4/25/2014

Jaki kraj, takie jego "elity"

Nie milkną echa bulwersującej rozbiórki zabytkowej przędzalni zakładów "Orzeł" w Mysłakowicach.

(...)Były właściciel terenu i wyburzonego obiektu postanowił dobrowolnie poddać się karze. Wraz ze śledczymi z Jeleniej Góry, którzy zajmowali się sprawą zrównanego z ziemią zabytku, ustalił dla siebie wymiar kary. - To są wspólne ustalenia. Poczyniono takie uzgodnienia i nie jest to grzywna tylko nawiązka wynikająca z ustawy o ochronie zabytków. Kwota 7 tys. zł ma być przeznaczona na cel związany z ochroną zabytków. Czy kara jest niska? Co ja pani poradzę, że dla pani, to jest dziwne. Dla mnie nie jest - mówi tvn24.pl Adam Kurzydło, prokurator rejonowy w Jeleniej Górze.(...)

(...)- Zastanawialiśmy się długo i nie doszliśmy do przekonania, że wyburzenie tego zabytku mogłoby wyczerpywać znamiona kwalifikowanego przestępstwa. Oznacza to, że w naszej ocenie budynek nie miał szczególnego znaczenia dla dobra kultury, mimo że był to zabytek pod ochroną - wyjaśnia prokurator Kurzydło.(...)

tvn24.pl


Wydawać by się mogło, że prokuratura i sądy w Polsce to łagodne baranki, które dbają o to, żeby nie skrzywdzić zagubionego obywatela, pod warunkiem że sami nie mamy z nimi do czynienia. Rzeczywistość potrafi być brutalna, gdy wytniemy bez pozwolenia drzewo lub zburzymy bezwartościowy chlewik na podwórku, kary idą w setki tysięcy złotych. Skąd nagle taka wyrozumiałość ? Skąd wspólne ustalenia z oskarżonym ?

Z tekstu wynika, że w jeleniogórskiej prokuraturze pracują prawdziwi ludzie renesansu, znający się na sztuce, architekturze, kulturze. Prokurator rejonowy wyraźnie przyznaje się, że w ocenie jego instytucji zabytek nie przedstawiał żadnej wartości. Skąd ta wiedza ? Bez biegłych ? Na przekór konserwatorom zabytków ? Na jakiej podstawie wydaje takie oświadczenia, czyżby miał odpowiednie wykształcenie i doświadczenie ? Co jest wartościowe zdaniem pana prokuratora  - najnowszy model Mercedesa lub domek jednorodzinny na przedmieściu ?

Dotykamy chyba głębszego problemu jakim jest kultura osobista i wykształcenie współczesnych "elit", a przecież do nich należą (teoretycznie) prawnicy, adwokaci, sędziowie, prokuratorzy, policjanci, samorządowcy i inni, którzy ukończyli studia na dowolnym kierunku i posiadają znaczącą pozycję zawodową. W dzisiejszym społeczeństwie, które w spadku po poprzednim ustroju odziedziczyło swoją strukturę "równości", wszyscy mają równie podłe "horyzonty", bez względu na swoją społeczną pozycję. W efekcie zapijaczony menel wyraża identyczne osądy jak adwokat lub lekarz. Co gorsza, te "poglądy" wylewają na każdym kroku nie widząc swojej śmieszności. Dla większości nic się nie stało - ktoś wyburzył niepotrzebną ruderę, podobnych jest pełno. Tego wymaga postęp i rozwój cywilizacyjny, a że ktoś protestuje ? Konserwator zabytków i jacyś miłośnicy zabytków ? To bez znaczenia.

Dla prokuratury rejonowej w Jeleniej Górze kara wysokości 7000 złotych nie jest niczym dziwnym, w ich ocenie przędzalnia nie była niczym wartościowym. Nikt się nie przejmuje że "puścił bąka" w towarzystwie, a towarzystwo udaje że nic nie czuje chociaż smród jest niemiłosierny. Takie zachowanie jest nietaktem na spotkaniu w ambasadzie, pod budką z piwem wzbudza aplauz i śmiech. Jeżeli nie będzie żadnej reakcji okaże się wciąż tkwimy mentalnie w tym drugim miejscu.

4/22/2014

Frustracja potrzebna od zaraz

Dolny Śląsk to region dla wymagających, dla kogoś, kto chce zobaczyć coś, czego nie mają inni. Miejsce dla ludzi wrażliwych, lubiących historię, wyczulonych na prawdziwe piękno, zdeterminowanych w poszukiwaniach kolejnych ukrytych skarbów. Na początku jest zauroczenie, po nim przychodzi ciekawość i chęć poznania kolejnych zapomnianych zakątków, rozpoczyna się niekończący maraton po kościołach, zamkach, pałacach, dworach położonych poza utartymi szlakami. Z czasem rodzi się frustracja i gniew, a poglądy na zastaną rzeczywistość coraz bardziej się radykalizują. W głowie się nie mieści jak zaniedbany jest region i ile zniszczeń przyniosły ostatnie dziesięciolecia. Nie zauważają tego mieszkańcy i stali bywalcy, nie przeszkadza to urzędnikom i politykom, oswoili się z tym widokiem - dewiza "nic się nie da zrobić" trafiła na podatny grunt.


Nawet najbardziej odporni miłośnicy muszą przejść przemianę widząc walący się dwór w Dziewinie, zaśmiecone ruiny zamku w Gościszowie, zdemolowaną salę balową pałacu w Brzezince i setki innych, podobnych obrazków. Im nie da się wmówić, że jest wspaniale, że jest sukces bo wyremontowano co dwudziesty zabytek, a reszty uratować się nie da. Jeżeli ktoś w to wierzy, chociaż nie da się ukryć że jest niewielki postęp, bardzo mało jeszcze widział i powinien te braki jak najszybciej nadrobić. Im więcej będzie "frustratów" tym większa szansa na obalenie niebezpiecznej propagandy sukcesu i zmuszenie odpowiedzialnych za ten stan do działania. Czarowanie rzeczywistości i przesadny optymizm nie służą niszczejącym zabytkom...












4/19/2014

Malowniczy Cieszyn

Malownicze zaułki, pnące się stromo ulice, zabytkowe kościoły, kamienice zachowane w niezmienionym stanie od setek lat tworzą nie tylko jeden z najpiękniejszych widoków na Śląsku, ale wciąż mają specyficzny klimat austro-węgierskiej prowincji. Cieszyn to miasto, gdzie czas stanął w miejscu, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nikt nie oszpecił starówki blokami, nie zniszczył przepięknych drewnianych witryn sklepowych z XIX wieku, pomników i pamiątkowych tablic. Z jednej strony góruje nad dachami potężny kościół Łaski, z drugiej zamkowa wieża z romańską rotundą - ikoną znaną każdemu Polakowi. Między nimi miejski organizm ze wszystkimi warstwami i naleciałościami, które przyniosły kolejne stulecia, oryginalnością dorównujący miastom takim jak Toruń, Lwów czy Kraków. Niewiele jest takich miejsc w Polsce zniszczonej podczas ostatniej wojny i po jej zakończeniu. W przeciwieństwie do innych, podejmowane są tutaj liczne przedsięwzięcia kulturalne, działają muzea, teatr i galerie, tworzone są miejskie szlaki, odnawiane są kolejne zabytki. Działają liczne restauracje, bary i niewielkie knajpki, więc miasto tętni życiem o każdej porze dnia. Nie brakuje turystów, chociaż nie jest ich tylu, ilu być powinno w najlepiej zachowanym zabytkowym mieście na Śląsku.










więcej zdjęć: www.zabytkigornegoslaska.com.pl

4/17/2014

Pasmo sukcesów

Pan prezydent Bronisław Komorowski dnia 16 kwietnia bieżącego roku udał się z gospodarską wizytą na Dolny Śląsk podczas której odwiedził klasztor w Lubiążu, Zgorzelec, Leśną oraz zamek Czocha. Przy okazji można było usłyszeć co głowa państwa ma do powiedzenia na temat miejscowych zabytków i tradycyjnie okazało się że wizja świata kreowanego przez władzę, bez względu na opcję polityczną i dziedzinę życia, niespecjalnie pokrywa się z rzeczywistością. Niezrozumiałe jest jakim cudem prezydent nie zauważył, że lubiąski klasztor jest poza kilkoma pomieszczeniami zdemolowaną i opuszczoną ruderą, niewiarygodne że nie zauważył różnicy między niemiecką i polską częścią Zgorzelca, a przynajmniej tak można wywnioskować z okolicznościowych przemówień jakie wygłosił na miejscu.


Pozostała garść cytatów, które powinny być uwiecznione w ruinach dworu w Dziewinie, pałacu w Głębowicach, kościoła ewangelickiego w Twardocicach lub w jednym z setek pozostawionych na pastwę losu zdewastowanych dolnośląskich zabytków. Te zgliszcza często są ofiarami sukcesu ostatniego 25-lecia, i "przypominają naszą obecność w Europie"...


Oczywiście nie oznacza to, że nie ma też pozytywnych przykładów, ale normą jest że w naszym kraju ci co są u władzy mają wyłącznie sukcesy, a ich adwersarze widzą wyłącznie ich porażki. Rzeczywistość od dawna nie ma znaczenia.
----------------------------------------------------------------

Lubiąż 16 kwietnia 2014 r.

(..)Bronisław Komorowski podkreślił, że dzięki wysiłkom lokalnej społeczności i grupie zapaleńców udało się uratować od zrujnowania zabytek rangi europejskiej. - Przez 25 lat udało się podjąć dzieła ratowania opactwa, ale i je w znacznej mierze zwieńczyć sukcesem. Ten zabytek jest uratowany, choć będzie wymagał jeszcze wiele wysiłku, aby go trwale zagospodarować - zaznaczył prezydent.

Jak dodał, Polacy nie zawsze byli w stanie sprostać wielkim wyzwaniom jakim jest ratowanie dziedzictwa poprzednich społeczności żyjących na ziemiach polskich. - Wszyscy mamy świadomość, jak wiele został stracone bezpowrotnie. Ale mamy też świadomość, że ostatnie 25 lat to pasmo małych sukcesów, które składają się na wielki sukces ratowania zabytków przypominających naszą obecność w Europie - podkreślił.

Prezydent zauważył, że znajdujący się w Lubiążu zespół klasztorny wpisuje się w historię powstania Europy. - Nie bez powodu są dziś modne szlaki cysterskie, biegnące przez całą Europę. W średniowieczu Europa kończyła się tam gdzie sięgały zakony m.in. Cystersi. To było wskazówką dokąd sięgała kultura europejska. Były w niej obecne i wątki polskie i niemieckie oraz różnych nacji, które zamieszkiwały teren ówczesnej Europy - mówił Bronisław Komorowski.(...)


Leśna 16 kwietnia 2014 r.

(...)Ostatnie 25 lat to wyjątkowy jak na polską historię czas, to złoty okres, czas niebywałego rozwoju - mówił w środę na spotkaniu z przedstawicielami powiatów lwóweckiego i lubańskiego w Zamku Czocha prezydent Bronisław Komorowski.

Prezydent podkreślił, że na Dolnym Śląsku 25 lat wolnej Polski to czas próby dogonienia tego, co "tu było dawniej". - To próba konsekwentnie realizowana, z ogromną szansą na sukces. Pracując tu kolejne 25 lat zbudujemy polską rzeczywistość, polskie dokonania, które będą zarówno kontynuacją dorobku poprzednich pokoleń, nie polskich pokoleń, ale również będą źródłem naszej polskiej dumy - mówił Bronisław Komorowski.

Nawiązując do miejsca spotkania - Zamku Czocha - prezydent podkreślił, że w tym zabytku widać pracę i wytrwałość wielu pokoleń. - Ten zamek pokazuje, jak ważna jest umiejętność wykorzystywania szans, korzystanie z nawarstwionej ludzkiej pracy, a nie ciągłe zaczynanie od zera - mówił.

Prezydent namawiał przedstawicieli lokalnych samorządów do mądrego korzystania z tego, co na ziemiach zachodnich Polacy uzyskali w wyniku losów historii. - Wyjątkowo ważne jest każde dzieło, które pokazuje, że staramy się dobrze zagospodarować to co inni tu zbudowali i pomnożyć dla własnej zamożności - powiedział.(...)


źródło: prezydent.pl

4/16/2014

Prudnicka "Dolina Pałaców"

Prudnik to niewielkie, bardzo ładne miasto na pograniczu Dolnego i Górnego Śląska. Z oddali prezentuje się wspaniale: piętrzące się dachy domów, strzeliste wieże na tle gór, niczym nie oszpecony krajobraz, dający wrażenie że czas zatrzymał się tutaj w miejscu. Chociaż po 1945 roku wyburzono sporo zabudowań na terenie starego miasta wciąż jest co podziwiać i zwiedzać: zachowane fragmenty murów obronnych z wieżami, zabytkowe kościoły, pozostałości dawnego zamku, bogate kamienice mieszczańskie, przepiękny park, okazałe pomniki. Niewiele jest takich miejsc gdzie przetrwała niemal cała przedwojenna infrastruktura, w dalszym ciągu wykorzystywana zgodnie z przeznaczeniem.







Są jeszcze zabytki postindustrialne w postaci dawnych zakładów włókienniczych i okazałe pofabrykanckie rezydencje, jakich próżno szukać w tej części Śląska. W Prudniku jest kilka takich obiektów, wszystkie wybudowane przez rodzinę Fränkel  - właścicieli fabryki włókienniczej założonej w 1840 roku. Wspaniałe wille to raczej bogate pałace, które zachowały wiele ze swojej dawnej świetności. Willa przy ulicy Kościuszki, wykorzystywana dzisiaj na cele kulturalno-oświatowe, otrzymała nawet zaszczytne miano "Zabytek Zadbany" przyznawany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Położony bliżej parku kolejny budynek pełni obecnie funkcje mieszkalne i służy jako restauracja. Chociaż nie jest on w tak dobrym stanie jak sąsiedni, wciąż posiada swój historyczny detal i kształt. Podobny zespół składający się z dwóch obiektów znajduje się bliżej zakładów włókienniczych. Potężny klasycystyczny pałac opuszczony niszczeje, sąsiednia willa z przeszkloną werandą służy jako szkoła. Ta specyficzna, miejska "Dolina Pałaców" wciąż jest nieznana wśród przeciętnych turystów odwiedzających Prudnik i okolice, a przecież kilka kilometrów dalej jest jeszcze renesansowy pałac w Łące Prudnickiej, potężny zamek w Białej, czy ruiny pałacu w Trzebinie...








więcej na www.zabytkigornegoslaska.com.pl

4/15/2014

Wizytówka gminy

Pałac w Polskiej Cerekwi powstał w XIV wieku jako murowany zamek obronny otoczony fosą. Był rozbudowywany w XVII i XIX wieku. Spłonął w 1945 roku  - nie wiadomo czy dzieła zniszczenia dokonali czerwonoarmiści, czy ostatni właściciel, który nie chciał aby rezydencja wpadła w ich ręce. Kolejne lata to okres zastoju i stopniowej dewastacji, aż do momentu gdy postanowiono wykorzystać wypalone mury dla działalności kulturalnej. W 2003 roku honorowy obywatel gminy, wielki aktor Adam Hanuszkiewicz świętował na zamkowej scenie 60-lecie pracy aktorskiej, po nim pojawiły się kolejne wybitne osobistości zauroczone tłem swoich przedstawień. Miejscowi urzędnicy zaczęli marzyć o odbudowie pałacu, a swoje marzenia zamienili w czyn. W 2013 roku ruszyły prace remontowe przy inwestycji szacowanej na ponad 20 milionów złotych. W pierwszym etapie obiekt ma mieć między innymi odtworzone stropy, dach wraz z renesansowymi szczytami, stolarkę okienną. Koszt robót wyniesie 7 milionów złotych, z czego 5 milionów to dofinansowanie unijne. Jeszcze przed rozpoczęciem prac pałac był nocą iluminowany, park wokół lśnił czystością. Czasami zdarzy się cud ale ten jest wyjątkowy - to cud który stał się dzięki urzędnikom administracji samorządowej, co w powszechnym maraźmie, dyletanctwie i zwyczajnym lenistwie jest zaskakujące. Czy Polska Cerekiew to bogata gmina, która nie ma co robić z pieniędzmi ? Czy ma na swoim terenie kopalnię diamentów, szyby naftowe lub dziesiątki fabryk ? Budżet gminy wynosi około 25 milionów złotych, co warto porównać z innymi samorządami, gdzie na zabytki nie ma nawet złotówki... Po co w takim razie jest ta odbudowa, jeżeli inni nie widzą sensu w takich działaniach ?

- To będzie nasza wizytówka - mówi Ireneusz Smal z Urzędu Gminy w Polskiej Cerekwi

Tak po prostu...






4/08/2014

Turystyka obronna

Z wielką radością informujemy, że oficjalne „Otwarcie Sezonu Turystycznego 2014” przez DiOSP PTTK rozpocznie się w Paczkowie. Jest to wielkie wyróżnienie dla naszego miasta, a przede wszystkim okazja do zapoznania przewodników z jego atrakcjami oraz zachęcenie ich do regularnego powracania do naszej Gminy z grupami turystów.

Tymi słowami "Polskie Carcassone" chwali się imprezą zorganizowaną w ostatnią niedzielę (06.04.2014) dla przewodników PTTK. Z relacji uczestników można się dowiedzieć, że był to zlot udany, a władze miasteczka stanęły na wysokości zadania i zachęciły gości do poznawania jego atrakcji. Problem w tym, że święto nie trwa wiecznie, a przeciętny turysta indywidualny może się brutalnie zderzyć ze smutną rzeczywistością na miejscu.



Paczków to miasteczko jak z bajki. Otoczona murami starówka, ze swoimi wspaniałymi zabytkami, urokliwymi zaułkami i senną atmosferą powinna być oblegana przez turystów jak Kazimierz nad Wisłą lub Sandomierz, którym w niczym nie ustępuje. Dlaczego jest inaczej ?





Przekona się o tym każdy, kto zechce Paczków bliżej poznać. Słoneczne marcowe popołudnie sprzyja spacerom i wycieczkom, a jednak w na miejscu spotkamy jedynie najbardziej "rozrywkowych" mieszkańców - tutaj dzień już się skończył chociaż nie ma jeszcze szesnastej. Z otwartych okien słychać dźwięki hip-hopu lub techno puszczonego na cały regulator, na progach kamienic i w podwórkach sporo jest znudzonej młodzieży sączącej piwo i tanie nalewki. Smutna rzeczywistość wielu takich miejsc w Polsce. Na starym cmentarzu jacyś młodociani debile rzucają butelkami w ścianę zrujnowanego kościoła co jest prawdopodobnie jedyną rozrywką o tej porze jaka może ich spotkać w tym miejscu. Na turystów nikt nie czeka, chociaż widać inwestycje w postaci renowacji murów obronnych i wież bram miejskich - niestety - nieczynne z powodu braku odbioru technicznego. Informacja turystyczna w uroczym Domu Kata oczywiście w sobotnie popołudnie nie funkcjonuje, podobnie jak wszystkie lokale gastronomiczne (są dwa), nie wspominając o muzeum.  Zamknięty jest także wspaniały kościół parafialny (nie można zajrzeć choćby przez kratę). Nie kupimy żadnej pamiątki, nawet w postaci zwykłej pocztówki bo nie ma gdzie.




To nie jest tylko problem pięknego Paczkowa, że turystyka zdaniem władz i mieszkańców jest czymś, co załatwi się za pomocą propagandy w mediach, kilku folderów i stoiska na targach. Pieniądze leżą na zabytkowym bruku, ale należy się po nie schylić. Niestety, w Paczkowie chętnych nie ma. Mury obronne i ładne kamieniczki to atrakcja na godzinę lub dwie, a później pozostaje ucieczka gdzieś, gdzie można coś zjeść i się napić, o noclegu nie wspominając. Podobnie zrobią w przyszłości przewodnicy zaproszeni na zlot - zapakują swoich podopiecznych do autobusów i szybko odjadą nie zostawiając nawet grosza. Nie będzie nawet gdzie go zostawić.

więcej zdjęć na www.zabytkidolnegoslaska.com.pl