4/15/2012

Autorytety atakują

W całym kraju w ostatnim czasie trwa dyskusja nad architektonicznym dziedzictwem z okresu PRL. Zazwyczaj burzliwa i nie pozbawiona emocji nie mających wiele wspólnego ze znajomością tematu. Różnej maści "eksperci" wypowiadają się na ten temat powołując się na głos ludu, który ma być decydujący w tej kwestii. W końcu prosty lud na sztuce zna się najlepiej, a w szczególności Polacy, którzy znają się na wszystkim i na każdy temat mają swoje zdanie. Bez względu na posiadaną wiedzę. W ten nurt wpisują się także felietoniści dając obraz jak uboga jest ta znajomość architektury.


Jednym z nich jest pan Michał Smolorz piszący swoje krótkie przemyślenia zarówno dla Dziennika Zachodniego jak i Gazety Wyborczej. Zazwyczaj wyraża on swoje opinie na tematy społeczno-kulturalne stając się czołowym krytykiem śląskich przedstawicieli kultury i sztuki. Ze względu na wiedzę jaką posiada w tym temacie, trudno jest polemizować z postawionymi tezami dotyczącymi teatru, muzyki i innych wydarzeń kulturalnych w regionie. Gdy zabiera głos na temat architektury czar pryska i zostaje niesmak. Pan Smolorz, wzorem innych dziedzin sztuki postawił sobie za cel krytykę środowiska architektów i spuścizny architektonicznej z okresy PRL jaka pozostała na Śląsku.

Kilkunastoosobowa koteria od czterech lat uparcie wmawia trzystutysięcznej społeczności, że mamy do czynienia z wybitnymi dziełami architektury, które za wszelką cenę trzeba chronić, wpisywać na listę zabytków i zachować dla przyszłych pokoleń. Mało kto zwraca uwagę, że ideowy trzon tej grupy tworzą sami twórcy, którzy tą drogą pragną zapewnić sobie nieśmiertelność.

Towarzyszą im wierni akolici, wychowankowie, asystenci, a choćby i wspólnicy. To oni co rusz powołują się na "zagraniczne autorytety" (o których nikt dotąd nie słyszał), które podobno zachwycają się tą zabudową i nakazują ją chronić. Przypomina mi to "wybitnych rzeczoznawców" zatrudnianych przez "Komisję Macierewicza", którzy dowodzą, że katastrofa smoleńska była wynikiem zamachu.


Zarzuty w stosunku do znawców tematu brzmią po prostu śmiesznie. Podobne pretensje można skierować do profesorów i absolwentów Akademii Muzycznej i innych ludzi mających na co dzień do czynienia z muzyką wyższych lotów niż jarmarczne występy na festynach, że stawiają wyżej muzykę klasyczną lub jazz niż popisy Lady Gagi. Idąc tym tropem myślenia, kilkunastoosobowa koteria nie dopuszcza do występów na deskach Opery Śląskiej rodziny Masztalskich. Jakie autorytety o tym decydują ? Kto zna te osoby ?

Skala propagandowej nawały w sprawie tych rzekomych cudów świata jest tak silna, że coraz więcej ludzi milknie przerażonych i nie ma siły się jej przeciwstawiać. Działa typowe dla propagandy zjawisko "spirali milczenia", dawno już zdiagnozowane i opisane w podręcznikach socjologii i politologii. Skoro jakiś dogmat jest nieustannie powtarzany ex cathedra, to coraz więcej ludzi - nawet jeśli się z nim nie zgadzają - woli milczeć, aby nie być uznanym za niekompetentnych. Wszyscy są przekonani, że sąsiedzi, koledzy z pracy, a nawet rodzina widzą to tajemnicze piękno, tylko ja sam jestem nietypowy, więc lepiej nie będę się odzywał. Te same wątpliwości mają również sąsiedzi, koledzy z pracy i rodzina, ale oni też milczą z przekonania, że się mylą. Nikt nie ma odwagi zawołać "król jest nagi", bo się boi posądzenia o ignorancję.

Do pana Smolorza nie dociera że jednak są osoby, które znają się na architekturze i widzą w tych budowlach coś więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Może wzorem tych co milczą, on również powinien się nie wypowiadać na temat o którym nie ma żadnego pojęcia ? Niewiele osób rozumie i słucha muzykę poważną, jednak milczą i nie wygłaszają na ten temat swoich oświeconych tez, że Mozart jest gorszy od Moniki Brodki. Ci, którzy mają odwagę tak myśleć i o tym głośno mówić są przez ludzi pokroju pana Smolorza uznawani za plebs i nieuków. Warto to sobie wziąść do serca ponieważ architektura to też sztuka. Łatwo się ośmieszyć i zaszufladkować na odpowiedniej półce odbiorców.

Tymczasem koń jaki jest, każdy widzi. Przez 40 lat z okładem, odkąd te jakoby wybitne dzieła stoją w Katowicach, jakoś nikt się nimi nie zachwycał. Poza "Spodkiem", który od początku uznawany był za dzieło wielkiej oryginalności, żadna z tych genialnych budowli nie trafiła do liczących się branżowych almanachów. Wprost przeciwnie: w badaniach opinii publicznej respondenci uznawali obecną zabudowę za brzydką, nieatrakcyjną, odpychającą mieszkańców i przyjezdnych. Wychodzi więc na to, że miliony ludzi, którzy przez lata przewinęły się przez stolicę województwa, to kompletni idioci, ignoranci, którzy się nie znają na architekturze. Bo przecież powinni się nią zachwycać, siedzieć na ławeczkach i kontemplować piękno, jakim nas obdarował niedoceniony geniusz.

Nie wiadomo skąd takie odważne tezy, że nikt się nimi nie zachwycał. Nie jest żadną tajemnicą że budowle te mają swoje grono zwolenników i obrońców. Owszem, trafiły one również do branżowych almanachów o czym autor nie wie ponieważ sama ocena śląskiego modernizmu pokazuje, że nigdy nie miał w ręku takich publikacji. Jeżeli miał, to jedynie je przewertował bez wnikania w niuanse.


Sam popełnił niedawno własne dzieło pod tytułem "Śląsk wymyślony", które zbiera przychylne recenzje, chociaż i tam autor nie unika kontrowersji w stawianych przez siebie tezach. Przychylne przyjęcie książki może być jednak według filozofii autora nieco mylące ponieważ nic ono nie znaczy w ocenie opinii publicznej. Nie trafia pod strzechy i nie jest doceniane przez przeciętnych mieszkańców Śląska. W myśl tez postawionych przez autora, jego książka jest mniej wartościowa niż Harry Potter, a nawet niektóre komiksy. Mamy pozostawić ocenę społeczeństwu, które książek nie czyta ? Może to porównanie pozwoli pokazać zwykły infantylizm takiego myślenia o architekturze, jakie prezentuje pan Smolorz. Zostawmy to fachowcom, a spuściznę naszych przodków szanujmy tak jak się jej to należy.

Ale też - poza chorymi ambicjami samych twórców i ich spadkobierców - nie ma żadnych racjonalnych ani estetycznych powodów, aby te budowle otaczać jakąś specjalną troską, zwłaszcza gdy rodzą się pomysły na atrakcyjniejszą zabudowę.

Nasi przodkowie też mieli pomysł na atrakcyjniejszą zabudowę niż XIX-wieczne czynszówki w centrum miasta i go zrealizowali. Dzisiaj my chcemy realizować swoje pomysły, burząc dzieła poprzedników. W ten sposób  w dalszym ciągu dewastujemy górnośląskie miasta i popadamy w wieczne kompleksy w stosunku do Krakowa gdzie szanuje się każdy kamień. Twórzmy nowe, lecz szanujmy stare.

cały felieton p. Michała Smolorza pod adresem: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/552995,rzekome-piekno-rodem-z-prl-u,id,t.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Administrator strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.