6/29/2012

Industriada 2012

Już jutro po raz kolejny startuje święto Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego czyli Industriada 2012! Jedyna taka impreza w Polsce, jedyne takie atrakcje, jedyne takie zabytki...

Więcej na ten temat na stronie: http://www.industriada.pl


6/22/2012

Piekiełko

Dzisiaj wraz z wyjazdem czeskich piłkarzy Wrocław definitywnie pożegnał się z Euro 2012. Równolegle z wylotem gości rozpoczęła się w internecie, i nie tylko, totalna nagonka wszystkich przeciwko wszystkim. Jednym wciąż przeszkadza strefa kibica w rynku, innym hałas, a jeszcze kolejnym niebotyczne kwoty wydane na infrastrukturę. Polskie piekiełko w niewielkiej (jeszcze) skali.

Wśród tych często kuriozalnych opinii i komentarzy można wychwycić troskę o zabytki!

Andrzej Dobek, przewodniczący stowarzyszenia Nasz Rynek (...)  skarży się też na nagłośnienie i nadmierne eksploatowanie przestrzeni starego miasta. "Już na większości kamienic pojawiły się spękania, odpadają gzymsy itp.". "Zmęczeni mieszkańcy, nawet Ci, którzy już zaakceptowali styl życia w rejonie starego miasta, nie wytrzymują nerwowo ciągłego hałasu". (...) gazetawroclawska.pl

Nikt dotychczas nie sądził, że tak delikatne są wrocławskie kamienice. Oczywiście dziecko zauważy że chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze i eksploatację rynku do granic możliwości ale tylko we własnym ogródku. O te same pieniądze, które samorząd tak "lekkomyślnie wyrzucił w błoto" czyli wybudował stadion, drogi, linię tramwajową, poprawił ogólną infrastrukturę i estetykę miasta po to właśnie aby pokazać je bez wstydu na cały świat. Wieczni malkontenci, którzy są zawsze najbardziej aktywni, wmawiają nam że inwestycje są chybione i wydawanie pieniędzy na wszystko poza ich własnym interesem nie ma sensu. Przecież będziemy płacili za utrzymanie tego wszystkiego! Jakby to było coś nadzwyczajnego i nagannego. Jakby UEFA zabierała to wszystko po mistrzostwach Jakby każdy z nas przeznaczał pieniądze tylko na własne przyjemności, a rachunki były czymś co jest naganne i niepotrzebne. Utrzymujemy teatry, sale koncertowe, komunikację miejską, muzea, parki i tysiące innych "niepotrzebnych" do życia miejsc. Niektórym niepotrzebnych...


Dokładnie te same argumenty padają gdy jest mowa o ochronie zabytków, wydawaniu pieniędzy na ich konserwację, działania ratunkowe i renowacje. Tak samo boli niektórych wydane parę złotych na odnowienie jakiegoś cennego obrazu, wymianę dachu na niszczejącym budynku lub przeznaczenie odpowiedniej kwoty na promocję regionu. Dzisiaj jest lament bo trzeba będzie utrzymywać stadion, jutro bo pieniądze potrzebne będą w Filharmonii. Czyżby nastąpiło takie zezwierzęcenie i zidiocenie społeczeństwa, że do szczęścia potrzebuje jedynie zaspokojenia podstawowych potrzeb związanych zazwyczaj ze spożywaniem (odurzaniem) i wydalaniem ? Nawet jeżeli jesteśmy społeczeństwem biednym, nie pozwólmy sobie na sprowadzenie życia do wegetacji. Darujmy sobie trochę przyjemności i bądźmy dumni z tego co mamy. Bez względu na to, czy jest to ogromny stadion, czy zadbany przez gminę pałac... 

6/21/2012

Odbudowa czy dewastacja ?

Odbudowa i konserwacja zabytków zazwyczaj spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem przez szerokie grono turystów i miłośników. Gdy pojawia się nowy właściciel, a wraz z nim zapowiedzi remontu cieszy to wszystkich, łącznie z lokalnymi społecznościami. Pojawiają się rusztowania, ruszają prace budowlane, a my czekamy z niecierpliwością na efekty. Czasami przerastają one wszelkie wyobrażenia...

W Radomierzu kilka lat temu pojawiła się inicjatywa udostępnienia turystom opuszczonej wieży kościoła parafialnego jako punktu widokowego. Sam kościół rozebrano jeszcze w XIX wieku, a pochodząca z przełomu XV/XVI wieku wieża z roku na rok niszczała coraz bardziej. Wydawało się że pomysł stworzenia w tym miejscu punktu widokowego jest strzałem w dziesiątkę. Niestety, efekty tej "renowacji" połączonej z odbudową są przerażające. O ile forma wieży, z bólem, jeszcze jest do przyjęcia, to dobudowana do niej budowla jest w swojej formie kuriozalnym przykładem jak można zniszczyć zabytek. Obrzydliwa bryła, która swoim kształtem przypomina podmiejski motel lub domek jednorodzinny na przedmieściach nie powinna w tym miejscu się pojawić. Brak talentu projektanta można jeszcze jakoś tłumaczyć, ale pozytywną opinię konserwatora zabytków w żaden sposób. Jak można było wydać pozwolenie na budowę czegoś tak banalnego i brzydkiego ? Gdzie były czujne i dociekliwe służby konserwatorskie gdy powstawało to "coś" na fundamentach XVI-wiecznego kościoła ? Można było stworzyć formę całkowicie nowoczesną, można było zrekonstruować dawny kościół, ale niestety powstał koszmarek, który zaspokaja jedynie te najmniej wyszukane gusta.






Zamek Rajsko przez lata niszczał i był rozkradany z cennego detalu. Gdy pojawił się prywatny właściciel, który postanowił zamek odbudować wszyscy zacierali ręce. Prace na terenie zamku trwają, ale już dzisiaj, przez płot można zobaczyć ich efekty. Gdzieś "wyparował" mur wraz z bramą i renesansowym portalem na pierwszym planie, a na dziedzińcu powstały zupełnie nowe zabudowania. O ile można zrozumieć potrzeby właściciela i kompromis na rozbudowę zamku, tyle nie ma żadnego usprawiedliwienia dla formy budynków. Wyglądają, jakby projektowane były przez tą samą osobę, która zajęła się wieżą w Radomierzu. Ich bryła jest nie tylko banalna, ale w tym miejscu zupełnie obca. Jakim cudem te dobudówki zostały pozytywnie zaopiniowane przez konserwatora zabytków ? Nawet dziecko powie, że taka rozbudowa powinna być jak najmniej inwazyjna dla samego zamku. W związku z tym nowe budynki, jeżeli muszą być, powinny mieć okładzinę z cegły aby nie wybijały się na tle starych murów. Niestety, nie mają.





Można się spierać, czy lepsza ruina, czy niewłaściwa odbudowa, ale trzeba przede wszystkim żałować, że giną oryginalne dzieła pięknej architektury, a zastępuje je tandeta i brzydota. Może pewnego dnia na dziedzińcu jakiegoś pałacu powstanie pawilon Biedronki ? Wszystko jest możliwe, jak pokazują powyższe przykłady.

6/17/2012

Dary duże i małe

Ukryty między górami malowniczy kurort Wisła nie rzuca na kolana mnogością zabytków, chociaż piękne krajobrazy i liczba innych atrakcji przyciągają tłumy. Wyróżnia się modernistyczną zabudową z lat międzywojennych z placem Hoffa na czele, który pełni dzisiaj rolę głównego placu w miasteczku. Tuż obok, na niewielkim skwerze stoi sobie... warszawska Syrenka! Nie jest to rzeźba piękna i przynosząca chlubę Wiśle lub jej fundatorom:


"Dar miasta Warszawy dla mieszkańców Wisły za finansową pomoc w odbudowie stolicy po zniszczeniach II wojny światowej."


Więcej na ten temat można przeczytać na portalu gazetacodzienna.pl:

(...)Na dobre zagościła w Wiśle w latach pięćdziesiątych, kiedy to cała Polska odbudowywała stolicę. Na ten patriotyczny apel ówczesnych władz Wisła odpowiedziała bardzo spontanicznie. Z grona miast o podobnej liczbie mieszkańców, wiślanie okazali się najhojniejsi…Nikt jednak nie wie, jaką zebrano wtedy kwotę, zaś z powodu wielkoduszności mieszkańców Wisły ówczesny aparat władzy, w dowód uznania i wdzięczności, wysłał ze stolicy stalową syrenkę.(...)

(...)Treść tablicy na cokole jest o tyle dziwna i niezrozumiała, że nie ma wzmianki jaka to była kwota. Zbiórka pieniędzy była akcją publiczną. Nie wiadomo też, kto imiennie dziękuje i kiedy to dokładnie miało miejsce. Może tablica też przyjechała z Warszawy razem z syrenką? Można w tej sytuacji mieć wątpliwości, czy cała akcja w ogóle miała miejsce?(...)

(...)Nasuwa się też pytanie, skąd po wojnie Wisła okazała się najhojniejsza w okolicy? Przecież górale to raczej ludzie ubodzy i nie zamożni. Prawdą jest też, że lud ten jest bardzo pracowity i gotowy do poświęceń. Bywało, że na budowę świątyni górale przywozili nawet taczką pokaźnych rozmiarów kamień, aby ten zostały wykorzystany jako budulec, zaś pieniądze były rzadkością.(...)


Jeszcze nie tak dawno stała na przeciwko urzędu w Wodzisławiu Śląskim podobna w formie Syrenka, ale dużo mniejsza i bez żadnej tablicy. Zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Także tam nikt nie wiedział skąd się wzięła. Może w Waszych miastach stoją podobne monumenty ?

Sprawa jest dość ciekawa i można prześmiewczo zauważyć, że niektóre miasta w Polsce zasłużyły na naprawdę spore pomniki, w szczególności te na Dolnym Śląsku i Pomorzu Zachodnim. W niektórych powinny stać Syrenki wielkie jak Jezus w Świebodzinie... 


Dzisiaj trzeba wiślańską "rzeźbę" traktować jako symbol swoich czasów i otoczyć opieką, chociaż ciężko nazwać ją dziełem sztuki. 

To nie jest jedyny "dar" jaki zobaczymy w tym górskim miasteczku. Ten drugi to okazały "zameczek" będący dziełem znanego architekta Adolfa Szyszko-Bohusza, służący jako rezydencja prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Poniżej fragment felietonu Kazimierza Kutza pokazujący jak to naprawdę było:

W encyklopedii internetowej przeczytać można: "Zamek Prezydenta w Wiśle zbudowany został w latach 1929-1930 w miejscu spalonego drewnianego zameczku myśliwskiego Habsburgów z początków XX wieku. Był darem ludu śląskiego - powracającego po ponad 600 latach do Macierzy - dla Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego i jego następców".

Przede wszystkim nie był to żaden "dar ludu śląskiego - powracającego po ponad 600 latach do Macierzy - dla Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego i jego następców". O, w mordę! To jest stare łgarstwo Michała Grażyńskiego, przedwojennego gubernatora Śląska. Rezydencja była prezentem Dziadka dla Mościckiego, przyjaciela z młodości (kiedy byli jeszcze socjalistami), który był chemikiem i mieszkał w Szwajcarii. Prezentem za to, że zgodził się być prezydentem II RP. Mościcki był prezydentem figurantem, bardzo dobrze się fotografował, i tylko tyle, ale tęsknił za Alpami. Było już po przewrocie majowym, autonomia śląska zmierzała ku likwidacji, a Wojciech Korfanty do twierdzy brzeskiej w charakterze więźnia politycznego. Ludzie Korfantego byli już dawno odsunięci od władzy, ale Grażyński miał pieczę nad Śląskim Skarbem, do którego spływały podatki z niemieckich kopalń i hut, i łatwo mu było zafundować "dar ludu śląskiego" dla przyjaciela Marszałka (Marszałkowi się nie odmawia), choć było to raczej okradanie "ludu śląskiego" z pieniędzy niemieckich wyzyskiwaczy. W dodatku zdanie, że jest to dar za powrót do Macierzy, czyli forma hołdowniczego "świętopietrza" za domniemane wyzwolenie Śląska z Niemiec, jest jednym z najbardziej idiotycznych łgarstw, jakie udało mi się w życiu usłyszeć. Nikt tego grubego blefu nigdy nie sprostował. Prawda jest taka, że rezydencja w Wiśle była dla Mościckiego namiastką Alp, bo naprawdę je lubił (tam żył), a zwłaszcza górskie powietrze, bez którego nie mógł żyć. To była gratyfikacja Ziuty dla Ignasia ze śląskiej kasy.

http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35068,11815377,Kazimierz_Kutz__Kompleksy_Jagiellonskie.html 



Może Wisła nie podarowała zameczku prezydentowi, a stolica Wiśle Syrenki, ale górale dali Polakom coś zupełnie innego, a raczej kogoś z kogo każdy z nas był jeszcze nie tak dawno dumny. On też ma już swój pomnik:




6/15/2012

Najpiękniejsza Strefa Kibica

Jak donosi Gazeta Wrocławska:

(...) Strefa kibica w Rynku dostała najwięcej pozytywnych ocen spośród innych polskich stref miast gospodarzy Euro. To wynik badania, które 8 czerwca przeprowadziła firma PBS.

Okazało się, że 85 procent respondentów pozytywnie oceniło atmosferę w strefie, a 83 procent jej lokalizację. (...)

(...) Jest po prostu ładniejsza niż w innych miastach.  

Ponad 54 procent pytanych zadeklarowało, że chce wrócić do Wrocławia w ciągu następnych trzech lat, natomiast 80 proc. będzie polecać odwiedzenie naszego miasta znajomym.(...)



Wbrew protestom malkontentów jest to potwierdzenie trafnego wyboru miejsca  spotkań kibiców na Euro 2012. Lepszej reklamy Wrocław nie mógł sam sobie zrobić niż pokazanie tego co ma najpiękniejsze. Już jutro miasto pożegna się z turniejem organizując ostatni mecz na Stadionie Miejskim. To także ostatnia szansa na pokazanie się światu i być może historyczny moment dla reprezentacji Polski. Punkt kulminacyjny będzie prawdziwym najazdem gości i zmianą rynku we wrzący wulkan ludzkich emocji. To z pewnością ważne chwile w historii miasta, chociaż chodzi tylko o sport. Być może hrabia Fredro, ubrany w barwy narodowe, już nigdy nie zobaczy takich tłumów i tak wielkiej imprezy...

6/14/2012

We Wrocławiu czyli nie u nas...

(..) Historyczny mecz o awans do ćwierćfinału mistrzostw Europy z Czechami, który trzeba wygrać, reprezentacja Polski zagra w sobotę we Wrocławiu. Czy macie podobne wrażenie, że sytuacja jest postawiona na głowie? Oto nasi piłkarze, gospodarze Euro 2012, muszą wyprowadzić się ze swojej warszawskiej bazy w Hotelu Hyatt, wsiąść w samolot, polecieć do Wrocławia, zakwaterować w jednym z hoteli transferowych, trenować na nieznanym sobie stadionie i murawie, na którym zagrali mniej meczów niż Czesi, wreszcie o 2. w nocy tłuc się z powrotem do Warszawy.(..)

(..) będę upierał się, że lepiej byłoby pójść drogą Austriaków z Euro 2008, którzy wszystkie mecze grupowe rozegrali na swoim największym stadionie w swojej stolicy i zagrać z Czechami na Stadionie Narodowym, leżącym 5 kilometrów od hotelu naszych chłopaków, a do podróżowania i zmiany rutyny zmusić rywali. Zwłaszcza, że jak pisze Łukasz Cegliński, wg pierwotnych ustaleń Polska, obowiązujących jeszcze w 2009 roku Polska miała grać wszystkie trzy mecze w Warszawie. Ale później zaczął się lobbing.(..)

(..) Może decydując się na grę we Wrocławiu popełniliśmy tylko drobny - by nie powiedzieć, czeski - błąd, ot banalne przeoczenie, że w Warszawie byłoby odrobinę lepiej. Oby na koniec o niczym nie przesądził! (..)


http://michalpol.blox.pl/html

Tak oto na swoim blogu pisze znany dziennikarz sportowy Michał Pol na temat sobotniego meczu reprezentacji Polski z Czechami. Po raz kolejny o piłce w miejscu gdzie teoretycznie nie powinno być dla niej miejsca. Ale to tylko pozory...


Słowa warszawskiego dziennikarza znalazły się tutaj ponieważ świetnie obrazują specyficzne postrzeganie Śląska z perspektywy Warszawy. Polacy we Wrocławiu zagrają na wyjeździe, a Czesi u siebie. Polacy zagrają na nieznanym, czyli obcym stadionie! Przecież grali tu jedynie raz, a na Narodowym aż 3 razy! Prawdopodobnie tak samo obce dla tych ludzi są nasze domy, pałace, kościoły... Warto zwrócić uwagę że według pana Pola Wrocław wreszcie coś "ukradł" Warszawie. Mamy do czynienia z wydarzeniem epokowym.





Na koniec jednak wróćmy do zabytków, a konkretnie do pałacu Jedlinka. Przygotowano tam doskonałą ofertę dla kibiców.W tak pięknym otoczeniu mecze zyskują dodatkowy wymiar. Pałac Jedlinka zaprasza!