3/09/2011

Zamek do wyburzenia

Zamek Grodztwo w Kamiennej Górze to zabytek mało znany i często pomijany przez turystów. Powodem jest zarówno jego katastrofalny stan jak i peryferyjne położenie. Historia tej budowli sięga prawdopodobnie jeszcze XIII wieku. W latach 1565-1588 w miejscu wcześniejszego dworu Schaffgotschowie wybudowali renesansową rezydencję z wewnętrznym dziedzińcem z krużgankami. Całość otaczały umocnienia bastionowe. Przez wieki zamek przechodził w ręce kolejnych rodów, a w XIX wieku został poważnie przebudowany. Przetrwał II wojnę światową bez szwanku, a w jego murach ulokował się miejscowy PGR. Na powojennych zdjęciach widzimy zdewastowaną i opuszczoną budowlę, która zachowała niezwykle dużo cennych detali. Portale, opaski okienne, okazała brama wjazdowa zachwycają każdego. Ten stan trwał do lat 60-tych XX wieku, kiedy Grodztwo spłonęło. Zrujnowana budowla została rozkradziona, a zamkowe mury pozostawione na pastwę losu. Do dzisiaj nie podjęto żadnych prac zabezpieczających, a efekty takiej polityki widział każdy odwiedzający Kamienną Górę.





W PR Wrocław mogliśmy usłyszeć audycję na temat ratowania zabytków, gdzie podjęto temat zamku Grodztwo jako niechlubnego przykładu dewastacji i zaniedbania. (http://www.prw.pl/articles/view/12906/Mandat-za-zabytki)
To co słyszymy z ust miejscowych władz wydaje się być absurdem, ale to prawda. Zamierzają wystąpić do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z wnioskiem o wykreślenie zamku z rejestru zabytków. Kolejnym krokiem ma być wyburzenie obiektu. Powodem jest brak funduszy na odbudowę, czy chociażby zabezpieczenie murów w formie trwałej ruiny. Pan burmistrz Kamiennej Góry zapowiada odwołania, jeżeli miasto zostanie ukarane mandatem prze WUOZ w Jeleniej Górze.  Ciężko ustosunkować się do tych słów w XXI wieku, w europejskim kraju, kiedy wydaje się że osiągnęliśmy jakieś standardy kulturalne i cywilizacyjne. Słowa wypowiadane przez urzędnika państwowego muszą razić każdego, kto posiadł jakąkolwiek wiedzę historyczną i uważa się za człowieka kulturalnego. Nie może być zgody na niszczenie śląskiego dziedzictwa przez władze, które są między innymi powołane do jego ratowania i promocji. Sposób pozbycia się problemu ruin, prezentowany przez kamiennogórskich włodarzy należy uznać za nawoływanie do przestępstwa. Zgodnie z ustawą o ochronie zabytków organy administracji państwowej zobowiązane są do ochrony zabytków, a nie do ich niszczenia! Prawo jest jasne - Kto niszczy lub uszkadza zabytek, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 . Sposobem kamiennogórskich urzędników na uniknięcie kary ma być wykreślenie zabytku z rejestru, a nawet jak się nie uda, to zapowiadane jest unikanie odpowiedzialności. Co mają powiedzieć obywatele na taką linię obrony ? Czy my wszyscy możemy nie płacić mandatów, tłumacząc się brakiem pieniędzy ? Przykład idzie z góry.
Idąc tym tokiem rozumowania zburzmy wszystkie ruiny, a w kraju będzie pięknie. Nie ma takiego miasta i gminy, które ma nadmiar pieniędzy więc do akcji powinny wkroczyć buldożery. Bolków, Chojnik, Świecie, Srebrna Góra, Lipa, Owiesno i tysiące innych to przecież tylko ruiny. Wprawdzie wiele z nich przyciąga tysiące turystów, ale co to ma za znaczenie. W Kamiennej Górze mamy do czynienia z wyjątkiem.

3/08/2011

Zabytek, czy makieta ?

Pierwsze wzmianki o zamku w Żmigrodzie pochodzą z 1296 roku, a w 1375 roku należy do książąt oleśnickich. W 1492 roku przechodzi na rzecz Władysława Jagiellończyka, a ten przekazuje warownię Wilhelmowi Kurzbachowi. W 1560 roku powstała zachowana do dzisiaj wieża mieszkalna. W XVI i XVII wieku pożary niszczą budowlę. Nowi właściciele - Hattzfeldowie budują w latach 1655-1657 w miejscu zamku okazały, barokowy pałac. Był on jeszcze przebudowywany w XVIII i XIX wieku. W jego murach gościły znane osobistości takie jak: car Rosji Aleksander I, król Prus Fryderyk Wilhelm III, którzy wraz z posłami angielskimi obradowali jak pokonać Napoleona. Pałac spłonął w 1945 roku, a w latach późniejszych dokonano wielu wyburzeń, które miały przypieczętować jego los. Jedynym ocalałym obiektem była "piastowska" wieża.

Wydawało się, że obiekt podzielił los wielu jemu podobnych i stopniowo będzie zamieniał się w coraz większą ruinę. W ostatnich latach gmina Żmigród sięgnęła po fundusze unijne na zagospodarowanie parku oraz zabezpieczenie ruin i pierwsze efekty możemy podziwiać dzisiaj. Wyremontowano wieżę, ale ruiny pałacu nie zostały odbudowane, lecz tylko zabezpieczone. Sposób konserwacji jaki zastosowano w tym przypadku jest, delikatnie mówiąc, dość kontrowersyjny. Całość sprawia wrażenie makiety filmowej, a nie zabytku. Ciężko powiedzieć dlaczego przyjęto takie rozwiązania, które rażą swoją sztucznością. Wyremontowana fasada główna, podparta z tyłu stalową konstrukcją w chwili obecnej nie stanowi dla miłośników żadnej wartości architektonicznej. Dlaczego postanowiono tak pieczołowicie zrekonstruować tą ścianę wiedzą chyba tylko autorzy. Wydaje się, że lepsze by było pozostawienie jej w pierwotnym, surowym stanie, zamiast tworzyć sztuczną dekorację. Czy uratowano zabytek, czy go zniszczono ? Zdania są podzielone. To nie jest koniec, bo w miejscu zabudowań gospodarczych powstanie pergola imitująca ich dawny kształt i zarys. Tylko w tym przypadku znowu mamy do czynienia z imitacją, a nie konserwacją zabytków.
Jak w każdym dziele, również w tym można znaleźć plusy i minusy. Na pewno na plus można zaliczyć renowację parku, zabezpieczenie ruin i wyremontowanie wieży. Lepiej, że jest to miejsce zadbane i licznie odwiedzane przez mieszkańców niż kolejny zapuszczony i zdemolowany zakątek pełen śmieci. Może ta niedokończona fasada natchnie w przyszłości urzędników, lub prywatnego inwestora do podjęcia kolejnych kroków ? Oby tak było, bo na tej zasadzie można tworzyć kolejne pałace z dykty i styropianu, zamiast je po prostu remontować.



3/04/2011

Niemojów

Niemojów jest rzadko odwiedzany przez turystów. Położony tuż przy granicy państwa, na skraju Kotliny Kłodzkiej, był przez lata powojenne systematycznie wyludniany i niszczony. Niewielu wie o niezwykłej budowli we wsi jaką jest renesansowy dwór sołtysi. Ze względu na bogactwo zdobień, których wiele przetrwało do dzisiaj, jest unikatem i mimo skromnej funkcji bliżej mu do pałacu możnowładcy niż siedziby sołtysa.
Powstał w 1576 roku jako siedziba władzy wolnego sołectwa. Był rozbudowywany w XVII i XVIII wieku, a pamiątką tego jest zachowana do dzisiaj tablica z datą 1727. Przez pewien czas właścicielką dworu była Marianna Orańska. Przed wojną pełnił funkcję niewielkiego hotelu, a jego dziedziniec stał się częstym motywem uwiecznianym przez artystów. II wojnę światową przetrwał bez szwanku, a to co widzimy dzisiaj jest efektem gospodarowania w Niemojowie nowej władzy. Zachowały się tylko ściany nośne i porównując ten obrazek, z przedwojennymi zdjęciami ciężko dojrzeć jakiekolwiek podobieństwo. Z pięciu budynków wchodzących w skład kompleksu przetrwały tylko trzy. Wszystkie w ruinie. W1993 roku został kupiony przez osobę prywatną, ale poza uprzątnięciem ruin niewiele się tam działo do dzisiaj. Obecnie ten unikatowy zabytek wystawiony jest na sprzedaż i należy wierzyć, że znajdzie się pasjonat, który przywróci mu dawny blask.



3/01/2011

Można inaczej

Niedawno w notce "dwa światy" zastanawialiśmy się dlaczego na Dolnym Śląsku nie dba się o zabytki, nawet te zrujnowane, tak jak w innych regionach. Padło wiele pytań bez odpowiedzi, bo to jest chyba zadanie dla socjologów, psychologów i ekonomistów. Przeciętny człowiek tego nie zrozumie. Pytania o brak wykorzystania cennych historycznie obiektów w promocji miejscowości, brak wykorzystania ekonomicznego, brak poczucia estetyki miejsca w którym się żyje i wiele innych. Tymczasem można takie przykłady zobaczyć w innych częściach kraju. Jest na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej mały niepozorny kościółek, który jest przykładem kontrastu z jakim się spotykamy. To ruina kościoła pw. św. Stanisława k. Żarek. Niepozorne mury, krótka historia, gdzieś w polach za miastem. Gdzie im tam do dolnośląskiego Żeliszowa, Twardocic, Soboty i dziesiątek innych, ewangelickich głównie świątyń, które popadają w ruinę bez żadnego zainteresowania ze strony władz i lokalnych społeczności. Niewielkie gabarytowo ruiny żareckiego kościółka są za to przykładem jak powinno wyglądać otoczenie tych pierwszych i jak można je turystycznie zagospodarować. Trzeba tylko chcieć. W Żarkach są ławeczki, parking, miejsce biwakowe, tablice informacyjne, wspaniały punkt widokowy, a nawet toaleta dyskretnie ukryta za drzewami. Wszystko to pod czujnym okiem kamery monitoringu.


Wydaje się to być niewiarygodne, jeżeli wcześniej widziało się ruiny kościoła w Nowym Kościele. Zarośnięte, niedostępne, zapuszczone i z każdym rokiem coraz bardziej zniszczone. Warto dodać, że żarecki kościółek jest zabezpieczony jako trwała ruina, a czyjaś ręka w dawnym prezbiterium powiesiła krzyż. To też szokuje, bo na Dolnym Śląsku nie mieszkają muzułumanie, czy wyznawcy hinduizmu. W najlepszym przypadku patrzą obojętnie jak niszczeją chrześcijańskie kościoły, które przede wszystkim są zabytkami i historią tej ziemi. Nikomu nie przeszkadza życie wśród ruin, ani nikomu nie przyjdzie do głowy stworzyć coś takiego jak w niedalekich przecież Żarkach. W ruinach kościoła ewangelickiego w Gościszowie ktoś ustawił budę dla psa. Kilkaset metrów od katolickiego kościoła i nikogo to nie razi. A może to są dwie różne kultury ?