3/16/2012

Historia, ideologia i brutalna rzeczywistość

W poprzednim wpisie było o "naszym niemieckim dziedzictwie" na Dolnym Śląsku i jego niszczeniu zarówno w latach powojennych, jak i dzisiaj. Czy rolę w tym odgrywa w dalszym ciągu ideologia, czy to tylko czysta ekonomia i brak wrażliwości na piękno ? Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna.

Przejęte w 1945 roku "mienie poniemieckie" na "Ziemiach Odzyskanych" znaczyło mniej więcej tyle samo co łup wojenny na terenie wroga tymczasowo zajętym przez "naszych". Panowało poczucie tymczasowości więc grabież odziedziczonego dobra była czymś naturalnym. Szabrownicy brali co tylko możliwe i wywozili na ziemie rdzennie polskie, podobnie postępowali pierwsi osadnicy którzy nie przywiązywali wagi do tego co dostali w ramach rekompensaty za mienie utracone na wschodzie lub zniszczone przez okupanta ojcowizny w centralnej Polsce. Przykład szedł z góry, bo nasze polskie "brygady trofiejne" potraktowały bogactwo Śląska jako zdobycz i rekompensatę za utracone polskie dobra kultury. Na czele przedstawicieli władzy stali często ludzie uznawani do dzisiaj za naukowe autorytety, działające tylko i wyłącznie dla dobra placówek muzealnych i naukowych, które reprezentowali. Dzieła sztuki rozproszyły się po muzeach w całym kraju i do dzisiaj nie jesteśmy w stanie dojść w jaki sposób placówki weszły w ich posiadanie. Dzięki tamtym działaniom mamy do czynienia dzisiaj z kuriozalnymi sytuacjami jak ta, gdy muzeum w Kielcach pożycza muzeum w Świdnicy miecz, który przez wieki należał do tego ostatniego miasta. Kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej nikt nie czuje zażenowania gdy przytrafia się coś takiego. Miecz jest "zdobyczny", a Świdnica i jej muzeum miastem drugiej kategorii ? Dlaczego warszawski deweloper zachwala swój biurowiec z lat 50-tcyh XX wieku, którego wnętrze wykonane jest ze szlachetnych materiałów i udekorowane elementami starych pałaców z "Ziem Zachodnich". Bez cienia refleksji. Czy tak samo by opisywał swój obiekt w przypadku posiadania, na przykład, elementów zamku w Krasiczynie ? Wątpliwe.


W Muzeum Narodowym w Warszawie ekspozycja rzeźby średniowiecznej to niemal wyłącznie rzeźba śląska, podobne eksponaty spotkamy na każdym kroku, w każdym mieście. W każdym, tylko nie w miejscach ich pochodzenia. Stojące w rozkroku między dziedzictwem śląskim, a kulturą przywiezioną przez osadników, Muzeum Narodowe we Wrocławiu to zaledwie ułamek przedwojennych zbiorów tego bogatego regionu.

W Lubiąskim kościele klasztornym straszą gołe ściany i puste ramy po obrazach. Niemal całe wyposażenie rozproszone jest po kraju, z Warszawą na czele. Teraz tam wiszą monumentalne płótna Michaela Willmanna - śląskiego Rembrandta. Wierni odwiedzający te kościoły zapewne nie wiedzą wiele na temat ich twórcy i miejsca pochodzenia jego dzieł. Nie zdają sobie sprawy że gdzieś daleko nad Odrą stoi jeden z największych klasztorów na świecie. Stoi i straszy swoją pustką ponieważ nie ma pomysłu na jego zagospodarowanie. Może zrobić muzeum ? Tylko co w nim pokazywać ? Na razie zawiśnie sztuka współczesna.


Jest przecież przepiękny zamek Książ, jeden z największych w Polsce, jeden z najokazalszych, rozpoznawalna wszędzie ikona Dolnego Śląska. Trzeci pod względem wielkości po Malborku i Wawelu, a w środku do dzisiaj pustka... Z cennego wystroju nie ocalało wiele, zaledwie ułamek dawnej świetności. Tutaj sprawcy spustoszenia są znani - zniszczyli go sami Niemcy. Gdzie się zatem podziały inne śląskie dzieła sztuki ? Patrząc na ilość rezydencji i bogactwo regionu nieporównywalne z żadnym zakątkiem naszego kraju zadziwić może fakt, że na wschodzie Polski mamy kompletnie umeblowane rezydencje z reprezentacyjnymi wnętrzami, które szturmują tysiące turystów. Gdzie jest dolnośląski odpowiednik Nieborowa, Łańcuta, Kozłówki ? Gdzie małe tematyczne muzea w dawnych rezydencjach takie jak na przykład Opiniogóra ? Musimy zadowolić się zwiedzaniem ruin i opuszczonych PGR-ów, możemy czasami zwiedzać hotele w dawnych pałacach, gdzie zrekonstruowano jedynie fragmenty dawnego wystroju wnętrz. Są jeszcze zamki takie jak Grodziec, Bolków gdzie ciekawe są już tylko stare mury chociaż szturmują je tłumy. To nie jest tylko lokalny problem, bo borykają się z nim wszystkie "Ziemie Odzyskane". Niszczeją zamki i pałace na Pomorzu Zachodnim, na Warmii i Mazurach, na ziemi Lubuskiej. Nawet zamek w Malborku ma w swojej ekspozycji głównie kopie ponieważ wszelkie oryginały już dawno temu zabrało Muzeum Wojska Polskiego.

Czy to zbieg okoliczności ? Ideologiczne względy takiego postępowania po II wojnie światowej i w czasach PRL są zrozumiałe. W III Rzeczpospolitej nikt tych błędów nie naprawił i w dalszym ciągu Ziemie Zachodnie są w czymś gorszym w stosunku do innych regionów. Nie gospodarczo, nie komunikacyjnie, nawet nie kulturalnie. Historycznie.


We Wrocławiu planowane jest Muzeum Ziem Odzyskanych. Trudno nie doceniać tej inicjatywy, która uzupełni historię Dolnego Śląska i pokaże też inne oblicze dzisiejszych mieszkańców. Nie wiadomo jeszcze jak będzie wyglądała ekspozycja ale już można być pewnym że powstanie kolejne muzeum "multimedialne" - znak naszych czasów. Oznacza to pusty gmach (kolejny) gdzie poprzez różne triki, za pomocą elektroniki będzie pokazana historia i teraźniejszość. Czy koniecznie musi stać we Wrocławiu ?

Stolica Dolnego Śląska na brak zainteresowania narzekać nie może. Pod względem turystyki i oferty kulturalnej jest w czołówce krajowej. Wrocław to miasto atrakcyjne pod każdym względem. Co w takim razie da kolejne muzeum ? Nie lepszą lokalizacją mógłby być zniszczony pałac w Goszczu ? Może ten w Brzezince ? Czy puste ściany Lubiąża nie są dość wymownym eksponatem ? Może kościół w Żeliszowie ? Może odnowić wyludnione wsie na prowincji ? A może w każdym z tych miejsc jeden oddział i stworzenie szlaku Ziem Odzyskanych ? Jaki jest sens budowy nowego gmachu, w którym powstaną makiety czegoś, co istnieje w rzeczywistości i niszczeje. Wymowa tych obiektów ma dzisiaj niebagatelne znaczenie. To jest prawdziwa historia "Ziem Odzyskanych", gdzie odchodzi przeszłość i nie ma lepszej przyszłości. Ponad 60 lat po II wojnie światowej wciąż trzeba ją tworzyć.

4 komentarze:

  1. Bardzo "poplątane" losy różnych regionów naszego kraju doświadczonego przeróżnymi klęskami nie doprowadziły chyba jeszcze do gruntownych zmian w myśleniu o tych problemach. Dziękujemy autorowi za ten materiał. Mamy nadzieję, że będzie kontynuacja.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Dlaczego warszawski deweloper zachwala swój biurowiec z lat 50-tcyh XX wieku, którego wnętrze wykonane jest ze szlachetnych materiałów i udekorowane elementami starych pałaców z "Ziem Zachodnich". Bez cienia refleksji. Czy tak samo by opisywał swój obiekt w przypadku posiadania, na przykład, elementów zamku w Krasiczynie ? Wątpliwe."

    Kilka sprostowań:
    1. Jan Kulczyk pochodzi z Bydgoszczy
    2. Główna siedziba (i podatki?) "Kulczyk Investments" znajduje się w Luksemburgu. Siedziba "Euro-Invest" spółki-córki prowadzącej remont znajduje się w Warszawie. Ale przede wszystkim, holding Kulczyka jest na tyle międzynarodową firmą, że nie na miejscu jest pisać o niej "warszawska", a chyba nawet i "polska". Nie ta skala działania.
    4. W artykule w Gaz. Wyb. z 2-3 X 2010 gdzie jest wzmianka o "podłodze pochodzącej prawdopodobnie z niemieckich budynków rządowych lub niemieckich pałaców na Dln. Śląsku" (dost. na stronie http://www.ufficioprimo.pl/media.html) zaraz potem jest wzmianka, że "to samo przydarzyło się po Potopie szwedzkim w naszym rodzinnym zamku w Wiśniczu. Najeźdźcy wywieźli z niego nawet sześć kolumn".
    5. Nie wiadomo, czy ta informacja jest prawdziwa. Nawet jeśli tak, to nie wiadomo, z którego dolnośląskiego pałacu te marmury miałyby pochodzić. Nawet jeśli dowiedzielibyśmy się, to co? Mielibyśmy teraz je wymontowywać i wmontowywać w (najprawdopodobniej) ruinę?
    6. W ogóle nie widzę przechwalania się, a raczej wspomnienie tego faktu (?) jest pewnego rodzaju refleksją nad dziejami Polski po 1945 roku.

    ---

    "W Lubiąskim kościele klasztornym straszą gołe ściany i puste ramy po obrazach. Niemal całe wyposażenie rozproszone jest po kraju, z Warszawą na czele. Teraz tam wiszą monumentalne płótna Michaela Willmanna - śląskiego Rembrandta. Wierni odwiedzający te kościoły zapewne nie wiedzą wiele na temat ich twórcy i miejsca pochodzenia jego dzieł. Nie zdają sobie sprawy że gdzieś daleko nad Odrą stoi jeden z największych klasztorów na świecie. Stoi i straszy swoją pustką ponieważ nie ma pomysłu na jego zagospodarowanie. Może zrobić muzeum ? Tylko co w nim pokazywać ? Na razie zawiśnie sztuka współczesna."

    1. Gdyby prof. Lorentz nie wywiózł tych obrazów z Lubiąża krótko po wojnie, najprawdopodobniej obecnie w ogóle ich by nie było.
    2. Co do wiedzy wiernych o obrazach. Staram się tę wiedzę poszerzyć. Zacząłem serię wpisów o "warszawskich willmannach" na moim blogu: http://fenomenwarszawy.blogspot.com/2012/04/liv-akcja-gtwb-wisi-dynda-powiewa-czyli.html
    3. Co do wiedzy mieszkańców Warszawy na temat zabytków nad Odrą, to myślę, że jest podobna, co wiedza mieszkańców Wrocławia na temat zabytków nad Wisłą. Kto się tym interesuje, ten wie. W Lubiążu byłem: http://wynurzenie.blogspot.com/2011/01/l-jak-lubiaz-xxxix-akcja-gtwb-straszne.html
    4. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co możnaby zrobić w tak wielkim kompleksie stojącym tak na uboczu.
    5. Współczuję Lubiążowi sztuki współczesnej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli chodzi o Kulczyka i wszystkie powiązania to rzeczywiście przyznaję rację. Niezręcznie wyszło i nie o to chodziło żeby przypisywać mu "warszawskość" gdzie jej nie ma.

    Z resztą się nie zgodzę.

    To, że Szwedzi wywozili kolumny podczas Potopu, a w 1945 roku robili to samo Polacy jest sankcjonowaniem mitu Polaków jako najeźdźców na polskich do dzisiaj ziemiach. Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko to, że okradliśmy samych siebie. Śląsk znalazł się w granicach Polski i wywożenie posadzki z tamtejszego pałacu jest zwykłym złodziejstwem.

    Oczywiście inne to były czasy i trzeba o tym pamiętać, ale nie usprawiedliwiać.

    Również niestosowne jest mówienie, że pałac jest być może dzisiaj ruiną. Nie Niemcy i Szwedzi doprowadzili go do ruiny i żaden Kulczyk nie kiwnie palcem w jego sprawie.

    Przechwalania oczywiście nie było, ale jeszcze raz apeluję o refleksję nad tym co się mówi, tym bardziej jeżeli takie słowa padają z ust arystokraty :)

    Jeżeli mówimy o Lubiążu to nie do końca jest prawda z "ratowaniem" tych obrazów przez Lorentza. Oczywiście że zostały zabezpieczone, ale później bez cienia refleksji rozdane po parafiach. Gdy policja zabezpieczy przedmioty do mnie należące i zamiast je trzymać w depozycie rozda je różnym biednym ludziom to nie ma mowy o jakimkolwiek działaniu zgodnie z prawem. Trzeba jednak przyjąć, że czasy były wtedy inne, ale i pamiętać że minęło sporo lat i Śląsk już znalazł swoje miejsce w naszej ojczyźnie. Warto pomyśleć o zwrocie tych obrazów na swoje miejsce, a nie udawać, że nic się nie stało.

    Czy Lubiąż leży na uboczu ? Tutaj można się sprzeczać. Dla wielu na uboczu leży nawet Kraków, Warszawa, Wrocław. Wszystko zależy od spojrzenia. Gdyby w Lubiązu stworzono atrakcję turystyczną na światowym poziomie, organizowano imprezy można by mówić wtedy że na uboczu w stosunku Lubiąża leży Legnica :) Nie liczba mieszkańców decyduje o takim podziale :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, co na przełomie lat 40-tych i 50-tych siedziało w głowach komunistycznych dygnitarzy, ani co siedziało w głowach mieszkańców Dln. Śląska, którzy sprowadzili się tam zaledwie kilka lat wcześniej (porzuciwszy często dorobek pokoleń) i cały czas im mówiono, że zły Hans może w każdej chwili wrócić.

    Obecnie Lubiąż leży na uboczu. Jeśli ktoś by stworzył tam atrakcję turystyczną, to oczywiście waliłyby tam tłumy, Na razie jednak takiej atrakcji nie ma (a same w sobie obrazy Willmanna jej nie stworzyłyby, nie łudźmy się).

    OdpowiedzUsuń

Administrator strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.