkodzony po 1945 roku w wyniku walk z niemieckimi maruderami. Jeszcze w latach 50-tych był użytkowany przez miejscową ludność, która opuszczony budynek praktycznie zmiotła z powierzchni ziemi. Dzisiaj tylko kikut wieży świadczy o tym, że w tym miejscu stała kiedyś pełna przepychu rezydencja bogatych śląskich przemysłowców.

bibliografia:
Joanna Lamparska - "Niezwykłe miejsca wokół Wrocławia"
Mieczysław Bojko "Wspomnienia wytrawnego poszukiwacza skarbów i tajemnic - część I"

12/19/2010

Nieudana zemsta kowala Wielanda

W świdnickim Parku Centralnym stoi imponująca rzeźba przedstawiająca klęczącą postać z młotem w ręce, z drugiej strony podpartą na kowadle. Na cokole pomazanym przez wandali sprayem nie ma żadnej wzmianki, kim jest ten olbrzym, ani jak się w tym miejscu znalazł. A jest to jedna z ciekawszych pamiątek historycznych na Śląsku, która cudem ocalała do naszych czasów. Cudem, ze względu na ciężar ideologiczny jaki towarzyszył jej powstaniu.

W 1918 roku odradza się niepodległe państwo polskie, a w związku z tym na Górnym Śląsku wybuchają kolejne powstania. Powodem jest chęć odwetu za niemiecki terror wobec ludności polskiej oraz chęć przyłączenia terytorium Górnego Śląska do Polski. W 1921 o przynależności tych ziem miał zdecydować plebiscyt nadzorowany przez angielsko-francusko-włoską Międzysojuszniczą Komisję Rządzącą i Plebiscytową. W jego wyniku za Polską opowiedziało się 40,4%, a za Niemcami 59,5% uprawnionych do głosowania. W dalszym ciągu nie satysfakcjonowało to obu stron i stało się w dużej mierze niewykonalne, ze względu na przemieszany tygiel narodowościowy jakim był ten region, a także terror jaki stosowały obie strony. W rezultacie wybuchło III Powstanie Śląskie, które mimo tego, że było przegrane odniosło określony skutek propagandowy. W 1922 roku podpisano w Genewie konwencję w sprawie Śląska, według której obszar przyznany Polsce powiększony został do ok. 1/3 spornego terytorium. W większości były to tereny uprzemysłowione, niezwykle cenne dla Polski, których utrata odbiła się szerokim echem w Niemczech. W etnicznie niemieckiej, dalekiej Świdnicy to był szok.

W tym samym roku powierzono utalentowanej rzeźbiarce, urodzonej w Strzelcach Świdnickich, Dorothei von Philippsborn stworzenie pomnika upamiętniającego ten tragiczny dla Niemiec moment. Postanowiono sięgnąć do mitologii germańskiej, a symbolem umieszczonym na cokole stał się kowal WIeland. Był to ubóstwiony krasnolud, który wytwarzał doskonałą broń. Stworzył między innymi magiczne miecze, w tym słynnego Ekskalibura. Ze względu na te umiejętności król Nidud uwięził Wielanda i zmusił do niewolniczej pracy. Aby uniemożliwić mu ucieczką podciął mu ścięgna, stąd musiał on pracować na kolanach. Kowal jednak zdołał uciec, w zemście zabił synów Niduda, a jego córkę zgwałcił. Taki właśnie bohater odzwierciedlał uczucia świdniczan w tym czasie. Na cokole umieszczono napis (w języku niemieckim): "Pamiętajcie o Górnym Śląsku", a umieszczony na Wilhelmplatz (dzisiejszy Plac Grunwaldzki) Wieland spoglądał w stronę utraconych ziem. Wymowa ideologiczna tego pomnika była czytelna - zemsta.


Jak płonne to były nadzieje pokazała historia. W 1945 roku fundatorzy musieli w popłochu opuszczać Świdnicę, aby już nigdy do niej nie wrócić. Pomnik ze względu na samą "robotniczą" postać szybko zaadaptowano do nowych czasów. Kowal stał się kamieniarzem! Opieką objęli go uczniowie Gimnazjum i Liceum Przemysłu Kamieniarskiego, którzy dorobili nawet nowy cokół. Wieland stanął też w nowym miejscu - przy ulicy Mleczna Droga, czyli na obrzeżach starego miasta, nad rzeką, w miejscu gdzie nikogo nie raził. Na Placu Grunwaldzkim ustąpił miejsca mieczom Grunwaldu, które w zestawieniu z wymową przedwojennego pomnika są prawdziwym chichotem historii. Niedawno doceniono wartość artystyczną dzieła i obecnie pomnik Wielanda można podziwiać w Parku Centralnym, gdzie został przeniesiony. Nie symbolizuje już niczego, jest tylko cenną pamiątką i jednym z niewielu ocalałych, w tak dobrym stanie, niemieckich pomników na Dolnym Śląsku.

12/17/2010

Historia z nekrologu

Nic tak nie pokazuje skomplikowanych losów Śląska, jak najnowsza historia jednego z największych jego rodów.

W piątek, dnia 4 lutego 1938 roku Goniec Częstochowski doniósł na swoich łamach:

Jan Henryk XV, książę na Pszczynie zmarł w Paryżu.

Paryż - Onegdaj zmarł w Paryżu, w godzinach wieczornych ś.p. Jan Henryk XV, książę.pszczyński, przeżywszy 77 lat. Przyczyną śmierci była od dłuższego czasu trwająca choroba serca. Zmarły po ukończeniu studiów gimnazjalnych i prawniczych w Bonn w Niemczech, pracował przez kilka lat w dyplomacji niemieckiej, będąc kolejno w ambasadach niemieckich w Wiedniu, Paryżu i Londynie. Zmarły książę żył w przyjaznych stosunkach z byłym cesarzem niemieckim Wilhelmem, będąc jego rówieśnikiem. Ożeniony był z księżniczką angielską Marią Teresą Cornwalls-West, z domu Earls-Delawarr. Z małżeństwa tego było trzech synów, a to: najstarszy Jan Henryk XVII, b. prezes Volsbundu na Górnym Śląsku, Aleksander hrabia Hochberg, ostatnio generalny pełnomocnik księcia Pszczyńskiego i ś.p. Bolko hrabia Hochberg, zmarły w 1936 r.

W roku 1907 po śmierci ś.p. swego ojca objął zmarły obecnie książę latyfundia tak w Polsce jak i w Niemczech.

Jak wiadomo, książęta pszczyńscy po kądzieli pochodzą od Piastów śląskich.

W kilka lat po dojściu do pełnoletności swego najstarszego syna powierzył zmarły książę temuż synowi kierownictwo swych rozległych interesów. Jednakże syn ten nie dorósł do tego tak trudnego zadania. Pozwolił wciągnąć się w wystąpienia polityczne, przyjmując nawet stanowisko prezesa Volksbundu na terenie woj. Śląskiego. Działalność tego pełnomocnika jest powszechnie znana. To też posiadłość pszczyńska popadała w coraz większe trudności finansowe, aż wreszcie zmarły książę uznał za właściwe ująć w swoje ręce ster swych tak skomplikowanych interesów, a to z początkiem 1936 roku.

Zmarły książę miał wyrazić życzenie, aby być pochowanym w Polsce, w Pszczynie. Ze śmiercią księcia schodzi do grobu jeden z najwybitniejszych i najwpływowszych arystokratów doby przedwojennej.

Przy łożu śmierci w Paryżu w hotelu "Ritza" był hr. Aleksander i kilku lekarzy.

Termin pogrzebu jeszcze nie ustalony. W każdym razie książę zostanie pochowany w Pszczynie.


Na trumnę z ciałem księcia czekał na pszczyńskim dworcu kolejowym między innymi hr. Aleksander von Hochberg z delegacją górników. Po złożeniu trumny na platformie, w ich asyście została przewieziona do kaplicy zamkowej, gdzie górnicy pełnili wartę honorową do dnia pogrzebu. 7 lutego 1938 roku, książę Jan Henryk XV został pochowany na Wzgórzu Kukułek w pszczyńskim parku, u boku swojego syna Bolka (zm. w 1936r.). Jan Polak w "Poczcie Panów i Książąt Pszczyńskich" tak opisuje uroczystości pogrzebowe:

Pogrzeb odbył się w mroźny dzień 7 lutego 1938 r. Trumnę ze zwłokami księcia przewieziono sześciokonnym zaprzęgiem z zamku na wzgórze w parku zamkowym, gdzie spoczęła w grobowcu obok trumny syna Bolka. Na zakończenie żałobnych uroczystości myśliwi odtrąbili sygnał "„Koniec polowania", a z armat oddano trzy salwy. Ceremoniał uroczystości został przygotowany jeszcze przez zmarłego, który ze względu na okoliczności (polskie mowy i śpiewy oraz napisy na trumnie) odebrano jako jego ostatni gest polityczny. Wbrew przewidywaniom nie doszło przy okazji pogrzebu do zjazdu arystokracji niemieckiej czy europejskiej. Ta pierwsza dała tym samym wyraz negatywnemu stosunkowi do postawy (lojalnej wobec Polski) księcia po 1936 roku. Były cesarz Wilhelm II nie przysyłał nawet telegramu rodzinie swego adiutanta z czasów wielkiej wojny. Za to dopisali mieszkańcy Pszczyny i powiatu, którzy w liczbie 15 tys. osób stawili się na uroczystości. Był to z pewnością największy pogrzeb w dziejach miasta.

Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście jego wolą było spocząć w Pszczynie, skąd wzięły się te polskie elementy podczas pogrzebu, czy książę rzeczywiście poczuł związek z większością mieszkańców Pszczyny, czy po prostu nie wynikało to ze skomplikowanych losów tej rodziny w dwudziestoleciu międzywojennym. Mimo podkreślania "piastowskich" korzeni Hochbergów, sam książę został Polakiem niejako z przymusu. W latach I wojny światowej pszczyński pałac był kwaterą główną cesarza Wilhelma II, a sam książę Jan Henryk XI był zdecydowanym zwolennikiem przyłączenia Śląska do Niemiec, czynnie wspomagając organizacje niemieckie w regionie. Innym wariantem było stworzenie marionetkowego państwa śląskiego pod przywództwem samego księcia pszczyńskiego. W postulowanej przez niego Republice Śląskiej znajdowała się zarówno Pszczyna, jak i Książ. Po wybuchu I Powstania Śląskiego w 1919 roku pszczyńscy bojownicy zostali rozbici przez wojska niemieckie w miejscu swojej zbiórki, a pałac został udostępniony na siedzibę niemieckich oddziałów paramilitarnych walczących z powstańcami. W jego piwnicach urządzono więzienie dla schwytanych Polaków. W 1921 roku, podczas plebiscytu, książę pszczyński sprowadził do Pszczyny wielu swoich poddanych, którzy mieli zagłosować za przyłączeniem tego miasta i regionu do Niemiec. Zdecydowana większość głosujących opowiedziała się za Polską. Po wybuchu III Powstania Śląskiego, książę Jan Henryk XV stworzył na własny koszt oddział, który pod dowództwem jego syna, Jana Henryka XVII, walczył z Polakami na Górze św. Anny. W 1922 roku na pszczyński rynek wkroczyło polskie wojsko pod dowództwem gen. Szeptyckiego, witane przez samego Wojciecha Korfantego. W tym samym roku książę przyjmuje obywatelstwo polskie, co było pewnie powodowane względami ekonomicznymi, gdyż większa część jego majątku znalazła się na terenie odrodzonego państwa polskiego. W tym samym roku rozwiódł się z księżną "Daisy", a w 1925 zawarł związek małżeński z Klotyldą de Silva y Gonzales de Candamo. Związek ten nie trwał długo ponieważ hiszpańska żona księcia wiąże się wkrótce z jego synem - Bolkiem. Działalność rodziny w tym okresie jest nieco kontrowersyjna. Z jednej strony Jan Henryk XV chętnie gości w murach swojego pałacu polskie elity i powołuje się na swoje "piastowskie" korzenie, a z drugiej finansuje organizacje proniemieckie i separatystyczne, staje się jednym z liderów mniejszości niemieckiej na Śląsku. Wystawne życie całej rodziny i kryzys gospodarczy w Niemczech powoduje powolny upadek koncernu finansowego Hochbergów, a w 1936 roku, pod wpływem wierzycieli opuszcza on zamek Książ na zawsze. Nie lepsza sytuacja finansowa była po drugiej stronie granicy, gdzie jego syn Jan Henryk XVII toczył zaciekły spór podatkowy z władzami polskimi, a jego echa miały oddźwięk międzynarodowy. Od 1934 roku majątek Hochbergów dostał się pod zarząd komisaryczny. W 1937 roku, w wyniku ugody z wojewodą Michałem Grażyńskim książę zrzeka się przywileju górniczego na ziemi pszczyńskiej, a państwo polskie przejmuje 56% jego dóbr w rozliczeniu za niezapłacone podatki. Cały ten spór miał także podtekst polityczny, ze względu na pochodzenie, narodowość i wcześniejsze antypolskie działania rodziny książęcej. Zarząd i kadra kierownicza majątku zostaje spolonizowana, a przedsiębiorstwa odzyskują rentowność. W tym czasie Jan Henryk XV mieszka już na stałe w Pszczynie i zrywa z antypolską działalnością najstarszego syna, wykazując lojalny stosunek do państwa polskiego. 31 stycznia 1938 roku umiera w paryskim hotelu "Ritz", uprzedza tym samym o 5 lat swoją pierwszą żonę - księżną Daisy. Jego syn, Jan Henryk XVII jako obywatel angielski Henry Pless wstępuje do RAF i walczy przeciwko nazistom. Hitlerowcy konfiskują majątek Hochbergów, a artykuł w angielskiej prasie, pokazujący księcia w mundurze RAF jest do tego dobrym pretekstem. Hrabia Aleksander wybrał inną drogę, o czym mówi pewna anegdota. Do oficera pracującego przy sztabie Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych podszedł żołnierz, który przed wojną był jednym z pracowników zamku w Pszczynie i powiedział - Jakbym nie widział pana w tym (polskim) mundurze, powiedziałbym, że jest pan synem księcia pszczyńskiego. Na co oficer odparł - Tak to ja. Żołnierz mało nie zemdlał. Obywatel polski - Aleksander Pszczyński służył w sztabie jako tłumacz i brał udział w walkach na Bliskim Wschodzie i we Włoszech, min. pod Monte Cassino. Zdemobilizowany żołnierz armii Andersa osiadł po wojnie na Majorce w miejscowości Pollenca. Wrócił do nazwiska Hochberg, zrzekł się polskiego obywatelstwa i starał się walczyć o odzyskanie rodowego majątku lub ekwiwalentu pieniężnego. Zmarł 22 lipca 1984 roku. Tytuł księcia pszczyńskiego (honorowy) dzierżył niecałe 4 tygodnie.


bibliografia:

"Kurier Galicyjski" 5/2007

"Goniec Częstochowski" 4.II.1938

"Pszczyński Niezależny Orędownik Kulturalny" 112 (2010)

Wikipedia