4/27/2012

Neogotycka wielka płyta

XIX-wieczny dwór w Starym Jaworowie koło Świdnicy jest jednym z kilku "neogotyckich bloków mieszkalnych" w naszym kraju. To nie jest jedyne miejsce gdzie nasi budowniczowie z wrodzoną sobie wrażliwością "ulepszyli" budynek tworząc dzieło wyjątkowe i ponadczasowe. Niewiele jest europejskich krajów, gdzie estetyka sięgnęła takiego poziomu.



4/25/2012

Śląski Rembrandt na emigracji

Na niezwykle ciekawym blogu pod tytułem "Fenomen Warszawy" jego autor postanowił przybliżyć czytelnikom historię i teraźniejszość obrazów Michaela Willmanna, które po II wojnie światowej znalazły się w stolicy. Jak sam pisze:

Warszawiak powie, że Lorentz obrazy "zabezpieczył", mieszkaniec Dolnego Śląska, że "ukradł". Poprzestańmy zatem na zgniłym kompromisie - "ukradł aby zabezpieczyć".

Tytuł cyklu jest dość kontrowersyjny - Warszawskie Willmanny. Inicjatywa bardzo cenna bo pokazuje ilość i stan zachowania tych dzieł dzisiaj. Każdy z nas może odbyć wycieczkę po warszawskich kościołach i zobaczyć losy jednej kolekcji rozproszonej po całym mieście. 

Na jednym ze zdjęć widać obraz Willmanna  "Pejzaż z powołaniem św. Mateusza" który w Muzeum Narodowym wylądował pod napisem Galeria Malarstwa Obcego. Urodzony w Królewcu i pochowany w Lubiążu Willmann Polakiem na pewno nie był ale "Śląski Rembrandt" potraktowany został na równi z Holendrami, Francuzami i innymi nacjami. Tych wątpliwości nie było w przypadku rzeźby średniowiecznej pochodzącej ze Śląska. Czyżby warszawscy muzealnicy tym gestem potwierdzili istnienie narodu śląskiego ?


Odkładając żarty na bok, warto zajrzeć na http://fenomenwarszawy.blogspot.com/ gdzie nie tylko o Willmannie można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy.

4/24/2012

nowości na stronie 22.04.2012

Grangia cysterska w Winnicy to zabytek położony na szlaku cysterskim, o czym informuje stosowna tablica i drogowskazy prowadzące wprost na dziedziniec. Na widok tego obiektu uczucia są mieszane. Z jednej strony należy się cieszyć, że na miejscu nie witają nas pordzewiałe maszyny rolnicze tonące w błocie oraz wrogo nastawieni mieszkańcy, z drugiej stan budynku jest tragiczny. Chwała twórcom wiaty dla turystów i oznakowania. Trzeba się też cieszyć, że budynek jest zabezpieczony przed penetracją. Tyle pochwał, ponieważ przez oczodoły okienne widać walące się sklepienia z resztkami sztukaterii i dekoracji malarskiej, które prawdopodobnie za kilka lat nie będą już istniały jeżeli nikt ich nie zabezpieczy. Właściwie to nie ma już czego zabezpieczać. Wszelkie działania były spóźnione o kilkanaście lat. Szkoda, ponieważ mieliśmy do czynienia z dość ciekawym i wyjątkowym zabytkiem po którym zostały już tylko wspomnienia i okazały portal na pocieszenie.


Pałac w Goczałkowie Górnym, chociaż jest również "po przejściach", trzyma się na razie całkiem dobrze. Budynek spłonął w 2007 roku i właściciel, którym są "Azoty" prowizorycznie zabezpieczył mury i dach, co jest ewenementem na skalę nie tylko Śląska, ale i całego kraju. Przyjęło się, że pożar jest równoznaczny z pożegnaniem zabytku. Szkoda, że na zabezpieczeniu się na razie skończyło.


Pałac w Luboradzu przechodzi mozolny i niekończący się remont. Na razie zostały wykonane izolacje, pokrycie dachu, kominy. Nie wiadomo, czy coś ruszyło się we wnętrzu. W tym tempie niewielu z nas dożyje otwarcia tego obiektu dla publiczności, o ile coś takiego nastąpi. Właściciela trzeba jednak docenić ponieważ ratuje bardzo cenny obiekt, wyręczając w tym nasze państwo. Trzeba mu także współczuć ponieważ otoczenie pałacu doprowadza do depresji. Na pocieszenie zostaje ładnie wyremontowany kościół tuż obok.


W niedalekim Mściwojowie jest dużo gorzej. Renesansowy dwór zamienił się w wielki kontener na śmieci, a neobarokowy pawilon na wyspie jest w dalszym ciągu malowniczą ruiną. Cieszy oko zadbany park, gdzie mieszkańcy wsi mogą spędzać aktywnie i pasywnie czas, a turyści spacerować bez obawy przed przykrymi niespodziankami.


Podobnie jest w Piotrowicach. Tam również mieszkańcy zagospodarowali pałacowy park na swoje potrzeby. Mankamentem jest widok jaki powstał po wycięciu samosiejek i drzew. Schowany wcześniej w gąszczu barokowy pałac można "podziwiać" w całej okazałości, a powodów do dumy raczej nie ma.


W Mierczycach pałac ma się jeszcze całkiem dobrze, ale brak jakiegokolwiek dostępu do chronionego budynku. Na pocieszenie pozostaje piękny kościół.


W Wiadrowie ze ścian malutkiego kościoła patrzą na nas zaklęte w kamieniu podobizny Reibnitzów, a tuż obok walą się mury świątyni ewangelickiej. Na szczęście otoczony fosą dwór wraz z zabudowaniami gospodarczymi jest w bardzo dobrym stanie.


Na koniec Roztoka z okazałym pałacem Hochbergów i neoromańskim kościołem. Od lat się tutaj nic nie zmienia. Zabytek opuszczony, ale chroniony czeka na lepsze czasy. Niestety, oranżerie i pawilony, które dawniej dodawały wiele uroku całemu założeniu zamieniły się w ruinę. Oby to samo nie spotkało w przyszłości samego pałacu.

4/23/2012

"Zabytek Zaniedbany" - przyznajmy nagrody!

Niedawno obchodziliśmy Światowy Dzień Zabytków. Podczas uroczystych obchodów wręczono nagrody dla ludzi zasłużonych, jak i dla samych obiektów zabytkowych w postaci wyróżnienia "Zabytek Zadbany". To chyba jedyne pozytywne wiadomości związane z tym tematem ponieważ nie ma tygodnia, żeby w mediach nie pojawiały się alarmujące wieści związane z niszczeniem zabytków w całym kraju. Wystarczy spojrzeć na kilka z nich:

- Bytomskie kino Gloria nie zostanie objęte ochroną - zdecydowała Barbara Klajmon, wojewódzka konserwator zabytków. - Nie każdy budynek, który powstał przed wojną zasługuje na miano zabytku. Ani budynek dawnego kina, ani jego wyposażenie, nie są specjalnie wybitne. Na dodatek podczas pożaru kino zostało tak zniszczone, że nadaje się tylko do wyburzenia.

- Kłęby pyłu i huk miażdżonego żelbetu. Katowice znowu pozbywają się cennego przykładu powojennego modernizmu. W jego miejscu powstanie parking... 

Opisywany w ten sposób Pałac Ślubów już nie istnieje, podobnie jak wspaniały brutalistyczny dworzec kolejowy. Trwa rozbiórka bytomskiego kina Gloria, pod styropianem ginie śląski modernizm. W innych częściach kraju jest podobnie:

- W miejscowości Ruda Bugaj koło Aleksandrowa Łódzkiego jeszcze do niedawna można było zobaczyć starą drewnianą karczmę. Przed świętami obiekt został zburzony.

- XII-wieczną płytę Orantów oświetlają reflektory od syrenki i malucha. Nad hipotetyczną misą chrzcielną z IX wieku i reliktami kościółka św. Mikołaja przecieka dach. Wiślica czeka na pomoc w ratowaniu unikatowych zabytków.

- Przedłuża się proces Michała L., właściciela zabytkowej willi w Łodzi, któremu prokuratura zarzuca bezprawne zburzenie obiektu. Zabytkowa willa przy ul. Zgierskiej, pochodząca z ok. 1915 roku, została zburzona pod koniec czerwca ub. roku. Obiekt był wpisany do gminnej ewidencji zabytków, a - według informacji Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków - wszczęto też procedurę wpisania go do wojewódzkiego rejestru zabytków.

- W środę ok. godz. 17.00 zapadł się strop świątyni z 1794 r. w Przecławiu. - To był stary, opuszczony budynek, w którym od dawna nie było drzwi, ani okien - wyjaśnia kapitan Jan Marszałek, rzecznik żagańskiej straży pożarnej. - Początkowo wyglądało to jak pożar, bo na kościołem unosił się gęsty kurz. Jednak po sprawdzeniu okazało się, że do środka runęła część stropu, z którego od jakiegoś czasu ludzie wyciągali deski.

- Gdzie się podziała latarnia stojąca u wejścia do portu w Gdańsku? - pyta nasza czytelniczka. Urząd Morski: - Mamy zgodę na jej usunięcie. Konserwator zabytków szuka jej po złomowiskach i liczy, że uda się ją ocalić

- Niestety, nie ma już szans na ocalenie zabytkowej latarni morskiej, która od 1843 r. stała u wejścia do portu w Gdańsku. Okazuje się, że dwa tygodnie temu została pocięta przez robotników na kawałki i wywieziona do Huty Katowice.


- Rozpoczęła się rozbiórka stuletniej kamienicy u zbiegu ul. Zielonej i Gdańskiej. Obrońcy zabytków zapowiadają walkę, inwestor - odtworzenie fasady. Na kamienicy przy ul. Zielonej 23 niedawno pojawiły się rusztowania. Okazało się, że nie będą służyć remontowi, ale... rozbiórce.

To doniesienia tylko z ostatnich kilku tygodni, a przecież nie wspomina się nawet o tysiącach zabytków, które po prostu niszczeją bez żadnej opieki i zabezpieczenia. 


Ministra Kultury, który nie zauważa problemu wyślijmy do Czech lub na Węgry aby tam zapoznał się z dobrymi praktykami ochrony zabytków, a my zbierzmy siły i wskażmy oprócz propagandowo nośnych pojedynczych w większości centralnych sukcesów, te setki (jeśli nie tysiące) klęsk i zaniechań. Zbuntujmy się przeciwko bezczynności i bezmyślności przez którą niszczone jest nasze wspólne dziedzictwo. Jedynym sposobem jest krzyk, więc przyznajmy urzędnikom i konserwatorom, wzorem hollywoodzkich malin,  nagrodę "Zabytek Zaniedbany" będącą odzwierciedleniem prawdziwej sytuacji zabytków w wielu regionach. Każdy z Was może uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. Jeżeli jesteście zainteresowani przyślijcie maila na adres: zaniedbanyzabytek@gmail.com . W zależności od zainteresowania podejmiemy kolejne działania.


4/22/2012

Gdy skończy się przemysł...

Śląsk to najbogatszy region w Polsce pod względem posiadania surowców naturalnych. Węgiel, miedź, rudy żelaza, złoto, srebro i wiele innych budowały potęgę gospodarczą tej ziemi. Odzwierciedlało się ono w budowanych miastach, świątyniach, zamkach i pałacach, które podziwiamy do dzisiaj. Z wydobycia węgla rosła fortuna Hochbergów, a wraz z nią Wałbrzych, tuż obok bogactwo innym rodom zapewniały zakłady włókiennicze, mieszczanie Strzegomia budowali swoje miasto drążąc kolejne kamieniołomy, a Świdnica słynęła z handlu. Nie zapominajmy o dominującym rolnictwie, któremu sprzyjały żyzne ziemie. Pod koniec XX wieku ten świat legł w gruzach zarówno na Dolnym jak i Górnym Śląsku. Przestarzałe zakłady nie wytrzymały konkurencji z tanimi produktami pochodzącymi z dalekiego wschodu, kopalnie straciły rentowność lub wyczerpały się pokłady węgla. Mieszkańcy stracili źródło dochodów, zakłady przemysłowe zamieniły się w ruiny, bieda i bezrobocie spowodowały degrengoladę wielu miast i wsi. Nikt nie przygotował się na ten moment wcześniej chociaż przewidywano taki rozwój wypadków. Straciliśmy długie lata i w wielu przypadkach nie udało się odzyskać równowagi do dzisiaj.


Górny Śląsk wciąż jest największym regionem przemysłowym w Polsce. Obok zrestrukturyzowanych kopalń węgla, hut i koksowni swoje miejsce znalazły nowoczesne gałęzie przemysłu. Na Dolnym Śląsku sprawy potoczyły się inaczej, a ich symbolem stały się wałbrzyskie biedaszyby. Miasto powoli wychodzi z marazmu i drążącego je bezrobocia stawiając na nowe zakłady przemysłowe oraz turystykę. Mało kto w Polsce wie, że malowniczo położony zamek Książ to właśnie kojarzony z biedą Wałbrzych. W dawnej kopalni powstaje nowe muzeum techniki, które wypełni coraz bogatszą ofertę turystyczną. Działania spóźnione ponieważ nikt nie przewidział kiedyś co się stanie gdy upadnie przemysł.


Modelowe i spektakularne inwestycje cały świat podziwia w Emiratach Arabskich. Tamtejsi szejkowie przewidując, że złoża ropy naftowej i gazu są już na wyczerpaniu postanowili już dzisiaj zapewnić przyszłość swojemu krajowi przez wzmożony ruch inwestycyjny. Świat z zapartym tchem śledzi powstawanie kolejnych cudów w postaci sztucznych wysp, największego wieżowca świata, najbardziej ekskluzywnego hotelu i setek innych przedsięwzięć budowlanych. Przyszłością Emiratów i Dubaju ma być biznes i turystyka, co już dzisiaj zaczyna działać. Szejkowie słyną z tego, że są najbogatszymi ludźmi świata, tymczasem w naszym kraju pieniędzy nigdy nie ma na nic. Co można zrobić na Dolnym Śląsku ?


Południowa część województwa położona na przedgórzu i w Sudetach coraz odważniej stawia na turystykę jako główne źródło dochodu. Wydatnie pomagają w tym między innymi wspaniałe zabytki na tym terenie, co widać  między innymi w tzw. Dolinie Pałaców w Kotlinie Jeleniogórskiej. Również rolnictwo stanowi o krajobrazie tych okolic podobnie jak całego regionu. Przemysł dominuje już tylko w okolicy Bogatyni i na terenie Zagłębia Miedziowego. Legnica, Głogów, Lubin, Polkowice to jedne z najzamożniejszych gmin w kraju dzięki miedzi. Na niej wyrosła też jedna z najbogatszych firm nie tylko w kraju, ale i w Europie jaką jest KGHM. Spółka skarbu państwa, która inwestuje nawet w dalekiej Afryce, daje prace tysiącom ludzi, dzięki której zmieniło się oblicze tej części Śląska. W miedziowym królestwie reliktami poprzedniej epoki są wspaniałe pałace, na które natkniemy się tutaj na każdym kroku - niemal wszystkie w ruinie, chociaż są jednym z najcenniejszych zespołów na terenie kraju. Rezydencje głównie renesansowe i barokowe wysokiej klasy artystycznej, doskonałe architektonicznie mogły by stworzyć jedyny tego typu zespół zabytków będący "Doliną Pałaców BIS", a ofertę turystyczną uzupełniały by miasta z istniejącą już bogatą infrastrukturą,  To tylko fantazja, bo brakuje tutaj wizjonerów na miarę arabskich szejków. Nie tylko dlatego, że nie ma tylu pieniędzy, ale też z powodu braku tak przyszłościowego spojrzenia z jakim mamy do czynienia w Dubaju. Nikt się nie zastanawia co się stanie gdy skończy się miedź. Co będzie, kiedy KGHM przestanie z jakiegoś powodu istnieć. Wszystko jest możliwe. W przeciwieństwie do Wałbrzycha, Kamiennej Góry i wielu innych miast, nie znajdziemy tutaj wspaniałych górskich krajobrazów, nie ma ogromnych obszarów leśnych, nie ma jezior. Gdy nie będzie miedzi pozostanie jedynie zdegradowane środowisko, a bogaty dzisiaj region zamieni się w pustynię z Głogowem i Legnicą na przeciwległych końcach. Nie będzie już wtedy wspaniałych pałaców, których resztki możemy jeszcze podziwiać więc nie będzie najmniejszych szans na dochody z turystyki. Największy poza miedzią atut regionu popada w ruinę przez zwykłą bezmyślność, chociaż akurat tutaj skarb państwa ma szansę i możliwości go ratować.


Ten scenariusz jest niemożliwy? Pewnie tak samo myśleli górnicy z wałbrzyskich kopalń podczas barbórki 40 lat temu. Na szczęście nie udało się zburzyć zamku Książ, więc miasto poza biedaszybami ma skarb w postaci jednego z najpiękniejszych zamków w Polsce i wiele innych zabytków, dzięki którym ma szansę na przyszłość bez swojego przemysłowego serca.

4/21/2012

Dolnośląska majówka 2012

W tym roku podczas majówki wyraźnie wybijają się imprezy związane z historią, tajemnicami II wojny światowej i militariami. Na wysokości zadania stanęły największe dolnośląskie twierdze: w Kłodzku i Srebrnej Górze, gdzie możemy oczekiwać wielu atrakcji.


Jednym z najważniejszych wydarzeń majowego weekendu będzie otwarcie sztolni "Arado" w Kamiennej Górze i towarzyszące jej wydarzenia, które będą trwały niemal cały tydzień. Więcej na ten temat na stronie www.arado.pl na której można śledzić program imprez. Ciekawostką jest nocna rekonstrukcja historyczna w ruinach zamku "Grodztwo"!




Na hit majówki zapowiada się również wielka rekonstrukcja historyczna w pałacu Jedlinka. Zapowiadana jest nawet bitwa powietrzna! Tego nie wolno przegapić. Więcej informacji na stronie tajemnica-riese.pl.



Dopełnieniem oferty są spotkania z autorami popularnych książek o tajemnicach Dolnego Śląska i nie tylko.


Tradycyjnie również zaprasza Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa w Jaworzynie Śląskiej na Kolejową Majówkę pod Parą:

Muzeum podczas Weekendu Majowego znów zamieni się w czynną parowozownię. Zaprezentujemy czynności związane z obsługą, czyli obrządzanie parowozu, zobaczą Państwo pracę drużyny parowozowej, wnętrze budki maszynisty oraz obracanie parowozu na obrotnicy.
Będą również mogli Państwo przejechać zabytkowym wagonem lub czeskim szynobusem "Motorak".
więcej na stronie:  http://www.muzeumtechniki.pl/

4/20/2012

Dlaczego nie potrafimy być Czechami ?

Czeskie ziemie opływają w dostatek zabytków kultury i historii. Ponad dwa tysiące zachowanych zamków i pałaców tworzy jedną z najistotniejszych części Światowego Dziedzictwa Kultury, nie tylko ze względu na liczbę, ale przede wszystkim ze względu na swoją artystyczno - historyczną wartość.


Tak reklamuje swoje zabytki Republika Czeska na stronie internetowej dostępnej również po polsku: www.czechtourism.com. Dwa tysiące zachowanych zamków i pałaców!

W Polsce jest również ponad dwa tysiące pałaców i ponad czterysta zamków. Ta liczba jest nieco zaniżona ponieważ na samym Dolnym Śląsku jest ich prawie 700. Nie wiadomo w ilu polskich rezydencjach są muzea udostępnione dla turystów, ale gołym okiem widać, że uzbiera się ich kilkanaście, góra kilkadziesiąt. Większość pałaców to upadłe PGR-y, hotele, lub po prostu ruiny. W Czechach większość to zadbane cudeńka wraz z otoczeniem, czyli parki, ogrody, zabudowania gospodarcze i tłumy turystów z całego świata. W czeskim zamku Frydlant niedaleko granicy z Polską udostępnionych dla turystów jest ponad 60 bogato wyposażonych sal! To jeden z wielu. W największym śląskim zamku Książ jest ich kilkanaście, w większości pustych, ale i tak powinniśmy się cieszyć ponieważ jest to jeden z niewielu zamków w tym regionie pełniący funkcje muzealne, w którym zobaczymy ekspozycję dawnych wnętrz i resztki wyposażenia. Jeden z niewielu z zadbanymi ogrodami zamiast zarośniętego parku. Na Dolnym Śląsku jedyny. W regionie, który ma najwięcej pałaców i zamków w kraju wieje pustką i zniszczeniem. W regionie prawie nietkniętym wojną. Jak w Czechach. Przecież w ten sposób usprawiedliwiamy piękno i bogactwo naszych sąsiadów. Kto w takim razie zniszczył śląskie zamki i pałace, jeżeli nie wojna ?

Czeska Republika nie kończy się jedynie na Pradze. Warte odwiedzenia są również mniejsze miasteczka, zachwycające świetnym stanem historycznych części, których znaczenie często przekracza granice regionu. Wiele z miast ogłoszono mianem miejskiego zespołu zabytkowego, a niektóre z nich trafiły nawet na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

Miasta i miasteczka przepiękne. Pełne zabytków, malowniczo położone, zadbane i ciekawe. Zupełnie... jakby mogły być określane nasze śląskie miejscowości, a nie są. Straszą ruiny, straszy wszechobecny brud i zaniedbanie, straszą blokowiska, straszy marazm, pijaństwo... Nie wszędzie, ale w niektórych miejscowościach, które niczym nie ustępują czeskim odpowiednikom pod względem ilości zabytków, atrakcyjnego położenia oraz wspaniałej historii, ciężko poczuć ten sam klimat. Tam gdzie kiedyś tętniło życie, dzisiaj diabeł mówi dobranoc, a rano ma kaca...

Ogromną część architektonicznej spuścizny Republiki Czeskiej tworzą zabytki sztuki sakralnej i miejsca pielgrzymkowe. Większość z nich stanowią rzymskokatolickie kościoły, klasztory i kaplice, można tu jednak znaleźć również liczne zabytki kultury żydowskiej i prawosławnej. Architektura religijna w Czechach rozwijała się przez ponad 1000 lat i przeszła liczne przeobrażenia.

Tutaj nie możemy mieć kompleksów! Polacy to naród religijny, w przeciwieństwie do naszych mniejszych sąsiadów i o swoje świątynie dba. Można się spierać o wartość artystyczną jednych i drugich ale rzeczywiście nie jest źle. Możemy konkurować zadbanym Krzeszowem, Henrykowem, Wambierzycami, kościołami Wrocławia i wieloma innymi. Pod warunkiem, że nie znajdziemy się gdzieś na dalekiej prowincji, gdzie w niemal każdej dolnośląskiej wsi napotkamy ruiny kościoła ewangelickiego lub pusty plac po ruinach i zdewastowane cmentarze.  Już nie ma wielu śladów wielokulturowości Śląska. Z każdym rokiem coraz mniej.

10 milionów Czechów i 38 milionów Polaków. 78 000 km2 państwa czeskiego i 312 000 km2 państwa polskiego. Dominujemy. Niestety, jesteśmy biedniejsi według wszelkich wskaźników ekonomicznych. Czy tylko finansowo ?

Ciężko zrozumieć skąd Czesi biorą pieniądze na utrzymanie tylu muzeów. Kto opłaca rzesze ogrodników utrzymujących parki i ogrody ? Ile pochłaniają remonty tych wspaniałych zabytków ?. To musi kosztować krocie w skali całego kraju i wątpliwe żeby muzea utrzymywały się tylko z biletów i imprez. Przecież u nas się to nie opłaca, więc dlaczego oni za to płacą ?

Może po prostu nie rozumiemy tego my Polacy. W kraju, w którym pieniędzy na naukę i kulturę nigdy po prostu nie ma. Nie ma ich na służbę zdrowia, drogi, emerytury, policję, edukację, kolej w zasadzie na nic nie ma. Dlaczego ? Jest nas przecież więcej, mamy większy kraj, podobną historię po 1945 roku i tylko inną mentalność. Czyżby w tym tkwił problem ?

Jakim cudem cztery razy mniej Czechów utrzymuje 10 razy więcej zabytków w doskonałym stanie, podczas gdy u nas nie ma pieniędzy na załatanie dachu lub zamurowanie otworów okiennych ? Konia z rzędem temu, kto odpowie na to pytanie.

4/18/2012

Nieistniejące pałace (10)

Powiat strzeliński to ponad 40 rezydencji w różnym stanie zachowania. Od zadbanych po rozpaczliwie walące się ruiny. Ciekawostką jest prawie zupełny brak wykorzystania komercyjnego tego typu zabytków co jest odzwierciedleniem typowo rolniczego charakteru tego pięknego regionu pod Gromnikiem.

Nie zobaczymy już nigdy pałacu w Wawrzęcicach. Nie wiadomo kiedy został rozebrany, ale w 1947 roku był na liście obiektów wymagających remontu co było być może wynikiem zniszczeń wojennych.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/4419743,foto.html?idEntity=562967

Pałac w Karszówku nie był zniszczony podczas wojny. Po 1945 roku wykorzystywany jako budynek mieszkalny i prowizoryczny kościół dotrwał do lat 60-tych. Opuszczony obiekt przeznaczono do rozbiórki. Dzisiaj w tym miejscu zobaczymy jedynie bramę wjazdową na folwark i część budynków gospodarczych oraz dawną fosę.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/71649,foto.html

Pałac w Krajnie posiadał XVIII-wieczny rodowód. Przebudowany w XIX wieku i remontowany w 1954 roku. W jego murach ulokowano mieszkania oraz sklep, a wokół działało gospodarstwo rolne. Po jakimś czasie pałac popadł w ruinę i w tym stanie dotrwał do 2007 roku. W latach 2007-2008 pałac rozebrano. Wydaje się to niemożliwe, ale wystarczy sprawdzić na miejscu że ten zabytek już nie istnieje. O ile można usprawiedliwiać rozbiórki dawnych rezydencji w czasach PRL ze względu na ideologiczne przesłanki, brak odpowiedniego nastawienia w stosunku do niemieckiej spuścizny oraz zwykłe niechlujstwo gospodarki socjalistycznej, to rozbiórka pałacu zaledwie kilka lat temu szokuje. Jego ostatnie zdjęcia zobaczymy na stronie: http://dolny-slask.org.pl/14718,obiekt.html .

4/17/2012

Dla kogo jest Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków ?

W dniach 17 i 18 kwietnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków. W Polsce odbywa się on w Stargardzie Szczecińskim i... nigdzie indziej. To obrazuje skalę zainteresowania tym tematem  wśród oficjeli i szerokiej publiczności. Nie jest to impreza na skalę "Industriady" lub "Nocy Muzeów", które tak trwale wpisały się w kalendarz i są oblegane przez zwiedzających. Dlaczego ?


Wydaje się że trzeba się cieszyć z tego co jest. Przecież w końcu nasze zabytki mają swoje święto i ten jeden dzień w roku trzeba się pochwalić osiągnięciami, pokazać jak wszystko zmienia się na lepsze, zastanowić się co zrobić, żeby było jeszcze lepiej i...

Chyba odpowiedzieliśmy sobie na pytanie dlaczego są to tak skromne obchody.

Ideą obchodów w Polsce jest prezentowanie dóbr kultury o istotnym znaczeniu dla europejskiego i światowego dziedzictwa kulturowego oraz uhonorowanie konserwatorów, opiekunów i właścicieli zabytków, którzy w szczególny sposób przyczynili się do opieki nad nimi.

Wzorem poprzedniej epoki istotnym punktem programu są medale dla zasłużonych towarzyszy. Wszak jest się czym chwalić w kontekście europejskiego i światowego dziedzictwa. Szczególnie na Śląsku, gdzie akurat w ten sposób można określić ocalałe (jeszcze) dziedzictwo. Jak jest, każdy widzi. Chyba że ogranicza swoje spostrzeżenia do największych miast i wybranych w kolorowych folderach miejsc.

W dniu 17 kwietnia w Stargardzkim Centrum Kultury odbędzie się konferencja naukowa pt. „Odbudowa miast historycznych – bilans i nowe perspektywy”, podczas której zostaną zaprezentowane najbardziej istotne dokonania na terenie Polski od 1945 r. po czasy współczesne na tle doktryn konserwatorskich. Jednym z celów konferencji jest próba podsumowania dzieła odbudowy polskich miast zniszczonych w wyniku II wojny światowej. Spotkanie będzie doskonałą okazją do przedstawienia zmieniających się w tym zakresie poglądów, doktryn i trendów. Ponadto podczas tegorocznych obchodów Międzynarodowego Dnia Ochrony Zabytków podejmiemy próbę odpowiedzi na pytanie: czy możliwe jest formułowanie tezy o zakończeniu odbudowy, czy może problem ten jest nadal aktualny dla środowiska konserwatorskiego?


Są medale, jest powrót do dokonań przodowników pracy, którzy odbudowywali naszą ojczyznę po II wojnie światowej. To jest temat w sam raz na każdą okazję. Z łezką w oku widzimy po raz kolejny warszawską starówkę, gdański Długi Targ, poznański rynek, może nawet załapie się Wrocław, który na szczęście chociaż częściowo został uratowany. Nie można zapomnieć o odbudowie Gliwic, Raciborza, Wodzisławia Śląskiego i wielu innych śląskich miast gdzie w miejsce "obcych kulturowo" budowli pojawiły się kamieniczki żywcem wyjęte z Zamościa. Wymienione miasta i tak miały dużo szczęścia bo w innych jak wrzody powstawały bloki z wielkiej płyty w miejsce burzonych jeszcze dziesiątki lat po wojnie zabytkowych kamienic. Jaka doktryna konserwatorska zdecydowała o wyglądzie Lwówka Śląskiego, Nysy, dużej części Wrocławia ? Dlaczego jeszcze niedawno wyburzano całe pierzeje kamienic, a w ich miejsce powstawał trawnik jak w Lubomierzu, czy parking, jak we Wrocławiu ? Jaka doktryna konserwatorska wciąż dziesiątkuje Bytom ? Nie tylko Śląsk ma co wspominać z rozrzewnieniem. Równie pięknie potraktowany został Słupsk, Szczecin, Koszalin, Kołobrzeg i można jeszcze długo wymieniać kolejne "ofiary" różnych konserwatorskich doktryn. Jest o czym dyskutować. Na szczęście organizator ograniczył temat do miast zniszczonych podczas II wojny światowej, a nie do tych zniszczonych później.


Po co zastanawiać się w jaki sposób ożywić starówki w wielu miastach i miasteczkach, które umierają na rzecz galerii handlowych ? Po co myśleć nad tym jak poprawić estetykę naszych miast oszpeconych przez reklamy, zaśmieconych przez wszechobecne samochody, dewastowanych marną współczesną architekturą ? Taką, która promowana przez konserwatorów zabytków i nazywana "stylizacją" demoluje krajobraz przez tandetne materiały i mdłą kolorystykę. Wystarczy spojrzeć na Głogów - makietę starego miasta stworzoną według doktryny miejscowego konserwatora. Czy istnieje gdzieś kompleksowy przykład odbudowy starego miasta w Polsce ze współczesną architekturą i dobrymi materiałami, którego nie trzeba się wstydzić ? 


W międzynarodowy dzień zabytków lepiej wspominać, zamiast zastanowić się nad teraźniejszością i przyszłością. Prawdziwa odbudowa skończyła się na etapie pionierskich lat powojennych., Dzisiaj mamy do czynienia już tylko z dewastacją miast. A zabytki są tutaj najmniej istotne...

Pałacowe kuriozum

Pałac w Godzięcinie (pow. Wołów) powstał w XVIII wieku i był przebudowany gruntownie w XIX wieku. Na archiwalnej fotografii widać dość dużą budowlę z dwiema wieżami odbijającą się w parkowym stawie.


Pałac przetrwał do dzisiaj, chociaż potrzebna jest ogromna wyobraźnia żeby skojarzyć z sobą te dwa obrazki. W latach 1981-1985 został przebudowany z przeznaczeniem na Państwowy Dom Dziecka. Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać patrząc na efekty.


Godzięcin powinien znaleźć godne miejsce w naukowych dziełach o architekturze i zagospodarowaniu przestrzennym nie tylko ze względu na swój dawny pałac. Poniżej obrazek pokazujący w jaki sposób upamiętniono i zachowano pamięć o dawnych mieszkańcach wsi na miejscowym cmentarzu. 

4/16/2012

Ściśle Tajne

Urzędy odpowiadając na nasze pisma muszą postępować zgodnie z prawem. To prawo daje nam możliwość uzyskania interesujących informacji oraz interwencji w wybranej sprawie. Czasem jednak urzędnicy używają go jako oręża walki z petentem i nie wiadomo czy przyczyną jest złośliwość, czy zwykła głupota. Przykładem mogą być wklejone poniżej przykłady odpowiedzi z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w sprawie wykreśleń wybranych obiektów z rejestru zabytków. Anonimizacja danych osobowych zgodna z ustawą o ochronie danych osobowych przyjmuje właśnie taki kształt - absurdalny. Nie wiadomo czy urzędnik tak się zagalopował przez przypadek, czy tajne są siedziby urzędów konserwatorskich i dane obiektu o który przecież my właśnie pytaliśmy. Tego nie wie chyba nikt.





4/15/2012

Autorytety atakują

W całym kraju w ostatnim czasie trwa dyskusja nad architektonicznym dziedzictwem z okresu PRL. Zazwyczaj burzliwa i nie pozbawiona emocji nie mających wiele wspólnego ze znajomością tematu. Różnej maści "eksperci" wypowiadają się na ten temat powołując się na głos ludu, który ma być decydujący w tej kwestii. W końcu prosty lud na sztuce zna się najlepiej, a w szczególności Polacy, którzy znają się na wszystkim i na każdy temat mają swoje zdanie. Bez względu na posiadaną wiedzę. W ten nurt wpisują się także felietoniści dając obraz jak uboga jest ta znajomość architektury.


Jednym z nich jest pan Michał Smolorz piszący swoje krótkie przemyślenia zarówno dla Dziennika Zachodniego jak i Gazety Wyborczej. Zazwyczaj wyraża on swoje opinie na tematy społeczno-kulturalne stając się czołowym krytykiem śląskich przedstawicieli kultury i sztuki. Ze względu na wiedzę jaką posiada w tym temacie, trudno jest polemizować z postawionymi tezami dotyczącymi teatru, muzyki i innych wydarzeń kulturalnych w regionie. Gdy zabiera głos na temat architektury czar pryska i zostaje niesmak. Pan Smolorz, wzorem innych dziedzin sztuki postawił sobie za cel krytykę środowiska architektów i spuścizny architektonicznej z okresy PRL jaka pozostała na Śląsku.

Kilkunastoosobowa koteria od czterech lat uparcie wmawia trzystutysięcznej społeczności, że mamy do czynienia z wybitnymi dziełami architektury, które za wszelką cenę trzeba chronić, wpisywać na listę zabytków i zachować dla przyszłych pokoleń. Mało kto zwraca uwagę, że ideowy trzon tej grupy tworzą sami twórcy, którzy tą drogą pragną zapewnić sobie nieśmiertelność.

Towarzyszą im wierni akolici, wychowankowie, asystenci, a choćby i wspólnicy. To oni co rusz powołują się na "zagraniczne autorytety" (o których nikt dotąd nie słyszał), które podobno zachwycają się tą zabudową i nakazują ją chronić. Przypomina mi to "wybitnych rzeczoznawców" zatrudnianych przez "Komisję Macierewicza", którzy dowodzą, że katastrofa smoleńska była wynikiem zamachu.


Zarzuty w stosunku do znawców tematu brzmią po prostu śmiesznie. Podobne pretensje można skierować do profesorów i absolwentów Akademii Muzycznej i innych ludzi mających na co dzień do czynienia z muzyką wyższych lotów niż jarmarczne występy na festynach, że stawiają wyżej muzykę klasyczną lub jazz niż popisy Lady Gagi. Idąc tym tropem myślenia, kilkunastoosobowa koteria nie dopuszcza do występów na deskach Opery Śląskiej rodziny Masztalskich. Jakie autorytety o tym decydują ? Kto zna te osoby ?

Skala propagandowej nawały w sprawie tych rzekomych cudów świata jest tak silna, że coraz więcej ludzi milknie przerażonych i nie ma siły się jej przeciwstawiać. Działa typowe dla propagandy zjawisko "spirali milczenia", dawno już zdiagnozowane i opisane w podręcznikach socjologii i politologii. Skoro jakiś dogmat jest nieustannie powtarzany ex cathedra, to coraz więcej ludzi - nawet jeśli się z nim nie zgadzają - woli milczeć, aby nie być uznanym za niekompetentnych. Wszyscy są przekonani, że sąsiedzi, koledzy z pracy, a nawet rodzina widzą to tajemnicze piękno, tylko ja sam jestem nietypowy, więc lepiej nie będę się odzywał. Te same wątpliwości mają również sąsiedzi, koledzy z pracy i rodzina, ale oni też milczą z przekonania, że się mylą. Nikt nie ma odwagi zawołać "król jest nagi", bo się boi posądzenia o ignorancję.

Do pana Smolorza nie dociera że jednak są osoby, które znają się na architekturze i widzą w tych budowlach coś więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Może wzorem tych co milczą, on również powinien się nie wypowiadać na temat o którym nie ma żadnego pojęcia ? Niewiele osób rozumie i słucha muzykę poważną, jednak milczą i nie wygłaszają na ten temat swoich oświeconych tez, że Mozart jest gorszy od Moniki Brodki. Ci, którzy mają odwagę tak myśleć i o tym głośno mówić są przez ludzi pokroju pana Smolorza uznawani za plebs i nieuków. Warto to sobie wziąść do serca ponieważ architektura to też sztuka. Łatwo się ośmieszyć i zaszufladkować na odpowiedniej półce odbiorców.

Tymczasem koń jaki jest, każdy widzi. Przez 40 lat z okładem, odkąd te jakoby wybitne dzieła stoją w Katowicach, jakoś nikt się nimi nie zachwycał. Poza "Spodkiem", który od początku uznawany był za dzieło wielkiej oryginalności, żadna z tych genialnych budowli nie trafiła do liczących się branżowych almanachów. Wprost przeciwnie: w badaniach opinii publicznej respondenci uznawali obecną zabudowę za brzydką, nieatrakcyjną, odpychającą mieszkańców i przyjezdnych. Wychodzi więc na to, że miliony ludzi, którzy przez lata przewinęły się przez stolicę województwa, to kompletni idioci, ignoranci, którzy się nie znają na architekturze. Bo przecież powinni się nią zachwycać, siedzieć na ławeczkach i kontemplować piękno, jakim nas obdarował niedoceniony geniusz.

Nie wiadomo skąd takie odważne tezy, że nikt się nimi nie zachwycał. Nie jest żadną tajemnicą że budowle te mają swoje grono zwolenników i obrońców. Owszem, trafiły one również do branżowych almanachów o czym autor nie wie ponieważ sama ocena śląskiego modernizmu pokazuje, że nigdy nie miał w ręku takich publikacji. Jeżeli miał, to jedynie je przewertował bez wnikania w niuanse.


Sam popełnił niedawno własne dzieło pod tytułem "Śląsk wymyślony", które zbiera przychylne recenzje, chociaż i tam autor nie unika kontrowersji w stawianych przez siebie tezach. Przychylne przyjęcie książki może być jednak według filozofii autora nieco mylące ponieważ nic ono nie znaczy w ocenie opinii publicznej. Nie trafia pod strzechy i nie jest doceniane przez przeciętnych mieszkańców Śląska. W myśl tez postawionych przez autora, jego książka jest mniej wartościowa niż Harry Potter, a nawet niektóre komiksy. Mamy pozostawić ocenę społeczeństwu, które książek nie czyta ? Może to porównanie pozwoli pokazać zwykły infantylizm takiego myślenia o architekturze, jakie prezentuje pan Smolorz. Zostawmy to fachowcom, a spuściznę naszych przodków szanujmy tak jak się jej to należy.

Ale też - poza chorymi ambicjami samych twórców i ich spadkobierców - nie ma żadnych racjonalnych ani estetycznych powodów, aby te budowle otaczać jakąś specjalną troską, zwłaszcza gdy rodzą się pomysły na atrakcyjniejszą zabudowę.

Nasi przodkowie też mieli pomysł na atrakcyjniejszą zabudowę niż XIX-wieczne czynszówki w centrum miasta i go zrealizowali. Dzisiaj my chcemy realizować swoje pomysły, burząc dzieła poprzedników. W ten sposób  w dalszym ciągu dewastujemy górnośląskie miasta i popadamy w wieczne kompleksy w stosunku do Krakowa gdzie szanuje się każdy kamień. Twórzmy nowe, lecz szanujmy stare.

cały felieton p. Michała Smolorza pod adresem: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/552995,rzekome-piekno-rodem-z-prl-u,id,t.html

Nieistniejące pałace (9)

Powiat kłodzki jest jedną z wizytówek turystycznych nie tylko Śląska, ale całego kraju. Piękne uzdrowiska, wspaniałe krajobrazy, ogrom atrakcji turystycznych i tylko dawne rezydencje są tutaj zaniedbane "powyżej średniej". około 24 zniszczone i zdewastowane pałace na tak niewielkim obszarze chluby nikomu nie przynoszą. Powodów tego jest wiele ale akurat tutaj przyczyny są niezrozumiałe. O ile ciężko znaleźć inwestora na pałac przy zbiorniku szlamu w zagłębiu miedziowym, to zdewastowane pałace w Jeleniowie, Gorzanowie, Piszkowicach, Bożkowie są przykładami, że kapitalizm istnieje w Polsce tylko na papierze. Jak nie w Kotlinie Kłodzkiej to gdzie ?

Do dzisiaj nie przetrwały tylko 2 pałace. Niestety, oba były wyjątkowe i cenne. Pierwszym z nich jest barokowa rezydencja w dzielnicy Kłodzka - Jurandowie, dawnej wsi Goszyce. Na początku XVIII wieku wybudowano w tym miejscu bogato zdobiony barokowy pałac z reprezentacyjnym dziedzińcem od strony frontowej i ogrodem francuskim po przeciwnej stronie. Bez uszczerbku przetrwał II wojnę światową chociaż jego stan nie był najlepszy i wymagał remontu. Planowano otworzenie w pałacu Muzeum Ziemi Kłodzkiej i rozpoczęto nawet zbieranie pieniędzy na ten cel. W 1968 roku spłonął, a ruiny rozebrano na początku lat 70-tych XX wieku. Przetrwały jedynie niektóre detale kamieniarskie eksponowane w lapidarium twierdzy kłodzkiej. W miejscu pałacu znajduje się dzisiaj warsztat samochodowy.


Druga rezydencja, po której nie ma śladu, to pałac w Wolanach. Pierwsza reprezentacyjna budowla powstała w tym miejscu w 1725 roku. Po pożarze w 1827 roku wybudowano neogotycki pałac, który zaprojektował sam król pruski Fryderyk Wilhelm IV. Wyszabrowany po 1945 roku został przeznaczony na dom kolonijny kopalni "Milowice". Ostatecznie jednak został doprowadzony do ruiny, a w 1976 lub 1978 roku w jego miejscu powstał blok mieszkalny.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/76640,foto.html

Czy za kilka lat do tej krótkiej listy dopiszemy kolejne miejscowości ?

4/12/2012

Powrót ratuszowej wieży

Wieża ratuszowa była pierwszą murowaną budowlą w świdnickim rynku. Powstała prawdopodobnie wcześniej niż sam ratusz od którego była oddzielona murowanymi komorami kupieckimi. Wzmiankowana w 1336 roku pochodzi z końca XIII wieku. Wiadomo że posiadała pozłacany dach i zegar jakiego nie było w całym kraju, które spłonęły w pożarach w 1389 i 1393 roku. Miała również dekorację rzeźbiarską z figurami książąt świdnickich i królów czeskich. Niestety, co jakiś czas spadały powodując zniszczenia sąsiednich budowli, jednak mieszczanie konsekwentnie umieszczali je na swoim miejscu lub ich kopie, aż do 1757 roku kiedy zbombardowana wieża legła w gruzach wraz ze swoimi ozdobami. Przechodziła w swoich dziejach różne koleje losu, na przemian niszczona i odbudowywana oraz stale upiększana. Do godziny 15.16, 5 stycznia 1967 roku kiedy w wyniku rozbiórki sąsiadujących z nią budynków nie wytrzymały jej mury i legła w gruzach. Wydawało się że na zawsze.



Przez lata wspominano o potrzebie odbudowy tego charakterystycznego punktu w mieście, jednak zazwyczaj kończyło się na planach i mało kto wierzył że jeszcze kiedyś się uda. Tymczasem kilka lat temu pozyskano fundusze i przystąpiono do pracy, której efekty widzimy dzisiaj. Świdnicka wieża ratuszowa jest już prawie gotowa i w przeciwieństwie do kompletnie nieudanej odbudowy wieży i samego ratusza w Nysie wygląda doskonale. Nikt nie pokusił się o współczesne "wariacje" tylko odtworzył pierwotną formę wraz z detalem. Efektu nie psuje również ukryty w bloku śródrynkowym współczesny budynek, chociaż jego architektura, nota bene całkiem niezła, niekoniecznie jest w tym miejscu trafiona i wydaje się, że ta "nowoczesność" jest stworzona nieco na siłę. Tego w sylwecie ratusza jednak nie zobaczymy, tylko kompletną budowlę jaka stała w tym miejscu pierwotnie.


więcej zdjęć: zabytkidolnegoslaska.com.pl

4/10/2012

Opolskie potrafi

Każdy, kto miał do czynienia z urzędami i służbami konserwatorskimi świetnie wie, że dewizą tych instytucji są odpowiedzi "nie da się", "nie ma środków" i ogólnie pojęte "co możesz zrobić natychmiast, zrób za rok lub nigdy". Zazwyczaj nigdy. Ta postawa jest w sumie nawet zabawna ponieważ tym wszystkim negują sens swojego istnienia. Po co komu armia urzędników, którzy nic nie mogą ?

Nie mogą gdy zabytek jest w ruinie, gdy właściciel ignoruje wszelkie zalecenia, gdy niszczeją kolejne obiekty. W momencie gdy pojawia się inwestor z pieniędzmi na ich ratowanie role się odwracają. Wtedy od konserwatora zależy niemal wszystko. Przyjmując, że uzgodnienia są w tym przypadku uznaniowe, a nie poparte konkretnymi paragrafami, ranga urzędu rośnie wprost proporcjonalnie do wykonywanych prac. Gdyby ktoś doprowadzał zabytek do ruiny - konserwator nie ma prawa nic zrobić, gdy zacznie remont może wymagać gruszek na wierzbie. Absurd ? Na szczęście nie zawsze władza jest wykorzystywana, dlatego wciąż znajdują się chętni do renowacji starych pałaców i dworów. Aż dziw bierze...


Jak działają urzędy ? Zabytki są w tym przypadku najmniej ważne. Istotne jest wykazanie się urzędnika swoją rzekomo nadrzędną w stosunku do petenta pozycją oraz potraktowanie każdego jak intruza i wroga. Nie wiedza na temat konserwacji, sztuki, historii architektury jest ważna, a znajomość prawa i przepisów administracyjnych, za pomocą których można walczyć z wrogami ośmielającymi się burzyć spokój. Przykładów są setki. Każdy z Was może to sprawdzić wysyłając "niewygodne" pytania na temat jakiegokolwiek obiektu zabytkowego. O ile dostanie rzeczową odpowiedź...

Okazuje się jednak że to wszystko traci sens gdy przyjrzymy się bliżej pracy opolskiego WUOZ z panią Iwoną Solisz na czele. Ciężko wytłumaczyć, czy żyje ona w innym kraju, obowiązują ją inne przepisy, a może po prostu się jej nudzi ? Może nie ma co robić i z tego powodu działa prężnie na rzecz ratowania zabytków ? Może ona i jej pracownicy są na swoich stanowiskach ponieważ czują że dla praca urzędnika to służba, a nie walka ze społeczeństwem ? Jakim cudem tak diametralnie ten urząd się różni w swoim działaniu na rzecz zabytków i podejściu do petenta w porównaniu z sąsiednimi województwami ?

Wystarczy spojrzeć na wywiady prasowe i "dziwne" dla każdego miłośnika zabytków słowa pani Solisz:

Konserwator może kontrolować własność prywatną?

- Nie tylko może, ale wręcz ma taki obowiązek. Konstytucja określa, że jednym z naszych działań jest stanie na straży dziedzictwa narodowego, naszego wspólnego dobra. Niewątpliwie takim dobrem są m.in. zabytki. Dlatego mamy prawo kontrolować, a także, jeśli to konieczne, wydawać zalecenia lub wręcz nakazywać prywatnym właścicielom wykonanie odpowiednich prac, które mają zabezpieczyć zabytek przed degradacją.


Te słowa padły w wywiadzie po ukaraniu grzywną właścicieli dworu w Rożnowie. Kara była niewielka ale nie liczy się tutaj kwota, tylko sam fakt ukarania bezkarnych w innych województwach właścicieli zabytków, którzy nie chcą nawet zabezpieczyć swojej własności. Spójrzmy na dalszy ciąg artykułu:

jak dotąd najwyższą wymierzoną karą były 3 tys. zł. Sąd wymierzył ją właścicielowi pałacu w Łące Prudnickiej, gdzie niszczał nie tylko pałac, ale i otaczający go park. Między innymi przez zaniedbanie właściciela spadające konary uszkodziły dach zabytku.

3 tys. zł grzywny zapłacił również właściciel dworu biskupiego w Nysie. Tam przez to, że dach był nieszczelny i woda dostawała się do środka, szybko postępowała degradacja obiektu. Do tego dwór był niezabezpieczony i każdy mógł do niego wejść. W efekcie złomiarze rozkradli zabytkowe elementy. W tej sprawie oprócz grzywny sąd zasądził również nawiązkę na fundację ratującą bazylikę w Nysie. To był duży plus tej sprawy, bo sądy, choć mogą zasądzać takie nawiązki, rzadko to robią.

Dodatkowo mamy jeszcze możliwość prowadzenia egzekucji. Dzięki temu nałożyliśmy karę 50 tys. zł na firmę, która jest właścicielem zabytkowej willi w Brzegu i całkowicie ją zaniedbuje.

Są więc zmiany na plus, ale wszystko postępuje bardzo wolno, bo my jesteśmy zobowiązani do działania ściśle według wymogów prawa, a to ma wiele luk i daje właścicielom zabytków sporo możliwości. Efekt jest taki, że ludzie pytają: "Gdzie jest konserwator?!", choć nie wiedzą, ile procedur musimy przeprowadzić, by móc wyegzekwować niezbędne prace.

Dobry przykład to pałac w Kopicach. Prowadzimy postępowanie, które ma ratować ten obiekt. Wydaliśmy nakaz dotyczący zabezpieczeń, ale właściciel się odwołał i teraz sprawa będzie musiała być rozpatrzona przez Ministerstwo Kultury! Nie mówiąc już o tym, że nieraz zdarza się, iż właściciel obiektu jest za granicą. Wtedy wszystko staje się dwa razy bardziej złożone i trwa znacznie dłużej.

Może właściciele nie chcą współpracować, bo wymaga się od nich, by dbali o zabytki, ale koszty ponoszą tylko oni sami?

- Rzeczywiście, to na nich spoczywa obowiązek zabezpieczenia zabytku. Jednak to nie jest tak, że prywatni właściciele mają tylko obowiązki i muszą za wszystko płacić z własnej kieszeni. Mogą np. korzystać z ulg podatkowych czy dofinansowania na konserwację obiektu. Z drugiej strony my nie oczekujemy cudów, przywrócenia do czasów świetności, tylko zabezpieczenia w takim stopniu, by dwór czy pałac przetrwał dla kolejnych pokoleń.

Więcej...
http://opole.gazeta.pl/opole/1,35114,10657009,Doprowadzaja_do_ruiny_zabytkowe_palace__Placa_smieszne.html#ixzz1reSKvEQG

Niedawno w ramach akcji "Ratujemy polskie zabytki" do WUOZ w Opolu zostały wysłane pisma dotyczące niszczejącego pałacu w Biestrzykowicach. Oto fragmenty odpowiedzi:

- stan zabytku jest od lat przedmiotem troski OWKZ ; w tym czasie podjęto starania mające na celu zobligowanie właściciela do wykonania zabezpieczeń obiektu ; przede wszystkim nieszczelnych, przeciekających dachów. Niestety, działania te były bezskuteczne wobec całkowitej bezczynności właścicieli tak więc w roku 2011 został przez OWKZ wydany nakaz administracyjny. W międzyczasie posiadłość, w skład której wchodzi zabytkowy park, pałac i oficyna została sprzedana na aukcji komorniczej. Nowi nabywcy nie posiadają jednak jeszcze pełni praw, gdyż w tej sprawie toczy się postępowanie sądowe. Tak więc od strony prawnej sytuacja jest patowa 


- kroki prawne w tej sprawie były podejmowane, min. sprawa została przez OWKZ zgłoszona policji. OWKZ wystąpił także o ukaranie właścicieli przez sąd z uwagi na łamanie przez nich prawa (ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami).

- odnośnie dalszego postępowania w sprawie zagrożenia zabytków - jeżeli postępowanie sądowe będzie się przedłużać, OWKZ rozważy wykonanie tzw. remontu zastępczego.
(!!!)

W zestawieniu z dotychczasową korespondencją jaką przysyłały inne urzędy gołym okiem jest widoczna różnica. Nawet w tym, że koperta jest estetyczna, w tekście nie ma błędów i odpowiedź przyszła w terminie. Tak niewiele, a tak wiele... 

W województwie dolnośląskim takich spraw, nakazów, kar powinno być kilkukrotnie więcej ze względu na liczbę niszczejących zabytków, tymczasem mamy do czynienia z sytuacją gdy konserwator X nie potrafi przez rok (!!!) zabezpieczyć niszczejących detali, gdy inny konserwator opisuje remonty stropów i dachu wykonane w latach 60-tych XX wieku w obiekcie w którym zachowały się już tylko kawałki ścian nośnych porośnięte krzakami, gdy starosta przez rok nie jest w stanie ustalić właściciela średniowiecznego zamku, gdy większość pism jest po prostu ignorowana, a każdy zaniepokojony stanem zabytków traktowany jak wróg... 

W ramach podsumowania wystarczy spojrzeć na obiekty nominowane w konkursie "Zabytek Zadbany". Znalazło się tam miejsce dla czterech zabytków z województwa opolskiego i jeden z województwa dolnośląskiego. To jest dla tych ostatnich po prostu klęska będąca odzwierciedleniem dotychczasowej pracy i podejścia do tematu. Może osoby odpowiedzialne za tą kompromitację właśnie w niedalekim Opolu wezmą lekcje w jaki sposób należy podchodzić do zabytków. Na naukę nigdy nie jest za późno...

4/06/2012

Nieistniejące pałace (8)

Po 1945 roku w powiecie wrocławskim wyburzono 29 pałaców i dworów. Liczba ta wydaje się szokująca i rekordowa, ale trzeba szczerze przyznać że zdecydowana większość z tych obiektów nie była cenna pod względem architektonicznym. Na pewno zubożono przez to krajobraz kulturowy dolnośląskiej wsi, my jednak zobaczmy te najpiękniejsze pałace po których nie ma dzisiaj żadnego śladu lub została kupka gruzu.

Pałac w Jeszkowicach powstał na początku XX wieku i nawet z dzisiejszego punktu widzenia trudno mówić tutaj o cennym zabytku. Jednak gdy spojrzymy na sam obiekt widać że był architektonicznie dość interesujący. Niestety, już nie istnieje.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/foto/272/272841.jpg

Nie ma także ciekawego eklektycznego pałacu w Kamieniu z końca XIX wieku. Spłonął na początku lat 60-tych XX wieku i został rozebrany.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/115300,foto.html

Przepadł gdzieś także XIX-wieczny pałac w Kwieciszowie. Poważnie zniszczony był już w 1945 roku.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/250750,foto.html

Rzut oka na detal pałacu w Mokrym Dworze pokazuje że mieliśmy do czynienia z budowlą architektonicznie i historycznie ciekawą. Barokowego pałacu już dzisiaj nie ma. Stopniowo niszczony i wyburzony w latach 70-tych XX wieku.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/323041,foto.html

Nie ma także otoczonego fosą pałacu z XVIII wieku we wsi Pasterzyce, który opuszczony w latach 70-tych XX wieku popadł w ruinę.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/249649,foto.html

Oraz pałacu w Rękowie...

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/333601,foto.html

Renesansowy dwór w Rogowie Sobóckim w 1945 roku został częściowo zniszczony, ale aż do 1969 roku był użytkowany przez miejscowe gospodarstwo rolne. Zrujnowaną budowlę wysadzono w 1970 roku w powietrze.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/205180,foto.html

Nie wiadomo kiedy "wyparował" pałac w Wysokiej.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/foto/29/29094.jpg

Pałac w Zabrodziu zburzono podczas walk w 1945 roku.


Na koniec rezydencja nazywana "Śląskim Windsorem" ze względu na swoją architekturę nawiązującą do gotyku Tudorów lub pałacem Sybilli od imienia pierwszej właścicielki w XVII wieku. Już przed II wojną światową wywieziono jego cenne wyposażenie. W 1945 roku spłonął, a jego ruiny rozebrano na początku lat 60-tych XX wieku pozostawiając jedynie fragment jednego ze skrzydeł. Okazało się że i to zbyt wiele dla nas, ponieważ niewielki kawałek ogromnego pałacu w Szczodrem jest dzisiaj kompletną ruiną.

zdjęcie: http://dolny-slask.org.pl/73085,foto.html