12/19/2014

Dolnośląskie zamki i pałace w 2014 roku

2014 rok nie był przełomowy dla dolnośląskich rezydencji i w porównaniu z rokiem poprzednim wydaje się że niewiele się działo. Spłonęły dachy zamków w Książu i Kliczkowie więc zamiast zysków są dodatkowe straty. Stabilizacja oraz brak spektakularnych zapowiedzi mogą mylić ponieważ wciąż trwają i długo jeszcze będą trwały inwestycje zapoczątkowane w latach poprzednich a wśród nich min. odbudowa pałaców w Kamieńcu Ząbkowickim, Gorzanowie, Ścinawce Górnej, na terenie zamku Niesytno w Płoninie i w kilku innych miejscowościach. Wydarzeniem było otwarcie dworu w Goli Dzierżoniowskiej i zamku w Karpnikach dla klientów oraz turystów. W obu przypadkach mamy do czynienia z wzorcową adaptacją starych murów na cele komercyjne.

Niestety, brak wieści na temat zabytku oznacza zazwyczaj jego powolną agonię. W 2014 roku nie było "widowiskowych" zawaleń i rozbiórek (poza wspomnianymi pożarami) co nie oznacza że nic złego się nie dzieje. W większości dolnośląskich zamków, pałaców i dworów niszcząca kropla drąży dachy i ściany. Prędzej czy później zobaczymy i usłyszymy ich upadek.


Wydarzenia w 2014 roku:

Zakończyła się odbudowa renesansowego dworu w Goli Dzierżoniowskiej. W jego wnętrzach urządzono luksusowy hotel. Został on doceniony wyróżnieniem w konkursie Zabytek Zadbany 2014.


Planowana jest rewitalizacja pałacowego parku w Pokoju. Na ten cel przeznaczono na początek 10 milionów złotych.

Zamek Książ zyskał nowe pokrycie dachowe, które 10 grudnia częściowo spłonęło, na domiar złego akcja gaśnicza spowodowała straty w pomieszczeniach poniżej. Wyremontowane zostało mauzoleum Hochbergów w książańskim parku, na terenie którego przeprowadzono prace porządkowe i upiększające.

Nadleśnictwo Wałbrzych przeprowadziło prace porządkowe na terenie zamku Cisy.

W Rogowie Sobockim trwają prace archeologiczne, które mają być początkiem odbudowy tutejszego dworu,

Powiat kłodzki przegrał proces w którym domagała się odszkodowania lub zwrotu zamku w Szczytnej. Obiekt pozostał w rękach zakonu Misjonarzy św. Rodziny.

Pałac w Biechowie przeszedł formalnie w ręce prywatnej spółki która zapowiada remont obiektu.

Rozpoczął się remont pałacu w Kębłowicach koło Wrocławia.

Zakończył się remont pałacu w Łagowie koło Zgorzelca.

Zakończył się remont pałacu w Borku Srzelińskim.



Odnowiono elewację dawnego pałacu biskupiego w Nysie. Także w sąsiednim dworze biskupim trwa remont mający na celu przywrócenie tego obiektu do dawnej świetności.



Przeprowadzono kolejne prace zabezpieczające na terenie zamku Grodno w Zagórzu Śląskim.

Trwa remont renesansowego dworu w Warcie Bolesławieckiej. Odnowiono dekorację sgraffitową elewacji.

Na terenie zamku Chojnik przeprowadzono prace archeologiczne. Odkryte zostały min. fundamenty nieznanej wcześniej wieży.

Wyremontowano pokrycie dachowe i wzmocniono mury pałacu w Brodach.

Dobiegł końca 3 etap remontu ruin zamku w Ząbkowicach Śląskich. W dotychczasowych etapach odnowiono wieżę bramną, odbudowano jedną z dwóch zrujnowanych bastei, wstawiono w niej m.in. drewniane okna i zabezpieczono przed dalszym popadaniem w ruinę. Zabezpieczone zostały także korony i obwód murów zamku.

Trwa rewitalizacja twierdzy w Kłodzku, a w szczególności prace porządkowe na terenie fortu na Owczej Górze.

Zamek w Wojnowicach decyzją Ministra Skarbu Państwa został podarowany fundacji Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu.

6 grudnia spłonął fragment dachu zamku w Kliczkowie. Na szczęście ogień został szybko opanowany i straty są stosunkowo niewielkie.

Wyremontowano jedną z oficyn zespołu pałacowego w Goszczu. Po zakończeniu wszystkich prac ma pełnić funkcje kulturalne i oświatowe. Planowane jest zabezpieczenie ruin pałacu.


Na terenie pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim prowadzone są kolejne remonty. Odnowione zostały sklepienia podjazdu oraz udostępniono do zwiedzania nowe pomieszczenia na piętrze.


Zakończył się wieloletni remont zamku w Karpnikach. W pieczołowicie zrekonstruowanych wnętrzach mieści się luksusowy hotel.



Trwają prace remontowe na terenie ogromnego pałacu w Gorzanowie. Obejmują one zarówno wnętrza zabytku, jak i jego otoczenie. Rekonstruowane są stropy, odnawiane kolejne polichromie oraz cały czas prowadzone są badania i konsultacje naukowe na terenie rezydencji. W chwili obecnej jest to największe tego typu przedsięwzięcie na Dolnym Śląsku.



Remontowany jest dwór Sarny w Ścinawce Górnej. Przeprowadzono prace porządkowe na terenie dworu, budynku bramnego oraz w otaczającym je parku. Zrekonstruowano zadaszenie renesansowego spichlerza.

W dalszym ciągu rekonstruowany jest zamek średniowieczny w Płoninie w którym powstały nowe sklepienia i stropy. Ruszył także remont położonego poniżej pałacu. Odgruzowane mury zostały zabezpieczone, zrekonstruowane część stropów oraz prowizorycznie je zadaszono.

Agencja Nieruchomości Rolnych organizuje kolejne przetargi mające na celu wyłonienie nabywców na dolnośląskie rezydencje. Wśród nich znajdują się tak spektakularne obiekty jak zamek w Bobolicach, pałac w Rząśniku, folwark w Moczydlnicy Klasztornej,

Powstała Fundacja Ochrony Dziedzictwa Hrabstwa Kłodzkiego. Inicjatorami są właściciele zespołów pałacowo-parkowych w Kamieńcu Kłodzkim, Korytowie, Gorzanowie, Sarnach i Żelaźnie oraz Domu Pod Twierdzą w Srebrnej Górze i Wapiennika w Starej Morawie.

Do innych wydarzeń, które odbiły się szerokim echem, a nie dotyczą zamków, pałaców i dworów, należą głośne skandale szeroko opisywane w mediach: zniszczeniu uległa zabytkowa przędzalnia zakładów "Orzeł" w Mysłakowicach, rozebrana doszczętnie przez właściciela, który niewiele sobie robił z interwencji konserwatora zabytków oraz podobna sprawa związana z rozbiórką zabytkowego fortu we Wrocławiu. Są także pozytywne wieści związane z poewangelickim kościołem w Żeliszowie, który ma już zabezpieczony dach. W Wałbrzychu otwarto po długoletnim remoncie dawną kopalnię "Julia" i udostępniono ją dla turystów. Nieznany sprawca podpalił 800-letni dąb "Chrobry" koło Szprotawy.

12/15/2014

Sprzedana historia

Słońsk to niewielka miejscowość położona w województwie lubuskim, której historia przez stulecia ściśle związana była z zakonem Joannitów. Świadczyły o tym zachowane długo po 1945 roku liczne zabytki zgromadzone w miejscowym zamku oraz kościele. Wśród nich znajdowały się między innymi malowane na drewnie tarcze herbowe członków zakonu. 

Chociaż Słońsk nie leży na terenie Śląska, warto przytoczyć historię zaginionych dzieł sztuki, jako element dziejów "Ziem Odzyskanych" trafnie określanych "Ziemiami Wyzyskanymi". 



(...)Reprezentacyjne tablice herbowe, dekorujące wnętrza słońskiego zamku, wykonane na drewnianych deskach, były poświęcone kawalerom zakonu joannitów baliwatu brandenburskiego. Najstarsze spośród nich pochodzą z XVII i XVIII wieku, jednak większość, a było ich na zamku i w kościele około 1300, datuje się na połowę i koniec XIX wieku, okres ożywionej działalności Balley Sonnenburg. Zespół tablic był uzupełniany jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, nawet do 1942 roku. Tablice herbowe, średnio o wysokości 70 cm i szerokości 50 cm, zostały wykonane w technice olejnej na deskach dębowych, jodłowych bądź sosnowych i sporadycznie na płótnie. Dzieliły się na dwie grupy. Większe, bardziej okazałe i umieszczane wyżej na ścianach, upamiętniały wielkich mistrzów.
.
W 1945 roku tablice zostały pozyskane wraz ze słońskimi archiwaliami przez Archiwum Akt Dawnych w Warszawie, mieszczące się w pałacu Pod Blachą, a następnie przekazane na Zamek Królewski w Warszawie. W archiwum zakładowym Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta w Gorzowie Wielkopolskim znajduje się sensacyjny dokument z 1964 roku, w którym jest mowa o zamiarze zorganizowania konwoju ciężarówek w celu przywiezienia tablic do zbiorów tego muzeum. Liczebność zespołu szacowano na  2000 sztuk, w związku z czym planowano przyjęcie dodatkowo jednego asystenta muzealnego. Niestety, z nieznanych przyczyn, do realizacji tego zamierzenia nigdy nie doszło.

Tablice ponownie pojawiły się w latach 80. w Warszawie. W 1988 roku 1140 tablic sprzedano za granicę za 35 tys. dolarów. Inne źródło podaje, że 1000 tablic przekazano brytyjskiej firmie jako ekwiwalent wynagrodzenia za prace remontowe przy Zamku Królewskim w Warszawie. Nowy właściciel szybko uzyskał pozwolenie na ich wywóz z kraju, skąd następnie trafiły do Szwecji i tam zostały wystawione przez kolekcjonera Roya Gustafssona w Muzeum Historycznym w Sztokholmie. W przeciągu krótkiego czasu wartość zespołu wzrosła wielokrotnie, sięgając kwoty 5 mln dolarów. Według specjalistów niektóre obiekty mogły wówczas mieć wartość nawet około 100 000 marek.

Na tym jednak nie koniec. W podziemiach Zamku Królewskiego w Warszawie odnaleziono jeszcze około 140 tablic, w większości w formie destruktów. Ich właścicielem jest Skarb Państwa, reprezentowany przez Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Obecnie w gorzowskim urzędzie konserwatorskim znajdują się 123 tablice, wśród nich cztery konserwowane w ZKMiRzP UMK. W jaki sposób znalazły się one w Gorzowie − dokładnie nie wiadomo.

Znamienne, że po tablice herbowe chciano ponownie sięgnąć w końcu lat 90. XX wieku, kiedy zamierzano wykupić obraz Gabriela de Metzu Praczka, będący w posiadaniu domu aukcyjnego w Nowym Jorku. Obraz ten, przechowywany przed wojną w pałacu Łazienkowskim w Warszawie, został zrabowany przez Niemców i stanowił przez długie lata jedno z najbardziej poszukiwanych dzieł sztuki przez stronę polską. W każdym razie nadających się do sprzedaży tablic herbowych w zbiorach polskich już nie było i, rzecz jasna, nie można ich było sprzedać powtórnie.

W listopadzie 2004 roku cztery ze wspomnianych tablic, w większości w formie destruktów, zostały przekazane do Zakładu Konserwacji Malarstwa i Rzeźby Polichromowanej UMK przez Delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Konserwatorskiego w Gorzowie Wielkopolskim w celu wykonania ich pełnej konserwacji i restauracji w ramach zajęć dydaktycznych. W kraju pozostały jedynie połamane i zniszczone herby, wśród których znalazły się konserwowane obiekty. Zniszczenia pochodzą najprawdopodobniej z czasów końca II wojny, wcześniej wspomniane tablice nie były konserwowane. Prace konserwatorsko-restauratorskie przy dwóch tablicach – pierwszej poświęconej Augustowi Heinrichowi Graffowi von Wartensleben i drugiej poświęconej Georgowi Albrechtowi von Brandenburg − zostały zakończone, a obiekty przekazane właścicielowi. Przy dwóch tablicach – pierwszej z herbem Friedricha Ludwiga Wilhelma Philippa von Vincke i drugiej z herbem Wilhelma Christiana Gottloba von Pöllnitz − prace konserwatorskie są na ukończeniu.(...)


Dariusz Markowski i Sebastian Smagłowski
Tajemnicze losy joannickich tablic herbowych ze Słońska oraz ich problematyka konserwatorska


To fragment pracy poświęconej słońskim tablicom herbowym opisujący ich powojenne dzieje. Przykład bezdennej głupoty i złodziejstwa w wykonaniu osób mających (teoretycznie) zajmować się ochroną zabytków w naszym pięknym kraju. Przepadł dorobek gromadzony setki lat (wraz ze spalonym w 1975 roku zamkiem), a sprzedany za bezcen w ciągu kilku miesięcy. Można powiedzieć - tak to właśnie było "za komuny" kiedy nikt nie miał zamiaru ratować "poniemieckich" zabytków, ale to spore uproszczenie ponieważ intrygujący jest fragment o chęci zamiany tarcz na obraz "Praczki" Gabriela de Metzu, skradziony przez Niemców z warszawskich Łazienek podczas II wojny światowej. To nie było "za komuny", takie pomysły miały polskie władze w latach dziewięćdziesiątych i gdyby nie uprzedzili ich urzędowi złodzieje kilka lat wcześniej to być może doszłoby do tej kuriozalnej zamiany. Ludzie ci wciąż zajmują znaczące stanowiska, są traktowani jako autorytety i nagradzani przez kolejnych ministrów oraz prezydenta. Gdyby "Ziemie Wyzyskane" nie zostały ograbione wcześniej, to zapewne i dzisiaj ktoś by mógł zrobić świetny interes na niejednym "poniemieckim" zabytku. Niestety, zostały tylko zgliszcza.

12/11/2014

Wystarczy iskra

18 listopada 2014 roku spłonął 750-letni dąb "Chrobry" koło Szprotawy.

6 grudnia 2014 roku wybuchł pożar na poddaszu zamku w Kliczkowie.

10 grudnia 2014 roku płonął dach zamku Książ w Wałbrzychu.

Koniec roku nie jest najszczęśliwszy dla dolnośląskich zabytków. Szokujące obrazki walczących z żywiołem strażaków zdominowały wiadomości wszystkich stacji telewizyjnych i mediów internetowych uświadamiając nam jak łatwo jest stracić coś, co wydaje się być wieczne. Dach zamku Książ w zeszłym roku zyskał nowe pokrycie, podobno wciąż trwały prace na poddaszu. Wydawało się że złe czasy dla tego obiektu minęły bezpowrotnie, a wystarczyło kilka godzin aby cała praca poszła na marne. Zarówno tutaj jak i w Kliczkowie trafiło na najbardziej zadbane tego typu obiekty na Dolnym Śląsku, gdzie zagrożenie było na pierwszy rzut oka niemożliwe. Tyle przecież stoi wokół opuszczonych "ruder" o których zapomnieli właściciele i konserwatorzy zabytków, a żywioł pojawił się tam gdzie teoretycznie być go nie powinno. To paradoksalnie szczęście w nieszczęściu.

Łatwo sobie wyobrazić co by było gdyby pożar wybuchł w pałacu w Bożkowie lub w Roztoce, gdyby strawił dach ewangelickiego kościoła w Goszczu lub okazałego szpitala w Mokrzeszowie, gdyby żywioł zniszczył jakikolwiek opuszczony ale wciąż zabezpieczony zabytek, jakich jest setki na terenie całego Dolnego Śląska. Dla większości to by był koniec, tak jak to się stało z pałacem w Kopicach, Maciejowcu, Goszczu, Płoninie, Głębowicach, Żarach i wielu innych, które po pożarach popadły w kompletną ruinę.


Cieszmy się że trafiło na zabytki które bardzo szybko powinny być odbudowane w pierwotnej formie ponieważ prawdopodobnie były ubezpieczone (a przynajmniej powinny być), mają odpowiedzialnych i kompetentnych właścicieli, są już turystycznymi ikonami, których nikt nie pozostawi na pastwę losu. Przy okazji pamiętajmy że na dolnośląskiej prowincji wciąż stoi wiele bardzo cennych rezydencji dla których jedna iskra będzie oznaczała definitywny koniec. Ich szanse na ratunek są równie znikome jak odrodzenie kilkusetletniego dębu w szprotawskim lesie...

12/10/2014

Pałac w Gorzanowie odzyskuje blask

Jeszcze 2 lata temu w dachu gorzanowskiego pałacu straszyła wielka dziura, która zdawała się być początkiem końca tego niezwykłego zabytku. Częściowo zawaliły się ściany, woda zalewała stropy powodując kolejne zniszczenia, w zarośniętym parku zalegały sterty śmieci. Smutna rzeczywistość dolnośląskiej prowincji bez większych szans na poprawę.












Pałac w Gorzanowie należy do najpiękniejszych renesansowych rezydencji w Polsce, ale to jak został potraktowany po 1945 roku nie mieści się w głowie normalnego człowieka. Zachowany w niezmienionej od setek lat formie obiekt, pełen oryginalnych elementów i dekoracji zamieniono częściowo na mieszkania, a tam gdzie była niemożliwa adaptacja, pozostawiono na pastwę losu. Przez kilkadziesiąt lat dokonywano tylko bieżących napraw i wciąż szukano użytkownika który mógł uratować ten ogromny i bardzo cenny zabytek. Malowane stropy i ściany były systematycznie dewastowane i rozkradane, aż pozostały po nich jedynie marne resztki, wyrwane zostały drzwi i okna, potłuczone cenne sztukaterie. Po 1989 roku zmieniali się właściciele, obiecywali remonty ale zwykle kończyło się na słowach. Pewnego dnia runął remontowany nieudolnie dach i wtedy zdarzył się cud.









Pojawili się ludzie, którzy nic nie obiecywali tylko zabrali się do pracy: szybko naprawili dachy, odbudowali zawalone ściany i zabezpieczyli najcenniejsze elementy. Ożyły stare mury za sprawą robotników, wolontariuszy i naukowców, w parku rozpoczęły się prace porządkowe które trwają do dzisiaj. Fundacja Pałac Gorzanów ratuje jedną z najpiękniejszych i największych rezydencji szlacheckich w Polsce za cel stawiając sobie stworzenie w jej murach muzeum. Trzeba było czekać kilkadziesiąt lat żeby w końcu obiekt doczekał się odpowiedniego gospodarza, który wykorzysta go we właściwy sposób. Minęły 2 lata, a efekty pracy fundacji widać gołym okiem i chociaż do szczęśliwego zakończenia wciąż jest daleko, nie da się nie docenić tego co już jest wykonane. Trzymajcie wszyscy kciuki aby ten cud trwał jeszcze długo i wspierajcie w każdy możliwy sposób odbudowę tego wspaniałego zabytku bo mamy do czynienia z jedną z najbardziej spektakularnych tego typu inwestycji w kraju. Jeżeli się uda, to będzie wzór do naśladowania dla innych i szansa na ratunek dla kolejnych zabytków. Wystarczy tylko przyglądać się jak to się robi w Gorzanowie, gdzie najważniejsza jest pasja a nie rachunek ekonomiczny.

Więcej na ten temat w artykułach:
Rozpoczęła się agonia pałacu w Gorzanowie

Więcej zdjęć na stronie www.zabytkidolnegoslaska.com.pl:

Aktualności na stronie pałacu:

12/01/2014

Ukryty skarb w Świeciu

Turyści odwiedzający ruiny zamku w Świeciu koło Leśnej zazwyczaj nie poświęcają chociaż chwili aby zobaczyć także wiejski kościółek stojący we wsi. Na pierwszy rzut oka ta mała świątynia nie różni się specjalnie od setek podobnych w okolicy, do tego zazwyczaj jest niedostępna do zwiedzania. Była wzmiankowana w 1346 roku, a obecne mury wzniesiono około 1645 roku. Na ścianach zewnętrznych umieszczono liczne epitafia i całopostaciowe płyty nagrobne z XVI-XIX wieku, we wnętrzu zachowało się niezmienione wyposażenie barokowe z XVII i XVIII wieku, z drewnianym polichromowanym ołtarzem, rzeźbami i obrazami olejnymi zawieszonymi na emporach, które przypominają o ewangelickim rodowodzie kościoła. W 1718 roku powstała wspaniała dekoracja tychże empor oraz kasetonowego stropu w którym umieszczono wizerunki 48 postaci z Dziejów Apostolskich. Ten przepiękny wystrój malarski należy do najcenniejszych na Dolnym Śląsku i jest praktycznie nieznany wśród tysięcy ludzi odwiedzających niedaleki zamek Czocha lub wśród kuracjuszy pobliskiego Świeradowa Zdroju. Ukryty i zamknięty skarb który mógłby służyć nie tylko wiernym, ale stać się dodatkową atrakcją pozwalającą ożywić turystycznie wieś. Mógłby...

11/17/2014

Nigdzie czyli w Gliwicach

Na początku lat dziewięćdziesiątych Śląsk miał nieformalnie dwie stolice na dwóch biegunach aglomeracji. Wyraźnie się wtedy mówiło o konkurencji jaką dla Katowic będą stanowiły prężnie rozwijające się Gliwice. Powstała strefa ekonomiczna, a w niej spektakularna inwestycja w postaci fabryki samochodów Opla, postanowiono że w mieście powstanie skrzyżowanie planowanych autostrad A1 i A4, co w połączeniu z Drogową Trasą Średnicową miało sprawić, że wielkie firmy będą się wręcz zabijały aby zainwestować w tym miejscu, co częściowo znalazło potwierdzenie w rzeczywistości. Obok miało się prężnie rozwijać miasto i przyćmić zaniedbane, borykające się z ogromnymi kłopotami Katowice, przynajmniej takie ambicje mieli gliwiccy samorządowcy.




Dzisiaj do Gliwic najlepiej przyjechać własnym samochodem ponieważ każdy, kto skorzysta z komunikacji publicznej musi prędzej czy później zetknąć się brutalną rzeczywistością. O ile jazda samochodem wśród licznych hal powstałych na strefie ekonomicznej zwiastuje bogactwo i porządek, to po wyjściu z pociągu i autobusu można przeżyć szok. Brud, chaos, ruiny i wszechobecni menele to już od lat wizytówka miasta. Kto nie zna "uroków" Placu Piastów lub okolic dworca, ten koniecznie musi je zobaczyć i cofnąć się w czasie, ponieważ niewiele ich już zostało w naszym kraju zalanym unijnymi funduszami. Przynajmniej w miastach tej wielkości. Ktoś powie, okolice dworców zawsze są podobne więc idźmy dalej, w kierunku Rynku, reprezentacyjną ulicą Zwycięstwa zabudowaną wspaniałymi kamienicami z przełomu XIX i XX wieku. Takiego "miejskiego salonu" mogłyby pozazdrościć nawet duże metropolie. Okazałe, bogato zdobione kamienice tworzą niepowtarzalną kompozycję urbanistyczną, "aortę" łączącą dwa najważniejsze punkty śródmieścia, która dawniej była też głośnym i licznie odwiedzanym traktem handlowym, pełnym sklepów i lokali usługowych. Dzisiaj, podobnie jak w innych tego typu miejscach kraju królują banki, sklepy z tandetą i mięsem. Zjawisko powszechne po powstaniu w centrach dużych galerii handlowych. Niestety, w przeciwieństwie do sąsiednich miast, gliwicki "deptak" nigdy deptakiem nie został nawet na najmniejszym odcinku. Nie mają żadnych szans lokale gastronomiczne pozbawione ogródków, nie pojawiły się fontanny, rzeźby, nie ma nawet ławek aby na chwilę przysiąść. Ta piękna (dawniej) ulica została sprowadzona do rangi "przelotówki" dla samochodów i pieszych których coraz mniej się tutaj pojawia, a wraz z nimi za zalepionymi, pustymi witrynami znikają ostatnie sklepy dla których warto było tutaj przyjść.




Gdy dojdziemy do zadbanego Rynku to czeka nas chwilowy oddech ulgi. Jest całkiem przyjemnie i w miarę czysto (jeżeli nie zjawimy się tam w niedzielny ranek). To nie jest Kraków, Toruń czy Sandomierz ale staromiejskie zaułki mają swój specyficzny urok. Nie przyciągają one jednak licznych turystów, ani nie są znane w powszechnej świadomości Polaków. Dlaczego ? Może dlatego że nikt ich nigdy nie promował ? Dlatego że Gliwice reklamowane są przez miejscowe władze jako "miasto nowych technologii", co już z zasady odstrasza potencjalnych odwiedzających, bo tego typu hasła są charakterystyczne dla miejsc które nie mają nic do zaoferowania ? Miasto przeciętnemu Polakowi kojarzy się jedynie z przemysłem i autostradą, nie odróżnia on Gliwic od Rudy Śląskiej i Zabrza, a to co może być ich wyróżnikiem jest ukrywane pod płaszczykiem tajemniczych "technologii". Zabytki to tutaj temat wstydliwy i nie wart uwagi. Coś tam się remontuje, coś się reklamuje, ale to w sumie bez znaczenia.




Czy ktoś wie że w Gliwicach jest Stare Miasto zachowane w pierwotnym układzie urbanistycznym, otoczone sporymi fragmentami murów obronnych, z rynkiem na którym stoi okazały ratusz, z gotyckimi kościołami i barokowym klasztorem ? Czy ktoś wie o wspaniałych dzielnicach mieszkalnych zabudowanych kwartałami zabudowy z XIX wieku, przypominającymi podobne dzielnice Berlina lub Wiednia ? Czy ktoś słyszał o pięknych zabytkowych parkach, reprezentacyjnych alejach, dwóch zachowanych cmentarzach żydowskich wraz z jedynym w tej części Europy domem przedpogrzebowym w stylu neogotyckim ? Ile osób w Polsce wie, że w Gliwicach można zwiedzać fabrykancką willę z zachowanym częściowo zabytkowym wyposażeniem przypominającą okazały pałac ? O radiostacji zapewne słyszeli wszyscy, ale ile osób zwiedzało jej budynki ? Kto wie że zobaczy tutaj modernistyczne budowle z okresu przedwojennego z ekspresjonistycznym budynkiem zaprojektowanym przez światowej sławy architekta Ericha Mendesohna ?




Gliwice na turystycznej mapie Polski w zasadzie nie istnieją. Tysiącom ludzi mknących przez ich obrzeża z prędkością 140km/h nawet do głowy nie przyjdzie żeby na chwilę tutaj stanąć i coś zwiedzić, bo nikt ich w sumie nie zaprasza. Przemysł i technologie ? Z przemysłem i kopalniami kojarzy się raczej Zabrze, które wydało miliony na ratowanie i powstanie atrakcji związanych z górnictwem. To tam i do Tarnowskich Gór trafiają liczni turyści, ale przecież nie każdy musi i może w ten sposób zarabiać...




Miasto jest głównie dla mieszkańców i to oni mają być zadowoleni. Wynik wyborów pokazuje, że są wręcz zachwyceni, a w demokratycznym kraju trzeba respektować werdykt wydany nawet przez większość z mniejszości. On w sumie nie dziwi, bo Gliwice, w swoich fragmentach przypominające największe metropolie, są mentalnie dość zapyziałym i prowincjonalnym miasteczkiem. Tutaj mylić może wysokość i reprezentacyjność kamienic oraz gmachów publicznych. Nie udało się dotrzymać kroku Katowicom i stworzyć drugiego bieguna dla śląskiej aglomeracji. Złudzeń już chyba nie ma nikt, poza najbardziej zaślepionymi. Awantury o postój Pendolino, czy autostradowe bramki są najlepszym przykładem w jakim miejscu znalazły się Gliwice na mapie kraju. W tym czasie gdy w Katowicach powstawały reprezentacyjne gmachy "Dzielnicy Kultury", w Gliwicach likwidowano sieć tramwajową, gdy w Katowicach budowano i wciąż się buduje nowe osiedla, o Gliwicach deweloperzy w zasadzie zapomnieli, gdy w Katowicach rosną kolejne biurowce, w Gliwicach tego typu budowle prawie nie istnieją (przynajmniej nie w tej skali), a słynny "szkieletor" szpecący centrum od dziesiątek lat nie może znaleźć szczęśliwego zakończenia. Nie ma chętnych na budowę galerii handlowej w miejscu dawnej huty, a szpetne "blaszaki" bez żadnego skrępowania są stawiane w ścisłym centrum. Rozwija się strefa ekonomiczna, powstają kolejne hale w polach, a tuż obok wegetuje i stopniowo umiera duże miasto, które stało się tylko dodatkiem do tych zamkniętych klocków na pustkowiach. Wielki biznes jakoś się tu nie zadomowił.




"Władza" nie krępuje się zupełnie gdy trzeba wyburzyć jakieś kamienice, wyciąć aleję drzew pod poszerzenie drogi, usunąć na trasie nowej dwupasmówki zabytkową śluzę, w śladzie dawnej kolei wąskotorowej pozwolić na wybudowanie stacji benzynowej czy zlikwidować charakterystyczną elewację dawnej huty. "Postęp" wymaga ofiar. Dlaczego ? Bo tego chcą ludzie, lub zwyczajnie ich to nie interesuje. Zrzucanie winy na tajemniczych "onych" lub prezydenta jest dużym uproszczeniem. Bez społecznego poparcia takie działania nie miałyby sensu i szybko by się zakończyły porażką wyborczą. Jeżeli jest inaczej, trzeba po męsku przyjąć do wiadomości że większość mieszkańców nie chce jeździć tramwajem lub spacerować piękną lipową aleją, że chcą oni najtańszych dyskontów i stacji benzynowych w swoim otoczeniu, że nie przeszkadza im brud i chaos, a rynek i jego okolice będą służyły jedynie jako miejsce gdzie można się upić do nieprzytomności i oddać mocz w najbliższej bramie. Podobnie jest w każdym innym mieście, gdzie pozostała grupka niezadowolonych z werdyktu, wini za ten stan rzeczy fałszerstwa i inne tajemnicze siły. a prawda jest niestety brutalna - jeżeli my sami nie zainteresujemy się swoim otoczeniem to nikt za nas tego nie zrobi. Samorządowcy zajmują się tym, czego od nich wymagają mieszkańcy, a jeżeli ci ostatni są bierni, to kompletnie ignorują ich potrzeby kosztem własnych fanaberii. Mamy prawo wymagać czegoś więcej niż zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, tylko musimy tego chcieć. Przeświadczenie o własnej nieomylności, zadowolenie z tego co już posiadamy i brak większych ambicji to zazwyczaj początek równi pochyłej w dół, chociaż wciąż wiele osób wciąż tego nie dostrzega.