2/18/2011

Dolnośląski "Kazimierz"

Kazimierz nad Wisłą zna chyba każdy. Uwieczniony na obrazach, w filmach i częstych telewizyjnych relacjach. Pięknie małe miasteczko, które jest prowincjonalną Polską w pigułce. Dzisiaj oblegają je turyści, a artyści i gwiazdy filmowe posiadają tam swoje domy, co dodaje miastu dodatkowego prestiżu i splendoru. Zasłużenie, bo jest to jedno z najbardziej urokliwych miejsc w kraju. Do tego posiada sporo zachowanych cennych zabytków, które niemal w całości są zadbane i zagospodarowane. Są też inne miasteczka, do których lgną turyści i artystyczna bohema, takie jak Lanckorona, Reszel, Sandomierz i kilka innych.
Miłośnik zabytków Dolnego Śląska, który te miejscowości odwiedził, czuje często pewien niedosyt i rozczarowanie. Przecież takich miasteczek w Sudetach i nie tylko, jest sporo, a ich walory zabytkowe i krajobrazowe w niczym nie ustępują nadwiślańskim klimatom. Dlaczego tam jest tak pięknie, a u nas tak biednie i smutno ? Czego brakuje, żeby i tutaj było tłumnie i bogato ?
Zapewne wciąż pokutuje w świadomości "poniemiecka" spuścizna, która dla wielu ludzi dzisiaj jest barierą i powodem do odrzucenia. Innym powodem jest peryferyjne położenie, bo z Warszawy daleko, a wrocławskie elity nie mają takiej siły przebicia, w większości okupują Karpacz lub po prostu unikają okolic. Kolejną przyczyną jest liczba miejsc, gdzie można spędzić wolny czas, nieporównywalna z żadnym innym regionem. Nie bez znaczenia jest brak infrastruktury hotelowej i mieszkańcy niechętni wszelkim inicjatywom. Czy to się kiedyś zmieni ? Zapewne tak, ale do tego potrzebny jest impuls. Pierwszy krok, który odmieni życie sennych dotychczas miasteczek.
Jest ich sporo, ale do najbardziej urokliwych należy Chełmsko Śląskie. Ze świecą można szukać kamienic tak wysokiej klasy artystycznej w jakimkolwiek miasteczku tej wielkości w Polsce, a w zasadzie to jest dzisiaj spora wieś. Jak dodać do tego kościół pw. św. Rodziny i niezwykłe domy tkaczy, wszystko ukryte daleko, w górskim krajobrazie to mamy pierwszy odpowiednik Kazimierza. Inny, niepowtarzalny, a do tego wciąż nieodkryty. W sąsiedztwie znajduje się zabytek znany w całym kraju - zespół opactwa Cystersów w Krzeszowie, ale niewielu pielgrzymów i turystów tu zagląda. Brakuje impulsu, który ożywi to miejsce i zmieni nie do poznania. On na pewno kiedyś nadejdzie. Oby wytrzymały to coraz bardziej zaniedbane kamieniczki.
Taki impuls dostał Lubomierz. To kolejny kandydat do miana "dolnośląskiego Kazimierza". Lubomierz ma "Samych Swoich" i festiwal filmowy popularny w całym kraju. Oprócz tego cenne zabytki, które są dość zadbane, a malowniczy rynek wciąż robi wrażenie. Szkoda, że w całości nie przetrwał on powojennych porządków w miasteczku i część kamienic została wyburzona. Ale festiwal to tylko kilka dni w roku, poza tym jest tu sennie i cicho. Rzadko pojawiają się turyści zwabieni jego filmową sławą. Czy to się kiedyś zmieni i będzie tutaj gwarno przez cały rok ? Pierwszy krok został wykonany, a co będzie dalej pokaże czas. Lubomierz wart jest tego, żeby się nim szczycić w całym kraju.
To tylko dwa przykłady, a przecież jest jeszcze Paczków, Złoty Stok, Międzylesie, Bytom Odrzański, Srebrna Góra, Leśna i kilka innych zabytkowych miasteczek, które zachwycają swoim urokiem. 
Wielu popuka się w głowę, bo nic nie wskazuje na to, żeby któreś z nich zmieniło swoje oblicze. Tylko, czy Kazimierz zawsze był mekką turystyczną, czy raczej senną i prowincjonalną mieściną w której dominowała bieda i marazm, a dawna świetność jego zabytków była tego tłem ? Piękno tego prowincjonalizmu zostało odkryte i docenione. Miejscowa społeczność albo się zaktywizowała albo musiała odejść. Tam też nie zawsze było pięknie i kolorowo. Dlaczego to samo ma nie spotkać kiedyś Chełmska i Lubomierza ? One czekają na odkrycie i swój czas. Oby niedługo.

2/17/2011

Jałowiec niesłusznie zapomniany

Jałowiec to niewielka wieś niedaleko Lubania, która jest zazwyczaj omijana przez turystów i miłośników historii. Mimo, że zabytki, które tam znajdziemy nie należą do tych najcenniejszych to jednak warto je zobaczyć ze względu na niezwykły klimat jaki je otacza.
Przy drodze rzuca się w oczy klasycystyczny pałac, który powstał w latach 1817-1826 dla kupca Karla Christiana Lachmanna. Posiadał on również majątek w pobliskiej Olszynie. Mimo że budynek jest zaniedbany, to jednak zachował niemal wszystkie detale i jest zabezpieczony przed dalszymi zniszczeniami. Skromna klasycystyczna bryła ma w sobie wiele niepowtarzalnego uroku.
Po drugiej stronie drogi znajduje się piękne mauzoleum Karla Roberta Lachmanna z 1871 roku. Był to ostatni przedstawiciel rodu, który zginął w 1870 roku podczas wojny prusko-francuskiej. Okazała neogotycka budowla stała długi czas zdewastowana, co zmieniło się w ostatnim czasie. Naprawiono zadaszenie, a figury wróciły na swoje miejsce. Niestety, zostały dość poważnie uszkodzone i pozbawione głów, ale wciąż robią wrażenie. Można nawet stwierdzić, że zyskały tym nową, tragiczną wymowę. Otacza je dość zadbany park.
To nie wszystkie atrakcje jakie można zobaczyć we wsi. Nieco dalej leżą zapomniane i zaniedbane ruiny kościoła granicznego z 1715 roku. Powstał w czasach, kiedy w Austrii szalała kontrreformacja, a położony przy granicy Jałowiec stał się miejscem, gdzie przybywali ewangelicy ze Śląska na swoje nabożeństwa. Został bezpowrotnie zniszczony po 1945 roku, podobnie jak otaczający go cmentarz.

2/15/2011

Pałac w Kluczowej odzyska dawny blask ?

Jeszcze niedawno wydawało się, że pałac w Kluczowej skazany jest na zagładę. Runęły dachy, zawaliła się ściana frontowa, pękły mury wieży. Według nieoficjalnych informacji w ostatnim czasie ruszyły w tym miejscu prace porządkowe. Mówi się o kompletnym remoncie pałacu i jego otoczenia. Wygląda na to, że  los wreszcie uśmiechnął się do tego cennego zabytku.

2/13/2011

Kto odpowiada za zabytki ?

Sprawny aparat urzędniczy jest podstawą państwa. Każdy urzędnik jest odpowiedzialny za swoje działania, a jego obowiązkiem jest rzetelne wypełnianie swojej funkcji. Jeżeli z jakiegoś względu nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań powinien odejść, a jego miejsce zajmie osoba bardziej kompetentna i zaangażowana. Tyle teorii, bo w naszym kraju różnie z tym bywa.
Po ostatnich wydarzeniach na PKP odwołany został dyrektor tej instytucji, jednak nie udało się ze względów politycznych odwołać odpowiedzialnego ministra. Do czasu, bo jego głowy chcą wszyscy.
Trwa dyskusja i naciski w sprawie odwołania Ministra Obrony Narodowej w związku z katastrofami lotniczymi, które wydarzyły się za czasów jego urzędowania. Mówi się o postawieniu zarzutów odpowiedzialnym za te nieszczęścia ludziom. Minister ze względów politycznych wciąż jest na stanowisku, ale wywierana presja jest ogromna.
W związku z niedopełnieniem obowiązków przez służbę więziennictwa został swego czasu odwołany minister sprawiedliwości.
Ze względu na różnego rodzaju afery i niedopełnienie obowiązków odwoływani byli inni ministrowie, dyrektorzy i urzędnicy. Wydawać by się mogło, że wysokie stanowiska są dość niewdzięcznymi rolami i nigdy nie wiadomo kiedy się noga powinie. W każdej chwili można je stracić i odejść w niesławie.
Jest jednak takie ministerstwo, gdzie można spać spokojnie, a włos nikomu z głowy nie spadnie przez całą kadencję - Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wraz z podległą mu kastą urzędniczą odpowiedzialną za zabytki, czyli konserwatorami zabytków. Bez względu na to co się wydarzy, bo przecież nie ma pieniędzy na ratowanie dziedzictwa narodowego, brakuje ludzi, nie ma funduszy na benzynę, środki biurowe, materiały. Nie ma magazynów, gdzie można przechowywać cenne obiekty, nie ma przepisów, które można egzekwować. Po prostu nie ma nic. To wywnioskuje każdy, kto zapozna się z argumentacją, dlaczego WUOZ w mieście X nie robi nic żeby ratować obiekt Y. Osoby, które z racji pełnionej funkcji są odpowiedzialne za ochronę zabytków mogą spokojnie iść każdego dnia do swojej pracy, bez strachu, że spotka je dymisja lub nieprzyjemności. Zawsze jest co robić, bo jak pieniędzy nie ma, to znajdzie się jakiś naiwny, który zechce wyłożyć swoje środki na odbudowę pałacu, remont kamienicy, lub będzie musiał sfinansować badania archeologiczne. Wtedy cała energia urzędnicza skupi się na tym biednym człowieku, który zostaje osaczony przez nakazy, zakazy, zalecenia i setki innych "niezbędnych" czynności konserwatorskich. Oczywiście na własny koszt. Jeżeli nie ma funduszy na remont, lub po prostu nie interesuje się swoją własnością to nic mu nie grozi. Pałac może się zawalić, bo przecież nie ma przepisów, nie ma benzyny, żeby sprawdzić, nie ma funduszy, żeby zabezpieczyć. Wracamy do punktu wyjścia. Obiekty będące w posiadaniu skarbu państwa są zupełnie pozbawione opieki z powodów takich jak wyżej. Poza tym nie warto się wychylać w tym przypadku, bo można komuś podpaść, a kłopoty w tak mało stresującej pracy to nie jest rzecz wskazana.
Jeżeli nie jest możliwe spełnienie obowiązków przez urzędników w urzędach konserwatorskich to po co one istnieją ? Czy nie prościej będzie, jeżeli będą one działały na zlecenie, w przypadku inwestycji prywatnych, bo jedynie tym się konstruktywnie zajmują ? Jeżeli inwestorzy prywatni staną się jedynym chlebodawcą, to w końcu zacznie komuś zależeć na tym, żeby zabytki nie niszczały i jak największa ilość z nich będzie doprowadzana do stanu dawnej świetności ? Przecież w ten sposób działają już w większej części osoby prowadzące badania archeologiczne. Za co wszyscy płacimy tym ludziom ? Bo prawdopodobnie na ich pensje pieniądze się znajdują zawsze. Za bezczynne przyglądanie się jak giną kolejne cenne obiekty ? Wystarczy spojrzeć na kilka zdjęć umieszczonych poniżej i zadać sobie retoryczne pytanie - czy ktoś jest za to odpowiedzialny i poniósł karę ? Odpowiedź każdy zna. Nie było funduszy, nie było przepisów, nie było materiałów, nie było komu tego pilnować. Kiedyś, to co się da będzie już w dobrym stanie, reszta runie i nie pozostanie żaden ślad, a wtedy urwie się gałąź i spadną z niej ci wszyscy, którzy przez lata ją bezmyślnie podcinają. Szkoda tylko że stracimy na tym my wszyscy.



2/12/2011

Zniszczony Gaj

Pałac w Dębowym Gaju to przykład niezwykłego wandalizmu i zaniedbania ze strony odpowiedzialnych za to władz i konserwatorów. Każdy, kto widział to miejsce kilkanaście lat temu i zobaczy je dzisiaj musi przeżyć szok. Minęło niewiele czasu, a pałac i jego otoczenie sprawiają wrażenie jakby skończyła się jakaś niszczycielska wojna, która zmiotła z powierzchni ziemi wszystko, co stało na jej drodze. Ogołocony niemal ze wszystkich detali obiekt powinien być wyrzutem sumienia dla wszystkich, którzy nie zrobili nic aby temu zaradzić. Pałac był w ruinie od 1945 roku, jednak nie w takiej, jaką widzimy dzisiaj. Otaczające go zabudowania gospodarcze były jeszcze do niedawna wykorzystywane. Dzisiaj ciężko w to uwierzyć. Runęły dachy, walą się mury, a gołym okiem widać, że sprawili to ludzie. Dlaczego, to wiedzą chyba tylko oni sami. Kamienne opaski okienne, portale i inne detale zostały spieniężone, ale co daje niszczenie dachów, burzenie ścian, tego nie wie nikt. Chyba tylko dziką satysfakcję, której nie zrozumie cywilizowany człowiek.
Była to budowla z XVI wieku, przebudowywana w latach 1618-21 i w 1754 roku. Jeżeli chcemy zobaczyć jedyny ocalały detal pałacu musimy się udać do dalekiego Kłodzka, gdzie w lapidarium twierdzy znajduje się pałacowy portal. Znajduje się tam od dawna i szkoda, że nie zabezpieczono tak samo reszty, która pocięta na kawałki, zapewne dzisiaj ozdabia czyjeś ogródki, czy jest wmurowana w kominki. Tylko natura stara się bronić to, o co nie zadbali ludzie, skrzętnie porastając każdy kawałek pałacu i jego otoczenie.

2/08/2011

Piękno czy kicz ?

Głogów w 1945 roku przestał praktycznie istnieć. Miasto zostało zmiecione z powierzchni ziemi, a to co przetrwało, zostało rozebrane w kolejnych latach na cenną w tym czasie cegłę. Wydaje się być w tym fakcie coś symbolicznego, bo w ten sposób wkroczył on w nowy etap, z nowymi mieszkańcami, w nowych realiach. Przez kilkadziesiąt powojennych lat stare miasto było białą plamą na mapie. Odbudowano zamek, zrekonstruowano fragmenty murów obronnych, barokowy kościół pw. Bożego Ciała. Nawet okazała kolegiata położona na Ostrowie Tumskim musiała czekać na odbudowę aż do lat 90-tych. Wtedy też ruszyła pełną parą rekonstrukcja starego miasta. Tylko, czy to jest jeszcze stare miasto ?
Patrząc na architekturę budynków, które powstały i w dalszym ciągu są budowane należy się zastanowić, czy to wszystko ma sens. Poraża banalność detalu, monotonia brył, kakofonia kolorów. Ciężko powiedzieć, czy to jest wina architektów, czy "fachowej" ręki konserwatorów, którzy narzucają taki sposób tworzenia obiektów na starych miastach w całym kraju. Całość sprawia wrażenie jakby wyszła spod jednej ręki, która jest już zmęczona ciągłym powielaniem tego samego i na siłę szuka sposobu, jakby tu jeszcze udziwnić typową "kamieniczkę". W niektórych miejscach przypomina to osiedle budowane przez developera dla średnio-zamożnych klientów.
Trzeba zadać sobie pytanie, czy była możliwość rekonstrukcji przedwojennych budynków ? Każdy powie, że nie, ze względów finansowych i nie tylko. Nie wszystkie były na tyle cenne, żeby warto było o nie walczyć. Ale można było zrekonstruować chociaż sam rynek, bo to co powstaje w tym miejscu woła o pomstę do nieba. Wiernie odbudowano ratusz, ale po co wstawiono w jego mury tak rażący współczesny element ?
To tylko jeden z przykładów niekonsekwencji w działaniu na terenie starego miasta w Głogowie. Jakby nie było żadnego spójnego kierunku, żadnej wizji, tylko wlepianie kolejnych, coraz dziwniejszych budowli. Zapewne jest to też podyktowane szybkim tempem robót i chęcią jak najszybszego wypełnienia terenu za wszelką cenę, co symbolizować może typowy market, który również jest "stylizowany", a efekt tego jest po prostu żenujący.
Można powiedzieć, że to wciąż jest budowa, a efekty przyjdą po latach. Niestety, już dzisiaj można je przewidzieć. Kolory wyblakną, a te osobliwe "kamienice" będą straszyły jeszcze bardziej. Inaczej starzeje się szlachetny tynk, który jest wzbogacony cegłą klinkierową i kamiennymi detalami, a inaczej styropian i stal. Styropian po prostu się brudzi i zacieka, co każdy może zauważyć na niejednym blokowisku, w ten sposób potraktowanym przez modną ostatnio termomodernizację. Może ratunkiem będzie stworzenie odpowiedniego klimatu w tym miejscu i nikt nie będzie zwracał uwagi na sztuczność otoczenia ? Może tak, ale dzisiaj go wyraźnie brakuje. Piękne są ruiny kościoła pw. św. Mikołaja i w tym stanie deklasują otoczenie. To co wyróżnia stare miasta jest ich różnorodność. Głogowskie kamienice powstawały przez wieki, były przebudowywane, powiększane, a miasto nabierało swojego charakteru, a to co powstaje dzisiaj "na raz" jest po prostu banalne i nijakie.
Co się stało z tak znaną i docenianą w świecie "polską szkołą konserwacji" ? Przecież rekonstrukcje kamienic na starych miastach w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, czy Wrocławiu budziły podziw daleko poza granicami kraju. Nawet jeżeli nie były to wierne rekonstrukcje, jak w Gdańsku, to jednak przetrwały próbę czasu i dzisiaj tysiące turystów doceniają te decyzje.
Dawne ideały wyparł pieniądz. Ważne jest żeby było szybko i tanio, a nie rzetelnie za dobrą cenę. Liczą się słupki w arkuszu kalkulacyjnym, a nie sztuka, czy jakieś zasady. Efekty widzimy na każdym kroku. O szkole konserwacji nie ma przy tym co mówić, bo coś takiego już nie istnieje. Nikomu niepotrzebne są głębokie studia nad architekturą, bo liczy się tylko "stylizacja". W ten sposób powstawały dawniej wielkopłytowe osiedla i ta przestroga historii została niezauważona. Wkrótce zobaczymy identyczne "stare miasta" w Kołobrzegu, Elblągu, Lęborku, czy Szczecinie. W tym ostatnim zadbano chociaż o rynek...
Ta krytyka jest subiektywnym odczuciem, bo przecież są tacy, których ta "świeżość" szczerze zachwyca. Jest czysto, nowe chodniki i drogi, na deptakach kwiaty, a w podwórkach zadbane ogródki. Być może oni mają rację, bo świat się zmienia i pewne rzeczy już nigdy nie wrócą. Dzisiaj są inne kryteria piękna, niż były jeszcze kilkadziesiąt lat temu, inny styl życia, inne ideały. Znajdą się tacy, dla których dzisiejszy Głogów jest piękniejszy niż zachowana niemal w całości w dawnym stanie Bystrzyca Kłodzka, czy Paczków. Nie widać biedy, wszechobecnych meneli, nie odpada nigdzie tynk, a w podwórkach nikt nie załatwia potrzeb fizjologicznych. To jest jak porównanie nowej "galerii handlowej" z tradycyjną ulicą, większość wybiera to pierwsze. I oni też mają swoją rację.
Czy jest jakaś alternatywa ? Oczywiście. Wystarczy wymusić dawny podział działek, wyznaczyć nieprzekraczalne gabaryty budynków, określić spadki dachów, ustawienie względem ciągów pieszo-jezdnych, wyznaczyć materiały z jakich mają powstać budynki i dać wolną rękę architektom. W ten sposób można było uzyskać tak potrzebną w tym miejscu różnorodność. Żyjemy w XXI wieku i co pozostawimy przyszłym pokoleniom ? Sztuczną makietę rodem z Disneylandu ? Wielu może mieć obawy, ze względu na spuściznę PRL-u na terenie różnych starówek, gdzie wstawiano zwykłe bloki wielkopłytowe lub sztampowe pawilony handlowe. Ale nawet na takich starówkach nie brakuje budynków modernistycznych wysokiej klasy. Czy wrocławski "Kameleon", "Renoma" i inne budynki wybitnych architektów przedwojennych szpecą, czy dodają dodatkowego uroku i różnorodności ? Pomijając narożnik rynku są prawie niezauważalne, w większości ładnie się starzeją, powstają o nich kolejne opracowania naukowe. Czy trzeba udawać coś, co już nigdy nie wróci ? Czy współczesna architektura na głogowskim starym mieście była by czymś gorszym niż to co jest dzisiaj ? Też współczesne, ale nieprawdziwe w swojej wymowie. Czy trendy w architekturze XXI wieku muszą wyznaczać konserwatorzy zabytków, którzy nie mają o tym większego pojęcia ? Bo przecież ich rolą jest ratunek zabytków, a nie tworzenie nowych. Ich rolą jest zmuszenie inwestora do odtworzenia prawdziwych wartości, które nie przetrwały, czyli wierna rekonstrukcja i nic więcej. Jeżeli się nie da, to chyba trzeba stworzyć architekturę na miarę czasów w których żyjemy. Jeżeli dawniej by tak myślano to świat stanąłby na etapie gotyku, lub wcześniejszych epok. Inni potrafią, to my też możemy. Wystarczy zobaczyć jak to robią w Holandii, we Włoszech, czy nawet w sąsiednich Czechach. Często tradycyjnie, ale nie krzykliwie i nachalnie. Dzisiaj prawdziwym pięknem głogowskiej starówki wciąż pozostają ruiny gotyckiego kościoła. Jest wciąż piękny i jest autentyczny.
Ten tekst nie ma na celu zniechęcanie kogokolwiek do odwiedzenia Głogowa, a wręcz każdy powinien pojechać i sam ocenić na miejscu, czy mu się to podoba czy nie. Miasto jest jednym z ciekawszych na Śląsku, a na pewno jest jednym z najbardziej zadbanych. Nie brakuje cennych zabytków i ładnych miejsc, gdzie można poczuć prawdziwą historię. Każdy znajdzie coś dla siebie i na pewno nie będzie zawiedziony. Nawet jeżeli coś się nie podoba, a pozostaje na długo w pamięci to na pewno jest wartością samą w sobie. Można narzekać, wytykać błędy, szukać niedoróbek, ale nie sposób nie docenić, że Głogów wraca do życia.

2/06/2011

Dwa światy

Zamek Tenczyn to jedna z największych atrakcji województwa małopolskiego. Mimo tego że jest w kompletnej ruinie, która w ostatnim czasie postępowała w zastraszającym tempie. Gmina, do której zamek należy niespecjalnie starała się aby to zmienić, ale trzeba uczciwie przyznać, że jej możliwości były niewielkie. Ogromną pracę wykonało stowarzyszenie Ratuj Tenczyn, które z wielkim samozaparciem walczyło i nadal walczy o ten zabytek. W ostatnim czasie na jego terenie rozpoczęły się prace remontowe, czyli historia jakich wiele, tym razem ze szczęśliwym rozwiązaniem. Można nawet porównać ostatnie losy zamku do analogicznych przykładów na terenie Dolnego Śląska. Jednak każdy, kto odwiedzał Tenczyn zauważył że nie do końca jest tak samo.
Podjeżdżając do ruin parkujemy na rozległej łące należącej do jednego z gospodarzy, który pobiera opłaty za postój samochodu. Tuż obok, w jednym z domów działa mały sklep z niewielką knajpką, gdzie można zjeść i się napić. Inicjatywa mieszkańców godna podziwu z korzyścią dla obu stron.

Tymczasem turysta podjeżdżający na przykład pod zamek w Świnach parkuje samochód przy drodze, czyta tablicę informacyjną na bramie i wraca. Zero jakichkolwiek opłat, nie ma gdzie przystanąć i się napić, nikt nie chce jego pieniędzy. Podobnie jest w innych miejscach. Większość z nich opanowana jest przez zamroczonych alkoholem żuli, wszędzie walają się śmieci i jest tak zarośnięta samosiejkami, że nie da się nic zobaczyć. Nikt nie dba o miejsce, które mogło by przynosić konkretny zysk. Wystarczy wykosić trawę, zrobić miejsce na grilla, niewielkie stoisko gastronomiczne. Są wyjątki takie jak Bolków, Chojnik, Siedlęcin i wiele innych, ale to tylko wyjątki...
Wracamy do Małopolski. Tuż obok zamek Lipowiec w Babicach. Ruiny zamku będące filią muzeum w Chrzanowie. Muzeum niewielkie, a jednak utrzymuje stojący kilka kilometrów za miastem zamek. Zadbane otoczenie, zabezpieczone mury, niewielka ekspozycja w środku. Można bezpiecznie zwiedzać od piwnic po szczyt wieży. W dzień powszedni ludzi niewiele, ale w weekendy tłumy przyjeżdżające na organizowane imprezy. Poniżej zamku skansen we wsi Wyzgiełów. Miejsce niemal kompletnie turystycznie zagospodarowane.
Nieco dalej zamki jurajskie. Różny jest ich stan prawny, różne dzieje i stan obecny. Niemal wszystkie w ruinie, ale do każdego prowadzą drogowskazy, są tablice informacyjne, miejsca postojowe, ławki, skoszona trawa i nigdzie nie grozi niebezpieczeństwo zawalenia murów. Dla wielu gmin są to bardzo ważne miejsca, ze względu na turystów, bo ich strategia się właśnie na tym opiera. Jedne są spokojne i ciche, bez tłumów odwiedzających, a w innych komercjalizacja sięgnęła groteskowych rozmiarów, tak jak w Podzamczu koło Ogrodzieńca. Zamek zamienił się w "wesołe miasteczko", a do jego murów ciągną się niekończące rzędy straganów. Są zjazdy na linie, karczmy piwne, park miniatur i inne atrakcje dla mało wymagających. Koszmar dla każdego miłośnika zamków, ale coś za coś. Z pieniędzy zarobionych w Podzamczu powstała kolejna atrakcja obok - gród na górze Zbirów. We wsi niemal na każdym podwórku jest płatny parking dla turystów, powstają knajpki i gołym okiem widać, że niemal wszyscy mieszkańcy żyją "z ruin".
Wiele się mówi o turystycznej promocji Dolnego Śląska, jednak brakuje kompleksowych działań takich jak w Małopolsce, czy na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Cała strategia opiera się na kilku obiektach, a reszta jest wstydliwie schowana w zaroślach. Czy dolnośląskie gminy są tak biedne, że nie stać ich na skoszenie trawy i postawienie tablic informacyjnych ? Czy mieszkańcy są tak bogaci, że nie potrzebują żadnych dodatkowych pieniędzy zarabianych łatwym kosztem ? Czy jedynym sposobem na ratowanie zabytków jest ich sprzedaż byle komu ? Przecież biorąc za przykład innych już dawno powinno w tym miejscu być turystyczne Eldorado, gdzie można by było krążyć bez końca poznając ciekawe miejsca. Bez strachu przed pobiciem, pogryzieniem przez psy, czy bez brnięcia po pas w pokrzywach. Każda wieś ma pałac, dwór, czy zamek, ale w niemal żadnej z nich się z tego nie korzysta. Z czego to wynika ? Z biedy ? Z nieróbstwa ? Z braku wyobraźni ? Dlaczego jedni na zabytkach zarabiają krocie, a dla innych jest to tylko kłopot i utrapienie ? Przecież to są przykłady z tego samego kraju, z sąsiednich województw, bo na opolszczyźnie sytuacja jest podobna, a nie z dwóch różnych kontynentów. A może to jednak są dwa światy ?

2/05/2011

Nie ma chętnych na pałac

Pałac w Stolcu koło Ząbkowic Śląskich widać z bardzo daleka. Dwie wysokie wieże zwieńczone (jeszcze) strzelistym zadaszeniem górują nad wsią. Korpus pałacu zawalił się w połowie, podobnie jak pozostałe budowle towarzyszące, czy wieża w parku. Ten ostatni w niczym nie przypomina zadbanego ogrodu, jaki istniał tu jeszcze po 1945 roku. Wycięte drzewa, samosiejki i grządki na których miejscowa ludność uprawia warzywa zastąpiły słynne w okolicy rosarium i partery kwiatowe. Spuścizna PRL-u widoczna na każdym kroku.

Pałac powstał prawdopodobnie w miejscu zamku z XIV wieku, zniszczonego przez husytów. W jego miejscu stanął renesansowy dwór, który spłonął w 1656 roku. Kolejna budowla z 1729 roku ze względu na osuwanie się terenu została rozebrana, a w jej miejsce w latach 1773-1779 powstał obecny pałac, który był przebudowany gruntownie w 1870 roku. Pod koniec II wojny światowej mieściła się w nim szkoła SA, a  w jego murach zorganizowano składnicę dzieł sztuki po których wszelki ślad zaginął. Pałac zajęty przez Armię Czerwoną został nieznacznie uszkodzony, jednak najgorsze nadeszło później. Niszczony i dewastowany dotrwał do dzisiaj jako kompletna ruina.

W dalszym ciągu nadaje się jednak do odbudowy. Zachowały się partie murów niemal na całej wysokości, czytelne są zdobienia elewacji, a wokół niego budynki gospodarcze, głównie z XVIII wieku. Jest dość dobrze wyeksponowany w okolicznym krajobrazie, wieś położona jest w bezpośrednim sąsiedztwie Ząbkowic Śląskich, przez które przebiegają ważne szlaki komunikacyjne, a jednak nie było dotychczas chętnego, który by chciał obiekt odbudować. Czy zniechęca do tego bałagan panujący na terenie folwarku i parku ? Czy zły stan pałacu ? Liczni mieszkańcy zabudowań folwarcznych, których nowy właściciel musiał by "odziedziczyć" razem z zabudowaniami ? Czy może ogrom pieniędzy, które by trzeba było wyłożyć, aby przywrócić to miejsce do dawnej świetności ? Zapewne każdy z tych argumentów przemawia na niekorzyść, tylko na razie nikt nawet nie spróbował, a szkoda.

2/04/2011

Ostatni taki dwór

Dwór w Sieniawce to zabytek unikatowy. Powstał w 1678 roku w miejscu wcześniejszej budowli obronnej o czym świadczą widoczne do dzisiaj ślady fosy. Jest to budynek o konstrukcji szachulcowej co wyróżnia go na tle innych siedzib szlacheckich na Dolnym Śląsku. Jest jednym z niewielu, o ile nie jedynym, przykładem dworu zbudowanego przez mniej zamożną rodzinę rycerską. Na pewno jest najlepiej zachowanym. Kiedyś ten typ budowli był licznie reprezentowany na tym terenie, ale ze względu na swoją mało trwałą konstrukcję większość z nich już dzisiaj nie istnieje. W Sieniawce zachowała się nawet data budowy na drewnianym portalu wraz z inicjałami fundatora oraz zegar słoneczny. Dzisiaj służy jako budynek mieszkalny, ale należało by się zastanowić czy nie powinien być otoczony większą opieką, bo jeżeli i on popadnie w ruinę to pozostaną jedynie stare fotografie.


2/03/2011

Co z tym zrobić ?

Są takie zabytki, które wydają się być skazane na zagładę. Nawet te, które wydają się być niezwykle cenne ze względu na swoje walory architektoniczne i artystyczne. Kiedyś fundowane przez bogate rody szlacheckie, mieszczan, czy bogate chłopstwo, stoją opuszczone, bez nadziei na lepszą przyszłość. Runął świat, który je stworzył i wydają się być czymś obcym w naszych czasach, gdzie wszystko musi mieć swoje racjonalne miejsce i opłacalność rachunku ekonomicznego. Po co w małej wsi dwa kościoły ? Po co w małej wsi teatr ?

Kościół ewangelicki w Żeliszowie został zniszczony po 1945 roku. Służył okolicznym mieszkańcom jako skład budowlany, skąd można było zawsze coś wynieść i spieniężyć, lub w najgorszym przypadku przerobić na inne cele. Sporo w tym wszystkim było bezinteresownego wandalizmu co doprowadziło tą wspaniałą budowlę do ruiny. Dzisiaj pojawia się pytanie, co z tym dalej robić ? Odbudować ? Po co, jeżeli we wsi jest kościół i wystarcza aż nadto ? Zrobić tam salę koncertową ? Dla kogo ? Salę gimnastyczną dla sąsiedniej szkoły ? Taniej zbudować nową, która będzie bardziej funkcjonalna. Wydaje się, że nie ma żadnego ratunku...

Okazały pałac w Pyszczynie widać z drogi łączącej Wrocław z Jelenią Górą. Widać z daleka wyremontowany dach, ale spojrzenie z bliska rozwiewa złudzenia, bo elewacja nie jest w najlepszym stanie, a sam obiekt służy jako budynek mieszkalny. Jego wnętrza podzielono na mniejsze aby dostosować do nowej funkcji i tylko wspaniała klatka schodowa oraz elementy rzeźbiarskie świadczą o dawnej świetności. Mogło być gorzej, bo dzisiaj nie grozi mu ruina, ale co zrobić z sąsiednim teatrem ? Stoi zaraz koło pałacu, z zamurowanymi oknami, opuszczony i zapomniany. Wybudowany w 1783 roku służył dawnym właścicielom, a dzisiaj ciężko znaleźć dla niego jakąkolwiek sensowną funkcję. Po co komu teatr w małej wsi ? W środku zachowała się scena i proscenium, a także elementy wystroju wnętrza co wyklucza przerobienie go na inną funkcję, bo dlaczego niszczyć coś co ocalało ? Wprawdzie w katastrofalnym stanie, ale jednak...


Pojawia się dylemat - co dalej robić z takimi zabytkami. Na razie dominuje postawa - zostawić, aż się rozlecą. Zostawić, niech stoją i czekają na lepsze czasy, ale czy doczekają ? Czy za 20 lat w Pyszczynie będzie potrzebny teatr, a w Żeliszowie ogromny kościół ? Odpowiedź jest jasna - nie. Wygląda na to, że jest to odkładanie problemu dla następców, którzy będą się martwić jak to zagospodarować. O ile będzie co, bo nikt nie zabezpiecza tych obiektów poza zamurowaniem otworów, co jest tylko niezbędnym minimum i nie ratuje przed warunkami atmosferycznymi i upływającym czasem, tylko przed wandalami. A może tak gruntownie odnowić co się da, przebudować i stworzyć coś nowego ? Coś co dzisiaj jest uznawane za miejsce "klimatyczne" i wyjątkowe ? Koszt niewielki, a znajdą się setki ludzi, którzy będą odwiedzali te niezwykłe miejsca. Opiszą je przewodniki, bo przecież kościołów w Polsce są setki, ale nie z takim klimatem który urzeka artystów i szczęśliwców, którzy mieli okazję zobaczyć promienie słoneczne przechodzące przez dziurawą kopułę.

Przykłady z innych miejsc pokazują, że to zdaje egzamin. W Chojnie na Pomorzu Zachodnim odbudowywany jest ogromny kościół Mariacki. Nie jest to odtwarzanie dawnej świetności, a zupełnie na nowo zaaranżowane wnętrze, gdzie żelbetowe słupy brutalnie wdzierają się w zrujnowane sklepienia, otaczają je kaplice, gdzie czas zatrzymał się w momencie kiedy zostały zniszczone.

W Gliwicach teatr miejski spłonął w 1945 roku i długi czas stał w ruinie. Dzisiaj jest to jedna z najbardziej oryginalnych scen teatralnych w Polsce, która zyskała uznanie nie tylko u miłośników sztuki, ale i u zwykłych turystów. Surowe wnętrze, zachowane w stanie po pożarze nie było odbudowywane. Niezbędne zabezpieczenia plus tymczasowa aranżacja tworzą efekt niespotykany nigdzie indziej.

Gliwice to duże miasto, Chojna to małe miasteczko ale nie wieś. Tego problemu w dolnośląskich zabytkach nie da się obejść. Tylko czy turyści i miłośnicy sztuki w takim wydaniu nie przemierzą setek kilometrów żeby przeżyć coś niezwykłego ? Na to muszą sobie odpowiedzieć samorządy i właściciele tego typu obiektów. Jeszcze jest szansa na stworzenie czegoś niesamowitego małym kosztem, na stworzenie rozpoznawalnej w kraju wizytówki jakiej nie ma nikt inny.

poniżej link do filmu Patryka Kiznego, który przedstawia magiczny kościół w Żeliszowie:

2/01/2011

Pokój - miejscowość idealna

Wystarczy spojrzeć na plan Pokoju aby zauważyć niezwykłość tego założenia w skali kraju. Niestety, tylko układ ulic i nieliczne ocalałe zabytki przypominają dawną świetność tej miejscowości. Carlsruhe, bo tak dawniej się nazywało było wzorowane na swoim większym imienniku, co dzisiaj mało kto już pamięta.

W 1748 roku książę Erdmann von Württenberg w miejscu drewnianego folwarku umieszczonego na leśnej polanie rozpoczął budowę pałacu myśliwskiego. Powstał on w miejscu skrzyżowania 8 alej, gwiaździście rozchodzących się na wszystkie strony świata. Równocześnie rozpoczęto planowanie parku w stylu francuskim i tuż za nim w stylu angielskim. W ogrodzie francuskim zbudowano baseny, mosty, kręgielnię, amfiteatr i wiele innych atrakcji umieszczonych wśród kwietnych rabatów. Całość ujednolicono pod koniec XVIII wieku z drugą częścią parku. W niej powstały pawilony ogrodowe, wśród których były dwa "zamki". Jeden z nich nazywany "szwedzkim" i drugi na Winnej Górze. Nie sposób wymienić wszystkich atrakcji i budowli, które czekały na odwiedzającego park, bo pod tym względem nie miał sobie równych w tej części Śląska. Poza parkiem istniały również małe założenia pałacowe takie jak umieszczony na wyspie "pałacyk Zofii" i położona na następnej "gwiaździsta twierdza", czy pałac letni tzw. "Menażeria". Całość urozmaicona była licznymi rzeźbami, figurami i posągami, z których do dzisiaj ocalał jedynie imponujący śpiący lew. 
Książę był wielkim miłośnikiem sztuk teatralnych i z tego powodu wybudował amfiteatr ze sceną, gdzie występowały zaproszone specjalnie zespoły. Zdarzało się, że rozdawano bilety mieszkańcom za darmo, a jedynym warunkiem uczestnictwa w spektaklu było zachowanie higieny osobistej. Do 1806 roku była to według krytyków najlepsza scena teatralna na Śląsku. Po 1857 roku odstąpiono od tej tradycji, a scenę i amfiteatr wyburzono po pożarze w 1880 roku. Książę Erdmann posiadał również swoją własną orkiestrę, która urozmaicała i tak bogate w tym miejscu życie dworskie.
W 1773 roku ukończono wznoszenie kościoła ewangelickiego stojącego przy jednej z alej odchodzących od pałacu. Nie zapomniano o katolikach, którym książę także wystawił świątynię na przeciwległym krańcu miejscowości, a także o Żydach, bo i synagoga z cmentarzem i domem rabina znalazła tam swoje miejsce. Spłonęła ona w 1938 roku, podpalona przez hitlerowców.
Nie tylko życie duchowe zajmowało właścicieli Pokoju. Powstały szkoły, w tym jedna zawodowa - Szkoła Szycia dla dziewcząt. W 1847 roku miejscowość stała się uzdrowiskiem, gdzie kąpano się w wodzie i inhalowano w parze z wyciągiem igieł sosnowych. Było też źródło wody leczniczej "Charlotta" i związana z nim pijalnia wód. Było to dość tłumnie odwiedzane miejsce, przez ludzi spragnionych zdrowia, a także spokoju i pięknego otoczenia.

Ciężko w to wszystko uwierzyć patrząc na to jak Pokój wygląda dzisiaj. Po pałacu nie ma żadnego śladu i każdy kto przejeżdża przez rondo, na którym on stał, nawet się nie domyśla jego przeznaczenia. Większość parkowych budowli została zniszczona, a rzeźby rozbite przez wandali. Całe założenie jest dość zaniedbane i nie zachęca do odwiedzin, ale na pewno warto zobaczyć rzeźbę śpiącego lwa, która jest dzisiejszym symbolem Pokoju. Każdy, kogo zaciekawiła historia i niezwykłość dawnego Carlsruhe, odnajdzie ślady przeszłości w każdym jego miejscu. W całości ocalały jedynie świątynie: ewangelicka i katolicka, a zabudowania zostały tak przerzedzone po ostatniej wojnie, że dawne uzdrowisko przypomina niczym niewyróżniającą się wieś. Jeżeli lubicie wyprawę w przeszłość z mapą w ręku i odnajdowanie historii, która odeszła na zawsze to Pokój jest idealnym miejscem dla dociekliwego turysty.


Zobacz także film pochodzący z serwisu http://www.carlsruhe.cba.pl