7/27/2012

Powrót Madonny

Do wrocławskiej katedry wraca "Madonna pod jodłami" Lucasa Cranacha starszego skradziona przez niemieckiego księdza Zygfryda Zimmera i wywieziona do Niemiec w 1947 roku. Obraz został odzyskany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych z rąk diecezji w Sankt Gallen, gdzie trafił po śmierci jednego z kolekcjonerów. To wielki sukces, którego niewielu się spodziewało ponieważ obraz przez dłuższy czas uchodził za zaginiony. Jak mówi pełnomocnik ministra prof. Wojciech Kowalski:

Z punktu widzenia prawa międzynarodowego obowiązuje zasada więzi terytorialnej dzieł sztuki. Oznacza to, że zagrabione obiekty mają wrócić na to miejsce skąd zostały zabrane, niezależnie od tego, czy dokonały się tam w międzyczasie jakiekolwiek zmiany polityczne.


Wygląda na to, że w myśl tej samej zasady należy się upomnieć o pozostałe skarby z Dolnego Śląska, które po II wojnie światowej zostały rozproszone po całej Polsce. Obrazy, rzeźby, organy, meble, fragmenty całych budowli zostały potraktowane jak łup wojenny i przez zdobywców, zarówno z ZSRR, jak i z PRL. Zawłaszczone i wywiezione głównie do Warszawy oraz innych miast w całym kraju. Pytanie brzmi: czy ktoś się w końcu upomni o te dobra i przywróci chociaż cząstkę dawnej świetności Śląska i czy w naszym kraju czasem nie obowiązuje inne prawo, które pozwala Kalemu krzyczeć gdy jemu się zrobi krzywdę, ale gdy Kali krzywdzi to wszystko jest w porządku ?


Pomijając nasz kraj trzeba zwrócić oczy na wschód. Przecież tam znajduje się kolejna Madonna Lucasa Cranacha starszego. Obraz skradziony z kolegiaty głogowskiej 1945 r. odnalazł się w Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina w Moskwie. Czy nadejdzie kiedyś czas, gdy głogowska Madonna wróci na swoje miejsce ?

7/24/2012

nowości na stronie 24.07.2012

Na stronie pojawiły się zdjęcia i opisy zabytków Wiązowa - niewielkiego miasteczka w powiecie strzelińskim w którym zachował się jedynie kościół parafialny, ratusz i kilka kamieniczek. Niewiele, ale zobaczyć zawsze warto.


Pałac w Karszówku, a raczej miejsce po pałacu ponieważ został rozebrany w latach 60-tych i dzisiaj pozostały po nim jedynie mury przyziemia oraz malownicza fosa wokół wzgórza na którym stał.


Pałac w Samborowicach kona na naszych oczach i mało realny wydaje się ratunek. Podobno był ostatni raz remontowany w 1989 roku. Jeżeli to prawda to mamy do czynienia z kolejną ofiarą "szalonych" lat 90-tych kiedy to upadł PRL a wraz z nim upadła (i tak marna) opieka państwa nad zabytkami. Niewielka wioska na uboczu, gdzie diabeł mówi dobranoc i ostatnia chwila żeby zobaczyć ten pałac.


Aktualizacja zdjęć przepięknego kościoła św. Jakuba w Nysie.


W niewielkim Korfantowie zachował się wspaniały pałac wraz z otaczającymi go zabudowaniami gospodarczymi. Obecnie mieści się w nim szpital, a sam zabytek przeszedł gruntowny remont. Warto zobaczyć również kościół parafialny, który powstał wprawdzie na początku XX wieku, ale niewiele jest na Śląsku neorokokowych świątyń.


Na koniec Niemodlin. Z jednej strony podłużnego rynku okazały zamek, z drugiej gotycki kościół parafialny, wzdłuż starego miasta ciągną się mury obronne, a przez środek ciągną kawalkady samochodów i tirów... Znajduje się tutaj jeden z większych i cenniejszych zamków na Śląsku. Po 1945 roku mieściła się w nim szkoła, aż ktoś wpadł na pomysł, że szkołę się zlikwiduje, a zabytek sprzeda. Kupiec się znalazł, ale zamek od tego czasu stoi opuszczony i czeka nie wiadomo na co... Jedyna pociecha, że jest zabezpieczony. Władze Niemodlina mogły mieć atrakcję, która przyciągnęła by tutaj turystów, ale poszły na skróty i miasto się po prostu obojętnie mija w drodze do Nysy lub Opola. Warto także zobaczyć ciekawy kościół parafialny. Chociażby ze względu na kontrast jaki prezentuje wnętrze w stosunku do wyremontowanej elewacji.



7/22/2012

"Blok"

Wieża Wodna w Bystrzycy kłodzkiej z jednej strony graniczy z dostojnym budynkiem dawnego wójtostwa, z drugiej był kiedyś malowniczy zaułek...


Budynki nie przetrwały powojennych porządków. Nie były zbyt cenne i nikomu niepotrzebne więc została po nich sterta gruzu.


W miejscu rozebranej kamienicy i budynków gospodarczych powstał "blok". Brzydki kloc został podzielony na dwie bryły, z czego jedna została wycofana w stosunku do zabytkowej wieży aby z nią nie konkurować wizualnie. Niestety, nie udał się ten zabieg bo kontrast był od początku zbyt duży. Po latach "blok" się zestarzał, jego elewacje pokryły się brudem ale wciąż raził na tle zabytkowej zabudowy. Wydawać by się mogło że gorzej być nie może...


"Blok" trzeba było odnowić i docieplić, a na koniec otynkować i pomalować. Teraz budynek już nie konkuruje z piękną wieżą i sąsiednim wójtostwem - on je po prostu zdominował, przytłoczył, wybił się na pierwszy plan. Autorom kolorystyki wypada pogratulować gustu i wyczucia, a osobom, które to zaopiniowały wyobraźni. Pozostaje czekać aż "blok" się ponownie zestarzeje i ktoś odpowiedzialny naprawi błędy poprzedników.


7/21/2012

Lisie Kąty

Lisie Kąty to niewielka wieś kilka kilometrów od Paczkowa. Przed okazałym zespołem pałacowo-folwarcznym kończy się droga, a dalej przebiega granica polsko-czeska. Z przejściem granicznym, chociaż jest na wyciągnięcie ręki, nie ma żadnego połączenia. Daje to klaustrofobiczne wrażenie, że wioska jest komunikacyjnie odcięta od świata chociaż otacza ją bezkresna przestrzeń pól uprawnych i góry na horyzoncie. Widać stąd zarówno wieże Paczkowa, jak i biskupią rezydencję w czeskim Javorniku położoną malowniczo na zboczach Sudetów. Nazwa miejscowości całkowicie oddaje klimat tego miejsca.


Najokazalszą budowlą jest wspomniany folwark wraz z pałacem i budowlami towarzyszącymi. Powstał on już w XV/XVI wieku jako renesansowy dwór. Miejscowość wielokrotnie zmieniała właścicieli, którzy stopniowo rozbudowywali zabudowania gospodarcze. W XIX wieku Victor Scumowitsch przebudował całość w stylu neogotyckim, chociaż bardziej by tutaj pasowało określenie - gargamelowatym, bajkowym, kiczowatym... Nawet we współczesnych czasach, przyjmując XIX-wieczny rodowód tych budowli, trudno jest nie zauważyć specyficznego gustu i fantazji właściciela. Poszczególne elementy wyglądają jak spełnione marzenie współczesnego nowobogackiego, który dobrym smakiem nie grzeszy.



Niestety, jak to w tych stronach bywa, bajka skończyła się w 1945 roku kiedy miejscowy SKR doprowadził pałac do kompletnej ruiny, ale udało się uratować budowle towarzyszące. Wolnostojącą kaplicę przypominającą zameczek namalowany przez dziecko wykorzystuje się obecnie w celach sakralnych, pałacowe mury wciąż stoją w gąszczu roślinności, ogromna neogotycka wieża niszczeje, stodoły, spichlerze, obory były do niedawna wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, na dziedzińcu ocalał gołębnik przypominający średniowieczną basztę. Ten dziwaczny kompleks posiada ogromny atut - położony jest na "końcu świata", ale zaledwie kilka kilometrów od ruchliwej drogi krajowej. Jest wystawiony na sprzedaż i opuszczony więc to być może ostatnia szansa na ratunek.







7/18/2012

Pałac w Kluczowej nadal opuszczony

Gdy w 2010 roku runął dach i zawalił się fragment elewacji frontowej pałacu w Kluczowej koło Ząbkowic Śląskich wydawało się że to koniec. Chwilę później pojawiły się rusztowania, ruszyła odbudowa dachów oraz rekonstrukcja ściany. Wymienione zostało także pokrycie wież oraz sąsiedniej oficyny.


Niestety, prace stanęły w miejscu i dzisiaj pałac wciąż stoi opuszczony, chociaż zabezpieczony. Leżące w jego okolicy śmieci i butelki po napojach wyskokowych wskazują, że ten stan nie będzie trwał wiecznie. Patrząc na losy innych rezydencji na terenie Dolnego Śląska trzeba się jednak cieszyć z tego co jest...




To jeden z niewielu przykładów zabezpieczenia zabytku przez osobę prywatną na terenie Dolnego Śląska. Z czego wynika taki "cud" ? Przecież wydane zostały spore jednak pieniądze, a obiekt na siebie nie zarabia. Właściciel okazał się po prostu porządnym człowiekiem, który przestrzega prawa ? Może jest człowiekiem mądrym i szanuje swoją własność, nie pozwalając żeby traciła na wartości ? Może ma jakieś większe plany o których jeszcze nie wiemy ? Jedno wiemy na pewno - na tle zdecydowanej większości innych "panów na włościach" wyróżnił się pozytywnie, a jeden z niewielu zabytków wciąż ma szansę na lepszą przyszłość.

7/17/2012

Skradzione z pałacu Jedlinka

Łukasz Kazek, regionalista, przewodnik, historyk i niestrudzony badacz Gór Sowich przysłał zdjęcia sali balowej pałacu Jedlinka zrobione na początku lat 90-tych XX wieku. Wydawać by się mogło że to było niedawno, tymczasem patrząc na czarno-białe fotografie wydaje się że minęły wieki. Trudno uwierzyć, że te wszystkie przedmioty zostały wkrótce po zrobieniu zdjęć skradzione. Ktoś wyrwał balustradę, inny żyrandol, następnemu przydały się sanki itd. Być może złodzieje zabrali to do domu, ale bardziej prawdopodobne jest to że spieniężyli za marne grosze. Być może Wy widzieliście te przedmioty już poza pałacem lub wiecie jaki był ich dalszy los ?

1. środkowy fragment plafonu z puttami tańczącymi na tle festonów z kwiatów i wstęg, w stylu silnie klasycyzujący.

2. Para kamiennych tarcz herbowych v.Seher-Thoss i v.Pueckler (tzw. Alianzwappen), połączonych górą koroną.


3. Balustrada żeliwna (?), klasycyzująca. Plastyczne postacie putt grających na różnych instrumentach dmuchanych, w okrągłych obramieniach. Pomiędzy nimi elementry wolutowe zwieńczone palmetami. Poniżej stiukowy fryz powtarzający motywy palmet.


4. Żyrandol mosiężny (?), elektryczny, rozbudowany i bogato zdobiony, 6 ramienny i 24 żarówkowy, górą dodatkowe dwa mniejsze ramiona.


5. Sala balowa w stylu silnie klasycyzująca z podziałem architektonicznym korynckimi pilastrami i nimfami-kariatydami. Plafon stikowy o podziałach geometrycznych z makowanymi fryzami roślinnymi.










zobacz więcej na: zaginione.zabytkidolnegoslaska.com.pl

zdjęcia przysłał Łukasz Kazek, 
opisy - Małgorzata Stankiewicz

7/16/2012

Kotlina ruin

Na stronie pojawiły się nowe obiekty i aktualizacje zdjęć zabytków z Kotliny Kłodzkiej. Ten turystyczny region, do którego zjeżdżają przez cały rok turyści z kraju i zagranicy ma inne, brzydkie oblicze o którym rzadko się mówi - niewiele jest miejsc w Polsce, gdzie zabytki tak masowo popadają w ruinę. W Kotlinie Kłodzkiej niszczeje około 24 zamków i pałaców! Poza tym warto pamiętać o wiejskich chałupach, kościołach, kamienicach dla których czas nie okazał się łaskawy. Daje to obraz nędzy i rozpaczy, gdy wyjedzie się na wycieczkę z jednego z zadbanych uzdrowisk lub z pełnego turystów Kłodzka.

Renesansowy dwór w Radochowie. Zabezpieczony ale nic poza tym...


Wspominany już wcześniej "Czerwony Dwór" w Trzebieszowicach:


Popadający w coraz większą ruinę pałac w Ołdrzychowicach Kłodzkich wraz z ładną oficyną sprawia przygnębiające wrażenie.


Na drugim końcu wsi także pałac i inny świat:


Jedyne co oba zabytki łączy to niedostępność. Bez przeszkód można za to zobaczyć kościół i sąsiadujące z nim wspaniałe mauzoleum Magnisów. Jedna z najpiękniejszych kaplic grobowych w kraju wykorzystywana dzisiaj jako... magazynek i graciarnia.


Do Bystrzycy Kłodzkiej trzeba przyjechać koniecznie. To jedno z najpiękniejszych miast w Polsce, a na pewno najbardziej malowniczo położone. Z mostu na Nysie Kłodzkiej rozciąga się panorama, jakiej nie zobaczymy w innej części kraju. Bystrzyca wygląda tutaj, jak włoskie miasteczko, gdzie zabudowa piętrzy się tarasowo, a nad nią dominują strzeliste wieże.




Z bliska też jest co oglądać. Chociaż miasteczko jest niewielkie to zabytkami by mogło obdzielić kilka innych. Wytyczono miejską trasę turystyczną, oznakowano odpowiednio obiekty, powstał punkt informacji turystycznej tuż przy Muzeum Filumenistycznym. Szalenie mili ludzie, którzy zajmują się obsługą ruchu turystycznego zawsze służą pomocą, a taka życzliwość to coś wciąż rzadko spotykanego w naszym kraju. Widać też dbałość władz miejskich i samych mieszkańców żeby miasto wyglądało coraz lepiej. Wiele się tutaj przez lata zmieniło. Niestety, cały ten wysiłek psują grupy miejscowych lumpów, którzy robią co mogą aby odstraszyć nielicznych turystów. Zniechęca także brak infrastruktury turystycznej, chociażby porządnej restauracji (lub wiadomości gdzie ją znaleźć). To tylko drobne niedogodności w zamian za ogrom wrażeń jakie daje spacer malowniczymi zaułkami starego miasta.



Na koniec Gorzanów. Poza wspomnianym wcześniej zdewastowanym pałacem warto odwiedzić miejscowy kościół - jeden z najcenniejszych na ziemi Kłodzkiej. Są jeszcze dwa dwory - jeden z nich (Raczyn) był kiedyś renesansową perełką pokrytą dekoracją sgraffitową. Dzisiaj jego resztki stoją na złomowisku...


Czerwony Dwór

Trzebieszowice to miejsce znane nie tylko miłośnikom zabytków. Wszystko to za sprawą odrestaurowanego  "Zamku na Skale", w którym mieści się dzisiaj luksusowy hotel, a sam pałac jest jedną z wizytówek Dolnego Śląska. Niewiele osób wie, że w Trzebieszowicach znajduje się także obiekt, który powstał na bazie rycerskiej wieży mieszkalnej nazywany "Czerwonym Dworem".

Wpisany do rejestru zabytków wraz z  kompleksem budynków wokół:

Zespół dworski z tzw. Czerwonym Dworem (Rothenhof, Scheibenhoj)

a) Czerwony Dwór, obecnie nie użytkowany, XIV-XIV w., l pół. XVI w., 1580, po 1622, XIX, pocz. XX w., ok. 1920-1940, nr rej. 1392/Wł z dn. 28.12.1993.

b) oficyna dworska, ob. budynek mieszkalno-biurowy, 2 pół. XVI w., koniec XVIII w., ok. 1910-1930, nr rej. 1393/Wł/a-d/Wł z dn. 28.12.1993.

c) Budynek mieszkalny z browarem, później i obecnie administracyjny, ok. 1876-1890, ok. 1920-1940,

d) obora, i mleczarnia, ob. magazyn i hala produkcyjna I, 1918, nr rej. 1393/Wł/a-d/Wł z dn. 28.12.1993.

e) spichlerz z częścią mieszkalną, 1936, nr rej. 1393/Wł/a-d/Wł z dn. 28.12.1993,

f) obora, chlewnia i stodoła, pół. XIX w., 2 pół. XIX w., nr rej. 1393/Wł/a-d/Wł z dn. 28.12.1993,

g) stajnia, ob. budynek warsztatu mechanicznego, ok. 1917-1930,

h) hala przemysłowa II, 1930-1940.








W morzu ruin ciężko stwierdzić co dzisiaj jeszcze stoi, a czego już nie ma. Podobno jeszcze w 1994 roku dwór był zadaszony, w co trudno dzisiaj uwierzyć. Nawet "uodpornionych" na widoki ruin pałaców i dworów Dolnego Śląska to miejsce może załamać i zszokować. Stojące na pustkowiu wyłożonym betonowymi płytami mury sprawiają surrealistyczne wrażenie. Nie ma tutaj parku, który chroni zgliszcza przed oczami ciekawskich. Obraz zniszczenia jest dla każdego widoczny z daleka. Ze ścian i dachów wyrwano wszystko co dało się spieniężyć lub spalić w piecu, resztę pozostawiono resztę na pastwę losu. Widoczne dobrze ściany wieży mieszkalnej z XIV wieku wraz z renesansową częścią i murem obwodowym są praktycznie nieznane wśród turystów, którzy licznie odwiedzają sąsiedni pałac. Być może to ostatnia chwila żeby je zobaczyć.