6/14/2013

Ministerstwo Lansu i Dziedzictwa Narodowego

Natychmiast po upadku PRL zauważona została przez ówczesną Minister Kultury i Sztuki degradacja dolnośląskich rezydencji i chęć naprawy ich tragicznego losu. W tamtych realiach, budzącego się po latach siermiężnej rzeczywistości kraju receptą wydawała się ich sprzedaż prywatnym właścicielom i pozbycie się problemu. Nikt nie przewidział, że stanie się to gwoździem do trumny ogromnej ilości wspaniałych zabytków. Nikt nawet nie wyobrażał sobie skali grabieży i dewastacji jaka nastała w latach dziewięćdziesiątych gdy nieprzygotowane do tego państwo po prostu się poddało bez walki. Później miało być tylko lepiej...


Wadliwe prawo, które nie było dostosowane do nowych czasów, brak edukacji wyczulającej społeczeństwo na problemy związane z dziedzictwem kulturowym, pobłażliwe traktowanie sprawców kradzieży i niszczenia zabytków przez sądy i prokuratury, kompletna obojętność wobec niszczejących obiektów to tylko niektóre z problemów jakie zostały, z powodu natłoku ważniejszych spraw, zamiecione gdzieś daleko w kąt. Z perspektywy Warszawy dla polityków wszystkich opcji te nieprawidłowości, tak bardzo widoczne na Dolnym Śląsku, zdawały się nie istnieć. 

Gdy na stanowisko Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego został wybrany Bogdan Zdrojewski wydawało się że w końcu wszystko się zmieni. Dał się poznać jako doskonały organizator ratujący Wrocław przed powodzią, a później jako sprawny samorządowiec odbudowujący miasto ze zniszczeń. Wrocławskie zabytki, dotychczas "przykurzone" i zapomniane, stały się największą wizytówką miasta, a nakłady na ogólnie pojętą kulturę należały do najwyższych w kraju. Urodzony w Kłodzku, związany z Wrocławiem człowiek stał się ogromną nadzieją na poprawę tragicznej sytuacji obiektów zabytkowych na Dolnym Śląsku. Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Człowiek stąd...

W okresie, gdy zasiadł na swoim stanowisku, pojawiła się możliwość pozyskania ogromnych funduszy unijnych, z czego skwapliwie skorzystał, co trzeba mu uczciwie przyznać. Na szeroko pojętą kulturę popłynął strumień pieniędzy. Niestety, nie trafiły one do najbardziej potrzebujących ale do najbardziej operatywnych. Często wyrzucono je w błoto, a środki przyznawane były nie tam gdzie naprawdę są potrzebne, tylko tam skąd przyszły najlepiej wypełnione wnioski o ich przyznanie. Gdy w jednym miejscu walił się dach renesansowego dworu, w innym miliony przeznaczane były na "fanaberie" poprawiające jego estetykę. Szczególny status uzyskały najcenniejsze obiekty takie jak Wawel, Wilanów i wiele innych "sztandarowych" wizytówek odwiedzanych przez miliony turystów (wyborców). To dla nich realizowana jest polityka "kulturalna" i dla nich budowane są kolejne "muzea - parki rozrywki", które pochłaniają ogromne kwoty. Ciemny lud to kupi i niestety kupuje. 

Sprzyja temu propaganda ministerstwa, widoczna na każdym kroku. Jest pięknie, jest wspaniale, Polska pięknieje, miliony na kulturę - tylko pozytywne wiadomości. Uwaga jest kierowana na to co warto pokazać i marginalizowane jest znaczenie wszystkiego co wstydliwe. Zniszczone kamienice, pałace, zamki po prostu nie istnieją w oficjalnej wersji świata prezentowanego przez ministerstwo i organizacje z nim związane - w myśl zasady - czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Wymówką na ten stan jest brak pieniędzy (!), możliwości organizacyjnych i wadliwe prawo. Jednocześnie nikt palcem nie kiwnie żeby to zmienić. Nie padł przez długie lata nawet jeden pomysł jak rozwiązać degradację kolejnych zabytków. Prościej jest o nich zapomnieć.

Ten świat widziany przez różowe okulary i nachalne kreowanie rzeczywistości jest największym grzechem ministra. Facebookowy profil Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego niczym się prawie nie różni od prywatnego profilu Bogdana Zdrojewskiego. Nie ma wiadomości i  zdjęcia, na którym by nie pozował i nie oznajmiał nowych wspaniałych wieści. Ociera się to o śmieszność i staje się po dłuższym czasie niesmaczne. Ta kreacja aż nadto przypomina zamierzchłe czasy czasy kultu jednostki. Na szczęście niewielu tam zagląda.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego to wspaniały prezent dla każdego polityka ponieważ prawdopodobieństwo niepowodzenia na tym stanowisku jest znikome, a możliwości tworzenia swojego wizerunku nieograniczone. Tutaj nie wydarzy się wpadka podczas budowy autostrady lub lotniska, nie będą protestowały pielęgniarki i oszukani pacjenci, nie pojawią się pod drzwiami rozwścieczeni górnicy. Kultura interesuje niewielki odsetek Polaków ale dzięki pomocy szeroko pojętego pojęcia "ludzi kultury" można dotrzeć i do nich. Stąd minister pojawiający się w telewizjach śniadaniowych wśród celebrytów sam stał się jednym z nich. Polacy niewiele wiedzą o jego dokonaniach, za to wszyscy go lubią i szanują. Tak naprawdę nikogo nie obchodzi co robi, a ze strzępów informacji dociera że ma same sukcesy.

Dolnośląski minister zrobił dla swojego regionu niewiele ponieważ popełnił grzech swoich poprzedników. Szybko zapomniał o swoich korzeniach poklepywany przez przez polityczny i artystyczny establishment w stolicy. Nie wystąpił poza partyjne układy, które prawdopodobnie mocno trzymają go w ryzach, a brak kontrowersyjnych inicjatyw pozwala przetrwać na stanowisku długie lata. Tutaj nie ma miejsca na sentymenty - tutaj liczą się słupki w wyborach. Stąd zainteresowanie regionem ogranicza się do Wrocławia jako największego skupiska ludzi i elektoratu pana ministra. Prowincja jest bez szans.

Z miliarda złotych przeznaczonych na inwestycje w tym roku nie znajdzie się po raz kolejny kilkadziesiąt tysięcy złotych na załatanie dachu kościoła w Żeliszowie. Nie ma się komu o te pieniądze upomnieć, we wsi mieszka niewielu "wyborców", nie ma pomysłu na jego wykorzystanie.

Podsumowując, nie sposób uniknąć smutnej refleksji. Żyjemy w czasach dominacji internetu i taniej rozrywki, gdzie słowo kultura ma inne znaczenie niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Wyznaczone zostały także pewne standardy postępowania, których nie zmieni kolejny minister, bez względu na to, czy będzie z prawicy, czy lewicy. Podporządkowanie partyjnym interesom, a te najniższym instynktom wyborców sprawiają że zabytki są bez szans. Przy urnach nikt nie myśli o kulturze. Problemem nie jest minister Zdrojewski, skądinąd człowiek kulturalny, elokwentny i rzeczowy, problemem jest system który zamiast tworzyć nową, lepszą rzeczywistość, sam ją kreuje.

7 komentarzy:

  1. Zdrojewski to kulturalny zbrodniarz, bowiem w Polsce mając do dyspozycji wreszcie miliardy złotych nabudowano jakieś opery, filharmonie, muzea- a nie kiwnięto palcem, żeby ratować bezcenne dziedzictwo Śląska pod polską okupacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy6/17/2013

      Polska okupacja? Upadłeś na łeb?

      Usuń
  2. Anonimowy6/15/2013

    Dziękuję za świetny, przenikliwy komentarz - pod którym chce się podpisać. Jedno powiem, a widziałem to osobiscie - w czasie powodzi Zdrojewski nie ratował Wrocławia - on dbał tylko o swój wizerunek i niezbędne rekwizyty... Czy jeszcze ktoś pamięta jaki chaos panował w urzędzie miasta na Nowym Targu jak Wolontariusze przejęli zarząd i koordynacje akcji "powódź"?

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy6/16/2013

    Zdrojewski ukończył Technikum Kolejowe i jest z wykształcenia maszynistą kolejowym (można sprawdzić w wikipedii) Jest to taki sam błazen jak Tusk, Sikorski, Nowak i reszta tego żałosnego towarzystwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznajcie się - liczyliście na to, że teraz, gdy ministrem kultury będzie człowiek z Dolnego Śląska, to puści strumień pieniędzy w "swój" region. A reszta Polski niech się wali (dosłownie). A tu nie! Zdrojewski zachował się jak minister rządu polskiego, anie rządu dolnośląskiego.

    Z wieloma zdaniami tu napisanymi się zgadzam, ale nie ze wszystkimi.
    W jednym z poprzednich postów wręcz napisałeś, że to źle, że pieniądze idą do zabytków, których właściciele się o to najbardziej starają, a nie do tych, które są najbardziej wartościowe. No kurczę, a jak niby miałoby być, co? Urzędnicy mieliby jeździć po wsiach i wciskać w ręce pieniądze właścicielom zaniedbanych zabytków? Czy przy eliminacjach do wyborów miss Polski komisja jeździ po każdej wiosce i wyhacza na ulicy co ładniejsze dziewczyny prosząc je o to, by zgodziły się kandydować? Nie, jedynie ogłasza, że zainteresowane mogą stawić się tu i tu, o tej i o tej godzinie, i następuje bezlitosna selekcja. A wygrywa ta, która się najlepiej zaprezentuje.

    Nota bene: pamiętam, jaka nagonka była na Gosiewskiego, że "załatwił" peron kolejowy dla Włoszczowy. Pewnie narzekali ci sami, co teraz chcieliby, żeby "swój" minister odkręcił kurek z (dużo większymi niż na jakiś peron) pieniędzmi dla ich regionu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nadinterpretujesz. Nikt nie myślał że Zdrojewski wszystkie pieniądze przeznaczy na Dolny Śląsk, ale wszyscy liczyli że stworzy chociaż program pozwalający je ratować, że zmieni wadliwe prawo, spopularyzuje temat wśród innych.

    Urzędnicy mieliby jeździć po wsiach i wciskać w ręce pieniądze właścicielom zaniedbanych zabytków ? - Wytłumacz mi w takim razie po co zatrudnia się rzeszę specjalistów, rzeczoznawców, konserwatorów jeżeli można zrobić głosowanie w internecia albo za pomocą sms ? Za te pieniądze można wykonać prace interwencyjne a później je egzekwować od właściciela zabytku na którym według prawa spoczywa obowiązek dbania o swoją własność. Dzięki temu można uratować setki obiektów które nie są w niczym gorsze, tylko dlatego że trafił im się zły właściciel. Od tego jest minister i podległe mu służby. Jeżeli się mylę to powinna być przeprowadzona redukcja stanowisk bo tą pracę (castingi ?) spokojnie udźwignie 15 osób w skali całego kraju.

    Spłycasz problem tylko do pieniędzy, a przecież nie o to chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dodam jeszcze że minister wzorem wspomnianego Gosiewskiego nie żałuje pieniędzy na Wrocław, który jest faworyzowany w stosunku do innych. Sprawa ESK to jeden z większych skandali ostatnich lat, który tak naprawdę został zamieciony pod dywan.

    OdpowiedzUsuń

Administrator strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.