6/13/2013

Bolszewicka zaraza

(...)„Dwór rozgromiony - to znaczy, że bolszewicka zaraza pastwiła się nad biednym drogim dworem. Nieprzeliczo­ne mrowie żołdactwa i chłopów, wyjąc i klnąc, wpada do domu i poczyna się orgia, szalony zamęt, rujnacja. Wnet wszystkie pokoje są zapchane gawiedzią i tłuszczą. Roz­lega się wycie drabów - „mohylników" i straszny łomot wywracanych mebli, zbitego szkła, ściągniętego z firankami gzymsu. W plugawych rękach coraz więcej zagrabionych i wynoszonych rzeczy. Pijany, cuchnący motłoch jedne rzeczy grabie, inne kłuje bagnetami i rąbie. Mrowie pa­stwi się nad pamiątkami. Wnet wszystko zdeptane i splugawione. Okna potłuczone, kawałki mebli i spopielonego papieru rozrzucone po ziemi, ze sprzętów - kłaki, z ksią­żek i albumów - strzępy, ze ścian patrzą portrety próżnią wystrzelonych źrenic i grozą śmierci". Motłoch rzucał się na ogród rąbiąc drzewa i sąsiednie zabudowana. „Zostają szkielety budynków, podobne do osmalonych trupów, śród pogorzeli i zwalisk nocą snują mary - wszystko sprofanowane, sponiewierane.(...)

A. Urbański, Pro memoria, Warszawa 1929, s. VIII.


Opis przedstawia chaos i zamęt który powstał w wyniku najazdu wojsk bolszewickich na Kresy w 1918 roku. Ze wschodu przyszła zagłada, która zmieniła na zawsze te ziemie. Przyniosła koniec tamtego świata.


Dwór w Tomaszowie Bolesławieckim szczęśliwie przetrwał wojenne zawieruchy i w niezmienionym kształcie dotrwał do naszych czasów. W czasie gdy inne rezydencje w okolicy zamieniały się w kupy gruzu, tutaj przeprowadzano bieżące remonty, które utrzymywały całość w przyzwoitym stanie. Do czasu... aż upadł PRL (!)




Zmiana ustroju nie była dla tego miejsca łaskawa. Jeszcze kilka lat temu pałac stał w prawie nietknięty, chociaż miejscowy PGR miał wiele na sumieniu. Później było już tylko gorzej. Ostatni rok, dwa lata trwał atak motłochu na pałac, który doprowadził go wraz z sąsiednimi zabudowaniami gospodarczymi do kompletnej ruiny. Rozkradzione balustrady, wyrwane kable ze ścian, potrzaskane młotkami sztukaterie, powyrywane na opał parkiety, pozarywane stropy, powybijane szyby i stosy śmieci. Tego nie zrobiła "bolszewicka zaraza" która napadła na nasz kraj - to dzieło współobywateli przy biernej postawie urzędników mających ustawowo strzec dziedzictwa i majątku  narodowego.






To wydarzyło się na naszych oczach. 







Wczoraj...

5 komentarzy:

  1. Wierzyć się nie chce, że można doprowadzić zabytek do takiej doskonałości.
    To jednak komunistyczna zaraza.
    Przecież nie zapadła się pod ziemię, tylko wtopiła w tłum i dalej trwa.
    Zmieniła nieco formę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy6/14/2013

      Tak... to, że w tym kraju od trzech lat nikt nie może zbudować mostu w Mszanie na autostradzie A1 to wina komunistycznych dywersantów. Pszczoły wcale nie giną z powodu używania pestycydów gorszych niż w PRL-u, tylko po prostu wyłapują je komuniści, byśmy wszyscy umarli z głodu. Za powodzie w tym roku roku w Europie też odpowiadają komuniści. Bo komuniści są ŹLI, to diabły wcielone... I tylko żal mi tych wszystkich biednych chorych Polaków, bo kiedy umrze ostatni komunista, to na kogo będą mogli zwalać wszystkie swe problemy i głupoty :)

      Usuń
  2. Anonimowy6/14/2013

    My nie mówimy o systemie a o mentalności która przetrwała wśród ludzi. Wystarczy na przykład posłuchać opowieści pracowników Alpine Bau którzy budowali autostradę A1 żeby zrozumieć dlaczego wciąż jej nie otworzyli. Jedno wielkie nieróbstwo, kradzieże i brak poszanowania dla państwowych funduszy. Tysiące litrów paliwa wypełniły baki prywatnych aut (spuszczane z maszyn), tony materiałów budowlanych "przydały się" na innych budowach i tak po kolei. To prawda że Polak zwala wszystko na innych, jak zabraknie komunistów zawsze są jeszcze Żydzi więc nie ma obaw. W tym czasie rozkradną wszystko co jeszcze nie jest ogrodzone i pod napięciem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zabraknie Żydów, to są jeszcze warszawiacy.

      Usuń
  3. Anonimowy9/13/2013

    Zauważyć można pewien schemat: Jakiś oddział ANR albo gmina ogłasza przetarg na świeżo wykwaterowany zabytek - czyli jeszcze w jako takim stanie. Cena astronomiczna. Brak zainteresowanych. Brak lokatorów, więc pełno rabujących hunów. Po pół roku, czy po roku ogłaszany jest drugi przetarg z ceną obniżoną o 10% w stosunku do absurdalnie wysokiej ceny pierwotnej. Znów brak zainteresowanych, kolejne pół roku albo i rok mija, hunowie działają dalej. Trzeci przetarg - itd. W którymś momencie zabraknie chętnego do wzięcia obiektu choćby za darmo bo okaże się, że park też wycięty a nikt nie będzie wykładał pieniędzy na usunięcie gruzów z jakiegoś łysego pola.
    Przecież pomiędzy cwaniaczkiem/burakiem/spekulantem a wielkim inwestorem są też ludzie, którzy by mieli by i środki i zapał do uratowania niejednego obiektu. Nie wszystkie wymagają dziesiątków milionów. Jednak konieczność wyłożenia "na dzień dobry" setek tysięcy, czy nawet(jak się co i rusz czyta)milionów złotych na zakup mocno zdekapitalizowanych budynków pozbawiłaby ich środków koniecznych do ich ratunku. Więc mamy, co mamy.
    Może warto byłoby się zastanowić nad powrotem do oddania zabytku za złotówkę, tyle, że obwarowanego odpowiednimi warunkami, terminami, oddania poprzedzonego dokładnym sprawdzeniem "kandydata".
    Nie wszystkie niszczejące obiekty zabytkowe nadają się do komercyjnego wykorzystania, więc tylko mniejszość ma szansę na znalezienie majętnego inwestora.
    Obawiam się, żę jeśli nie nastąpią tu żadne zmiany to za 5-10 lat nie będzie już nad czym załamywać rąk.

    OdpowiedzUsuń

Administrator strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.