9/27/2013

Sztuka niczyja

Śląsk słynie ze swoich bogactw naturalnych, wydobywanych przez wieki z tej ziemi, dzięki którym region się bogacił i rozwijał. Po 1945 roku w oprócz surowców "wydobyto" tutaj tysiące dzieł sztuki i rozdysponowano po muzeach całej Polski. Galeria sztuki gotyckiej w Toruniu, mieszcząca się w murach gotyckiego ratusza w dużej części opiera się właśnie na takich "zdobycznych" eksponatach, o które nikt się nie upomina i niewiele osób o nich wie. Dlaczego nie znajdują się one w swoich pierwotnych lokalizacjach lub chociaż w śląskich muzeach regionalnych ?



Na parterze, w pomieszczeniu dawnej ławy chlebowej i przyległych do niej kramów, znajduje się stała ekspozycja sztuki gotyckiej. Prezentujemy na niej malarstwo, rzeźbę i witraże z okresu od około połowy XIV wieku do 1. poł. XVI wieku. Zabytki pochodzą z Pomorza, głównie z terenu dawnych ziem krzyżackich (w tym najliczniejsza grupa z Torunia), ze Śląska oraz pojedyncze przykłady z Wielkopolski i Małopolski. Zbiór ten powstał po 1945 r, W jego skład wchodzą obiekty odziedziczone po toruńskim Muzeum Miejskim, otrzymane w darze od parafii kościelnych, a także dzieła przekazane do zbiorów przez Ministerstwo Kultury i Sztuki, Państwowe Zbiory Sztuki na Wawelu oraz Miejskiego Konserwatora Zabytków w Toruniu. Znaczną część wystawy - głównie malarstwo - tworzą depozyty pozyskane z Muzeum Narodowego w Warszawie.

Prace na wystawie rozmieszczone są w układzie chronologicznym; często jednak od tej zasady odstępowano, kierując się innymi przesłankami, np. bezpieczeństwem, chęcią maksymalnego wykorzystania powierzchni wystawienniczej itp.

Wśród rzeźb najwcześniejsze pochodzą z 2. ćw. XIV wieku. Są to figury Marii Bolesnej i św. Jana Ewangelisty z grupy Ukrzyżowania, która pierwotnie umieszczona była na belce tęczowej w kościele św. Jana Ewangelisty i św. Jana Chrzciciela w Toruniu. Z tego samego okresu pochodzą rzeźby z Iławy i Gostkowa przedstawiające tę samą tematykę, co figury toruńskie. Na ścianie wschodniej sali - na wprost wejścia - prezentujemy unikalną kolekcję XIV-wiecznych witraży. Powstały one w toruńskich warsztatach i są zaledwie małą cząstką bogatej niegdyś twórczości, która - z uwagi na kruchość materiału - w szczątkowej formie dotrwała do naszych czasów.

Sztuka gotycka najpełniej wyrażała się w nastawach ołtarzowych, które przybierały kształt tryptyków lub poliptyków. Na wystawie prezentujemy dwa takie dzieła. Z kościoła św. Mikołaja w Brzegu pochodzi Ołtarz Ukrzyżowania. Przedstawia na rzeźbionych awersach w scenie głównej - Ukrzyżowanie, a na skrzydłach: Niesienie krzyża, Oczekiwanie na przybicie do krzyża, Zdjęcie z krzyża, Opłakiwanie; na malowanych rewersach: Pojmanie, Chrystus przed Piłatem, Ecce Homo, Niesienie krzyża. Ołtarze takie spełniały przede wszystkim funkcje kultowe, realizując jednocześnie cele dydaktyczno-moralizatorskie (przekazywały wiernym prawdy wiary i pouczały, jak należy postępować, aby osiągnąć życic wieczne). Było to Pismo Święte w obrazach, przeznaczone dla nie umiejących czytać - tzw. „Biblia pauperum".

Na wystawie prezentujemy szereg fragmentów wyżej opisanych retabulów, np. skrzydło ołtarza z przedstawieniem Ukrzyżowania pochodzące z klasztoru oo. Dominikanów we Wrocławiu, skrzydło ołtarza z kościoła w Strzegomiu, trzy kwatery ze scenami Pasji Chrystusa z klasztoru klarysek w Głogowie. Dzieła te, choć szczątkowe, poprzez temat sceny pozwalają ustalić ikonografię całej nastawy ołtarzowej, np. kwatera ołtarza z kościoła w Pierzchałach ze sceną Przybicia do krzyża należała do cyklu pasyjnego.

W środkowej części galerii znajduje się liczna grupa rzeźb pochodzących z toruńskiego warsztatu św. Wolfganga, który czynny był pod koniec XV wieku. Na szczególną uwagę zasługują takie rzeźby, jak Bóg Ojciec z grupy Tron  Łaski, Jan Chrzciciel, Sw, Wawrzyniec, Sw. Wolfgang oraz Sw, Marcin. Na wystawie prezentujemy kilka pojedynczych obiektów z wyposażenia ołtarza, jak Kielich z. poł. XVI w., Cyborium l XV w. czy Kadzielnica z XIV/XV w. Typ ołtarzyka domowego prezentuje alabastrowa płaskorzeźba, przedstawiająca Narodziny Marli, wykonana w Anglii w poł. XV wieku.

Od południa galerię zamyka parterowa część wieży, która w średniowieczu stanowiła przejście do kramów oraz ław chlebowych (wieżę wybudowano w XIII w. - jest jedynym elementem zabudowań śród rynkowych sprzed 1393 r.). Tu prezentujemy Chrystusa w grobie rzeźbę z około 1400 r., pochodzącą z kościoła Najświętszej Marii Panny w Toruniu.

tekst:  Galeria sztuki gotyckiej w Toruniu




----------------------------------



----------------------------------



----------------------------------



----------------------------------



----------------------------------



----------------------------------



----------------------------------



----------------------------------



Fryląd ? Nie ma takiej miejscowości na Śląsku. Być może chodzi o Frydlant w Czechach ?
----------------------------------



Galeria sztuki gotyckiej w Toruniu jako jedno z niewielu muzeów w Polsce nie ukrywa miejsca pochodzenia eksponatów, są jednak takie, które potraktowały je jako łup wojenny i do dzisiaj fałszują metryki lub unikają wskazania skąd pochodzą. Do teraz ta grabież jest traktowana jako sprawiedliwość dziejowa i rekompensata za straty jakie spowodowali niemieccy okupanci na ziemiach polskich. Nikt nie zwraca uwagi, że to "odszkodowanie" zdobyliśmy kosztem innych Polaków, na terenach przyznanych Polsce. Dzisiaj na każdą propozycję zwrotu śląskich zabytków ruchomych następuje histeryczna reakcja ich "dysponentów", a współcześni mieszkańcy Śląska mimowolnie traktowani są jak obywatele drugiej kategorii. Nie upominają się zresztą oni o te zabytki ponieważ przez lata wmawiano im że to nie ich, a ziemia na której żyją jest gorsza od terenów przed wojną należących do Polski, przecież jej historia rozpoczęła się w 1945 roku. Wszystko co znajduje się na tym terenie określane było pogardliwie jako "poniemieckie", wystarczyło jednak przewieźć jakąś rzecz wgłąb Polski aby nagle dojrzeć w niej wielką wartość i "znaczenie dla kultury europejskiej". Pełne są "poniemieckiego" mienia muzea, kościoły, urzędy w całym kraju i nikogo to nie razi, podczas gdy straszące na Dolnym Śląsku ruiny "poniemieckich" pałaców traktowane są z  taką samą pogardą jak dawniej. Gdyby można je było przewieźć gdzieś na drugi koniec Polski, pewnie by były dzisiaj zadbane, z dumą pokazywane i wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem. Oczywiście, pod warunkiem, że nikt by nie wspominał skąd pochodzą.

9/19/2013

Wciąż zapomniany dwór w Słupicach

O tym zabytku była już mowa we wpisie Zapomniany dwór w Słupicach:

Pierwsza wzmianka o wsi pojawiła się w dokumentach już w XIV wieku. W tym czasie należała ona do rodu von Logau, który w XV wieku wzniósł niewielki zameczek obronny. W 1563 roku zostaje on przebudowany na renesansowy dwór obronny otoczony fosą. Był on na rzucie prostokąta z ryzalitem. Jego dłuższe boki zakończone były ozdobnymi szczytami, a okna ujęto w kamienne opaski. Na ścianach pojawiła się dekoracja sgraffitowa. Kolejna rozbudowa miała miejsce w XVIII wieku, gdy dobudowano skrzydło boczne. W XIX i na początku XX wieku był jeszcze nieznacznie przebudowywany, ale te prace nie zatarły jego pierwotnej, renesansowej formy. Ten skromny dwór był użytkowany jeszcze w latach siedemdziesiątych XX wieku. Na starych fotografiach widać zadaszony budynek, który był zamieszkały i używany na potrzeby gospodarcze. Nieremontowany został opuszczony i dzisiaj możemy oglądać już tylko jego ruiny. Zarośnięte, zaniedbane, niebezpieczne dla zwiedzających.



Minęło kilka lat i nie zmieniło się nic. Zniszczone mury zarośnięte do granic możliwości przypominają azteckie relikty ukryte gdzieś w dżungli, a to przecież środek Europy w XXI wieku. W zaroślach ginie oryginalny renesansowy dwór wraz z zachowanym jeszcze detalem. Przetrwał ponad 600 lat wojen i zawieruch dziejowych, zginął w czasach pokoju porzucony jak niepotrzebny śmieć.

więcej zdjęć na www.zabytkidolnegoslaska.com.pl

9/18/2013

Piramidy

Piramida w Rapie, grobowiec von Fahrenheidów, zaprojektowany przez duńskiego rzeźbiarza Bertela Thorvaldsena jest w chwili obecnej najbardziej znaną tego typu budowlą w Polsce i jedną z turystycznych ikon województwa warmińsko-mazurskiego. Nie zawsze tak było - przez długi czas zabytek był systematycznie dewastowany, a do "atrakcji" należało grzebanie w rozrzuconych w jego wnętrzu trumnach. W 2010 roku budowlę zabezpieczono i rozpoczęła się jej promocja, która miała na celu ożywić ruch turystyczny w tej, peryferyjnie położonej części województwa.


Dzisiaj do zwiedzania zachęcają "brązowa tablice" ustawione przy głównych drogach. Około 10 kilometrów przez las w kierunku granicy z Obwodem Kaliningradzkim i docieramy na miejsce, gdzie witają nas stoiska z miodami, widokówkami i innymi pamiątkami jakie przygotowali mieszkańcy niewielkiej wioski. Parking oczywiście płatny i obowiązkowy, w kierunku piramidy prowadzi zadbana ścieżka z wykoszoną trawą, a drogę urozmaicają tablice informacyjne na temat miejscowej fauny i flory. W razie potrzeby, znajdzie się też przewodnik, który opowie historię i urozmaici nasz czas na miejscu - miejscowy chłopak zarabiający w ten sposób na życie, podobnie jak kilka innych osób dla których zabytek stał się żywicielem - jedynym "zakładem pracy" w zapomnianej wsi na końcu świata. Przy drodze z Rapy stoi drogowskaz zapraszający do zwiedzania kolejnego grobowca, rodziny Steinertów w Zakłaczu Wielkim, bo jeżeli jest "koniunktura" na tego typu "atrakcje" to dlaczego nie korzystać ?

Na Śląsku podobne miejsca nie wzbudzają większych emocji, chociaż jest ich mnóstwo, a piramidy są przynajmniej dwie. Zazwyczaj zdewastowane, porośnięte krzakami i zarzucone śmieciami dogorywają w rogu cmentarza lub dworskiego parku o ile jakaś litościwa ręka o nie nie zadba. Nie ma mowy o tym, żeby miejscowa ludność korzystała z tego co posiada, bo nie potrafi tego zrobić z dużo większymi i ciekawszymi obiektami, takimi jak zamki, pałace, dwory, stare kościoły. Nikt nie zarabia na odwiedzających złamanego grosza, a w wielu miejscach są oni wręcz przeganiani jak natrętne muchy. O ile można zrozumieć że Dolny Śląsk nie jest jeszcze tak popularny wśród turystów jak Mazury, to nie sposób nie zauważyć ich rosnącej liczby i potencjału z tym związanego. Dlaczego nie potrafimy z tego korzystać ? 

To temat dla urzędników i socjologów, którzy powinni rozpocząć pracę u podstaw związaną z uświadamianiem miejscowej ludności i wskazaniem im możliwości zarobku jakie niesie zabytek w ich miasteczku lub wiosce. Równolegle z rozmowami powinna iść promocja i niewielkie dotacje wspierające lokalną społeczność w działaniu na rzecz rozwoju turystyki. Dolny Śląsk to obszar wielokulturowy, gdzie spotkamy potomków Greków, Francuzów, Bośniaków, Ukraińców, Łemków, Bojków, ludność pochodzącą z Kresów i z centralnych regionów Polski, Niemców i wiele innych niewielkich grup etnicznych które przesiedlono na "Ziemie Odzyskane" po 1945 roku. Próżno jednak szukać śladów tych kultur w poszczególnych miejscowościach. Nikt nie zarabia na wyrobach rzemieślniczych, nie ma specyficznych pamiątek, nie istnieje nawet kuchnia regionalna, że nie ma co wspominać o kultywowaniu języka lub stroju. To jest zwycięstwo komunistycznej idei równości, podtrzymane bezwiednie po upadku tego ustroju. Być może jest już za późno aby wrócić do korzeni, które zginęły tak jak "poniemieckie" zabytki i zmieniły w wielu miejscach oblicze Dolnego Śląska w kulturalne pustkowie, być może nie jest to wskazane w czasach powszechnej globalizacji, ale przykład niewielkiej Rapy pokazuje że trzeba chociaż spróbować. 

Wspomniane piramidy na Śląsku, chociaż nie są w żaden sposób reklamowane i wykorzystywane do promocji regionów również zasługują na uwagę. Niedaleko Kątów Wrocławskich, w niewielkiej wsi Piotrowice, tuż przy opuszczonym kościele ewangelickim znajduje się zapomniany grobowiec wzniesiony w latach 1865-87 przez rodzinę zu Liburg-Stirum. Co jakiś czas ktoś porządkuje teren wokół niej i składa świeże kwiaty. Obok istniał dawniej pałac otoczony wspaniałym parkiem i zabudowaniami gospodarczymi. Chociaż dzisiaj założenie jest zapuszczone i zdewastowane, wciąż zachwyca nielicznych spacerowiczów, którzy zabłąkają się w te strony.


Druga piramida znajduje się na skraju województwa opolskiego, w Rożnowie, tuż przy drewnianym wiejskim kościółku p.w. śś. Piotra i Pawła. Zbudowana w 1780 roku dla rodziny von Eben przez Carla Gottharda Langhansa - twórcę min. Bramy Brandenburskiej w Berlinie, nie wzbudza większego zainteresowania i tylko zatwardzili miłośnicy historii docierają tutaj aby ją zobaczyć. Niedaleko dogorywa pałac fundatorów pochowanych w tym specyficznym grobowcu. 


9/17/2013

Agonia monitorowana

Pałac w Kamionnej był prawdziwą perłą wśród podwrocławskich rezydencji.

Był...

Jeszcze w latach 70-tych XX wieku częściowo zamieszkiwało go kilka rodzin, ale nieremontowany zabytek powoli chylił się ku ruinie. Trudno mówić jednak, że nikt nie przejmował się tym stanem, bo na łamach prasy (Spotkania z Zabytkami) co jakiś czas pojawiały się apele, wzmianki i zdjęcia obrazujące coraz gorszy stan budowli. 


W kwietniu 1990 roku w artykule p.t. Po prostu nietolerancja znalazło się min. zdjęcie autorstwa Andrzeja Winiarza ukazujące zniszczoną skorupę pałacu już bez dachu i bez większych szans na przetrwanie:


7 lat później na łamach tego samego czasopisma ukazał się artykuł p.t. Raport o rezydencjach doskonale oddający problem, który mimo upływu wielu lat, jest dzisiaj wciąż aktualny:

Na obszarze woj. wrocław­skiego znajduje się ponad 300 obiektów zabytkowych o funk­cji reprezentacyjnej. Ana­lizie poddano 173 istniejące rezydencje wpisane do rejestru zabytków (z punktu widzenia prawa tylko one podlegają ochronie). Ocena ich stanu za­chowania określona została na podstawie autopsji w latach 1994—1995; zwracano uwagę na takie elementy budowli, jak pokrycie dachu, ściany ze­wnętrzne oraz stropy, a także stolarka okienna i drzwiowa. Ocena dotyczy jedynie wyglą­du budynku, nie uwzględnia natomiast wierności, z jaką został przebudowany lub wyremontowany.

Wydzielono następujące kate­gorie stanu zachowania: „bar­dzo dobry" — obiekt wyre­montowany, odpowiednio użyt­kowany, bez widocznych śla­dów zniszczeń; „dobry" — brak większych zniszczeń w wyglądzie poszczególnych ele­mentów, dopuszczalne nie­wielkie ubytki tynku; „ dostate­czny" — dach budynku cały, występują braki elementów stolarki, obiekt przeważnie je­szcze zamieszkany, chociaż często już opuszczony, wido­czna postępująca dewastacja; „zły" — obiekt zniszczony popadający w ruinę, zachowa­ne są główne elementy kon­strukcji (dach, stropy, ściany), chociaż w wielu wypadkach uszkodzone, obiekt nie użyt­kowany, narażony przez to na większą degradację, są tu rów­nież obiekty zamieszkane z bliską perspektywą wysiedle­nia mieszkańców ze względu na zły stan budynku; „ruina" — zachowany jedynie frag­ment pierwotnej budowli, zni­szczone pokrycie dachowe lub zupełny jego brak, zawalona część obiektu oraz uszkodzone stropy; do tej grupy zaliczono zarówno ruiny zabezpieczone, jak i nie zabezpieczone. Analiza stanu zachowania pozwala stwierdzić, że pięć­dziesiąt lat po wprowadzeniu dekretu o reformie rolnej stan obiektów rezydencjonalnych w woj. wrocławskim jest katastrofalny. Ponad 1/3 obiektów jest zniszczona (do grupy tej zaliczono obiekty będące ruiną oraz w złym sta­nie zachowania). Należy pa­miętać, że obecny zasób tego rodzaju architektury — to za­ledwie połowa obiektów istniejących po zakończeniu działań wojennych. Można śmiało powiedzieć, że ponad 100 obiektów przestało istnieć. Dzieło zniszczenia jest tym dotkliwsze, że dotyczy często obiektów o wybitnych wartoś­ciach artystycznych, jak np. pałac w Piotrowicach, Gosz­czu i Głębowicach, często o znaczeniu wykraczającym po­za granice Śląska. Taki stan można zrozumieć w wypadku obiektów starszych, pocho­dzących z XVII i XVIII w., trudno natomiast przyjąć taką argumentację .w odniesieniu do budowli pochodzących z początku XX w., jak np. dwór w Ozorowicach. Najczęstszą przyczyną obec­nego zniszczenia nie były jed­nak działania wojenne, lecz bezmyślność i bezczynność użytkowników obiektów, prze­jętych po 1944 r. przez różne organizacje i instytucje do „społecznie użytecznego" wy­korzystania.


Wśród fotografii w znalazło się również zdjęcie przedstawiające pałac w Kamionnej - zaawansowaną ruinę bez dachu, porośniętą krzakami:


i kolejne archiwalne zdjęcia (dolne z 1987 roku) pochodzące z dolny-slask.org.pl



Z takich obrazków można stworzyć cały cykl zatytułowany np. "studium agonii", bo słowa nie są w oddać skali zniszczenia tego zabytku. Pałac w chwili obecnej praktycznie nie istnieje - pozostała po nim jedynie ściana frontowa oraz resztki murów korpusu głównego. Tylko pozostałości okazałego portalu świadczą o tym że mamy do czynienia z czymś więcej niż zarośniętą kupą gruzu. Mimo apeli i licznych publikacji na ten temat, przez dziesiątki lat nikt nie kiwnął palcem aby chociaż zabezpieczyć co cenniejsze detale kamieniarskie lub pozbierać śmieci. Zginął na oczach wszystkich zaledwie kilkanaście kilometrów od Wrocławia.



więcej na www.zabytkidolnegoslaska.com.pl

9/15/2013

Kapitanowo

Pierwsze zetknięcie z dworem w Ścinawce Średniej nie wróży niczego dobrego. Zabytek i jego otoczenie wyglądają jakby przeszedł tam niedawno tajfun lub zakończyły się właśnie działania wojenne. Walące się mury, zarwane dachy, wykopy, śmieci, chaszcze i otaczające go morze pegieerowskiej nędzy odstraszają nawet najbardziej "zahartowanych" w takich obrazkach turystów. Gdyby nie banner zachęcający do zwiedzania zamku Kapitanowo mało kto by tutaj spędził chociaż chwilę, bo w niczym nie przypomina on romantycznych ruin uwiecznionych na starych rycinach.


Wejście na dziedziniec i spotkanie z właścicielem pogłębia niepokój. W pierwszej chwili sprawia on wrażenie szaleńca, a zapowiadane dwie godziny zwiedzania, niewielkich przecież ruin, przerażają. Co tutaj można zobaczyć i dlaczego to tyle ma trwać ? Gdy wprowadza nas do środka, gdzie mieści się jego mieszkanie mamy przedsmak nietypowego "muzeum", które z każdym krokiem robi się ciekawsze, a opowieść gospodarza zaczyna wciągać coraz bardziej. Ożywają stare legendy o rycerzach i białogłowach zamieszkujących ten przybytek, opowieści z elementami grozy i humoru, wszystko to wzbogacone fachowym komentarzem pełnym zachwytu nad starymi murami.  Tutaj wszystko jest "naj" mimo że czasami widzimy tylko zwykłe kamienie. Długie minuty i godziny mijają niepostrzeżenie, tymczasem my wciąż nie dotarliśmy nawet do połowy zapowiadanej wycieczki. Gdy kończy się opowieść gospodarza czar momentalnie pryska i z bajkowego świata przenosimy się w smutną teraźniejszość. Warto trzymać kciuki za pana Henryka Krynickiego aby udało mu się chociaż zabezpieczyć dwór przed dalszymi zniszczeniami. To jeden z niewielu właścicieli zabytków w Polsce, który na swoją własność nie patrzy tylko przez pryzmat korzyści, ale autentycznie kocha stare mury. Tak to już jest, że ogromna pasja nie idzie w parze z takimi samymi pieniędzmi, a pieniądze nie lubią pasjonatów. Te dwa sprzeczne ze sobą światy wciąż nie mogą się zejść, a gdy to następuje można mówić o cudzie. W Ścinawce Średniej nic (na razie) cudu nie zapowiada.

więcej zdjęć na www.zabytkidolnegoslaska.com.pl

9/13/2013

Zakaz oglądania

Pałac w Dobrocinie nie należy do tych najokazalszych chociaż jest jednym z większych w okolicy, nie zachwyca także jego eklektyczna elewacja zniekształcona w wyniku powojennej przebudowy. Opuszczona budowla przegląda się w sąsiednim stawie i czeka na nowego właściciela (pałac wystawiono po raz kolejny na sprzedaż), który być może zabezpieczy istniejący jeszcze dach i dostęp do środka osobom postronnym .


Na razie "zabezpieczono" zabytek za pomocą licznych ostrzeżeń wymalowanych farbą wprost na elewacji. Część z nich to dobry materiał do analizy psychiatrycznej profilu osoby, która je tam umieściła...



9/11/2013

Upiór Kotliny Kłodzkiej

Położony na stromym zboczu zamek w Ratnie Dolnym góruje nad okolicą, straszy swoim widokiem turystów oraz pielgrzymów zmierzających do sąsiednich Wambierzyc lub Radkowa i dalej w Góry Stołowe. Dziś trudno uwierzyć że przetrwał bez szwanku ostatnią wojnę i był wykorzystywany przez długie lata jako ośrodek wczasowy, a także jako dom dziecka. Gdy wyeksploatowany budynek wymagał remontu został porzucony i po jakimś czasie sprzedany prywatnemu właścicielowi. W 1998 roku spłonął podpalony przez nieznanych sprawców - od tego czasu pozostaje w ruinie. Obecną sytuację bardzo trafnie opisuje pan Piotr Kocoń na stronie kłodzkikątek.pl, a gorzka ocena sytuacji jest uniwersalna dla (zbyt) wielu takich miejsc na terenie całego kraju:


Niewątpliwa atrakcja, jaką niegdyś zamek ów był, dzisiaj jest tylko ruiną, patrzącą na swe niegdysiejsze włości wypalonymi oczodołami okien, zawalone krużganki i tarasy usiane spadającymi elementami stanowiącymi ściany dopełniają obrazu nędzy i rozpaczy. Tętniący życiem park porastają habazie i pokrzywy wysokie do pasa, ścieżki, po których stąpały niegdyś pańskie stopy usiane są gównami, pustymi butelkami oraz wszelkiej maści śmieciem, jaki jest w stanie wyprodukować obecny, cywilizowany człowiek. Woda w stawie przybrała konsystencję gęstej zupy, która stała w cieple zbyt długo, a rzeczka, która zahacza o kraniec ogrodu przestała być rzeczką, a stała się zwykłą żygulą, w której płynie wszystko – zawartość szamb z ekologicznych gospodarstw, program telewizyjny, worki foliowe i inne śmiecie. Pachnie też niezbyt przyjemnie.

Choć jesteśmy społeczeństwem ponoć świadomym i posuniętym cywilizacyjnie w swoim mniemaniu dość daleko, odnoszę wrażenie, że czasami nie różnimy się tak bardzo od Hunów, którzy lat wiele do tyłu, w pogardzie mieli osiadły styl życia, „a mowa ich pokrętna i ciemna, a cześć jakiejś religii lub choćby tylko zabobonu w niczym ich nie krępuje”, jak to mawiał kronikarz Ammianus Marcellinus. Szperając w Internecie pod hasłem Zamku właśnie, natknąć się możemy na fora internetowe miłośników tego, co dawne, na których huczy aż od spekulacji odnośnie właściciela zamku i planów jego restauracji. A wieści nie są wcale przyjemne, bo nijak z tych szczątkowych informacji nie sklecimy spójnego obrazu sytuacji. A przecież można, mimo wszędobylskiego kryzysu, starać się o środki, zwłaszcza unijne, które pozwoliłyby odwrócić bieg rzeki zniszczenia i stworzyć miejsce niezwykle interesujące. Gdyby nasi kochani politykierzy i urzędasy zajmowali się tym, do czego zostali niegdyś powołani, gdyby dorobkiewicze, którym udało się osiągnąć znaczący sukces finansowy, dzięki czemu mogą wejść w posiadanie tego typu obiektów, mieli odrobinę większą świadomość i kulturę, Ratno Dolne z małej, sennej osady zmieniłoby się w tętniący życiem ośrodek turystyczny, który przyciągałby turystyczną gawiedź samym założeniem pałacowym. Ale po co? Znacznie łatwiej modlić się do niebios, by siły natury z niewielką pomocą człowieka pomogły rozsypać się temu co zostało – resztę zaoramy, rozparcelujemy i sprzedamy na działki budowlane, a pamięć o pałacu uleci niczym przestrzelony balon…

więcej informacji o zamku w artykule  - Zamek w Ratnie Dolnym na stronie kłodzkikątek.pl


więcej zdjęć na www.zabytkidolnegoslaska.com.pl

9/10/2013

Czerńczyce - upadek

Pałac w Czerńczycach koło Wrocławia przypomina bardziej stary młyn lub miejską kamienicę, niż rezydencję bogatego rodu. Pozbawione dekoracji ściany, prosta bryła nakryta płaskim dachem (teraz już jego resztkami) są efektem przebudowy i nadbudowy w 1845 roku, która zatarła wcześniejszy barokowy wystrój elewacji. Już tylko okazały portal z herbami Zedlitzów i Czettritzów świadczy o dawnej świetności tego miejsca, a dawniej było tu co oglądać. Pałac otaczał piękny park z osią widokową, na jego terenie postawiono między innymi: owalny pawilon ogrodowy, marmurowy sarkofag Heinricha von Zedlitza i rzeźby po których nie ma już dzisiaj śladu. We wnętrzu było bogate wyposażenie świadczące o potędze rodu, który go zbudował i przez wieki zarządzał majątkiem. Jak wszędzie, kres przyszedł w 1945 roku gdy ziemię wraz z folwarkiem znacjonalizowano i stopniowo doprowadzono do ruiny. Najgorsze jednak zdarzyło się gdy zabrakło jakiegokolwiek gospodarza i bezpański zabytek, rozkradziony ze wszystkiego co dało się spieniężyć i spalić w piecu, częściowo się zawalił. Potężna bryła (jeszcze) góruje nad doliną Bystrzycy i rozpaczliwie woła o pomoc. Mimo, że to zaledwie kilkanaście kilometrów do Wrocławia, szanse ma niewielkie...



9/07/2013

Dobry gospodarz

Wieś Sobota koło Lwówka Śląskiego została wyjątkowo doświadczona po 1945 roku, nawet jeżeli przyjmiemy kryteria, które na tym terenie były i wciąż są normą. Jeszcze podczas trwania działań wojennych spłonął XIII-wieczny kościół p.w. śś. Piotra i Pawła, a miejscowy pałac został zdewastowany i wiele lat później rozebrano jego ruiny do fundamentów. Nie wiadomo kiedy "wyparował" bez śladu kościół ewangelicki. Nie lepiej się działo po upadku PRL - z ruin kościoła katolickiego skradziono, a następnie zniszczono siedem nagrobnych płyt całopostaciowych z lat 1584-1619 i jeden z portali, sąsiedni cmentarz ograbiono jeszcze wiele razy. Wydawało się że gorzej już być nie może gdy do akcji wkroczył burmistrz Lwówka Śląskiego Ludwik Kaziów, który zauważył, że miejscowy cmentarz ewangelicki stał się meliną pod chmurką oraz wysypiskiem śmieci. Postanowił zaradzić temu  wysyłając do "uporządkowania" terenu buldożery.


"Sprzątanie" starego cmentarza za pomocą spychaczy przerwała policja i konserwator zabytków, a stowarzyszenie "Monitoring Zabytków" wystosowało szereg pism w tym min. o wszczęcie postępowania o wpisie do rejestru zabytków. Sprawą zainteresowały się także media, w tym Gazeta Wyborcza, która w numerze z 6 września 2013 zamieściła reportaż zatytułowany Burmistrz kazał posprzątać po Niemcach




Zainteresowani tematem obowiązkowo powinni przeczytać w jaki sposób podeszli do tej sprawy mieszkańcy, urzędnicy gminy Lwówek Śląski, Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna we Wrocławiu, policja w Lwówku Śląskim. W tekście przedstawiciele organów państwowych wskazują nam definicje i wytyczne postępowania w europejskim (podobno) kraju, gdzie rządzi prawo dżungli a moralność jest cnotą nieznaną i niemile widzianą. Czym różni się likwidacja cmentarza od uporządkowania, jak można przenieść ludzkie szczątki bez ekshumacji, jak pogodzić funkcję cmentarną z kulturalno-rekreacyjną za pomocą ciężkiego sprzętu. Nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności lub chociaż do zwykłego poczucia przyzwoitości - wszak wszystko jest zgodne z prawem, a prawo służy do naciągania tak, aby pasowało do wydanych przez siebie decyzji. Wszyscy mówią jednym głosem - prymitywnym bełkotem bez odrobiny refleksji nad tym co się stało.




Głos zabrał także kierownik jeleniogórskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu Wojciech Kapałczyński, którego fragment wypowiedzi warto zacytować ze względu na szerszy kontekst podejmowanych przez niego decyzji.

(...)"burmistrz nie zasługuje na karę. Przeciwnie, należy mu się pochwała za gospodarskie podejście:-Na początku tego nie wiedzieliśmy, ale sprawdziliśmy i okazało się, że cmentarz w Sobocie nie jest ujęty w rejestrze ani w gminnej ewidencji zabytków, więc burmistrz miał pełne prawo zrobić z nim, co uważał za słuszne. Był tam śmietnik, więc wziął i posprzątał. Teraz ci, co najwięcej tam śmiecili, są najbardziej oburzeni."(...)

Te słowa dyskwalifikują nie tylko urzędnika, ale i człowieka. Jeżeli takie argumenty przedstawia kierownik organu odpowiedzialnego za ochronę zabytków nie dziwmy się gdy na każdym kroku spotkamy efekty działania tak rozumianej "gospodarskiej ręki".

(...)"Pani w tym widzi sensację, ja też mam przed oczami te buldożery, ale widzę również pootwierane groby zasypywane śmieciami"(...)

Takie widoki wraz z zaśmieconymi do granic możliwości ruinami starych zamków i pałaców oraz dawnych kościołów ewangelickich to na tym terenie norma. Na szczęście jest na to sposób...