2/06/2012

Kłopotliwy zabytek

Totenburg w Wałbrzychu formalnie zabytkiem nie jest, ale nie ma wątpliwości że jest to budowla wyjątkowa. Powstała w latach 1936-1938 według projektu Roberta Tischlera, wybudowana przez tych samych murarzy i artystów, którzy stworzyli mauzoleum - rotundę na Górze Świętej Anny. Budynek na rzucie prostokąta przypomina swoją architekturą rzymski obóz warowny. Na dziedzińcu otoczonym krużgankami stała bogato dekorowana kolumna z płonącym zniczem, przed fasadą plac defiladowy. Wymowa jasna - czczenie poległych bohaterów udekorowane nazistowską symboliką i rytuałem. Dzisiaj jest to spuścizna kłopotliwa i niechciana. Niszczejące mauzoleum wisi nad Wałbrzychem i brak pomysłu co z nim zrobić.



Gdy spojrzymy na ten obiekt bez emocji, zapomnimy o ideologii, kłopotliwej historii to widzimy intrygującą budowlę o doskonałych proporcjach i wysmakowanym detalu. Nawiązującą do antycznych rzymskich wzorców, ale jednocześnie nowoczesną w wyrazie, stanowiącą nie tylko ciekawostkę historyczną, ale i architektoniczną. Nawet położenie na zboczu wzniesienia, górującego nad miastem ma w sobie coś magicznego. Gdyby nie te hitlerowskie duchy krążące nad ruiną...



Jest to chyba jedyne w Polsce mauzoleum z tego niechlubnego okresu, które cudem ocalało do naszych czasów. Nie istnieje już wspomniana wyżej rotunda na Górze św. Anny - w jej miejscu po II wojnie światowej powstał doskonały monument Xawerego Dunikowskiego ku czci Powstańców Śląskich. Tuż obok przetrwał jednak wspaniały amfiteatr wraz z bramami. Nie ma już Tannenberg Denkmal w Olsztynku, gdzie spoczywały szczątki Hindenburgów. Rozmach i ogrom tej budowli szokuje do dzisiaj. Po wzorowanym na zamkach krzyżowców pomniku nie został nawet ślad, a jedyną pamiątką jest figura lwa na olsztyneckim rynku. Celowo niszczone i wysadzane w powietrze inne pamiątki po III Rzeszy nie miały żadnych szans na uratowanie i nietrudno to zrozumieć. Nikt nie zastanawiał się nad ich architekturą i wartością artystyczną w obliczu tragedii II wojny światowej. Musiały zniknąć na zawsze.



Totenburg w Wałbrzychu przetrwał w tajemniczy sposób do dzisiaj, kiedy możemy sobie pozwolić na spojrzenie z odpowiedniego dystansu i ocalić go dla przyszłych pokoleń. Na pamiątkę i ku przestrodze. Jako przykład doskonałej architektury i świadka historii. A może trzeba zapomnieć ? Zostawić tak jak jest ? Może wyburzyć ? Może Wy macie pomysł na wałbrzyski Totenburg ?

zdjęcia Hannibal Smok

1 komentarz:

  1. ja bym zostawiła oczywiście, jako pomnik- pamiątkę przeszłości, bez emocji właśnie. Dla podkreślenia "rzymskiego" charakteru i kontrastu z murem, a także dla złagodzenia skojarzeń zasiałabym wewnątrz łąkę, kwietną murawę (skojarzenia: przyroda rządzi i bierze w posiadanie, wszystko zasypuje piasek czasu, ogród miłości). Zabezpieczyłabym jako trwałą ruinę, przekrywając mury "zielonym daszkami" na nieprzepuszczalnym dla wody materiale. Posadziłabym w pobliżu przynajmniej jedno drzewo- dąb jako wyraz "siły spokoju", jesion dla odczynienia uroku albo sad owocowy jako symbol pokoju. Tylko po co to wszystko, dla kogo i kto za to zapłaci. Wątpię, żeby ktoś chciał sobie tam robić plener ślubny...;-p knajpa jakoś też nie bardzo... ogniska prowokują do "5 piw"... ale mimo wszystko, zostawiłabym.

    OdpowiedzUsuń

Administrator strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.