12/21/2011

Dolnośląskie zamki i pałace 2011

Nadchodzi koniec roku. To czas ocen i podsumowań wydarzeń z którymi mieliśmy w tym okresie do czynienia. Spróbujmy ocenić czy był to dobry rok dla dolnośląskich zabytków, w szczególności zamków i pałaców. Wiele z nich zmieniło właściciela, niektóre zostały zabezpieczone, zdecydowana większość niszczeje w dalszym ciągu. Poniżej zestawienie wybranych obiektów, dla których 2011 przyniósł zmiany:

Bożków - zdewastowany przez zaniedbania poprzednich właścicieli pałac został kupiony pod koniec 2010 roku przez firmę budowlaną z Sobótki. Zapowiadano otwarcie restauracji w 2011 roku jednak nic z tych planów nie wyszło. Ciężko powiedzieć czy coś się w pałacu zmieniło, ale brak alarmujących wiadomości w odchodzącym roku jest już sukcesem.

Brzezinka - zniszczony pałac zmienił właściciela, którym jest firma developerska z Wrocławia. Zapowiadana jest odbudowa tego cennego obiektu, a w tym roku miał być zabezpieczony. Na razie nic z tego nie wyszło, a jego przyszłość jest w dalszym ciągu niepewna.

Dolina Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej została 20 września 2011 roku wpisana na listę pomników historii. Pałace i parki objęte ochroną to: Bukowiec, pałac w Kowarach-Ciszycy, pałac Wojanów, pałac w Wojanowie-Bobrowie, pałac Paulinum w Jeleniej Górze, pałac w Cieplicach, Pałac Dębowy i zamek w Karpnikach, pałac w Łomnicy, pałac w Mysłakowicach, pałac w Staniszowie Górnym. Prawie wszystkie wymienione obiekty są w wyśmienitym stanie lub w remoncie. Wpisanie ich na listę pomników historii poza dodatkowymi pieniędzmi z budżetu państwa raczej nie zmieni nic ponieważ są to obiekty prywatne i komercyjne. Zaniedbane obiekty wchodzące historycznie w skład Doliny Pałaców zostały pominięte, chociaż tam powinny być skierowane dotacje.
Ponadto trwa rewaloryzacja zabytkowego parku w Bukowcu. Zrekonstruowano skrzydła herbaciarni oraz odbudowano wieżę widokową.

Chróstnik - trwa odbudowa pałacu przez miejscowego biznesmena. Na razie nie wiadomo jaką funkcję będzie pełnił zabytek po odbudowie i kiedy zostanie ona ukończona. Tempo robót pozwala spojrzeć z nadzieją na to miejsce.

Ciechanowice - trwa remont miejscowego dworu. Prace są w zasadzie na ukończeniu.

Galowice - w zabytkowym spichlerzu przy pałacu zostało otwarte Muzeum powozów, zaprzęgów i wsi śląskiej. To wyjątkowe przedsięwzięcie prywatne przeszło, niesłusznie, bez większego rozgłosu.

Gaworzyce - na ukończeniu jest remont pałacu sfinansowany z pieniędzy unijnych. W pięknie wyremontowanym obiekcie powstanie dom kultury. To chyba jeden z niewielu pozytywnych przykładów działania lokalnych samorządów na rzecz ratowania zabytków w kraju.



Giebułtów - barokowy pałac zmienił właściciela jednak jego stan jest agonalny i dotychczas nie został nawet zabezpieczony.

Gola Dzierżoniowska - w dalszym ciągu trwa remont dworu. Zrekonstruowane są renesansowe szczyty oraz dach.

Grębocice - dwór został zabezpieczony i ogrodzony siatką. Zadbano o jego otoczenie. Wciąż jest jednak kompletną ruiną i tylko zachowany częściowo portal świadczy o jego dawnej świetności.

Jedlinka - pałac jest w dalszym ciągu remontowany, a jego oferta turystyczna dynamicznie rozwijana. Na terenie folwarku powstał hotel.

Kamieniec Ząbkowicki - zmarł dotychczasowy dzierżawca pałacu. Przyszłość zabytku w dalszym ciągu jest nieznana. W tym czasie miejscowi gimnazjaliści zniszczyli schody i balustrady przed frontem pałacu.

Karpniki - trwa remont zamku. W przyszłości ma w nim powstać hotel i SPA. Dotychczas zadbano o jego otoczenie, park, stawy, trwają prace we wnętrzach i przy elewacjach.

Kluczowa - po zawaleniu się dachu i fragmentu elewacji właściciel zamku rozpoczął prace remontowe. Odbudowano zniszczone mury, zadaszono pałac oraz sąsiadującą z nim oficynę. Na tym prace się zakończyły.

Komarno - na terenie pałacu zostały odkryte polichromie.

Kopice - po szumnych zapowiedziach odbudowy pozostały już tylko wspomnienia. Zrujnowany pałac jest jednak zabezpieczony i chroniony.

Krotoszyce - wprawdzie kompleks hotelowy na terenie odbudowanego pałacu ruszył już w 2010 roku, ale w 2011 roku zostały ukończone wszystkie prace.

Lipa - zmienił się właściciel zamku. Dotychczas nie przeprowadzono na jego terenie żadnych prac.

Lubiechowa - nie udało się sprzedać miejscowego pałacu. Sąsiedni dwór popada w coraz większą ruinę.

Luboradz - trwają prace remontowe na terenie kompleksu pałacowego.

Maciejowiec - również w dworze w Maciejowcu prowadzone są prace rekonstrukcyjne, jednak ich tempo i skala nie jest taka, jakby można było tego oczekiwać. W dalszym ciągu było dewastowane mauzoleum na terenie parku pałacowego.

Moszna - wyremontowana została brama w kompleksie pałacowym, który przeznaczony został na hotel. Szpital, który dotychczas mieścił się w jego murach ma przenieść się do specjalnie wybudowanego w tym celu pawilonu.

Niemojów - dwór sołtysi wystawiony został na sprzedaż. Brak informacji czy znalazł się chętny i jaka będzie jego przyszłość.

Roztocznik - w dalszym ciągu nie ma chętnych na kupno malowniczo położonego pałacu.

Niwnice - z miejscowego Dworu Dębowego wykwaterowano wszystkich lokatorów, a obiekt otoczono siatką. Nieznana jest jego przyszłość.

Proszówka - zamek Gryf został wystawiony na sprzedaż za 2 miliony złotych. Cena i perspektywy zagospodarowania ruin nie wróżą powodzenia zagospodarowania zamku w najbliższym czasie. Odbudowany został pałac poniżej wzgórza zamkowego.

Pyszczyn - z imponującego pałacu wykwaterowano ostatnich lokatorów i obiekt wystawiono na sprzedaż. Brak informacji czy zmienił właściciela.

Płonina - zamek i pałac Niesytno zmieniły właściciela, który rozpoczął na jego terenie prace archeologiczne i zabezpieczające. Zapowiadana jest odbudowa kompleksu.

Radomierzyce - ruszyły dalsze prace remontowe na terenie pałacu.

Samotwór - pod koniec 2010 roku zakończony został remont pięknego klasycystycznego pałacu. Obecnie mieści się w nim restauracja i hotel.

Ścinawka Górna - z zabudowań folwarcznych wykwaterowano dotychczasowych lokatorów i zapowiedziano prace zabezpieczające oraz odbudowę kompleksu dworskiego. Właścicielem jest fundacja księcia Walii - Karola.

Skała - według zapowiedzi do końca roku pałac ma mieć nowego właściciela, który zapowiada odbudowę.

Szklary Górne - trwa remont pałacu.

Trzebina - z funduszy unijnych odbudowano spichlerz, zwieńczony renesansową attyką mur oraz zabezpieczono ruiny dworu.

Tułowice - trwa remont pałacu.

Tyńczyk Legnicki - pałac został wystawiony na sprzedaż. Brak informacji czy znalazł nabywcę.

Warmątowice Sienkiewiczowskie - ukończono remont elewacji pałacu.

Warta Bolesławiecka - trwa odbudowa renesansowego dworu.

Żagań - trwa remont pałacu.

Żmigród - przeprowadzona została renowacja jednej ze ścian pałacu, wieży mieszkalnej, uporządkowano ruiny oraz park pałacowy. Zapowiadane są dalsze prace.

Łąka Prudnicka - niszczeje miejscowy pałac. Właściciel został ukarany grzywną.

Zamek Chojnik - trwają drobne prace remontowe.

Gorzanów - pałac zmienił właściciela. Szumne zapowiedzi odbudowy i przywrócenia do życia zabytku skończyły się wystawieniem go na sprzedaż. W dalszym ciągu niszczeje.

Grodziec - przez cały rok trwały drobne prace remontowe.

Głogówek - zamek miał być wyremontowany, zapowiadano ogromne inwestycje i skończyło się jak zwykle. Przepychanki sądowe i personalne trwają, a zamek w szybkim tempie niszczeje.

Kamienna Góra - na początku roku miejscowi radni zamierzali wystąpić o wykreślenie zamku Grodztwo z rejestru zabytków, ponieważ uznali że ruiny zagrażają bezpieczeństwu i należy je rozebrać. Później wycofali się z tego kuriozalnego pomysłu, ale zamek w dalszym ciągu niszczeje.

Zamek Książ - przez cały rok trwały prace remontowe na terenie kompleksu zamkowego.

Legnica - stopniowo remontowany jest miejscowy zamek.

Nysa - trwają przepychanki na linii konserwator zabytków, Urząd Miasta, a właściciel i dzierżawca. Szumne plany zagospodarowania dworu biskupiego zweryfikowało życie. Zabytek w dalszym ciągu niszczeje.

Piotrowice Świdnickie - przeprowadzono prace remontowe na terenie dworu.

Wilków Wielki - renesansowy dwór został wystawiony na sprzedaż.

Jaszkowa Górna - dwór został wystawiony na sprzedaż

Aż tyle i tylko tyle. To te najbardziej spektakularne osiągnięcia i porażki. Na tle innych lat, 2011 nie był ani gorszy, ani lepszy. Może wrażenie robiły zmiany własnościowe, pojawiły się szumne zapowiedzi spektakularnych inwestycji. Miało być pięknie, ale zostało w zasadzie po staremu. W kilku miejscach pojawiły się uzasadnione nadzieje na lepsze jutro, w kilku innych udało się przeprowadzić kosztowne i efektowne renowacje ale trzeba pamiętać, że te kilkanaście obiektów to zaledwie kropla wśród kilkuset innych, które zazwyczaj niszczeją lub są kompletnymi ruinami. Być może 2012 przyniesie lepsze wiadomości.

12/11/2011

Sfinksy i zwykła głupota

Na stronie pojawiły się kolejne zabytki. Na początek niezwykły pałac w Jakubowicach - obecnie siedziba szkoły, jak informuje tabliczka nad wejściem. Inna sprawa, że jest to obiekt chroniony więc wygląda na to, że placówka oświatowa w jego murach jest już historią. Budynek nie zachwyca - poza barokową wieżą z zegarem słonecznym nie prezentuje się ciekawie. Przypomina typowy budynek mieszkalny przeznaczony dla rodzin kolejarskich, lokalizowany zazwyczaj w okolicy dworców na Śląsku. Ciekawostką dla której warto zabytek zobaczyć są dwa sfinksy położone na osi parkowej, będące pamiątką po jednym z jego mieszkańców - Wilhelmie Beliseusie. Archeolog spędził 40 lat na wykopaliskach w Egipcie, czego efektem była spore zbiory umieszczone właśnie w Jakubowicach. Co się z nimi stało ? Nie wiadomo. Zostały tylko sfinksy...




Miechowice Oławskie są z jednej strony typowym przykładem jak dba się o zabytki w Polsce, z drugiej szokuje beztroska właścicieli zabytków i służb konserwatorskich.
Z jednej strony drogi dwór z XVI wieku, przebudowywany wielokrotnie w wiekach późniejszych. Jeszcze do niedawna zadaszony, dzisiaj jest kompletną ruiną. Dachówka zniknęła, a w jej miejsce pojawiła się folia! W ten sposób można zadaszyć pomidory w niewielkim tunelu, a nie spory budynek i efekty tej specyficznej myśli konserwatorskiej widać dzisiaj gołym okiem. Z folii zostały tylko smętne strzępy. We wnętrzu jeszcze niedawno były sztukaterie i polichromowany strop. Czy są tam jeszcze dzisiaj ? Wątpliwe... Zresztą, nie czas ratować róże gdy płoną lasy, bo dwór jest w stanie agonalnym.


Dorówna niedługo stanem zachowania stojącym po drugiej stronie drogi ruinom kościoła z XV wieku. Tam zachowała się częściowo wieża i mury prezbiterium, a w nim polichromie, epitafia, płyty nagrobne, gotycki portal. Malowidła są jeszcze czytelne, widać fragmenty tekstu, motywy roślinne, mimo tego że to tylko smętne resztki. Płyty nagrobne z XVI i XVII są w doskonałym stanie, chociaż wmurowane są w resztki muru i porośnięte krzakami. Jak długo tam jeszcze będą ? To zależy na pewno od dobrej woli jakiegoś złodzieja lub wandala, bo konserwator zabytków nie wyciągnął żadnych wniosków z lekcji jaką mu dali neandertalczycy ze wsi Sobota - cenne płyty roztrzaskali młotem na kawałki, lub ci z Twardocic - tam rozbili sarkofagi. Czy nie można ich przenieść do zadbanej świątyni w okolicy lub lapidarium ? Na co czekamy ? Liczymy na to, że porośnie je skutecznie zieleń, czy na niewiedzę złodzieja ? Ci ostatni mają orientację lepszą niż służby konserwatorskie więc można powoli odliczać czas, w jakim bezpowrotnie zginą cenne zabytki Miechowic Oławskich .





12/08/2011

Tajna baza danych MKiDN

Na łamach tego bloga kilka razy był poruszany temat kradzieży i dewastacji zabytków. W ostatnich latach na terenie Śląska była to prawdziwa plaga, która trwa do dzisiaj. W mniejszej skali, bo powoli wyczerpało się źródło i wszystko co można było zostało skradzione i zniszczone. Ocalały tylko obiekty chronione lub stojące w publicznych miejscach i przez to widoczne dla każdego. Ale i to nie jest reguła bo w centrum Gościszowa na oczach mieszkańców kilkanaście lat okradano zamek i nikt tego nie zauważył. Nawet dzisiaj niewielu widzi problem, na czele z władzami i konserwatorem zabytków. W Mniszkowie komuś "przydały się" bezwartościowe kamienne kule, a dwór przecież jest zamieszkały. Przykłady można mnożyć. Policja i prokuratura w zasadzie nie widzi powodu do ścigania takich przestępstw, bo kradzież rzeźby jest dla nich równoznaczna z kradzieżą bułki w sklepie spożywczym - niska szkodliwość czynu. W sumie można rozumować i tak, bo po co komu rzeźby ? Da się bez nich żyć. Co innego gdy zginie samochód - gołym okiem widać że to rzecz cenna. Na usprawiedliwienie trzeba dodać, że cokolwiek zginie lub zostanie w naszym kraju skradzione to i tak jest małe prawdopodobieństwo że się znajdzie, bo kradzież nie jest w kodeksie i mentalności dużym przestępstwem. Można powiedzieć - tradycja.

Policjant i prokurator nie muszą być znawcami sztuki, ludźmi kulturalnymi i wrażliwymi. Tego na studiach i w szkołach nie uczą. Swoją wiedzę powinni opierać na opinii rzeczoznawców i autorytetów w tym temacie. Problem w tym, że te autorytety albo nie istnieją, albo są zajęte bardziej przyziemnymi sprawami. Urzędnicy powołani do ochrony zabytków nie mają chęci i środków żeby te cele realizować. Czasem coś się uda, czasem nie i tak się toczy kariera zawodowa, często na stanowiskach, które są przyznawane dożywotnio i nie ma żadnej siły, która by spowodowała degradację. Ale przykład idzie z góry.

Na szczycie jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Kiedyś była w nazwie sztuka i ta zmiana jest dość symboliczna gdy obserwuje się działanie tego ministerstwa - zajmuje się wszystkim i niczym bo na nic nie ma środków poza "bankietami", "projektami multimedialnymi" i "sztuką nowoczesną" i wieloma innymi przedsięwzięciami na miarę "nowych szat króla" z baśni Anderssena.

Skupmy się na temacie - czy ministerstwo zajmuje się ewidencją skradzionych zabytków ? Oczywiście że tak. I to w jaki sposób! Jest spis strat wojennych, jest katalog skradzionych zabytków czyli jest dobrze.

Na początek straty wojenne. Ze strony MKiDN można się dowiedzieć że straty wojenne na terenie Śląska nie istnieją. To nie dziwi bo patrząc w ten sposób na naszą kulturę i sztukę te straty powinny widnieć na stronie niemieckiego ministerstwa, a u nas w katalogu - zdobycze wojenne. Czy te "zdobycze" są już dzisiaj częścią spuścizny kulturalnej naszego kraju, czy w dalszym ciągu czymś gorszym ? Tego nie dowiemy się prawdopodobnie  przez najbliższe 250 lat.

Jeszcze większe zdumienie budzi Katalog Zabytków Skradzionych. Żeby zobaczyć cokolwiek trzeba się na stronie zalogować! Krajowy wykaz zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem został opracowany i jest administrowany przez Narodowy Instytut Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów i jest  repozytorium wiedzy na temat zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem Katalog stworzony został jako narzędzie pomocne instytucjom związanym z wykrywaniem kradzieży i nielegalnego wywozu zabytków lecz jest również bezpłatnie udostępniony (w ograniczonym zakresie) badaczom indywidualnym.


Jeżeli pójdziemy na targ staroci, a tam kupimy lub odkryjemy, że ktoś sprzedaje skradziony zabytek i nie jesteśmy tego pewni to mamy problem. Nie chcemy przecież rzucać oskarżeń na niewinnego sprzedawcę gdy nie mamy pewności. Wracamy do domu, próbujemy się zarejestrować na stronie. Po tygodniu administrator odpowiada że niestety, nie zasłużyliśmy na to żeby mieć dostęp do bazy skradzionych zabytków. Kupiliśmy kradzioną rzecz nie mając pojęcia o jej pochodzeniu, ale wtajemniczeni przez administratora świetnie to wiedzą więc z przyjemnością wpadną i postawią zarzuty za paserstwo.

Dlaczego wiedza o skradzionych zabytkach jest w demokratycznym kraju tajna ? Dlaczego coś takiego firmuje MKiDN ? Mamy odpowiedź dlaczego zabytki kradzione są bezkarnie, dlaczego nikt nie ściga takich przestępstw, dlaczego nikogo to nie obchodzi. W czyim interesie jest takie postawienie sprawy ? Odpowiedź ciśnie się sama, ale nie bądźmy tak radykalni.

Świętujmy, bo nakłady na kulturę i sztukę rosną. Najwięcej środków na razie pochłaniają płyty gipsowo-kartonowe, pustaki i telewizory LCD. W nowych "multimedialnych" przybytkach sztuki nikomu niepotrzebne są eksponaty i artyści. Puści się coś z głośnika, coś z projektora, naciśnie na ekranie i jest super. Gdy już wszystko co cenne ukradną, to kolejne pokolenia słowo "rzeźba" będą znały jedynie z internetu, a "obraz" kojarzył się będzie z przekątną tabletu. Już dzisiaj policjanci i prokuratorzy kierują się przy stawianiu zarzutów takimi kryteriami, a będzie coraz lepiej...

11/19/2011

Niezwykła fontanna

Tuż obok ratusza w Gryfowie Śląskim stoi bardzo ciekawa fontanna. Wokół wysokiej kolumny umieszczono postacie bawiących się dzieci. Na postumencie leży porzucony tornister, na szczycie kolumny znajdują się medaliony z herbami miasta, Neptuna i Nereidy, a u podstawy cztery figury gryfów. Powstała w 1908 roku  i jest dziełem berlińskiego rzeźbiarza Arnolda Künne. Był on autorem min. pomnika cesarza Wilhelma I w Złotoryi, pomnika Strzelców w Oleśnicy lub fontanny Trzech Cesarzy na rynku w Ostródzie. Tylko to ostatnie dzieło przetrwało do naszych czasów na terenie Polski i oczywiście gryfowska fontanna.

 

Została postawiona na pamiątkę ukończenia miejskich wodociągów (1905 rok), ale skąd figury bawiących się dzieci ? Z tym wiąże się miejska legenda:

Był to jeden z pięknych słonecznych jesiennych dni. Dwaj przyjaciele z tornistrami na plecach szli do szkoły. Ale jak tu siedzieć cały dzień w ławkach, gdy wrześniowe słońce świeci tak mocno i woda szumi kusząco. Sami nie wiedząc kiedy, zamiast w szkole znaleźli się w pobliskim lesie, wspinali się na drzewa i zaglądali do ptasich gniazd. Po kilku godzinach wrócili do miasteczka, aby ugasić pragnienie zimną wodą z miejskiej studni. Rzucili tornistry, ochlapywali się nawzajem i wtedy zauważyli dym wydobywający się z okna jednej z kamienic. Gdy się rozejrzeli, okazało się, że pożar objął już kilka budynków. Co robić? Niewiele osób zostało w miasteczku, większość mieszkańców pracowała w polu. Sami nie ugaszą pożaru! Chłopcy pobiegli w stronę ratusza. Weszli na wieżę i z całych sił ciągnęli za sznury, uruchamiając ratuszowe dzwony. Na dźwięk dzwonów ludzie zaczęli zbiegać się ze wszystkich stron. Na szczęście pożar szybko ugaszono. A chłopcy? Nikt już nie pamiętał, że byli na wagarach, wszyscy mówili tylko o bohaterskich dzieciach, które uratowały miasto. Na pamiątkę postawiono na gryfowskim Rynku rzeźbę przedstawiającą chłopców beztrosko bawiących się przy fontannie.


11/16/2011

Dolnośląskie koszmary PRL - Mirsk

Mirsk jest małym, niezbyt bogatym, ale bardzo ciekawym miasteczkiem. Na szczęście zachował w większości swoje wspaniałe zabytki z kościołem parafialnym i ratuszem na czele. Jak dodamy do tego piękną kaplicę cmentarną i ruiny kościoła ewangelickiego oraz zachowany dawny układ urbanistyczny z kamieniczkami, których rodowód sięga przynajmniej XVIII wieku lecz w większości mają dzisiaj XIX-wieczną szatę to jest on atrakcyjnym przystankiem dla każdego turysty. Zaletą jest też położenie, tuż przy znanym kurorcie - Świeradów Zdrój. Mimo tych atutów niewielu odwiedza Mirsk, a ci którzy przyjadą i staną na środku rynku mogą przeżyć szok estetyczny. Bloki z czasów PRL i tego typu zabudowa na terenie starych miast w zasadzie nie dziwi, ale to co widzimy na rynku w Mirsku poraża. Ludzie, którzy zdecydowali się na postawienie tych budynków na pewno nie zasługują na miano architektów lub urbanistów. To musiał zrobić ktoś, kto nie miał wyczucia, kultury i elementarnego poczucia smaku. Jakaś litościwa ręka (może nawet ta sama?) namalowała linią na blokach "daszki". Ciężko powiedzieć czy jest to nawiązanie do sąsiedniej zabudowy, czy po prostu ktoś zauważył jaką zbrodnię wyrządzono tkance miejskiej i zasygnalizował że to był błąd. Nie pomogło. Te banalne klocki powinny zniknąć, ale znając życie przeżyją kolejne rozwalające się kamienice i będą szpeciły Mirsk na wieki.

 "wyczucie skali"

 "nawiązanie do istniejącej zabudowy"

 podwórko przed kościołem

 narożnik rynku - przyszło nowe - poziomem nawiązało do "starego"

też strasznie, ale w skali

11/14/2011

nowości na stronie 14.11.2011

Na stronie pojawiły się nowe zabytki lub aktualizacje już istniejących.

Szczątki pałacu w Olszanach, a właściwie portal wejściowy z fragmentem ściany mający dzisiaj symboliczny wymiar obrazujący działalność dolnośląskich PGR i specyficznej myśli konserwatorskiej dzięki której to kuriozum oglądamy dzisiaj w takiej postaci.


Dla pałaców w Bronowie i Sadach Górnych właściwie nie ma już żadnej nadziei. Niszczeją od lat i chyba tylko cud może je uratować.



Ruiny kościoła ewangelickiego w Gostkowie:


Wspaniałe zabytki sakralne Starych Bogaczowic są mało znane szerszemu gronu miłośników Dolnego Śląska. Widać na miejscu jak dobrą pracę wykonał Szlak Sakralnej Sztuki Barokowej im. Michaela Wilmanna oraz lokalne władze stawiając tablice informacyjne, tworząc miejsca odpoczynku dla turystów co pozwala poznać lepiej tą zazwyczaj omijaną obojętnie miejscowość. Na razie jeszcze wiele brakuje, patrząc na zaniedbany klasztor, ale pierwszy krok został wykonany.


Ponadto aktualizacje zdjęć z miast, miasteczek, miejscowości takich jak:














11/09/2011

Wygrać z czasem, złodziejami i wandalizmem...

Otacza nas bylejakość, chaos i kicz. Żyjemy w zdegradowanym otoczeniu nad którym ktoś już dawno stracił kontrolę. Jakość i architektura większości powstających wokół nas budynków odrzuca i przeraża. Zapanował brak reguł, poszanowania dla tradycji, którą wypracował człowiek przez lata. Wszechobecne reklamy, tarasujące ulice tysiące samochodów, plątanina wszelkiego rodzaju sieci, chaotyczna i tandetna zabudowa znieczuliły nas na piękno. W zasadzie rzadko mamy z nim do czynienia, stąd może tkwi w głębi duszy tęsknota za uporządkowanym światem widzianym na starych pocztówkach. Chcemy mieć wokół siebie chociaż jeden przedmiot pochodzący z tamtych czasów, gdy nie produkowano wszystkiego masowo w milionach sztuk, nadając każdemu z nich indywidualne cechy. Z czasów kiedy dzieła sztuki były wyznacznikiem zamożności, dobrego gustu i statusu ich właściciela. Na aukcjach staroci lub na czarnym rynku krążą setki przedmiotów pochodzących z kradzieży bo istnieje popyt na antyki, stare meble, zabytkową kamieniarkę. W latach 90-tych okazało się, że zdobycie tej ostatniej stało się bajecznie proste. Setki opuszczonych zamków i pałaców nie było chronione w żaden sposób i całkiem spore pieniądze były dla złodziei na wyciągnięcie ręki. Bezpowrotnie zginęły portale, opaski okienne, rzeźby, balustrady, płyty nagrobne, sarkofagi, kartusze herbowe masowo wykuwane i wywożone za granicę. Cięte na kawałki, przerabiane, składane w różnych konfiguracjach tworzących zupełnie nowe kreacje i "dzieła sztuki" za niewielkie pieniądze. Jednak wiele z nich ocalało do dzisiaj, tylko czy wyciągnęliśmy jakieś wnioski z lekcji jaką dało nam życie ?


W zrujnowanych kościołach, zamkach, pałacach wciąż możemy natknąć się na zachowany detal kamieniarski, epitafia, rzeźby, portale. W wielu przypadkach silnie zniszczone. Nie pilnowane w żaden sposób są wystawione na pastwę złodziei lub wandali. Dlaczego, jeżeli istnieje coś takiego jak transfer zabytku i lapidaria. Na co czekamy ?


Koszt wywiezienia tych elementów w bezpieczne miejsce nie jest wysoki, a korzyści z tego wynikające warte każdej ceny. Nie można udawać, że niektóre obiekty będą nagle odbudowane lub będą gorzej wyglądały, bo skorupom bez żadnej przyszłości niepotrzebne są już ozdoby. Poza tym przecież należy takie przemieszczenie potraktować jako swoisty depozyt. W przypadku odbudowy zabytku w każdej chwili można zwrócić je na swoje pierwotne miejsce.


Oprócz ratowania cennych detali i rzeźb jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy - tworzenie w otoczeniu większych skupisk ludzkich miejsca gdzie mieszkańcy i turyści będą mogli obcować z tym pięknem bez żadnych przeszkód. Tworzenie lapidariów, ścieżek historyczno-dydaktycznych daje szansę na uatrakcyjnienie nieciekawych miast, a przede wszystkim stają się one swoistą "reklamą" obiektów z których pochodzą. Najważniejsze że można uratować chociaż cząstkę czegoś, co jest skazane na zagładę. Trzeba tylko tego chcieć.


Aby sobie wyobrazić skutki takich działań wystarczy spojrzeć na bogate Zagłębie Miedziowe, które pod względem zadbanych zabytków jest na szarym końcu nawet w skali Dolnego Śląska. Wielki i bogaty przemysł nie poczuwa się do mecenatu nad dziełami sztuki w swoim regionie i nie dba o otoczenie swoich "włości". W tej okolicy oprócz miedzi bogactwem są wspaniałe pałace - niemal wszystkie w ruinie. Bogate miasta i biedna prowincja tworzą specyficzny kontrast. Niestety, zamożność miast nie przekłada się na ich estetykę. Ciężko znaleźć osobę, która uzna Lubin lub Polkowice za miejsca atrakcyjne dla turystów. Czy przeniesienie na teren dawnego zamku w Lubinie kamieniarki niszczejącej w okolicznych pałacach nie dodało by mu atrakcyjności ? Dlaczego nikt nie pomyślał przy tworzeniu kiczowatego "Starego Miasta"w Głogowie nad nadaniem mu pewnej autentyczności poprzez wmurowanie w ściany nowych "kamienic" oryginalnych detali, które nie mają żadnych szans na przetrwanie ?


Można się zastanawiać nad etycznym wymiarem tak radykalnego postępowania z zabytkami, ale trzeba sobie wyobrazić że złodzieje i wandale nie mają takich skrupułów. Nie ma nic nadzwyczajnego w tego typu działaniach. Wystarczy spojrzeć na wrocławskie skwery ozdobione rzeźbami pochodzącymi z nieistniejących rezydencji, dzierżoniowskie mury obronne z wmurowanymi portalami zburzonych kamienic. Takie elementy są również w Lubaniu, Bolesławcu, Świdnicy i wielu innych miastach. To wciąż za mało. Kontrowersyjny i ciekawy przykład "lapidarium" jest w Opolu, ale gdyby nie transfer to rzeźby z parków pałacowych w Kopicach i Biestrzykowicach by przetrwały do dzisiaj ? Wątpliwe, patrząc jaki los spotkał to co pozostało na miejscu. W takim razie na co czekamy ?


Obecna doktryna konserwatorska uznająca pozostawienie zabytków w swoim pierwotnym otoczeniu nie pasuje do czasów w jakich żyjemy. W wielu przypadkach się skompromitowała dostatecznie, żeby zmienić sposób postępowania ocalić to co możliwe. Czasu jest coraz mniej. Jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości powinien zobaczyć zamieszczony poniżej film:


11/08/2011

Pan Samochodzik i zabytki Dolnego Śląska

Tytuł prowokacyjny bo tytułowy bohater nigdy na Dolnym Śląsku nie był co wzbudza zdumienie. Nie ma w Polsce bardziej "skarbowego" regionu owianego legendami o ukrytych podczas wojny nieprzebranych bogactwach. Dlaczego w takim razie autor tej popularnej serii nie umieścił akcji żadnej ze swoich książek w tym miejscu pozostanie już na zawsze tajemnicą. Można się pokusić jedynie o krótka analizę opartą na jego życiorysie i twórczości.


Dlaczego to takie ważne ? Przecież to tylko literatura dla dzieci i młodzieży, która z założenia nie ma większego znaczenia. Nic bardziej mylnego. Przygody bohaterów serii miały ogromny wpływ na wychowanie dzisiejszych 30-sto, 40-sto, 50-ciolatków i starszych. W czasach PRL zaczytywali się oni w pełnych przygód powieściach, których akcja w zdecydowanej większości toczyła się w zamkach, pałacach, lub dotyczyła zabytków. W końcu główną postacią był detektyw poszukujący z ramienia Ministerstwa Kultury i Sztuki zaginionych skarbów. To dzięki Zbigniewowi Nienackiemu młodzi czytelnicy poznali historię templariuszy, krzyżaków, wolnomularzy i wiele innych, nawet jeżeli ta historia nie była do końca zgodna z prawdą. Najważniejsze, że pisarz miał niezwykły talent do tworzenia intrygi i opisywania miejsca akcji, co na długo pozostawało w pamięci. Działało to na wyobraźnię młodych czytelników i zaszczepiało w nich szacunek do zabytków i historii. Pod tym względem Dolny Śląsk, który nie pojawił się nigdy na kartach powieści stracił bardzo wiele.

Należy się zastanowić dlaczego pominięty został region w którym każda wieś ma swoją historię o ukrytych skarbach, ma najwięcej zabytków i najwięcej tajemnic do odkrycia. Autor nie znał Dolnego Śląska i nigdy tu nie był ? Zanim został pisarzem mieszkał w Szklarskiej Porębie, gdzie pracował w domu dziecka. Na pewno zdążył poznać miejscowe legendy, zabytki, nawet w ograniczonym zakresie. Może ten okres miał wpływ na późniejszą tematykę jego książek ? W takim razie dlaczego nigdy nie wspomniał o tym w późniejszym czasie ? Jedynym wyjaśnieniem mogą być niemiłe wspomnienia podczas pracy w górskim kurorcie do których nie chciał wracać.

Innym wątkiem może być działalność pisarza w okresie powojennym. Dał się on poznać jako zagorzały zwolennik systemu, który gorliwie propagował. Wielce prawdopodobne jest to, że brał udział w zwalczaniu AK-owskiego podziemia, co opisał w jednej ze swoich książek "Worek Judaszów". Ziemie Odzyskane były w tym czasie mekką odrzuconych przez system dawnych żołnierzy, gdzie próbowali oni w dalszym ciągu prowadzić walkę i sabotaż lub ukryć się w tłumie przesiedleńców. Niechęć i strach przed nimi mógł mieć wpływ na późniejsze pomijanie terenów Śląska w swojej twórczości.

Z drugiej strony trzeba pamiętać, że dolnośląskie zamki i pałace zostały zamienione na PGR-y gdzie gospodarka wołała o pomstę do nieba. Dbałość o zabytki była znikoma. Praktycznie nie istniały one jako "atrakcje turystyczne", a ich historia miała być wymazana z pamięci na zawsze. Taka scenografia nie była niczym zachęcającym do opisywania. Nienacki, który słynął ze swojego oportunistycznego podejścia do życia wolał się pewnie nie narażać opisami niemieckich pałaców wobec władzy. Jest tylko jedno "ale" - w "Księdze Strachów" bohaterowie poruszają się po "Ziemiach Odzyskanych" - po Pojezierzu Myśliborskim, gdzie jest poniemiecki pałac, pamiętnik hitlerowskiego zbrodniarza, wojna wywiadów, wszystko okraszone propagandowym komentarzem. "Niemieckie" skarby też pisarza nie przerażały, bo wojennych depozytów szukają bohaterowie w mazurskich jeziorach, Fromborku, koło Torunia. Chyba jednak nie tutaj tkwi problem.

Już nigdy się nie dowiemy dlaczego na kartach powieści nie ma zamku Książ, wieży w Siedlęcinie lub zamku Grodziec. W tym muszą tkwić osobiste przeżycia pisarza lub brak zainteresowania obcym dla niego Śląskiem. Istotne jest to, że wychowani na jego książkach młodzi czytelnicy przemierzają dzisiaj szlaki w poszukiwaniu przygody, nawet jeżeli w naszych cywilizowanych czasach jest to znacznie utrudnione. Fenomen tej serii sprawił że starsi już dzisiaj czytelnicy w dalszym ciągu sięgają po lekturę z dzieciństwa, powstają prace magisterskie i doktoraty na ten temat, a Pan Samochodzik jest dzisiaj ikoną PRL obok kapitana Klossa i "Czterech pancernych i psa".

Po śmierci pisarza powstały kontynuacje. Pisane przez różnych autorów, których wspólnym mianownikiem jest niestety brak talentu. Postacie są papierowe, dominuje przemoc i prostacki język. O opisach nie ma nawet co wspominać, chyba że chodzi nam o opisy telefonów komórkowych, samochodów lub broni. Jedno wielkie literackie dno. Nie było by o czym wspominać gdyby nie dwie ciekawsze pozycje z tej serii, których akcja toczy się w dolnośląskich zabytkach: "Pan samochodzik i zamek Czocha", "Pan samochodzik i królewska baletnica", "Pan samochodzik i perły księżnej Daisy". Szczególnie ostatnia pozycja, autorstwa Igi Karst oddaje klimat dawnych powieści. Pozostałe książki trzeba pominąć milczeniem. Może chociaż one zainteresują młodego czytelnika tak samo jak fascynowały powieści Nienackiego ? Trzeba trzymać kciuki bo "takie jest będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie". W tym wychowaniu dużą rolę odgrywa literatura, po którą tak niechętnie sięgają dzisiaj młodzi ludzie.

Filmowa kapliczka

Przy wjeździe z Wrocławia do Trzebnicy mijamy po prawej stronie ukrytą wśród zieleni kapliczkę. Przed pierwszymi zabudowaniami musimy skręcić w prawo na gruntową drogę tuż obok tej ciekawej budowli. Położona na niewielkim pagórku kaplica powstała według tradycji w miejscu, gdzie św. Jadwiga wypoczywała podczas swoich podróży do Wrocławia. Dzisiaj jest to budynek w stylu barokowym do którego prowadzi z obu stron niewielka aleja lipowa. W jej wnętrzu znajduje się ołtarz z obrazem przedstawiającym modlącą się św. Jadwigę.




To ciekawe miejsce docenili filmowcy kręcący tutaj sceny do filmów "popiół i Diament" oraz "Czterej pancerni i pies". Szczególnie znana jest ta pierwsza, w której Maciek Chełmicki, grany przez Zbyszka Cybulskiego oraz jego towarzysze, dokonują zamachu na partyjnych dygnitarzy. Stojąc w tym samym miejscu dzisiaj i przeglądając filmowe kadry nie sposób nie docenić niezwykłego uroku tego miejsca, które przez lata niewiele się zmieniło.



11/07/2011

Lapidarium przemysłowych baronów

W połowie lat 70-tych XX wieku zakłady przemysłowe i robotnicy w nich pracujący byli oczkiem w głowie ówczesnej władzy, która dbała także o ich wypoczynek. W ten sposób postanowiono stworzyć oazę, gdzie strudzeni ciężką pracą ludzie mogli by w pięknym otoczeniu zbierać siły i chwalić swoich dobroczyńców. Na obrzeżach Bogatyni powstał Ośrodek Wypoczynku Świątecznego Elektrowni "Turów". Miejsce urokliwe i ładnie położone stanowiące kontrast w porównaniu ze zdegradowaną przez kopalnię odkrywkową okolicą. Dzieło natury jednak nie wystarczyło żeby zadowolić twórców tego zakątka, którzy postanowili je upiększyć sprowadzoną z dolnośląskich pałaców kamieniarką. Jak podaje w swojej książce "Losy rezydencji dolnośląskich w latach 1945-1991" Romuald Łuczyński, nad brzegiem stawu znalazły się balustrady i rzeźby pochodzące z pałacu w Radomierzycach, kwiaton z Dębowego Gaju, ozdobne kraty i kolumny pałacu w Modłej. Wszystko w uzgodnieniu z konserwatorem zabytków! To specyficzne lapidarium już w latach 80-tych XX wieku było poważnie zniszczone. Dzisiaj zostały tylko smętne resztki postumentów, tralek i innych zniszczonych elementów, a sam ośrodek mimo, że wciąż zachował swój naturalny urok, jest zdewastowany i zaniedbany. Co się stało ze wszystkimi elementami kamieniarskimi i rzeźbami które go dawniej "zdobiły" ? Jak podaje Słownik Geografii Turystycznej Sudetów tom. 2 - kamieniarka miała być zwrócona do pałacu w Radomierzycach w przypadku podjęcia na miejscu remontu. W bogatyńskim ośrodku pozostały po niej już tylko ślady.







To nie jest jedyny przykład artystycznych ambicji dawnych dyrektorów elektrowni "Turów". Według niektórych informacji, lwy zdobiące dawniej wejście do pałacu w Siedlimowicach powinny znajdować się dzisiaj przed biurowcem elektrowni. Niestety nie udało się tej informacji zweryfikować na miejscu. Być może w Bogatyni i okolicach znajdują się jeszcze inne fragmenty dolnośląskich pałaców.