4/30/2013

Wiosna w Świerklańcu

Park w Świerklańcu należy do najpiękniejszych w kraju chociaż jest zaledwie wspomnieniem dawnej świetności tego miejsca. Stał tutaj stary zamek otoczony fosą, pamiętający jeszcze czasy piastowskie , który był siedzibą rodu Henckel von Donnersmarck. Przebudowany w stylu neogotyckim nie oddawał jednak odpowiednio potęgi rodu i w 1876 roku Guido Henckel von Donnersmarck wybudował dla swojej żony nowy pałac, który ze względu na swoją architekturę nazywany był "Małym Wersalem". Tarasy i fontanny wokół niego ozdobione zostały rzeźbami autorstwa Emanuela Fremiet. Niestety, zarówno zamek, jak i pałac zostały zniszczone w 1945 roku, a wypalone mury rozebrano w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Pozostawiono jednak wspomniane rzeźby i tarasy, które dzisiaj przechodzą gruntowny remont. Brakuje tylko "Małego Wersalu"...













Gdyby ocalały wspaniałe budowle pałacowe w parku dzisiaj zapewne byłby to jeden z najpiękniejszych kompleksów tego typu w Polsce.




Po zamku pozostała jedynie fosa, trochę murów i kupa śmieci...






Dom Kawalera daje wyobrażenie co utraciliśmy na zawsze. W szczególności gdy wejdziemy do wspaniałego hallu, a była to przecież tylko budowla towarzysząca...





więcej zdjęć

4/29/2013

Urzędy nie są od spełniania zachcianek obywateli!

Herb nad tunelem prowadzącym na płytę boiska starego stadionu w Gliwicach zabytkiem na pewno nie jest. Betonowy relikt nie wyróżnia się również wielkimi walorami artystycznymi, ani gabarytami. Zwykła ozdoba z czasów PRL, która przetrwała do naszych czasów w przeciwieństwie do zdewastowanej areny sportowej. Wisiałaby pewnie dalej na swoim miejscu gdyby nie nowe, brutalnie wkraczające w tą przestrzeń opanowaną  przez miłośników spożywania pod chmurką, biegaczy, wyprowadzających pieski mieszkańców i innych miłośników tego zapomnianego zakątka. Buldożery pojawiły się aby zrobić plac dla nowej hali widowiskowo-sportowej z widownią dla kilkunastu tysięcy widzów, która ma tutaj stanąć i przynieść miastu oraz jego mieszkańcom splendor i wieczną chwałę, że o zyskach nie ma co wspominać.


Miejscowy pasjonat, Marian Jabłoński postanowił zwrócić się do urzędników aby uratowali herb jako pamiątkę historyczną dla kolejnych pokoleń.Koszt wymontowania przecież wielki nie jest, jeżeli realizuje się inwestycję wartą setki milionów złotych, a mógłby być ozdobą innej przestrzeni w mieście. Myślenie logiczne i uzasadnione, chociażby dlatego, że całkiem niedawno udało się uratować kafle zdobiące wyburzane budynki pod Drogową Trasę Średnicową.

Odpowiedź zastępcy prezydenta miasta Piotra Wieczorka była szczera i dosadna (Nowiny Gliwickie 17.04.2013):

(...) Jak Jabłoński chce herb ratować, to niech się zwróci do wykonawcy i wskaże jak to zrobić. Urząd nie jest od realizowania zachcianek pojedynczych obywateli. Bardzo szanuję to, co robi ten pan, ale proszę wybaczyć, nie będziemy na każde skinienie(...)

Pasjonat nie chciał zabrać herbu dla siebie, nie zamierzał zbić żadnego interesu. Po prostu uznał, że warto coś zrobić dla społeczności miasta, jeżeli nie wpadli na to wybrani przez tą społeczność przedstawiciele. Kto ma dbać o miejski herb jeżeli nie prezydent i jego urzędnicy ? Odpowiedź pana Wieczorka jest tak chamska, arogancka i bezczelna że aż trudno uwierzyć, że ktoś ma tak mało w sobie instynktu samozachowawczego. Widocznie długotrwałe posiadanie władzy ten instynkt osłabiło do minimum.

Zdaniem urzędnika zachcianką nie jest ogromna hala, która powstaje wbrew zdrowemu rozsądkowi i rachunkowi ekonomicznemu, oparta na "woli ludu" wskazanej w ankietach internetowych oraz tych papierowych rozdawanych w supermarketach. Nie ma żadnego długotrwałego biznesplanu więc budowla opiera się jedynie na "chciejstwie" kasty rządzącej, gdy w całym kraju miasta wpadają w coraz większe zadłużenie w związku z wybudowanymi stadionami, aquaparkami i innymi współczesnymi samorządowymi "piramidami" ku czci własnej. Zachcianką jest ocalenie herbu miasta dla kolejnych pokoleń, którą miał jeden z mieszkańców.

Urzędnik nie ugryzł się w odpowiednim momencie w język i wyraził zdanie jakie mają setki jego kolegów w całym kraju na temat pasjonatów zabytków i historii, którzy chcą ocalić otaczające nas fragmenty przeszłości. Nie mówią tego tak wprost i bezczelnie, ale dokładnie tak myślą. Warto przeczytać kilka razy tą wypowiedź aby w przyszłości uniknąć rozczarowań gdy w bardziej "zaowalowany" sposób dostaniemy odmowną odpowiedź.

Urzędy nie są od spełniania zachcianek obywateli!!!








Z ostatniej chwili: Herb podobna ma być ratowany i wmontowany na terenie nowego stadionu w Gliwicach. Niesmak jednak pozostał...

-------------------------------------------------------------------

Zastępca Prezydenta Gliwic
Piotr Wieczorek

ul. Zwycięstwa 21
44-100 Gliwice

zp1@um.gliwice.pl

Nawiązując do wypowiedzi Pana Prezydenta, której treść przytoczono w Nowinach Gliwickich dnia 17.04.2013 r., pragnę zauważyć, co następuje:


Każdy obywatel ma prawo zwrócić się do każdego organu administracji publicznej w tym kraju – zgodnie z art. 63 Konstytucji w związku z art. 221 k.p.a. – w każdej sprawie, którą uzna za ważną dla swojego indywidualnego interesu, interesu osoby trzeciej (za jej zgodą) lub interesu publicznego.Każdy ma prawo oczekiwać, że jego wniosek zostanie rozpoznany rzetelnie i sprawnie – czyli zgodnie z preambułą Konstytucji RP.


Ma prawo też oczekiwać, że jego wniosek, skarga lub petycja zostaną załatwione w sposób należyty i terminowo - zgodnie z art. 223 § 2 k.p.a. oraz art. 7 k.p.a. (w postępowaniu skargowo-wnioskowym należy bowiem również stosować zasadę wyrażoną w art. 7 k.p.a., por. Małgorzata Jaśkowska, Komentarz aktualizowany do art. 223 Kodeksu postępowania administracyjnego, stan prawny: 2012.10.22).

„Należyte załatwienie sprawy” to nie tylko udzielenie kompleksowej, wyczerpującej, dokładnej odpowiedzi na wniosek, skargę czy petycję (art. 223 § 2 k.p.a. w związku z art. 7 k.p.a.), to również – zdaniem wnioskodawcy - odpowiedź podana w sposób uprzejmy - zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie zwyczajami.

Należy bowiem zauważyć, że organy gminy, miasta są dla obywateli danej gminy czy miasta, a nie na odwrót. Organy te mają obowiązek zaspakajać potrzeby wspólnoty (przy okazji warto zaznaczyć, że do zadań własnych gminy, które obejmują właśnie zaspokajanie potrzeb wspólnoty, należy m. in. ochrona zabytków i opieka nad zabytkami – art. 7 ust. 1 pkt 9 ustawy o samorządzie gminnym), ale mają również obowiązek – co wykazano wyżej – załatwiać sprawy poszczególnych obywateli; te sprawy, które ci obywatele uznają za ważne (wniosek w sprawie obiektu, który miał być zniszczony, a który prawdopodobnie ma walory zabytkowe, z pewnością należy zaliczyć do wniosków składanych w interesie publicznym). Załatwianie tych spraw nie tylko powinno być rzetelne, powinno być jeszcze dokonane w sposób nie urągający dobrym obyczajom. To w końcu z woli poszczególnych obywateli organy te sprawują swój urząd.


Podstawa niniejszego wniosku: art. 63 Konstytucji RP w związku z art. 223 § 2 k.p.a. i art. 225 § 2 k.pa. (wniosek dotyczy sposobu udzielania odpowiedzi przez organ administracji publicznej, składany jest więc w interesie publicznym).

Na podstawie art. 1 ust. 1 w związku z art. 6 ust. pkt 4 ustawy o dostępie do informacji publicznej, a także art. 11b ust. 1, ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym wnoszę o przesłanie kopii odpowiedzi udzielonej w sprawie herbu nad tunelem prowadzącym na płytę boiska starego stadionu w Gliwicach (po usunięciu z niej danych osobowych, chronionych na podstawie odrębnych przepisów).

4/28/2013

Czeski film (5)

Dokładnie rok temu pojawił się wpis pod tytułem Dlaczego nie potrafimy być Czechami ? gdzie postawione były pytania na które brak do dzisiaj odpowiedzi. Zrozumienie różnic w dbaniu o zabytki między naszymi krajami wymyka się wszelkim zdroworozsądkowym wyjaśnieniom. Widać to natychmiast po przekroczeniu naszej południowej granicy. Jak oni to robią ?

Niżej mały fotoreportaż z kolejnych uroczych czeskich miasteczek, które tak bardzo są podobne do naszych, a jednocześnie tak drastycznie się różnią.

Na początek Pribor - morawskie miasto, które szczyci się tym, że urodził się w nim światowej sławy uczony Zygmunt Freud. Ładny rynek z zadbanymi i zaniedbanymi kamienicami na pierwszy rzut oka nie różni się od podobnych w Polsce.




Gdy się bliżej przyjrzymy "razi" brak reklam przyczepionych gdzie popadnie, nie ma wszechobecnego brudu i śmieci, nie ma meneli... Nie ma ich w rynku, nie ma w sąsiednich uliczkach chociaż trudno uwierzyć że nikt tutaj nie pije, a życie jest tak sielankowe jak na pierwszy rzut oka się wydaje. Po jakimś czasie można się natknąć na budynki socjalne, które są całkiem blisko, jednak nikt z "trudnych" mieszkańców nie ma potrzeby   bycia na świeczniku i umilania innym życia swoim towarzystwem. Nie ma tradycji picia "pod chmurką" oraz obsikiwania każdego muru - do tego służą bary, zresztą pełne ludzi.

Tuż przy rynku piękny i zadbany kościół, obok urokliwe uliczki i Dom Freuda.






Tak znany obywatel to dla miasteczka skarb. Nawet sąsiednia piekarnia jest "u Freuda", chociaż nie widać tłumów turystów ani nawet mieszkańców. Jak podaje Wikipedia:

dom w którym urodził się i mieszkał przez pierwsze 3 lata Sigmund Freud, został zbudowany na początku XIX wieku. 25 października 1931 roku została umieszczona na budynku pierwsza tablica pamiątkową zniszczoną podczas okupacji niemieckiej. 4 października 1969 roku nowa, większa od poprzedniej tablica została zamontowana. 14 grudnia 2004 władze miasta odkupują budynek od prywatnych właścicieli. W sierpniu 2005 Minister Kultury Republiki Czeskiej ogłasza budynek zabytkiem narodowym. Na początku 2006 roku rozpoczęte zostały prace renowacyjne, które doprowadziły do przywrócenia stanu budynku z XIX wieku. 27 maja 2006 roku dla uczczenia 150 rocznicy urodzin Sigmunda Freuda zostało tu otwarte muzeum.

Diabeł tkwi w szczegółach. Dbałość o zabytki widać nawet w sposobie ich oznaczania:




Jak to wygląda u nas, każdy widzi. Jest też klasztor Pijarów, który nie jest opuszczony i nie wali się jak ostatnio stało się to w dużym mieście Legnica. Trudno powiedzieć kto utrzymuje w tak świetnej kondycji potężny gmach.



Nie ma zamku, chociaż zamkową wieżę na szczycie góry widać spod domu Freuda. Zamek i to potężny jest w śląskim Bruntalu, a w nim muzeum ze wspaniałą kolekcją dzieł sztuki, biblioteką i zachowanymi wnętrzami.





Bruntal to część osławionego Sudetenlandu, gdzie dominował żywioł niemiecki. Czesi stanowili w miasteczku mniejszość. Ciekawostką jest, że przez kilkaset lat władali nim Krzyżacy! W 1945 roku na malownicze uliczki i do zamku wkroczyła Armia Czerwona, a miejscowi Niemcy musieli opuścić Bruntal na zawsze. Historia prawie taka sama jak u nas, ponieważ trzeba jednak pamiętać, że nie były to dla Czechów "Ziemie Odzyskane" a część ich ojczyzny. Może dlatego nikt nie urwał głów rzeźbom stojącym w zamkowym parku, nie wywieziono wszystkich cennych przedmiotów do Moskwy i Pragi jako zdobyczne, nie rozkradziono kolekcji gromadzonych przez wieki. Być może... 

Dlaczego jednak dzisiaj zamek nie jest zdewastowaną ruiną jak podobne gabarytowo obiekty w Głogówku, Kamieńcu Ząbkowickim, Nysie, Gorzanowie, Bożkowie i setki innych ? Mało tego, jest pięknie odnowiony, co musiało pochłonąć fortunę większą niż przeznacza Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego na całe województwo dolnośląskie w ciągu roku. Kto za to zapłacił, jeżeli podobnie wygląda kilkaset podobnych zamków i pałaców w Czechach ? Dla kogo to zrobiono, jeżeli wszystkie świecą pustkami, podczas gdy u nas np. zamek Książ jest wręcz przeludniony ? I mimo wszystko w Polsce ciągle jest mowa o nieopłacalności takich inwestycji, a wyobraźnia decydentów podsuwa tylko jedno przeznaczenie - hotel i restauracja, bo o muzeach nie ma nawet co marzyć.

Bruntal to także piękne kościoły i stare miasto, jak wszędzie czyste i zadbane. Jak wszędzie prawie nie widać ludzi.







W niedalekim Krnovie nareszcie są ruiny! I to ile! Kilka opuszczonych fabryk włókienniczych robi wrażenie. Chyba jednak nie ma w Czechach złomiarzy, lub są one dobrze pilnowane, ponieważ w przeciwieństwie do naszych jeszcze stoją, a nawet mają okna i dachy. Krnovskie stare miasto zadbane jak wszędzie chociaż nie robi już takiego wrażenia przez dużą ilość powojennych plomb i bloków.











Wciąż nie widać meneli i znudzonej młodzieży szukającej celu do wyładowania swojej frustracji, której przecież w Krnovie nie brakuje. Bezrobocie spore, perspektyw niewiele, a jednak miasto w porównaniu z niedalekimi Głubczycami, czy Raciborzem wygląda naprawdę świetnie. W trakcie remontu jest cudem ocalała synagoga:



Obok, na przystanku widać ślady kultury ludów z północy:


Na koniec wizyta na wzgórzu Cvilina gdzie cieszy oko świeżo wyremontowany kościół odpustowy z kapliczkami i stacjami drogi krzyżowej. W laickim kraju, w niczym nie przypomina podobnych miejsc w Bardzie, Lubawce i wielu innych zaniedbanych kalwarii polskich.



Pytanie nasuwa się samo: Dlaczego nie potrafimy być Czechami ?