9/28/2014

Żyła złota

- Dzisiaj w naszej kopalni prawdziwego złota już się nie wydobywa co nie oznacza że go tutaj nie ma. Żyłą złota są turyści zostawiający je w kasie każdego dnia.

Takimi szczerymi słowami dzieli się z turystami przewodnik dawnej kopalni złota w Złotym Stoku. Nic w tym oburzającego, wręcz przeciwnie, wypada się jedynie cieszyć, że jedna z największych atrakcji Dolnego Śląska zarabia i przyciąga kolejnych chętnych do zwiedzania. Problem w tym że wzorem dawnych właścicieli Fuggerów, złoto "wydobywa się" od licznych przybyszów za wszelką cenę.




Przy wjeździe na teren dawnej kopalni umieszczono ukryty za wysokim parkanem Średniowieczny Park Techniki, a dla obu atrakcji przewidziano wspólny bilet w promocyjnej cenie. Doskonały pomysł i wykonanie kontrastuje z drogą do kasy usianą licznymi reklamami każdego rozmiaru i rodzaju. Wprawdzie reklamują się tam głównie inne śląskie obiekty turystyczne jednak estetyka miejsca pozostawia wiele do życzenia. Im dalej tym gorzej bo wchodzimy na "jarmark" w stylu nadmorskich deptaków. Są budy z pamiątkami, trampolina, domek na drzewie itd. Jeżeli chcemy "dotknąć tajemnicy" to musimy zmienić adres.




Kopalnia cieszy się sporym powodzeniem więc tysiące turystów jest wciąganych w jej czeluść jak na niewidzialnym taśmociągu. Na początek "górnik" mówiący dziwnym slangiem (imitacja języka śląskiego w wersji light ?), później poszczególne atrakcje dawnych magazynów amunicji zaadaptowanych na cele turystyczne. Trudno pojąć do kogo skierowana jest oferta ponieważ sympatyczny przewodnik raz opowiada rzeczowo historię i technologiczne niuanse przeróbki złota, po czym kompletne bzdury o gnomach, wampirach, tunelach śmierci pełnych szczurów ludojadów. Ekspozycja jest równie dziwna, raz obrazki ukazujące pracę dawnych górników, mapy i inne pamiątki historyczne, po nich gumowe szkielety i nietoperze oraz wszechobecne złote figurki z gipsu (plastiku?) o estetyce grubo poniżej ogrodowych krasnali. Tempo zwiedzania jest szybkie, kolejni chętni szturmują kasę, więc chaos miota grupą aż do wylotu sztolni. Później spacerek do podziemnego wodospadu (podziwianie trwa jakieś 10 sekund na osobę) podczas którego usłyszymy o podziemnym dworcu we Wrocławiu, którego tunele dochodzą aż do Książa. Temat idzie płynnie, od niemieckich strażników skarbów po ich spisek z Tuskiem i Putinem. Na koniec podróż podziemną kolejką, która jest chyba największą atrakcją wycieczki i upragniony koniec.




Ta subiektywna ocena może być krzywdząca dla zarządzających tym zabytkiem, ale podobne opinie można usłyszeć na miejscu. W XXI wieku przemieszczamy się bez żadnych problemów po świecie i każdy z nas może porównywać ofertę podobnych podziemnych obiektów, często położonych bardzo blisko siebie. Podczas gdy w Bochni zainwestowano w multimedialne fajerwerki, w zabrzańskim Guido w oryginalną zachowaną substancję, złotostocka kopalnia stała się tandetnym skansenem skierowanym dla najmłodszych i najmniej rozgarniętych. W przypadku tak pięknie położonego obiektu, w tak historycznym regionie jest to coś niezrozumiałego. Wystarczy przecież zobaczyć jak to robią inni, gdzie "wydobycie złota" z turystów jest nie mniejsze, ale w innym stylu. Oni i tak przyjadą więc nie trzeba "uatrakcyjniać" tego pobytu kiczem w najgorszym wydaniu.

P.S. Dla osób uwielbiających czar zabytkowych miasteczek kilkaset metrów obok stworzono Miejską Trasę Turystyczną która zrekompensuje rozczarowanie osobom szukającym klimatów Dolnego Śląska. Więcej we wpisie Złote miasteczko

więcej zdjęć na www.zabytkidolnegoslaska.com.pl

9/21/2014

Krajobraz po bitwie

Na ekrany kin wszedł długo wyczekiwany film Jana Komasy - "Miasto 44". Zrealizowana z ogromnym, jak na polskie warunki, rozmachem historia młodych ludzi z Powstaniem Warszawskim w tle, a raczej na pierwszym planie. Przez ekran przelewają się hektolitry krwi, miasto zmienia się w morze gruzów, aż do ostatecznego unicestwienia. Jednych ten film zachwyci, inni będą pod ogromnym wrażeniem, kolejni mogą się rozczarować, wręcz nudzić monotonią i powtarzalnością poszczególnych scen. Gdy bohaterowie docierają na Czerniaków w tle majaczy wieża kościoła w Świebodzicach...

Do tego miasta oraz do Walimia przyjechali filmowcy aby "wykorzystać" księżycowy krajobraz jaki pozostał po miejscowych zakładach przemysłowych. Sam reżyser w lipcowym wydaniu "Polityki" opisał to w ten sposób:

"Ze względu na skalę zniszczeń największym wyzwaniem okazał się zrujnowany, księżycowy pejzaż Czerniakowa, który sfilmowaliśmy na Śląsku w Świebodzicach. Właściciele pozwolili nam wyburzyć trzy i pół hektara starych fabryk. Dzięki koparkom i kruszarkom mieliśmy do dyspozycji tony gruzu."

Sporo osób oburzyły te słowa i postępowanie twórców filmu. Przyznać jednak trzeba że wspomniane zakłady były ruinami jeszcze przed przyjazdem ekipy, nie były wpisane do rejestru zabytków, stopniowo rozkradane przez złomiarzy stanowiły zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Niesmak jednak pozostał, jeżeli uświadomimy sobie w jaki sposób traktowane jest industrialne dziedzictwo Dolnego Śląska i dlaczego taki "naturalistyczny" plan filmowy, gdzie stuletnią "dekorację" wysadza się w powietrze, nie był możliwy na terenie Warszawy lub Łodzi... 

"Miasto 44"

Mamy okazję przekonać się na własne oczy czy warto było poświęcić te resztki budynków i jaki efekt został osiągnięty po ostatecznym montażu. W filmie nie brakuje wstawek komputerowych, których jakość i ilość w polskim kinie nie była dotychczas spotykana. Bohaterowie przemierzają przedwojenną stolicę stworzoną w wirtualnej rzeczywistości z ogromną pieczołowitością. Przez Marszałkowską jedzie tramwaj, w pełnym reprezentacyjnych kamienic śródmieściu majaczy w tle Prudential, wali się wysadzony w powietrze most Poniatowskiego (?), na jednej z ulic Starego Miasta wybucha czołg-pułapka. Wszystko odwzorowane w najdrobniejszych detalach. 



Nagle trafiamy na Czerniaków (do Świebodzic) gdzie akcja toczy się wciąż na jednym podwórku, a raczej takie można odnieść wrażenie. Bohaterowie biegają tam i z powrotem wśród fabrycznych hal jakby producentom skończyły się fundusze na efekty komputerowe lub postanowili pobawić się w wysadzanie prawdziwych budynków. Jak na trzy i pół hektara poświęconych na ten cel historycznych obiektów wyszło to bardzo monotonnie i wypada żałować że nie wykorzystano do tego celu komputera z pożytkiem dla filmu i dolnośląskich pozostałości wielkiego przemysłu. Gdy dzisiaj widzowie w całej Polsce podziwiają (lub nie) końcowy efekt, w Świebodzickich i Walimskich ruinach razi pustka po bitwie... Happy endu jak w filmie nie można się spodziewać.

9/19/2014

Miechowice Oławskie i Bełcz Wielki - konserwator zabezpieczy zabytki ?

Stowrzyszenie "Monitoring Zabytków" z Opole skierowało na ręce Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków we Wrocławiu modyfikacje wcześniejszych pism dotyczących dwory w Miechowicach Oławskich oraz pałacu w Bełczu Wielkim.

Modyfikacja pisma z dnia 11.09.2014 r.

Reprezentując Stowarzyszenie „Monitoring zabytków”, niniejszym modyfikuję treść pisma dot. zabytkowego dworu w Miechowicach Oławskich, nadając mu następujące brzmienie:

W związku z wydaniem przez DWKZ decyzji z dnia 04.09.2013 r. nr 1361/2013, znak: WZN.5180.12.2013.MK, nakazującej przeprowadzenie prac i robót przy zabytku – dworze w Miechowicach Oławskich, gm. Wiązów, wpisanym do rejestru zabytków pod numerem A/2434/456/W, Stowarzyszenie informuje, iż jeśli właściciel zabytku nie wykona prac i robót, o których mowa w ww. decyzji, w terminie, o którym mowa w ww. decyzji, Stowarzyszenie złoży żądanie wszczęcia egzekucji administracyjnej, polegającej na wykonaniu zastępczym robót i prac określonych w decyzji z dnia 04.09.2013 r. (art. 49 ust. 3 u.o.z. w związku z art. 127 – 135 u.p.e.a.).

W związku z powyższym wnoszę o zabezpieczenie środków finansowych w budżecie przewidzianym na rok 2013/2014 na wykonanie robót i prac, o których mowa wyżej.

Wnoszę również, aby DWKZ miał przygotowane niezbędne dokumenty, potrzebne do wszczęcia ww. egzekucji, gdyż Stowarzyszenie będzie żądało jej wszczęcia tuż po upływie terminu określonego w decyzji z dnia 04.09.2013 r. W szczególności chodzi o przygotowanie projektu tytułu wykonawczego, o którym mowa w art. 26 § 1 u.p.e.a., a także projektu wniosku, o którym również mowa w tym artykule - jeśli to nie DWKZ będzie organem egzekucyjnym - tak, by dokumenty te były gotowe do podpisania i wysłania tuż po upływie terminu określonego w decyzji z dnia 04.09.2013 r., jeśli okaże się, że w terminie tym nie zostały wykonane nakazane roboty i prace.

Zaznaczam, że pismo niniejsze nie ma na celu zainicjowania jakiegokolwiek postępowania; stanowi jedynie informację, jakie kroki w najbliższej przyszłości Stowarzyszenie podejmie, które to kroki będą miały na celu ratowanie zabytkowego dworu.

Wniosek o udostępnienie informacji publicznej – modyfikacja wniosku z dnia 09.09.2014 r.

Niniejszym modyfikuję wniosek o udostępnienie informacji publicznej z dnia 09.09.2014 r. dotyczący dworu w Miechowicach Oławskich i zespołu pałacowo-folwarcznego w Bełczu Wielkim, nadając temu wnioskowi następujące brzmienie:

Na podstawie art. 1 ust. 1, art. 6 ust. 1 pkt 2 lit. c/ i lit. d/ i in. u.d.i.p. wnoszę o udostępnienie następujących informacji:

1/ czy zostało zakończone postępowanie o wpis do rejestru zabytków ruchomych renesansowych, drewnianych, polichromowanych stropów znajdujących się w dworze w Miechowicach Oławskich?

Jeśli tak– wnoszę o udostępnienie decyzji w ww. sprawie.

Jeśli nie – wnoszę o udzielenie informacji, na jakim jest etapie.

2/ wszelkich dokumentów zawierających informacje publiczne, znajdujacych się w aktach ww. sprawy, w szczególności protokołu/notatki z oględzin stropów, ich zdjęć (zdjęcia należy udostępnić na płycie CD/DVD), opinii, ekspertyz itd.

3/ wszelkich dokumentów zawierających informacje publiczne, sporządzonych przez DWKZ, podległych mu pracowników oraz inne podmioty (a którymi to dokumentami dysponuje DWKZ), wytworzonych w związku z wydaniem decyzji z dnia 04.09.2013 r. nr 1361/2013, znak: WZN.5180.12.2013.MK, nakazującej przeprowadzenie prac i robót przy zabytku – dworze w Miechowicach Oławskich, gm. Wiązów, wpisanym do rejestru zabytków pod numerem A/2434/456/W; w szczególności: projektu budowlanego dot. robót, które miały być wykonane zgodnie z decyzją z dnia 04.09.2013 r.; decyzji o pozwoleniu na budowę, zatwierdzającej ww. projekt budowlany; protokołów/notatek sporządzanych w związku z monitorowaniem przez DWKZ lub podległych mu pracowników, czy są wykonywane roboty i prace określone w decyzji z dnia 04.09.2013 r., zdjęć robót i prac prowadzonych przy dworze, etc.

4/ udzielenie informacji, czy w razie wszczęcia na podstawie art. 49 ust. 3 u.o.z. w związku z art. 127 – 135 u.p.e.a. egzekucji administracyjnej, mającej na celu wyegzekwowanie obowiązku o charakterze niepieniężnym, polegającej na wykonaniu zastępczym, organem egzekucyjnym jest wojewódzki konserwator zabytków?

Jeśli nie – wnoszę o udzielenie odpowiedzi na pytanie, do jakiego organu administracji publicznej (organu egzekucyjnego) wojewódzki konserwator zabytków musi złożyć wniosek o wszczęcie egzekucji administracyjnej zgodnie z art. 26 § 1 u.p.e.a. w celu wyegzekwowania ww. obowiązku?

5/ wszelkich dokumentów zawierających informacje publiczne, będących w posiadaniu DWKZ, a związanych z przeprowadzoną kontrolą w zespole pałacowo-folwarcznym w miejscowości Bełcz-Wielki, o której to kontroli jest mowa w postanowieniu nr 418/2014 z dnia 07.04.2014 r., znak: WZN.5142.15.2014.AKZ RKP-8213-2014;

6/ udzielenia informacji, czy kontrola ta była prowadzona pod jakimś numerem, jeśli tak – podania tego numeru, a także imienia, nazwiska, stanowiska służbowego, służbowego numeru telefonu i adresu e-mail osoby zajmującej się tą sprawą (względnie osób, jeśli było ich więcej);

7/ udzielenia informacji, czy kontrola ta już się zakończyła.

Jeśli tak – wnoszę o przesłanie:

a/ ustaleń wynikających z kontroli oraz

b/ zaleceń konserwatorskich, o których mowa w art. 40 ust. 1 u.o.z., lub decyzji, o której mowa w art. 40 ust. 2 u.o.z.

Jeśli nie – podanie, na jakim kontrola ta jest etapie oraz dokumentów, z których będzie wynikało, dlaczego do dnia dzisiejszego nie została ona zakończona.

9/17/2014

Muzeum (wciąż) bez eksponatów

Muzeum Śląskie w Katowicach to instytucja o ogromnym znaczeniu dla kultury regionu i całego kraju. Gdy powstało w 1929 roku pierwszą siedzibą i miejscem eksponowania zbiorów był gmach Sejmu Śląskiego. W 1936 roku na przeciwko ruszyły prace nad okazałą budowlą autorstwa Karola Schayera, która miała być ona najnowocześniejszym tego typu obiektem w kraju. Niestety, awangardowa modernistyczna bryła nie spodobała się hitlerowskim okupantom, więc prawie ukończony budynek kazali rozebrać do fundamentów. Po 1945 roku nie reaktywowano placówki a miano Muzeum Śląskiego nadano nowo powstałej instytucji we Wrocławiu, zadowalając się na górnym Śląsku tylko obecnością Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu. W 1984 roku nastąpiła restytucja muzeum w murach dawnego "Grand Hotelu" niedaleko katowickiego rynku. Miały one być lokalizacją tymczasową, ponieważ wkrótce ruszyły prace nad budową nowej siedziby. Leciały lata a wszystko kończyło się jedynie na etapie kolejnych pomysłów i niezrealizowanych projektów. Po wielu perypetiach budowa ruszyła dopiero w 2011 roku na terenie zlikwidowanej kopalni "Katowice". Wśród ocalałych budynków poprzemysłowych według projektu austriackiej pracowni Riegler Riewe Architekten powstały szklane kostki usadowione na stromej skarpie z widokiem na położone poniżej miasto. Pełnią one funkcję biurowe, techniczne oraz doświetlające główne sale zrealizowane pod ziemią. Projekt i realizacja wzbudzają podziw i zachwyt. Niestety, mimo wydanych milionów muzeum wciąż nie przeprowadziło się do nowej siedziby, a przyczyn tego stanu jest wiele. Jedną z nich jest fatalne w wielu miejscach wykonanie budynku zalewanego przez deszcze, chociaż oddano go do użytkowania w 2013 roku! Czyżby nad Muzeum Śląskim zawisło fatum ? Na razie pozostaje nam podziwianie pięknej architektury na powierzchni ziemi wraz z budowanymi sąsiednimi obiektami katowickiej "Dzielnicy Kultury" i oczekiwanie na otwarcie. Kolejne przewidywane jest w 2015 roku.
















więcej zdjęć: zabytkigornegoslaska.com.pl

9/14/2014

Magiczna Warmia

Warmia zazwyczaj jest utożsamiana z Mazurami, a obie nazwy niemal automatycznie są sobie nawzajem przypisywane. Chociaż na pierwszy rzut oka nie widać granicy między nimi to po dłuższej wędrówce nawet mniej spostrzegawczy turysta zacznie dostrzegać różnice między ewangelickimi Prusami i katolickim księstwem biskupów. Potężne, przypominające krzyżackie warownie, zamki biskupie, z lidzbarskim "Wawelem Północy" na czele, bogate i monumentalne świątynie w których gotyk spotyka się z barokiem dając jedyny w swoim rodzaju efekt, malownicze miasteczka w większości zapomniane przez współczesny świat, który bardzo brutalnie je potraktował po wojennych zniszczeniach. W 1945 roku przyszła ze wschodu apokalipsa w postaci rozpędzonej Armii Czerwonej i tutaj dokonała zemsty za doznane krzywdy, prawie zmiatając z powierzchni ziemi wszystko co napotkała na swojej drodze. Zginęła na zawsze dawna Warmia, uciekli jej rdzenni mieszkańcy, a w ich miejsce pojawili się przesiedleńcy ze wschodu i południa dawnej Polski. Historia bardzo podobna do tej ze Śląska i Pomorza, z tą różnicą że historyczne roszczenia do tej ziemi były, pomijając strukturę narodowościową jej mieszkańców, dużo bardziej uzasadnione. Przez wiele wieków kraina była ściśle związana z Rzeczpospolitą, co nie miało to większego znaczenia przy odbudowie i ratowaniu jej zabytków. Być może rządzącym po wojnie komunistom ciążył kościelny rodowód biskupiego księstwa ? Może zaszkodziło peryferyjne położenie w stosunku do reszty kraju ? Może ta ignorancja ze strony cywilizowanego świata jest już dzisiaj i stanie się kiedyś największym atutem regionu ?








Każdy z miłośników dolnośląskich klimatów poczuje się tutaj doskonale, tak podobne obrazki spotka na swojej drodze. Zaniedbane i zniszczone bezmyślnie po wojnie miasteczka niewiele się różnią w swoim nieszczęściu od tych na drugim końcu kraju. Tak samo malownicze i prowincjonalne, bez większych perspektyw na zmiany chociaż próżno szukać im podobnych gdzieś w centralnej Polsce. Gdyby się tam znalazły... Tymczasem długo po wojnie w Lidzbarku Warmińskim, mieście Krasickiego i Hozjusza, trwały rozbiórki, a w ich miejscu powstawało brzydkie blokowisko, podobnie w Dobrym Mieście i Braniewie, które w niczym nie przypominają samych siebie sprzed zniszczenia przez "wyzwolicieli" i odbudowy przez nowych gospodarzy. W dawnym Melzaku, nazwanym nie wiadomo dlaczego Pieniężnem, nie zrobiono nawet tego i każdy kto przypadkiem znajdzie się na dawnym rynku może do dzisiaj poczuć grozę wojny oraz beznadzieję współczesnej Polski "kresowej". Tylko Olsztyn, Reszel, Frombork i mimo wszystko Lidzbark Warmiński nadrabiają jako wizytówki regionu, w sezonie pełne turystów podziwiających ocalałe zabytki. Bo próżno szukać piękniejszego zamku niż ten lidzbarski, ani katedry wspanialszej niż fromborska, piękniejszego widoku niż ten z wieży Radziejowskiego, bardziej malowniczego miasteczka niż Reszel. Ulepiona z czerwonej cegły i wzbogacona barokową finezją Warmia nie jest na pierwszy rzut oka nawet odrobinę podobna do Dolnego Śląska ale obie krainy potrafią oczarować w ten sam sposób oferując wyjątkowy klimat tajemnicy, specyficzny czar okazałych budowli i historię zagłady świata który już nigdy nie wróci.









9/12/2014

W oczekiwaniu na cud

Stare miasto otoczone sporymi fragmentami murów obronnych zachowało swój średniowieczny układ urbanistyczny. Do dzisiaj ocalały na jego terenie dwa kościoły gotyckie, w tym jeden w formie trwałej ruiny. Przetrwał do naszych czasów także dawny zamek książęcy z wysoką wieżą i okazałą bramą przy wejściu na dziedziniec. W rynku znajduje się ratuszowa wieża i resztki dawnej zabudowy skupionej przy wąskich uliczkach.




Wyobraźnia podpowiada sielskie i malownicze widoki jakich wiele na Dolnym Śląsku, gdzie taki zestaw zabytków to standard i nawet jeżeli przyjmiemy powszechne zaniedbanie i powojenne wstawki w postaci bloków z wielkiej płyty zostaje sporo miejsca na pozytywne wrażenia ze zwiedzania.

W tym mieście można jednak przeżyć szok...






Nazwa przywodzi na myśl powojennego pierwszego sekretarza, chociaż nie ma z nim nic wspólnego. Choćby z tego względu, naciągając fakty, zniszczone przez Armię Czerwoną miasteczko powinno być w tamtych czasach wzorcowo zagospodarowane ku chwale towarzysza Bolesława. Wydaje się jednak, że w 1945 roku ktoś o nim zapomniał, skazał na powolną agonię i zapomnienie. Jakaś klątwa spadła na to miejsce i nie chce go opuścić.








Już przy wjeździe do Bierutowa straszą ruiny ogromnej cukrowni, im dalej wgłąb tym gorzej. Ruiny znajdziemy na każdym kroku. Sterczący w rynku żałosny kikut wieży ratuszowej wygląda co najmniej kuriozalnie, tym bardziej, że rynek musimy sobie wyobrazić. Dawnych kamieniczek nie odbudowano, więc w ich miejscu straszą puste przestrzenie - kurzące się klepiska na których stoją w bezładzie śmietniki, samochody i stragany. Przetrwały niektóre uliczki dające wyobrażenie jak wyglądało dawne miasto, przy nich kilka wyremontowanych domów oraz kilkadziesiąt zniszczonych i cuchnących ruder z zapuszczonymi do granic możliwości podwórkami. Przybudówki, nadbudówki, dobudówki w postaci prowizorycznych pawilonów nawet przy średniowiecznych murach obronnych świadczą o tym, że również konserwator zabytków zapomniał o istnieniu Bierutowa. Na zamkowym dziedzińcu mieszkania socjalne, garaże i wszechobecne śmietniki. Po kilkudziesięciu minutach nawet najbardziej odpornych ogarnie rozpacz i chęć ucieczki do sąsiedniego Namysłowa lub Oleśnicy. Już tylko cud sprawi, że coś się tutaj zmieni na lepsze...

więcej: zabytkidolnegoslaska.com.pl