3/31/2012

Cały naród wciąż buduje swoją stolicę

Nasze państwo bardzo dba o kulturę i sztukę. Jak nigdy dotychczas. Nakłady przeznaczane na kolejne muzea, sale koncertowe, imprezy, wystawy, teatry robią wrażenie:

Wiosną 2012 r. zakończy się remont nieczynnego dziś Muzeum Narodowego w Warszawie. Podczas uroczystego otwarcia, zaplanowanego na 20 maja, zostaną zainaugurowane obchody 150-lecia muzeum. Zwiedzający wejdą w maju do zupełnie inaczej urządzonych galerii, podkreślających ciągłość i jednolitość sztuki europejskiej. Remont, finansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, będzie kosztować 15 mln zł.

Gmach Muzeum Historii Żydów Polskich, wznoszony na placu przy pomniku Bohaterów Getta na Muranowie, w sercu dawnej dzielnicy żydowskiej, ma być gotowy do czerwca. Potem w budynku rozpocznie się instalowanie ekspozycji opowiadającej 1000 lat historii Żydów polskich, która zostanie po raz pierwszy zaprezentowana podczas otwarcia placówki w kwietniu 2013 r. Koszt budowy budynku, finansowanej przez władze miasta i resort kultury, szacuje się na 180 mln zł.

Na terenie Warszawy trwa również modernizacja zabytkowych kompleksów muzealnych. Prawie ukończono remont rezydencji króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie, na rozpoczęcie rewitalizacji czekają historyczne obiekty w Parku Łazienkowskim.  Do 2015 r. ze ścieżek w Parku Łazienkowskim ma zniknąć asfalt, zastąpi go nowoczesna żwirowa nawierzchnia. W planach muzeum znajduje się również odnowienie otoczenia pomnika Chopina, ogrodu oranżeryjnego oraz konserwacja królewskiej kolekcji dzieł sztuki. Planowane jest również przeprowadzenie modernizacji Starej Pomarańczarni. Wszystkie prace w Łazienkach mają pochłonąć 60-80 mln zł.

Siedziba Muzeum Wojska Polskiego w Warszawskiej Cytadeli ma być gotowa w kwietniu 2014 r. Rok wcześniej w kaponierze cytadeli zaplanowano uruchomienie Muzeum Katyńskiego. Szacowany koszt budowy Muzeum Wojska Polskiego to 485 mln zł. Według szacunków, Muzeum Katyńskie pochłonie 58 mln. Obie inwestycje sfinansuje Ministerstwo Obrony Narodowej. Resort liczy również na dodatkowe środki z Unii Europejskiej.

Muzeum Historii Polski zostanie uruchomione w nowej siedzibie zlokalizowanej nad Trasą Łazienkowską najwcześniej w 2017 r. Rozpoczęcie jej budowy jest uzależnione od podpisania przez ministra kultury umowy realizacyjnej z architektem, co szef resortu zapowiada na drugą połowę 2012 r. Jeżeli to nastąpi, prace budowlane ruszą w 2014 r. Koszt tej realizacji to 320 mln zł. 80 proc. tej kwoty zostanie pokrytych ze środków unijnych, resztę przekaże resort kultury.


To wszystko w Warszawie. Cały naród wciąż buduje swoją stolicę, chociaż tym razem pomaga jeszcze Unia Europejska. Wydawanie setek milionów złotych na muzea w których nie będzie eksponatów tylko nowinki techniczne jest marnotrawstwem niespotykanym dotychczas w naszej historii. W szczególności gdy spojrzymy ile cennych zabytków ginie w całym kraju, gdy brakuje kilkudziesięciu tysięcy złotych by zabezpieczyć dach prowincjonalnego kościoła, nie ma kilku tysięcy na zabezpieczenie ruiny starego pałacu, nie ma funduszy na inwentaryzacje, archiwizacje, magazynowanie prawdziwych zabytków. Znalazły się miliony na budowanie kolejnych supermarketów udających muzea ku uciesze gawiedzi. W radzie każdego z nich zasiądą politycy, którzy w ten sposób budują sobie pomniki za nasze pieniądze. 

Jest jeszcze jeden smaczek w tej wiadomości:

Muzeum Łazienki Królewskie w najbliższych tygodniach podpisze umowę w ramach funduszy europejskich, dzięki której otrzyma 32 mln na remont Pałacu na Wyspie i jego otoczenia wraz z amfiteatrem. Prace rozpoczną się prawdopodobnie w marcu. Remont Alei Chińskiej, zabytkowej ścieżki ciągnącej się ponad kilometr od Agrykoli do ul. Gagarina, sfinansują dwie spółki: chińska Minmetals Corporation i polski KGHM. Firmy przeznaczyły na ten cel w sumie 5 mln zł.

W ramach komentarza kilka obrazków pokazujących zabytki w powiatach w których działa (dolnośląska firma ?) KGHM na Dolnym Śląsku. Nie ma pieniędzy nawet na ich zabezpieczenie:






3/29/2012

Nowy wspaniały świat

Każdego dnia z telewizorów sączy się nicość. W gazetach zdecydowana większość artykułów i wiadomości jest zbędna. Z portali internetowych zieje pustką. To wszystko zapakowane skrzętnie w kolorowe opakowanie  sprawiające wrażenie nadmiaru. Tymczasem w środku nie ma nic.

Tematy są trzy - polityka, plotki i konsumpcja. To one królują w umysłach naszych, naszych znajomych i naszych sąsiadów. Podawane na tacy od rana do wieczora na przemian wżerają się w nasze mózgi jak wirus.

Poseł X powiedział dwa zdania do ministra Y - krzyczy żółty pasek w telewizorze informując nas że od tego zależą dalsze losy świata. Aby to udowodnić zapraszani są do studia "eksperci" komentujący dwa zdania posła X z takim przejęciem jakby na ziemię zstąpił mesjasz i obwieścił wszystkim coś niezwykle istotnego. Chwilę później prezes partii Z grzmi z trybuny że zrobi wszystko lepiej niż prezes partii A - dokona cudów i da nam wszystkim górę pieniędzy, sprawi że słońce nigdy nie będzie zachodziło, każdy będzie szczęśliwy bo nieszczęście będzie zakazane. Natychmiast ripostuje 4 kolejnych posłów, senatorów co ponownie jest przemielone przez "ekspertów" od lewej do prawej, których jedynym zadaniem jest komentowanie tego co powie ktoś inny. Wspaniałe zajęcie.

Wkraczamy po kruchym lodzie do świata celebrytów i plotek - tak samo ważnego dla dalszych losów świata. Aktorka W ubrała taką samą kreację na pokaz nowego kleju do trzymania protez jak aktorka V! "Nie wiadomo kto, ale znany" - R rzucił swoją dziewczynę M dla sąsiada, a znany wszystkim prezenter telewizyjny kupił nowy samochód. To niezwykle istotne! "Lubię to" naciskają miliony ludzi.

To krok do świata konsumpcji, gdzie telefon S jest lepszy niż telefon J bo ma 10-rdzeniowy procesor co pomoże nam odpalić rakiety na przylądku Canaveral bez wychodzenia z domu i ładowarki. Na telewizorze możemy zrobić EKG serca, nasze auto potrafi czytać książki. Bez tego nie potrafimy żyć. Od rana do wieczora trwa polowanie na nasze umysły i kieszenie. Indoktrynacja jest tak ogromna że nie zwracamy kompletnie uwagi na nic innego. Miasta i wsie zamieniają się w śmietniki z dyskontem spożywczym w centrum jako najważniejszym budynkiem. Już nie kościół, rynek, dom kultury, muzeum, świetlica są ważne. Media każą nam kupować, kreują naszą przestrzeń, pokazują co jest ładne, co brzydkie, gdzie warto się pokazywać. Słowo galeria nie oznacza już nic więcej jak sklep pełen plastikowych roślin. Giną wypracowane przez lata krajobrazy kulturowe i relacje międzyludzkie. Gdzie tutaj miejsce na zabytki ?


Odpowiedź jest prosta - na śmietniku. To kolejny niepotrzebny nikomu element życia. Nie ma ich w mediach, czyli nie istnieją. Nie potrzebujemy starych klasztorów, kościołów, ruin zamków, pałaców, muzeów, parków i ogrodów. Nikogo nie interesuje co się tam dzieje. Można nawet powiedzieć że jest to świat przeznaczony do zniszczenia i unicestwienia ponieważ burzy ideały tak pracowicie promowane od rana do wieczora wokół nas. Kto z was podczas spaceru po starym parku, w ruinach zamku, w muzeum myśli o polityce i mydlanych operach ? To nie jest trendy! Kultura to multipleks, popcorn lub ewentualnie "multimedialne" muzeum bez eksponatów. Tam spotkamy przecież polityków i celebrytów sprzedających kolejne bzdury i produkty. To ich środowisko naturalne promowane przez media. Może poseł X zaczepi posła Y i zapełni się żółty pasek na dole ekranu ? Tylko to co się tam znajdzie jest ważne. My to kupujmy bez pytań.

3/28/2012

Nieistniejące pałace (3)

Kolejny powiat dolnośląski - powiat lubiński utożsamiany jest raczej z bogactwem związanym z wydobyciem miedzi niż z PGR-owską biedą. Prawda jest niestety brutalna - są dwa oblicza, które niekoniecznie do siebie pasują. Z jednej strony po 1945 roku, a w szczególności w latach późniejszych nastąpił rozwój miast i przemysłu, z drugiej strony, na prowincji działo się nie najlepiej i nastąpił regres niespotykany w historii tych okolic. Dewastacja zabytków w połączeniu z wojennymi zniszczeniami to był dla tutejszych rezydencji niewyobrażalny armagedon. 21 pałaców i dworów przestało istnieć, 16 zamieniło się w ruinę, 11 zachowało się we względnie dobrym stanie. 3 pałace są obecnie remontowane. Tak wygląda prawdziwe oblicze królestwa miedzi, gdzie ma siedzibę jedna z najbogatszych firm w kraju. Okolice w której operuje i ich obraz kulturowy przypominają bardziej pustkowia zniszczone wojną niż europejski region. Tutaj wciąż trwa eksploatacja bez asymilacji. Zginęły na zawsze obiekty niezwykle cenne, giną kolejne...

Pałac w Barszowie znajduje się dzisiaj na dnie zbiornika Żelazny Most. W 1968 roku uratowano rzeźby parkowe i ustawiono je przed gmachem Uniwersytetu Wrocławskiego. Cztery pory roku możemy dzisiaj podziwiać w ogrodzie wrocławskiego pałacu królewskiego, a rzeźbę Heraklesa oraz 6 kamiennych wazonów na Ostrowie Tumskim. To niewiele, ale po tej rezydencji został chociaż ślad.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/432619,foto.html

Mały ale ciekawy pałacyk z Chełmka Wołowskiego - została tylko fosa.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/372765,foto.html

Ciężko uwierzyć, patrząc na zdjęcie, że pałac w Gawronach Małych przetrwał wojnę nienaruszony wraz ze swoim wyposażeniem. Wzniesiony w XVI wieku, przebudowany w XVIII wieku na barokowy pałac i w 1907 roku w stylu neobarokowym. Pozostał niewielki pagórek: To gruzowisko porośnięte samosiewem, na którym ustawiono prowizoryczne ławki dla lokalnych kibiców. Oglądają oni czasami mecz rozgrywany na boisku założonym przed fasadą frontową pałacu w miejscu półkolistego gazonu. 
T. Mietlicki.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/75508,foto.html

Wydawać by się mogło że niemożliwe jest zrównanie z ziemią tak dużego pałacu by nie pozostał po nim żaden ślad. Gdy spojrzymy na stare fotografie pałacu w Kębłowie widać od razu że nie ma rzeczy niemożliwych. Spalona przez żołnierzy radzieckich rezydencja "wyparowała" wraz z miejscowym kościołem w latach powojennych. W jej miejscu stoją dzisiaj budynki mieszkalne.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/75741,foto.html

Pałac w Niemstowie przeżył po 1945 roku zmasowany atak szabrowników i wandali. Jeden z największych tego typu obiektów na ziemi lubińskiej został ostatecznie rozebrany w latach 50-tych XX wieku.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/283637,foto.html

W Przychowej swoją letnią siedzibę mieli biskupi wrocławscy od 1230 do 1810 roku. Później znajdowała się ona w rękach prywatnych, i przetrwała wojnę bez zniszczeń. Obiekt nie przeżył kilkunastu powojennych lat i dzisiaj nie pozostał po nim żaden ślad.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/198697,foto.html

Na koniec barokowa rezydencja w Raszowej. W tym miejscu pozostały jedynie słupki balustrady na moście. Pałac zniszczony już w 1945 roku popadł w kompletną ruinę, którą rozebrano wraz z mauzoleum stojącym w parku.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/71346,foto.html

Czy za kilka lat do tej listy dopiszemy cenne i piękne jeszcze ruiny pałaców w Siedlcach, Dziesławiu, Dziewinie, Zaborowie, Wielowsi, Orsku i Starej Rudnej ? Lista jest długa, a działań żadnych nie widać. Jeszcze jest czas żeby przywrócić chociaż cząstkę piękna tego powiatu. 21 rozebranych rezydencji i 16 w ruinie jest wyczynem godnym największych barbarzyńców.

Nieistniejące pałace (2)

Była mowa o pałacach po których nie został ślad ponieważ pochłonęła je kopalnia odkrywkowa węgla. W powiecie Jawor mamy do czynienia z podobną sytuacją - tym razem miejscowość i cenną rezydencję, która się w niej znajdowała pochłonęły wody zalewu Słup. Jezioro powstało w latach 1974-1978, lecz wyrok zapadł w 1968 roku kiedy podjęto decyzję o stworzeniu w tym miejscu zbiornika wody dla zagłębia miedziowego.

Pod wodą zginął piękny pałac w Brachowie pochodzący z XV wieku. W jego murach nocowali pruscy dowódcy: Gebhard Leberecht von Blücher i Hans David Yorck von Wartenburg tuż przed bitwą nad Kaczawą co upamiętniał obelisk znajdujący się dzisiaj na dnie jeziora. Jego replikę ustawiono przy drodze z Jawora w 1997 roku. Sam pałac przetrwał do lat 70-tych w ruinie. W tamtych czasach posiadał jeszcze piaskowcowy portal z herbem opatów lubiąskich. Co się z nim stało ? Nie wiadomo. Być może wciąż znajduje się na swoim miejscu.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/344978,foto.html 

Inny okazały pałac w powiecie Jawor, który nie dotrwał do naszych czasów znajdował się we wsi Chełmiec. Uszkodzony w 1945 roku i rozebrany w latach 60-tych XX wieku.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/71470,foto.html

Barokowy dwór w Godziszowej nienaruszony przetrwał II wojnę światową. Później w jego murach gościł PGR, który doprowadził do tego, że pałac przestał istnieć. Dzisiaj nawet nie wiadomo kiedy został rozebrany.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/251511,foto.html

Nie ma też mniej cennego pałacu w Kwietnikach. Nie został po nim żaden ślad.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/58348,foto.html

W okolicy obracają się w ruinę kolejne obiekty. Miejmy nadzieję, że pałace w Kondratowie, Piotrowicach, Mściwojowie i kilka innych nie podzielą losu wyżej wspomnianych...

3/27/2012

Lubiąskie anioły w Stężycy

Wspaniałe Stalle Anielskie autorstwa Matthiasa Steinla powstały w latach 1676-1696 dla kościoła klasztornego Wniebowzięcia NMP w Lubiążu gdzie przetrwały nienaruszone do 1943 roku. Ewakuowane do Lubomierza, następnie do Szklarskiej Poręby, zostały zabezpieczone przez Polaków i przewiezione do składnicy w pałacu Paulinum w Jeleniej Górze. Kolejnym etapem tułaczki wspaniałego zabytku był krakowski Wawel i Muzeum Narodowe w Warszawie. Tam stalle podzielono i część elementów przekazano do pałacu w Rogalinie, a pozostałe posłużyły do dekoracji zniszczonego podczas wojny kościoła p.w. św. Marcina Biskupa w Stężycy koło Dęblina.

Lubiąż, Kościół klasztorny 
Stalle w Lubiążu - zdjęcie: http://fotopolska.eu/195128,foto.html

Do dzisiaj zachowało się 215 fragmentów z 328, które składały się na całość. O ile część z Rogalina powróciła na Śląsk - do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, to pozostałe wciąż służą jako dekoracja ołtarzy i innych elementów kościoła w Stężycy. Jak dzisiaj wyglądają można zobaczyć i porównać na zdjęciach i filmie państwa Marka i Ewy Wojciechowskich.(tripsoverpoland.eu)





3/26/2012

Nieistniejące pałace (1)

Wiele śląskich pałaców i dworów ginie na naszych oczach bez żadnych perspektyw na ratunek. Brak chętnych, chcących odbudować te obiekty wraz z urzędniczą indolencją i brakiem pomysłu oraz funduszy stanowi mieszankę równą trotylowi burzącemu mury. Niestety, nie potrafimy uczyć się na błędach, bo warto przy okazji pamiętać o tym, że wiele rezydencji dzisiaj już nie zobaczymy ponieważ nie doczekały do naszych czasów i zburzono je jeszcze w okresie PRL. Przyczyny były różne, ale efekt zawsze ten sam - pozostały po nich jedynie stare fotografie i wielki żal że już nigdy ich nie będziemy mogli podziwiać.

Na początek pałace, które nie tylko nie istnieją, ale nie ma nawet śladu po otaczającym je krajobrazie. Zapadły się w ogromną dziurę odkrywkowej kopalni węgla wraz z całymi wsiami.

Pałac w Rybarzowicach gdyby istniał do dzisiaj był by zapewne uznawany za jeden z piękniejszych na Dolnym Śląsku. Wzniesiony w latach 1763-1776 zaprojektowany przez architekta z Zittau Andrzeja Hunigena dla Hansa Haubolda von Einsiedel został bogato ozdobiony i wyposażony w dzieła sztuki. Właściciele powiązani z saskim dworem zgromadzili również wspaniałą bibliotekę. Obok znajdował się stary pałac wybudowany w 1690 roku przez Nositzów, zabudowania gospodarcze i park ze świątynią dumania. Po 1945 roku w folwarku umieszczono PGR, w starym pałacu Urząd Gminy, a okazały pałac barokowy niszczał przez lata zamieniając się w ruinę. Intensywna eksploatacja odkrywki kopalni węgla dotarła w końcu do Rybarzowic skazując całą wieś na zniszczenie. Ostatni dom rozebrano na początku lat 90-tych XX wieku i wszystko zapadło się w wielką dziurę w ziemi.. Pozostały jedynie stare fotografie ukazujące jak piękne założenie pałacowe straciliśmy na zawsze. Ocalała jedynie fontanna zdobiąca dzisiaj pałac w Wojanowie.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/792498,foto.html?idEntity=537346

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/792508,foto.html?idEntity=537346l

Ten piękny obiekt porównywany jest z istniejącym pałacem w Pobiednej. Patrząc na to jak niszczeje ten ostatni oraz pamiętając o tym że po 1945 roku rybarzowicka rezydencja została zamieniona w ruinę trzeba się zastanowić co dzisiaj w tym miejscu każdy z nas by zobaczył gdyby nie odkrywka. Raczej nie przypominało by to w niczym obrazków ze starych fotografii. Być może ktoś z was ma ostatnie zdjęcia pałacu ? Może ktoś go jeszcze pamięta ?

Kolejny zabytek został zniszczony już w 1945 roku. Z tego samego powodu, chociaż nie był aż tak okazały. Można nawet powiedzieć że była to budowla dziwna i niezbyt ładna. Trzeba jednak przyznać że piętrzące się elementy budynku tworzą dość oryginalną kompozycję, której próżno szukać w innych rejonach Śląska. Trudno to jednak oceniać patrząc jedynie na stare fotografie. Wybudowany pod koniec XVII wieku pałac w Gościszowie zachował barokowy korpus w niezmienionym stanie aż do 1949 roku, kiedy wraz z całą wsią został pochłonięty przez kopalnię "Turów". Nie wiadomo czy przetrwał jakikolwiek fragment budynku (portal) lub cokolwiek z jego wyposażenia.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/625358,foto.html?idEntity=529498

To nie są jedyne "ofiary" ekspansji przemysłu w tej okolicy. Ten proceder trwa nadal pochłaniając stopniowo kolejne fragmenty "Worka Turoszowskiego" wraz z zabudowaniami. Można powiedzieć nawet że działalność kopalni wpływa pośrednio na zabytki, jeżeli przyjrzymy się tragicznemu losowi kościoła w Zatoniu.

3/22/2012

Ruina ? Wina ewangelików

Poniżej fragment "faktów" dotyczący zniszczonego kościoła w Żeliszowie. Na podstawie tego krótkiego materiału można rozpoznać wszystkie problemy tego wspaniałego zabytku i nie tylko jego.

http://www.youtube.com/watch?v=8mNORZiAxWE&feature=youtu.be

Garść cytatów i próba odpowiedzi na postawione tezy:

- wirtualne zainteresowanie nie wystarczy - Co oznacza stwierdzenie wirtualne zainteresowanie ? Zainteresowanie to zainteresowanie bez względu na medium z jakiego korzystamy. W myśl tak postawionej tezy wirtualnie interesujemy się polityką, historią, kulturą, otaczającym nas światem ponieważ korzystamy z dostępnych do tego środków, a nie sprawdzamy wszystko osobiście ? Słowo wirtualnie miało pokazać coś gorszego i mało ważnego. To uspokaja urzędników.

- ani konserwator ani gmina nie mają środków by go ratować oraz w dzisiejszych czasach gminy nie stać na to żeby aż taką dużą kwotę wyłożyć - konia z rzędem temu, który wskaże dogodny czas gdy gmina i konserwator będą mieli środki na ratowanie opuszczonego kościoła stojącego na uboczu małej wsi, daleko od większych skupisk ludzkich. Możemy się nie doczekać nigdy. Środki na wybrane cele się pozyskuje, a nie czeka na mannę z nieba i cud! Możliwości jest wiele, od środków marszałka województwa po środki unijne. We wsi Kromnów ten zabieg się udał i kościół został wyremontowany. To w tym samym województwie, dla przypomnienia.


- kościół miał pecha bo należał do ewangelików - Kościół miał pecha i ma go nadal nie dlatego że należał do ewangelików. Został zdewastowany przez nieświadomych jego wartości miejscowych wandali za przyzwoleniem władz i konserwatora. Kościół miał pecha ponieważ trafił na mur obojętności i braku odpowiednich horyzontów wśród ludzi odpowiedzialnych za jego stan. Kościół wciąż ma pecha bo nic się nie zmienia i ewangelicy nie mają tutaj nic do rzeczy.

- robimy co możemy ale możemy mało - Wyborcy właśnie takich wypowiedzi oczekują od urzędników. Po to zostali oni wybrani żeby robić mało bo mają małe możliwości. To w tym kraju normalne. Jeżeli pracownik w prywatnej firmie powiedział by swoim klientom że niewiele może to stracił by pracę a firma klientów. Lepiej brzmi stwierdzenie: robimy co możemy, dokonujemy cudów żeby gmina piękniała a ludziom żyło się lepiej. Możemy niewiele, ale wykorzystaliśmy już wszystkie możliwości żeby wieś Żeliszów a wraz z nią nasz gmina nie kojarzyła się z dewastacją i ruiną. Tylko słowa trzeba poprzeć dowodami.

- kościół możemy sprzedać za symboliczną złotówkę ale nie ma chętnych - tego oczekujemy po urzędnikach państwowych - wyprzedaży wszystkiego co możliwe. Najlepiej za złotówkę. To jest pomysł żeby było pięknie! W ten sposób można wystawić na sprzedaż sam urząd ponieważ przynosi tylko straty. Gdy wszystko zostanie sprzedane to nie będzie i tak potrzebny.

- nikt nie potrafi określić co można by było w takim obiekcie zrobić - muzeum, galerię, salę wielofunkcyjną, salę konferencyjną pod wynajem, planetarium, lapidarium, magazyn. Do Żeliszowa przyjadą turyści zobaczyć nawet to puste i zniszczone wnętrze jakie jest dzisiaj. W Kromnowie w dawnym kościele ewangelickim stworzono galerię i organizuje się wystawy. Można ? Ale przede wszystkim trzeba zabezpieczyć budynek wraz z dachem bo jak się doczekamy i ktoś wpadnie na ten jedyny pomysł to zostanie kupka gruzu.

- pomysłu na kościół nie ma konserwator zabytków - Konserwator zabytków nie jest od pomysłów tylko od egzekwowania prawa i ratowania zabytków. W tym przypadku zamiast tłumaczyć urzędników powinien egzekwować zabezpieczenie tej wspaniałe budowli jak sam o kościele mówi.

- teraz kościół żyje głównie w internecie oraz  zainteresowanie dolnośląskim dziedzictwem rośnie - na razie jedynie w wirtualnym świecie. - Idzie wiosna, dni robią się coraz cieplejsze i wkrótce na Dolny Śląsk przyjadą tysiące turystów. Są do tego zachęcani reklamami w telewizji. Wielu z nich w drodze do Wojanowa, Krzeszowa, Osówki, Książa i innych sztandarowych atrakcji zechce zobaczyć coś więcej i wtedy zetkną się nie z wirtualnym ale prawdziwym obliczem Dolnego Śląska.

3/21/2012

Wojna na żywo w Pałacu Jedlinka

Koenigsberg, 1945 rok. Hans Kloss – agent polskiego wywiadu o kryptonimie J-23 – wpada na trop skarbu zrabowanego przez nazistów. W intrygę zaangażowany jest stary znajomy Klossa - Hermann Brunner. Kloss, próbując pokrzyżować plany wroga, stara się ocalić z wojennej pożogi piękną Elzę, dla której gotów będzie zaryzykować bezpieczeństwo swojej misji.

W ten sposób reklamowana jest najnowsza polska produkcja o przygodach agenta J-23 Hansa Klossa. Film raczej udany, nie mający dotychczas odpowiednika w polskiej kinematografii. Powrót legendarnego agenta wzbudza skrajne emocje, a dynamiczna fabuła, w której pojawia się jedna z największych tajemnic II wojny światowej - Bursztynowa Komnata, nawiązuje do najlepszych wzorców filmów wojenno-przygodowych. Miłośnicy takich klimatów powinni zwrócić uwagę na inną zapowiedź:

8 maja 1945 Góry Sowie.
Adolf Hitler nie żyje od ponad tygodnia, kilka dni temu padł Berlin, a Festung Breslau, poddał się Rosjanom 6 maja....
Trwają gorączkowe prace przy ukrywaniu i niszczeniu dokumentacji Projektu Riese.
Sztab budowy Schloss Tanhausenn ( Pałac Jedlinka)...
Na dziedzińcu płoną stosy dokumentów, oficerowie pijąc koniak z posępnymi minami nerwowo pala papierosy.....
Niespodziewanie wchodzą patrole Rosyjskie.......


Ostatnia Tajemnica Riese to próba odtworzenia zdarzeń z 8 i 9 maja 1945 w Górach Sowich przy sztabie budowy projektu Olbrzym -Pałac Jedlinka. Wejście Rosjan maj 1945 i desperacka próba ukrycia i zniszczenia dokumentacji po najtajniejszym projekcie III Rzeszy. Widowisko ma charakter żywego teatru historii na zasadzie rekonstrukcji wydarzeń z końca II wojny Światowej.


Już niedługo każdy będzie mógł przeżyć osobiście przygodę na miarę filmowych bohaterów. Organizatorzy zapraszają   28.04.2012 o godzinie 15.00 do pałacu Jedlinka.

więcej na stronie: tajemnica-riese.pl
 

3/20/2012

Inne oblicze piękna

Dolny Śląsk w ostatnim czasie rozpoczął medialną kampanię reklamową pod hasłem: Nie do opowiedzenia. Do zobaczenia. W reklamach emitowanych w największych stacjach telewizyjnych przewijają się piękne zabytki Dolnego Śląska owiane atmosferą tajemnicy. Wstydliwie pomija się inne oblicze regionu, które bez trudu napotka każdy wnikliwy turysta skuszony reklamą i obietnicą wielkich wrażeń - zniszczenie, dewastacja, zaniedbanie wielu obiektów zabytkowych. One również potrafią wzruszać i zachwycać, ale jak długo jeszcze ?




Nieco smutna parodia reklamy mówi sama za siebie...

3/17/2012

Jak ratować dolnośląskie rezydencje...

Samorząd województwa dolnośląskiego przyznał dotacje na prace konserwatorskie, restauratorskie lub roboty budowlane przy zabytkach w roku 2011 w wysokości 5 050 000 złotych. 51 na 68 pozycji to pozytywnie rozpatrzone wnioski parafii rzymskokatolickich na remonty kościołów i innych obiektów sakralnych. Wśród pozostałych znalazło się 5 (SŁOWNIE PIĘĆ) zamków i pałaców. Wśród nich zamek Chojnik, pałac w Gaworzycach, zamek w Prochowicach, dwór w Warcie Bolesławieckiej i zamek w Legnicy. Ile jest zamków i pałaców na Dolnym Śląsku ? Kilkaset, może około 600-700 obiektów z czego większa połowa w ruinie. PIĘĆ obiektów otrzymuje dotacje, a reszta rozpada się w ciszy. Czyja to wina ?

To chory system przyznawania dotacji tylko zabytkom, których właściciele złożą odpowiedni wniosek. Wniosek który jest jeden - nie ratujemy obiektów najcenniejszych, tylko ciągle te same. Nie sposób negować potrzeb zamku w Legnicy, ale nie jest to zabytek pilnie potrzebujący pomocy, gdy w okolicy giną bezpańskie dzisiaj obiekty. Kto wypełni wniosek w imieniu pałacu w Siedlcach koło Lubina ? W wyniku idiotycznego prawa skazany jest na zagładę, a fundusze, które mogły by go uratować zostaną przeznaczone na prace potrzebne ale nie konieczne dla dalszego istnienia innego zabytku.

Ludzie na co dzień mający do czynienia z ochroną zabytków, ale będący po drugiej stronie barykady, czyli monitorujący działania urzędów stawiają sprawę jasno - pieniądze powinny iść przede wszystkim na RATOWANIE ZABYTKÓW, czyli zabezpieczenie tych, które są w najgorszym stanie. Nie odbudowę i nie upiększanie tylko zachowanie ich dla kolejnych pokoleń nawet w postaci ruiny.

Ile kosztują takie działania ratunkowe ? Łatwo przeliczyć ile za te 5 milionów można kupić pustaków i metrów siatki, które by posłużyły do zamurowania okien i zabezpieczenia ruin. Do podparcia naruszonej konstrukcji i do prowizorycznego zadaszenia tam gdzie trzeba. Do zabezpieczenia i magazynowania detali architektonicznych. To niewiele, ale przeznaczanie przez kilka lat tej sumy na RATOWANIE, a nie na upiększanie zabytków wiele z nich by ocaliło. Nie zawaliły by się piękne renesansowe szczyty w Dziewinie, nikt by nie odrywał sztukaterii pałacu w Brzezince, nie rozkradziono by setek cennych detali architektonicznych i rzeźb...

Koszt się zwiększy bo tak zabezpieczone obiekty trzeba objąć monitoringiem, oznakować i dbać o ich otoczenie. Regularnie kosić trawę i wycinać samosiejki. Monitoring musiał by obejmować nie tylko kamerę pod kontrolą odpowiedniej agencji ochrony, ale i stały monitoring stanu konstrukcji budynków. Jak to zrobić jeżeli większość jest prywatna lub należy do ANR ?
Tak samo, ponieważ już dzisiaj prawo pozwala na prace interwencyjne. Ich koszt pokrywa właściciel, nawet w wyniku postępowania komorniczego więc konsekwentne działania mogły by doprowadzić do uporządkowania zniszczonych pałaców, dworów i kościołów ewangelickich. Nie do odbudowy - do uratowania tego co jest. Do tego potrzebne jest jednak coś więcej niż rozpisanie konkursu ofert...

Region reklamujący się w ogólnopolskich telewizjach tajemnicą i zabytkami już dawno powinien mieć program ratunkowy i odpowiednie fundusze. Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa na prace konserwatorskie w tym roku przeznaczy 42 miliony złotych! Jakże żałośnie wyglądają te dolnośląskie dotacje na całe województwo na tle tego jednego miasta. Tymczasem media informują że w tyn roku do podziału jest kolejne 5 milionów. Nie ma jeszcze pełnej listy obiektów, ale na dotacje załapały się tak "zaniedbane" i "potrzebujące ratunku" zabytki jak pałac w Łomnicy i kościół w Dziwiszowie...

3/16/2012

Historia, ideologia i brutalna rzeczywistość

W poprzednim wpisie było o "naszym niemieckim dziedzictwie" na Dolnym Śląsku i jego niszczeniu zarówno w latach powojennych, jak i dzisiaj. Czy rolę w tym odgrywa w dalszym ciągu ideologia, czy to tylko czysta ekonomia i brak wrażliwości na piękno ? Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna.

Przejęte w 1945 roku "mienie poniemieckie" na "Ziemiach Odzyskanych" znaczyło mniej więcej tyle samo co łup wojenny na terenie wroga tymczasowo zajętym przez "naszych". Panowało poczucie tymczasowości więc grabież odziedziczonego dobra była czymś naturalnym. Szabrownicy brali co tylko możliwe i wywozili na ziemie rdzennie polskie, podobnie postępowali pierwsi osadnicy którzy nie przywiązywali wagi do tego co dostali w ramach rekompensaty za mienie utracone na wschodzie lub zniszczone przez okupanta ojcowizny w centralnej Polsce. Przykład szedł z góry, bo nasze polskie "brygady trofiejne" potraktowały bogactwo Śląska jako zdobycz i rekompensatę za utracone polskie dobra kultury. Na czele przedstawicieli władzy stali często ludzie uznawani do dzisiaj za naukowe autorytety, działające tylko i wyłącznie dla dobra placówek muzealnych i naukowych, które reprezentowali. Dzieła sztuki rozproszyły się po muzeach w całym kraju i do dzisiaj nie jesteśmy w stanie dojść w jaki sposób placówki weszły w ich posiadanie. Dzięki tamtym działaniom mamy do czynienia dzisiaj z kuriozalnymi sytuacjami jak ta, gdy muzeum w Kielcach pożycza muzeum w Świdnicy miecz, który przez wieki należał do tego ostatniego miasta. Kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej nikt nie czuje zażenowania gdy przytrafia się coś takiego. Miecz jest "zdobyczny", a Świdnica i jej muzeum miastem drugiej kategorii ? Dlaczego warszawski deweloper zachwala swój biurowiec z lat 50-tcyh XX wieku, którego wnętrze wykonane jest ze szlachetnych materiałów i udekorowane elementami starych pałaców z "Ziem Zachodnich". Bez cienia refleksji. Czy tak samo by opisywał swój obiekt w przypadku posiadania, na przykład, elementów zamku w Krasiczynie ? Wątpliwe.


W Muzeum Narodowym w Warszawie ekspozycja rzeźby średniowiecznej to niemal wyłącznie rzeźba śląska, podobne eksponaty spotkamy na każdym kroku, w każdym mieście. W każdym, tylko nie w miejscach ich pochodzenia. Stojące w rozkroku między dziedzictwem śląskim, a kulturą przywiezioną przez osadników, Muzeum Narodowe we Wrocławiu to zaledwie ułamek przedwojennych zbiorów tego bogatego regionu.

W Lubiąskim kościele klasztornym straszą gołe ściany i puste ramy po obrazach. Niemal całe wyposażenie rozproszone jest po kraju, z Warszawą na czele. Teraz tam wiszą monumentalne płótna Michaela Willmanna - śląskiego Rembrandta. Wierni odwiedzający te kościoły zapewne nie wiedzą wiele na temat ich twórcy i miejsca pochodzenia jego dzieł. Nie zdają sobie sprawy że gdzieś daleko nad Odrą stoi jeden z największych klasztorów na świecie. Stoi i straszy swoją pustką ponieważ nie ma pomysłu na jego zagospodarowanie. Może zrobić muzeum ? Tylko co w nim pokazywać ? Na razie zawiśnie sztuka współczesna.


Jest przecież przepiękny zamek Książ, jeden z największych w Polsce, jeden z najokazalszych, rozpoznawalna wszędzie ikona Dolnego Śląska. Trzeci pod względem wielkości po Malborku i Wawelu, a w środku do dzisiaj pustka... Z cennego wystroju nie ocalało wiele, zaledwie ułamek dawnej świetności. Tutaj sprawcy spustoszenia są znani - zniszczyli go sami Niemcy. Gdzie się zatem podziały inne śląskie dzieła sztuki ? Patrząc na ilość rezydencji i bogactwo regionu nieporównywalne z żadnym zakątkiem naszego kraju zadziwić może fakt, że na wschodzie Polski mamy kompletnie umeblowane rezydencje z reprezentacyjnymi wnętrzami, które szturmują tysiące turystów. Gdzie jest dolnośląski odpowiednik Nieborowa, Łańcuta, Kozłówki ? Gdzie małe tematyczne muzea w dawnych rezydencjach takie jak na przykład Opiniogóra ? Musimy zadowolić się zwiedzaniem ruin i opuszczonych PGR-ów, możemy czasami zwiedzać hotele w dawnych pałacach, gdzie zrekonstruowano jedynie fragmenty dawnego wystroju wnętrz. Są jeszcze zamki takie jak Grodziec, Bolków gdzie ciekawe są już tylko stare mury chociaż szturmują je tłumy. To nie jest tylko lokalny problem, bo borykają się z nim wszystkie "Ziemie Odzyskane". Niszczeją zamki i pałace na Pomorzu Zachodnim, na Warmii i Mazurach, na ziemi Lubuskiej. Nawet zamek w Malborku ma w swojej ekspozycji głównie kopie ponieważ wszelkie oryginały już dawno temu zabrało Muzeum Wojska Polskiego.

Czy to zbieg okoliczności ? Ideologiczne względy takiego postępowania po II wojnie światowej i w czasach PRL są zrozumiałe. W III Rzeczpospolitej nikt tych błędów nie naprawił i w dalszym ciągu Ziemie Zachodnie są w czymś gorszym w stosunku do innych regionów. Nie gospodarczo, nie komunikacyjnie, nawet nie kulturalnie. Historycznie.


We Wrocławiu planowane jest Muzeum Ziem Odzyskanych. Trudno nie doceniać tej inicjatywy, która uzupełni historię Dolnego Śląska i pokaże też inne oblicze dzisiejszych mieszkańców. Nie wiadomo jeszcze jak będzie wyglądała ekspozycja ale już można być pewnym że powstanie kolejne muzeum "multimedialne" - znak naszych czasów. Oznacza to pusty gmach (kolejny) gdzie poprzez różne triki, za pomocą elektroniki będzie pokazana historia i teraźniejszość. Czy koniecznie musi stać we Wrocławiu ?

Stolica Dolnego Śląska na brak zainteresowania narzekać nie może. Pod względem turystyki i oferty kulturalnej jest w czołówce krajowej. Wrocław to miasto atrakcyjne pod każdym względem. Co w takim razie da kolejne muzeum ? Nie lepszą lokalizacją mógłby być zniszczony pałac w Goszczu ? Może ten w Brzezince ? Czy puste ściany Lubiąża nie są dość wymownym eksponatem ? Może kościół w Żeliszowie ? Może odnowić wyludnione wsie na prowincji ? A może w każdym z tych miejsc jeden oddział i stworzenie szlaku Ziem Odzyskanych ? Jaki jest sens budowy nowego gmachu, w którym powstaną makiety czegoś, co istnieje w rzeczywistości i niszczeje. Wymowa tych obiektów ma dzisiaj niebagatelne znaczenie. To jest prawdziwa historia "Ziem Odzyskanych", gdzie odchodzi przeszłość i nie ma lepszej przyszłości. Ponad 60 lat po II wojnie światowej wciąż trzeba ją tworzyć.

3/15/2012

Czyje to dziedzictwo ?

Przy okazji filmu Cicha Apokalipsa autorstwa dolnośląskiego pisarza i grafika o pseudonimie Hannibal Smok jak zwykle odżyły niemieckie demony. Autor dość prowokacyjnie nazwa ginące śląskie pałace polskim dziedzictwem narodowym, na co odezwały się głosy potępienia negujące nie tylko to zdanie, ale także takie, które usprawiedliwiają destrukcję która za naszą sprawą dotknęła wspaniałe zabytki. Czy możemy dzisiaj uznać dolnośląskie zamki i pałace za nasze ?


Problemem jest jak zwykle postrzeganie Śląska z jedynie słusznej perspektywy. To punkt widzenia zdobywcy, najeźdźcy i kolonizatora, który nie szanuje tego co zastał na miejscu i wprowadza swoje porządki za wszelką cenę. Czy takie myślenie ma dzisiaj sens ?

Jak się okazuje jest wciąż bardzo popularne. Dolny Śląsk jest przez wiele autorytetów ale w szczególności przez rzesze internetowych "komentatorów rzeczywistości" uznawany za ziemie rdzennie niemieckie, które są naszą zdobyczą wojenną z którą mogą robić co zechcą. Zdobywcy wprowadzają swoje porządki, gdzie nie ma miejsca dla przeszłości, gdzie wszystko co było przed 1945 rokiem działa na naszą niekorzyść i musi być zniszczone. Gdzie nie będzie Niemiec pluł nam w twarz... 66 lat po wojnie umysły wciąż zatrute są powtarzaną bezmyślnie propagandą.

Realizują w ten sposób złotą myśl Goebbelsa, że kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. Lansując swoje tezy idą w zasadzie w jednym szeregu z Hitlerem, który chciał to widzieć w ten sam sposób. Może to reakcja na lata komunistycznej propagandy, która jak w zwierciadle trąbiła o piastowskiej spuściźnie Śląska ?

Historia ma to do siebie, że jest inna w zależności od punktu widzenia. Przyjrzyjmy się jej zatem ze śląskiej perspektywy czyli czeskiej, niemieckiej, polskiej, a nawet austriackiej bo przecież każdy z tych narodów pozostawił po sobie ślad. Czyją spuścizną jest zamek we Wleniu ? Czyją kolegium jezuickie we Wrocławiu ? Czyj jest most św. Jana w Kłodzku ? Czyja twierdza w Srebrnej Górze ? To zbyt duże uproszczenie, żeby przyjąć że wszystko jest niemieckie. Jakie kryteria przyjmować ? Najdłużej ten region należał do Polski, ale uznaje się że w okresie średniowiecza ciężko mówić o państwach i narodach. W takim razie dlaczego to ma być niemiecka ziemia jeżeli państwo niemieckie powstało dopiero w 1871 roku ?

Jeżeli Piastowie śląscy nie są uznawani dzisiaj za naszych rodaków ze względu na posługiwanie się językiem niemieckim i sprowadzanie kolonizatorów na swoje ziemie to dlaczego nie zapytamy skąd się wzięli Jagiellonowie, Stefan Batory, Zygmunt III Waza i ilu polskich królów nie używało na co dzień języka polskiego ? Czy byliśmy prawdziwymi gospodarzami na Kresach i w Wilnie ? W zdominowanym przez niemieckie mieszczaństwo Krakowie nad którym górował stworzony przez włoskich artystów zamek nikt nie miał i nie ma dzisiaj takich wątpliwości. Dlaczego w takim razie Śląsk, który Kazimierz Wielki po prostu sprzedał jest uznawany za coś gorszego ? Tysiące pytań, na które są łatwe i trudne odpowiedzi. Nic nie jest jednoznaczne, czarne, ani białe.

Jedno nie wzbudza wątpliwości - zamki, pałace, dwory, stare miasta na Dolnym Śląsku tworzyli Niemcy. Zarówno mieszczanie, chłopstwo, jak i szlachta pochodzili z zachodu Europy, używali języka niemieckiego, pochodzili z innego kręgu kulturowego niż Polacy. Można to odczuć na każdym kroku. Zbyt duże to jednak uproszczenie żeby dzisiaj uznawać niszczejące zabytki za niemieckie dziedzictwo. Hochbergowie, Schafgottschowie, Promnitzowie i inne rodziny tworzące dzisiejszą spuściznę kulturową były także, a może przede wszystkim, rodami śląskimi.

Przejmując Śląsk w 1945 roku dostaliśmy dorobek pokoleń budujących potęgę tej ziemi i w znacznej mierze ją roztrwoniliśmy. Przejmując Śląsk w 1945 roku, czy tego chcieliśmy czy nie, odziedziczyliśmy wspaniały krajobraz kulturowy. To dzisiaj także nasze dziedzictwo, musimy to zrozumieć jeżeli nie jesteśmy na Śląsku w roli kolonizatora i zdobywcy, tylko pełnoprawnego mieszkańca. Na szczęście rozumieją to już kolejne pokolenia młodych ludzi, uznający te ziemie za swoją małą ojczyznę. Ratujmy zatem NASZE dziedzictwo przed zagładą.

3/05/2012

Włosień - pałac będzie odbudowany ?

Pałac we Włosieniu ma być odbudowany!

Taką wiadomość przekazał Przegląd Lubański informując że (...)zrewitalizowany pałac ma być jednym z najatrakcyjniejszych obiektów tego typu na Dolnym Śląsku. Cały kompleks ma liczyć prawie setkę pokoi i apartamentów, zaplecze gastronomiczne oraz saunarium, basen, siłownię, masaże itp. Grunt przypisany do pałacu ( ponad 100 hektarów) zostanie przeznaczony pod ścieżki rowerowe i do biegania, stawy i park spacerowy.(...)


Brzmi to jak bajka i trzeba będzie poczekać, czy nie skończy się tylko na planach jak to ostatnio jest w zwyczaju. Pałac nie był wybitnym dziełem architektonicznym, nie ma specjalnie atrakcyjnego położenia, nie leży przy głównych szlakach, ani w bogatym regionie, a jednak ma ogromną szansę stać się jedną z głównych atrakcji Dolnego Śląska. Miał wspaniałą historię i wyjątkowego pecha. Był przecież remontowany po II wojnie światowej z przeznaczeniem na hotel. Strawił go pożar w 1979 roku i do dzisiaj pozostaje jedynie rozległą ruiną. Trzeba trzymać kciuki, żeby inwestorom udało się odbudować zabytek i żeby promieniował swoim blaskiem na całą okolicę dając impuls do odbudowy kolejnych pałaców i dworów, których w okolicy Lubania nie brakuje.

więcej na ten temat na stronie www.lubanski.eu