10/30/2013

Kresowy Śląsk

Kolejny "lwowski" cmentarz na Śląsku to Cmentarz Lipowy w Gliwicach. Tu także wymieszane są groby powojennych przesiedleńców, Ślązaków, Niemców. Chociaż niewiele przetrwało dawnych nagrobków, a układ nekropolii został w dużej mierze zniszczony, to nie sposób nie poczuć w tym miejscu genius locci i zadumy nad kolejami ludzkich losów.












Tych elementów nie jest pozbawiony sąsiedni cmentarz żydowski.








Oba światy godzą pochowani na gliwickich cmentarzach: Leopold Socha i Stefan Wróblewski, których historię spopularyzowała Agnieszka Holland w nominowanym do Oskara filmie W ciemności.




Na skrawku śląskiej ziemi przenika się historia ludzi, którzy zetknęli się ze sobą jedynie przez chwilę lub dopiero po śmierci. Pochodzili z różnych kultur, wychowywali się w skrajnie odmiennych światach, modlili się w różnych świątyniach, walczyli przeciwko sobie, spoczęli w tej samej ziemi...

więcej zdjęć na www.zabytkigornegoslaska.com.pl

10/22/2013

Mater Dolorosa

Bytomska nekropolia "Mater Dolorosa" jest chyba najbardziej magicznym górnośląskim cmentarzem, gdzie splatają się losy kolejnych mieszkańców tego miasta w jego trudnej historii. Pochowano na tym terenie ludzi zasłużonych: działaczy politycznych i społecznych, znanych sportowców, żołnierzy, przedsiębiorców i zwykłych mieszczan. Do 1945 roku byli to w większości miejscowi Niemcy i nieliczna mniejszość polska - Ślązacy, później w ich sąsiedztwie, lub na ich miejscu, chowano przybyszów z Kresów wschodnich, głównie ze Lwowa. Śmierć pogodziła obie nacje tworząc miejsce, gdzie szczątkowo przetrwał jeden z niewielu dawnych śląskich cmentarzy wzbogacony fragmentem lwowskiego Łyczakowa. Mienią się niemieckie napisy pisane gotykiem na okazałych grobowcach, z przedwojennymi grobami polskimi i tymi współczesnymi, gdzie z dumą pisane są słowa "ze Lwowa". Tutaj spoczęli żołnierze AK, cichociemni, obrońcy Lwowa, działacze Rodła, obok niemieckich Ślązaków, grobami pisząc nowy rozdział w historii miasta.

























10/21/2013

Perły na śmietniku

W poprzednim wpisie znalazły się miejsca magiczne i piękne, świadczące o bogatej historii biskupiego miasta Nysa, które przestało istnieć w 1945 roku... W jego miejscu wybudowano senne, brzydkie i chaotyczne prowincjonalne osiedle bez wyrazu. Gdy porównamy fotografie przedwojenne i współczesne kontrast jest tak porażający, że z trudem rozpoznamy poszczególne miejsca. Trudno zrozumieć czym kierowali się architekci i urbaniści projektujący tę modernistyczną zbrodnię na jednym z najpiękniejszych śląskich miast, które umiera do dzisiaj dławiąc się chaosie i tonie w estetycznym bagnie.

przed 1945 rokiem (dolny-slask.org.pl)

dziś

Po 1989 roku sytuacja miasta się skomplikowała w związku z upadkiem miejscowego przemysłu i związanym z tym wzrostem bezrobocia, co jest w chwili obecnej głównym problemem miejscowych władz. Przyznać trzeba jednak, że radzą sobie one dość dobrze na tle analogicznych miejscowości w kraju, zaskakując kolejnymi inicjatywami i pomysłami na poprawę trudnej sytuacji. Na pierwszy rzut oka Nysa jest zadbana, kolorowa, powstają kolejne ważne punkty dla turystów, którzy w sezonie dość tłumnie się tutaj zjawiają. O ile oferta dla nich jest bogata i można spędzić, w niewielkim przecież mieście, kilka dni aby poznać wszystkie jego atrakcje, to sposób w jaki przeprowadzana jest rewitalizacja śródmieścia i brak odrobiny wyczucia przeraża i odstrasza nawet najbardziej odpornych na takie widoki.





Chaotyczne blokowisko szpecące przepiękne kościoły i ocalałe gdzieniegdzie kamienice ogarnęła "pasteloza" w najgorszym wydaniu, jakby spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe ścigały się o laur najdziwniejszej elewacji świata. Nie wystarczają najbardziej "oczojebne" kolory jakie stworzył człowiek (w naturze raczej one nie występują), na blokach powstają koszmarne figury geometryczne, które prawdopodobnie mają je "uczłowieczyć" i sprawić że namalowane na nich kształty "kamieniczek" będą tak odbierane przez przechodniów. Autor tych malunków uważa widocznie że ludzie to idioci lub oślepiły go wybierane kolory i wyżarły  jego mózg jak kwas. To wszystko "wzbogacone" o wszelkiego rodzaju budy, garaże, śmietniki i "pawilony handlowe" stawiane gdzie popadnie, oblepione reklamami równie koszmarnymi jak elewacje. Wesoła i niczym nieskrępowana termomodernizacja śródmiejskich "klocków" sprawiła że i zabytki są malowane w sposób - aby było jaskrawo - potęgując wrażenie chaosu.





Wyciągamy aparat aby uwiecznić to co najpiękniejsze w Nysie i pojawia się problem, nie sposób zrobić zdjęcia aby w kadrze nie znalazł się śmietnik, znak drogowy, parkomat, wystająca reklama, a tam gdzie ich nie ma budynki szczelnie oblepiają samochody. Nikt chyba nie panuje nad tą zarazą, nikt nie projektuje sieci, nie zastanawia się gdzie postawić tak prozaiczne elementy jak słup ogłoszeniowy lub drogowskaz. Przy pięknej studni - jednej z wizytówek miasta, w odległości kilku metrów stoją 2 znaki drogowe i parkomat, bezpośrednio przy pięknej neorenesansowej poczcie ustawiono 3 obskurne budy, 2 budki telefoniczne, 2 klomby, jakby było mało, można jeszcze powiesić reklamową szmatę na ogrodzeniu. Czy ktoś pomyślał że one zwyczajnie szpecą zabytek ? Czy w mieście jest ktoś, kto ma chociaż podstawowe poczucie estetyki ? Czy interesuje się ktoś wrażeniami jakie odniosą przyjezdni, bo nawet tablice do nich skierowane obrzydzają każdą atrakcję turystyczną. 








Chociaż bałagan jest wszędzie, to symbolem jest ulica Wrocławska, której wygląd nawet najbardziej odpornych może przyprawić o zawrót głowy. To temat dla psychologów, socjologów, nawet psychiatrów, a przecież to jedna z głównych ulic miasta. Za komentarz niech wystarczą zdjęcia:

dawniej





Problemy z estetyką jakie ma Nysa nie są niczym nadzwyczajnym na tle innych miast. Niestety, wszędzie spotkamy takie widoki, ale nie wszędzie mamy do czynienia z tak historycznym i ważnym dla kultury miastem. Ten chaos i bezguście razi wyjątkowo na tle wspaniałych zabytków europejskiej architektury, które wylądowały na śmietniku, w estetycznym piekle. Pączkuje ono i rozprzestrzenia się coraz bardziej pożerając każdy piękny (jeszcze) zaułek tego miasta.