8/17/2013

Eksperyment ratuszowa wieża

Pierwszy Ratusz w Nysie, wybudowano w XIV wieku (ok.1372r). Końcem następnego wieku, został rozbudowany dzięki inicjatywie bp. Rotha. Wiek później, w XVI wieku, uległ zniszczeniu (najpierw w wyniku burzy a potem trzęsienia ziemi w 1590 r.) a dwa lata później, został odbudowany. Ponownie, Ratusza, odbudowano w 1627r., po pożarze powstałym od uderzenia piorunem. W 1782 r., Fryderyk II nakazał rozebranie Ratusza, pozostała tylko 89 metrowa wieża. W miejscu Ratusza, stanął protestancki kościół garnizonowy, który później, przeznaczono na starokatolicki kościół. Po kilku latach kościół ten zamieniono na budynek użyteczności publicznej, przebudowując go na halę miejską. Odbywały się tam m.in. wystawy i koncerty. Wieża Ratusza, została zniszczona w 1945 r. Ostatecznie rozebrano ją w latach osiemdziesiątych, gdy odbywał się tzw. Turniej Miast.


Dzisiaj już nikt nie pamięta czy Nysa ten turniej wygrała, ale dzięki szlachetnej rywalizacji a'la PRL pozbyła się resztek jednego ze swoich najcenniejszych zabytków, który przez wieki dominował w panoramie miasta. Gdy w 2008 roku montowano iglicę odbudowanej wieży można było wyczuć zarówno entuzjazm, jak i rozczarowanie ponieważ nowa budowla jedynie nawiązywała do pierwotnej kształtem i rozmiarami. Wybudowana przez prywatnego inwestora, stała się dodatkiem do niewielkiego centrum handlowo-biurowego, a to połączenie funkcji nie pozostało bez wpływu na jej kształt architektoniczny i materiały wykończeniowe. Postanowiono stworzyć budynek nowoczesny, nawiązujący do historycznego kształtu, co standardowo się nie udało, podobnie jak w kuchni nie wychodzi łączenie soli z cukrem. Klinkierowa wieża wzbogacona aluminiowymi ślusarkami stała się karykaturą poprzedniczki, nie będąc formą nowoczesną, ani pierwowzorem i trudno za to winić fundatora, który wykosztował się nadprogramowo, a przecież miejsca na podobne budynki na nyskim rynku nie brakuje. Żeby jednak nie popadać w skrajności, trzeba uczciwie przyznać, że zawsze mogło być gorzej, choć to marne pocieszenie.

Z perspektywy kilku lat i doświadczeń innych miast można wyciągnąć wnioski - wieże ratuszowe i same ratusze powinny być odbudowywane przez władze miast, a nie prywatnych inwestorów. Druga zasada powinna brzmieć - albo oryginał, albo nic - czasem warto cierpliwie poczekać nawet kilkadziesiąt lat na zastrzyk gotówki pozwalający na wierną i rzetelną rekonstrukcję. Na to Nysa już nie ma szans, w przeciwieństwie do mniej lub bardziej udanych realizacji w Świdnicy, Strzelinie lub Głubczycach.



Jest też druga strona medalu, którą poznamy wsiadając do windy wiozącej nas na taras widokowy. Odzyskana została przepiękna panorama miasta, której nie zdołały zniszczyć powojenne eksperymenty modernistyczne zamieniające stare miasto w prowincjonalne blokowisko. Gdy stoimy na tarasie umiejscowionym na szczycie nie widzimy też samej wieży...








3 komentarze:

  1. Anonimowy8/20/2013

    Jedna, drobna ale istotna uwaga - w kuchni wielokrotnie łączy się sól z cukrem. Proponuję trochę pogotować lub zapoznać się z różnymi przepisami...

    OdpowiedzUsuń
  2. To łączenie nie zawsze wychodzi na zdrowie. W tym przypadku skończyło się rozwolnieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widoki z wieży ładne, ale sama winda - mnie, który nie ma lęków przestrzeni ani wysokości przyprawiła ten jeden raz o nie. Motyw z "wyjeżdżaniem" z wieży w chmurki na niebie może w przypadkach (oczywiście nieostrzeżonych przez ciecia na dole) turystów skończyć się co najmniej obrzyganiem wnętrza windy, w najgorszym atakiem histerii.

    OdpowiedzUsuń

Administrator strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.