7/07/2013

Malownicze

Bystrzyca Kłodzka - miasteczko jak z bajki, wyjęte żywcem z malowniczej Toskanii i przeniesione w niezmienionym kształcie do naszego kraju. Pnące się po stromym zboczu zabudowania, kręte zaułki, strzelające w niebo wieże, górski krajobraz wokół dają, zebrane w całość, niezapomniane wrażenia i widoki jakich próżno szukać w innych regionach Polski. Widoki, niestety znane niewielkiej liczbie turystów chociaż nie są one żadną tajemnicą. Dlaczego ?


Na drugim końcu Polski Sandomierz - rozsławiany w literaturze i mediach jako najbardziej malownicze stare miasto w Polsce. Zabytkowe kamieniczki, piękne kościoły, stojący na stromym zboczu zamek i synagoga są kwintesencją polskiego miasteczka w pigułce. Raczej tego wymarzonego niż prawdziwego, w szczególności wtedy, gdy porównamy z nim rodzime osady przygniecione brzydotą i prowincjonalnością w najgorszym wydaniu.

Porównanie tych dwóch miejsc nasuwa się automatycznie, co natychmiast wzbudza emocje ponieważ po chwili wydaje się że znajdują się one w dwóch różnych krajach, do tego oddzielonych od siebie żelazną kurtyną.


Zarówno Bystrzyca Kłodzka, jak i Sandomierz położone są na stromym wysokim zboczu nad brzegiem rzeki co nadaje im niepowtarzalnego uroku. Gdyby z tej perspektywy porównywać oba miasta Bystrzyca nie daje żadnych szans konkurentowi - tutaj mamy miasteczko z prawdziwego zdarzenia, tam trawiastą skarpę, na której ktoś poustawiał w nieładzie małe domki. W powszechnym przekonaniu sandomierski pejzaż widziany z brzegu Wisły uważany jest za niedościgniony i najpiękniejszy. Pomijając kwestie sentymentalne, subiektywne odczucia i to że mówimy o krajobrazach nie dających się bezpośrednio porównać ze względu na różnice kulturowe, w konkursie na najbardziej malownicze miasto w Polsce Bystrzyca nie ma konkurencji, a jedynych rywali ma raczej za miedzą niż gdzieś w głębi kraju.



Z dalszej perspektywy wszystko jest wspaniale, za to z bliska zaczynają być widoczne ogromne różnice. Oba stare miasta różnią się nie tylko intensywnością zabudowy ale i wielkością. W kwestii "malowniczości" zaułków, krętych uliczek, tajemniczych zakamarków położone w Kotlinie Kłodzkiej miasteczko również przoduje, chociaż tutaj różnica nie jest aż tak duża. O ile w Sandomierzu mamy do czynienia z zielenią nadwiślanej skarpy i drzew tworzących symbiozę z małymi kamieniczkami i domkami, w Bystrzycy jest teren zurbanizowany, ciasno zabudowany niemal każdy fragment mieszczący się w obrębie dawnych murów miejskich, plątanina uliczek pnących się zakosami po zboczu. I mury miejskie dolnośląskiego miasteczka z bramami, wieżami są znacznie okazalsze niż skromne fragmenty sandomierskich fortyfikacji wraz z Bramą Opatowską na czele, do tego niepowtarzalny widok z Baszty Kłodzkiej na góry otaczające górską kotlinę ze wszystkich stron.


Co w takim razie sprawia, że do Sandomierza niemal co kilkanaście minut podjeżdża kolejny autokar z turystami, a w Bystrzycy jest ich tak niewielu ?


Na pewno ogromne znaczenie ma historia, która, nie ma co ukrywać, sprawia że położone w Kotlinie Kłodzkiej miasteczko jest dla Polaków często tak samo obce jak podobne leżące w Austrii lub Czechach. Nie znajdzie się tutaj Domu Długosza, nie tworzył tu Iwaszkiewicz, nie odwiedzali go polscy królowie i znane osobistości z życia kraju. W związku z tym nie pozostały po nich żadne pamiątki, a te które ocalały zostały zniszczone po 1945 roku ponieważ świadczyły o niemieckiej historii Habelschwerdtu, skazując to miejsca na anonimowość i brak korzeni. Piękne Muzeum Filumenistyczne z okazałymi zbiorami mimo wszystko nie może się równać z Muzeum Archidiecezjalnym w Sandomierzu, gdzie możemy podziwiać pamiątki z historii naszego kraju oraz min. obraz samego Lucasa Cranacha. To nie jedyna placówka kultury w sandomierskiej ofercie dla turystów, ponieważ muzea znajdują się także w tamtejszym zamku, w rynku, a do tego dochodzi podziemna trasa turystyczna. Nie bez znaczenia jest peryferyjne położenie Bystrzycy Kłodzkiej w stosunku do największych ośrodków miejskich w kraju, z drugiej strony w leży bezpośredniej bliskości znanych kurortów. Sandomierz to przeprawa przez Wisłę ale i serce sporego fragmentu ziemi świętokrzyskiej.


Miasto żyje z turystyki, co widać na każdym kroku. Klimatyczne knajpki, sklepiki z pamiątkami, hotele, przewodnicy do wynajęcia, obwożące tych bardziej leniwych "melexy", sprawiają że jest on miniaturą Krakowa z jego wadami i zaletami. W Bystrzycy nie ma uroczych hotelików z widokiem na góry ponieważ w pięknych kamieniczkach dominują lokale komunalne (socjalne), restauracji trzeba szukać z dokładną mapą, a na ulicach zamiast tłumów turystów dominuje nasz swojski polski "folklor" spod znaku taniego wina. Dlaczego ?



W kwestii dbania o miasto różnic wielkich nie ma, w obu są pięknie wyremontowane nawierzchnie ulic i placów, dba się o ogólną estetykę, tak samo cenione są ich wartości historyczne i eksponowane na każdym kroku. Gołym okiem widać że Bystrzyca Kłodzka jest miastem biedniejszym, gdzie przemiany po 1989 roku zmieniły tylko fasady pozostawiając stare problemy za wyremontowanymi ścianami i dachami. Ogromne bezrobocie jest widoczne na każdym kroku. Nie ma tutaj siedziby powiatu, huty szkła, nie ma turystów ponieważ nie ma infrastruktury, kółko się zamyka i nie pomoże w tym kosmetyka ulic - potrzebna jest niewielka rewolucja, zmiany własnościowe, odpowiednia polityka na szczeblu przynajmniej województwa oraz ogromna promocja.


Ta ostatnia w przypadku Bystrzycy nie istnieje. Sandomierz to miasto "Ojca Mateusza", miejsce gdzie toczy się akcja kryminału Zygmunta Miłoszewskiego, miasteczko pokazywane jest w spotach reklamowych. Zainwestowane zostały spore pieniądze w rozreklamowanie całego województwa, które przyniosły już dzisiaj odpowiednie zyski przeliczane w liczbie odwiedzających lokalne atrakcje. "Tajemniczy Dolny Śląsk" to reklamówka wyjątkowo udana i  poruszająca wyobraźnię ale niewystarczająca aby miasteczka takie jak Bystrzyca były oblegane przez tłumy Tutaj musi się przejechać na rowerze "Ojciec Mateusz" i stworzyć odpowiednią kreację dla tła które zechcą na własne oczy zobaczyć miliony widzów. Coś musi pobudzić ich wyobraźnię i nadać miastu tożsamość, nawet jeżeli będzie ona fikcyjna i podkolorowana.


Zamiast bohatera serialu w postaci znanego aktora na rower usiadł tymczasem polityk. Marszałek województwa dolnośląskiego Rafał Jurkowlaniec uznał, że za 70 000 złotych trzeba zachęcić samych Dolnoślązaków do aktywnego udziału w promocji regionu. Tym samym potraktował ich jak osoby, które nie posiadają odrobiny rozumu i po pierwsze - nie wiedzą gdzie mieszkają, po drugie - nie zauważą w tej "kampanii" promocji wyborczej "gospodarza Dolnego Śląska" za publiczne pieniądze. To jest w pewnym sensie kwintesencja lokalnych klimatów.


Podczas, gdy w województwie świętokrzyskim Sandomierz może być jedną z "lokomotyw" ciągnących całe województwo, w dolnośląskim liczy się jedynie Wrocław i lukratywne stanowiska w tym mieście. Na szczęście władze, instytucje i mieszkańcy Bystrzycy nie czekają z założonymi rękami i zmieniają miasto na miarę swoich skromnych możliwości. Warto to docenić i przyjechać tutaj chociaż na jeden dzień..

2 komentarze:

  1. Cóż, dziś Bystrzyca Kłodzka gdyby nazywała się Habelschwerdt lub Kladská Bystřice byłaby przepięknym miasteczkiem, to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Pod administracją polską jest to niestety pół ruina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety prawda - ogromny potencjał kompletnie niewykorzystany i w sporej części zdewastowany przez ludność napływową, która w większości traktowała to miejsce tymczasowo a nie docelowo.

      Usuń

Administrator strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.