6/21/2015

Jasnogórski styl

Klasztor jasnogórski to jedna z najważniejszych wizytówek turystycznych naszego kraju. Odwiedzane przez miliony pielgrzymów miejsce kultu o ogromnym znaczeniu dla kościoła katolickiego oraz historii i kultury polskiej. Gromadzone przez wieki bezcenne dzieła sztuki w zestawieniu z wiekowymi murami przyciągają zarówno wierzących, jak i zwykłych turystów z całego świata. Jest co podziwiać, poczynając od zachowanych niemal w niezmienionym kształcie budowli wraz z ich wnętrzami, poprzez kilka muzeów w których możemy zobaczyć wspaniałe eksponaty i pamiątki historyczne które przez stulecia były gromadzone w tym miejscu jako wota dziękczynne dla Czarnej Madonny. Mawia się, że tutaj bije serce narodu, co przekłada się także na ogromne znaczenie częstochowskiego klasztoru w życiu codziennym i politycznym kraju. Tutaj przybywają papieże, prezydenci, premierzy oraz inni możni tego świata. Wraz z łaskami spływającymi na ich głowy pojawiają się dowody wdzięczności, od drobnych prezentów po dotacje przeznaczone na renowację zabytku i rozbudowę istniejącej infrastruktury.


Poza środkami publicznymi i prywatnym sponsoringiem do klasztornej kasy wpływają datki składane przez miliony zwykłych pielgrzymów i turystów. Ogromne parkingi, dziesiątki sklepów i lokali gastronomicznych oraz hoteli, które oblepiły szczelnie jasnogórskie wzgórze tworzą złudzenie ogromnego kombinatu, którego działalność komercyjna zdaje się przerastać tą duchową. Wydawać by się mogło, że to dla zabytku idealna sytuacja, dająca mu nieskończone fundusze na codzienne funkcjonowanie i remonty. Kto nigdy w Częstochowie nie był, lub od dawna nie odwiedzał tego miasta i jego największej atrakcji spodziewa się widoków do jakich przyzwyczaił się w innych miejscach kraju, gdzie fundusze unijne doprowadziły najbardziej znane zabytki do stanu w jakim nigdy jeszcze nigdy nie były. Gdzie pieniądze wręcz wyrzuca się na fanaberie i "malowanie trawy", a wszystko od dawna już lśni nowością.








Na Jasnej Górze jest inaczej. Wprawdzie nie ma ruiny jak we wspominanym wcześniej Lubiążu, lecz daleko zabytkowym budowlom do ideału jakim na ich tle są tysiące budowli sakralnych w całej Polsce. Stolica polskiego katolicyzmu, oskarżanego o niezmierzone bogactwo i rozpustę w wydawaniu pieniędzy, to w dużej mierze odrapane i "udekorowane" liszajami elewacje, wybrukowane betonową kostką place, zarośnięte i zaśmiecone fosy i najtańsze rozwiązania materiałowe przy przeprowadzanych remontach. W zabytkowe fortyfikacje pompowany jest bez umiaru beton, nowa stolarka okienna jest tak niskiej jakości że w wielu przypadkach rozpada się na naszych oczach, odnawiane detale architektoniczne tracą swój charakter i kształt. Pojawiły się nowe elementy w postaci pomników, elementów małej architektury, których niska jakość artystyczna i wykonanie przyprawiają o ból głowy co wrażliwsze osoby. W obudowanym krużgankami wieczerniku postawiono wielki namiot, jakby żywcem wyjęty z biesiady piwnej, zamieniając go w kaplicę. Również udostępnione wnętrza rażą zaniedbaniem i przypadkową ekspozycją gdzie dzieła sztuki o ogromnej wartości artystycznej i materialnej sąsiadują z tandetą, która koniunkturalnie wypiera inne eksponaty np. w historycznym Arsenale  poza dwiema zbrojami nie zobaczymy innych obiektów związanych z dawną funkcją tego budynku. Jeszcze niedawno były...










Dlaczego częstochowski klasztor jest opisywany na blogu o śląskich zabytkach ? Chociaż znajduje się on we współczesnym województwie śląskim, razem z otaczającym go miastem i specyficznym regionem, ze Śląskiem zasadzie nie ma nic wspólnego. Jest to jeden z najważniejszych zabytków sakralnych w kraju, o ile nie najważniejszy, więc porównując i przyjmując odpowiednie proporcje można sobie wyrobić opinię o stopniu zadbania i zachowania innych obiektów sakralnych, zwłaszcza na terenie całego Śląska. To także przykład, że oskarżany o marnotrawstwo publicznych pieniędzy kościół o śląskie zabytki dba w najlepszy możliwy sposób. Rzut oka na Krzeszów, Cieplice, Strzegom, czy nawet niewielkie Głębowice, gdzie miejscowy proboszcz dokonuje cudów mając nieporównywalnie mniejsze możliwości i pieniądze sprawia że trzeba docenić tą pracę. W wielu przypadkach na prowincji jest o wiele lepiej niż w "Duchowej Stolicy Polski" i trzeba trzymać kciuki aby te wysokie standardy zostały zachowane. Dla dobra śląskich zabytków...




6/14/2015

Industriada 2015 - zadyszka

Industriada 2015, czyli Święto Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego, już za nami. Impreza poświęcona w całości popularyzacji zabytków na razie nie doczekała się swojego odpowiednika w innych częściach kraju, przynajmniej nie w tej skali. Tym bardziej należy docenić organizatorów, właścicieli i osoby odpowiedzialne na co dzień za obiekty oraz setki wolontariuszy. Co rok wykonywana jest tytaniczna praca, której efekty możemy podziwiać w ten magiczny czerwcowy dzień i żałować, że jest on tak krótki. Industriada to coś więcej niż zestaw atrakcji organizowanych na tle poprzemysłowych reliktów, to wizytówka województwa i dobro, które powinno być szczególnie chronione i rozwijane.




Tegoroczna impreza jak zwykle należała do udanych, chociaż można było odnieść wrażenie że dostała lekkiej zadyszki. Być może to subiektywne odczucie jest efektem wygórowanych oczekiwań po rekordowej i wyjątkowo udanej Industriadzie w 2014 roku, ale nie sposób było nie poczuć lekkiego rozczarowania, na co składało się wiele czynników zaobserwowanych na miejscu.


Już rzut oka na (doskonale edytorsko przygotowany) program zapowiadał, że przełomu nie będzie. Poza kilkoma spektakularnymi koncertami, z finałowym Miuosh & NOSPR & Jimek + Parkour Party i Laser Show na czele, dominowała "szarzyzna" czyli zwykłe zwiedzanie + grill + zabawy dla dzieci. To zdecydowanie za mało aby wyciągnąć całe rodziny do uczestnictwa w imprezie w tak upalny dzień, stąd pustki i wiejąca nuda na wielu industriadowych przystankach. Widok przykry, zwłaszcza że sporo osób włożyło serce aby było inaczej. Zespoły grające dla kilku pojedynczych osób lub zabawy z nagrodami, w których nie miał kto uczestniczyć pozostają na długo w pamięci. Niestety, jest to efekt dużej polaryzacji zabytków na szlaku, które mimo atrakcyjnej wizualnej oprawy są skrajnie różnie zarządzane. Podczas gdy jedni stają na głowie aby przyciągnąć coraz większe rzesze zwiedzających, inni zwyczajnie odbębniają ten dzień. co jest bardzo czytelne nawet dla postronnych uczestników. Przykładem może być gliwicka radiostacja, gdzie co rok jest prawie taki sam program, te same namioty i tylko wyjątkowo dobry obserwator jest w stanie zauważyć czym różnią się między sobą kolejne industriadowe lata w tym miejscu. Powstała atrakcja raczej osiedlowa, która raczej nie zainteresuje mieszkańców innych miast, ponieważ podobne mają u siebie przy okazji zwykłych festynów. Zaprzecza to idei szlaku.




Kolejnym mankamentem, który miał wpływ na niską frekwencję w wielu miejscach może mieć czas w którym są organizowane atrakcje. Bardzo wiele z nich startowało dopiero po południu, kolejne bardzo szybko kończyły swoją działalność. Nawet przy świetnie zorganizowanej komunikacji trudno było zwiedzić chociaż kilka z nich, pozostając na jednym miejscu przynajmniej 30 minut. Wiadomo, dnia wydłużyć się nie da, ale znacznie łatwiej by było gdyby niektórzy organizatorzy nie rozkładali się dopiero przed godziną 15 i składali 3 godziny później... Być może lepiej zorganizować imprezę w niedzielę, a może rozłożyć ją przynajmniej na 2 dni ? Może Industriada powinna trwać całe lato, w każdy weekend w innym miejscu ? Na pewno warto rozważyć każdy pomysł.




W tym roku zdecydowanie za mało było obiektów towarzyszących stałym atrakcjom szlaku (dom towarowy Kaufhaus w Rudzie Śląskiej, osiedle robotnicze w Czerwionce-Leszczynach oraz śluza w Rudzińcu). Możliwość odwiedzenia obiektów zazwyczaj niedostępnych lub mniej znanych stanowiła ogromny atut w latach poprzednich. Niestety, z różnych powodów, zabrakło nawet zabytków "sztandarowych" takich jak: elektrociepłownia "Szombierki", szyb "Krystyna", Muzeum Odlewnictwa Artystycznego (GZUT i dawna kopalnia "Gliwice") itd. Szkoda że w święcie nie uczestniczyły nowe atrakcje turystyczne, które z racji swojej lokalizacji, jak najbardziej mogą się znaleźć na szlaku czyli Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach oraz Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków w Radzionkowie.




Mankamentem może być także reklama. Billboardy, ulotki, zapowiedzi w mediach, bardzo ładna grafika i oprawa imprez na terenie... województwa śląskiego. W mediach ogólnopolskich, nawet w ościennych województwach ta impreza praktycznie nie istnieje. Dziwić może dlaczego nie zainwestuje się w billboardy i akcję reklamową chociaż na terenie województwa opolskiego, małopolskiego, dolnośląskiego lub łódzkiego. Może warto propagować ideę święta i szlaku nawet daleko poza granicami województwa ? Nawiązać współpracę w świeżo wyremontowaną wałbrzyską Starą Kopalnią lub kopalnią węgla w Nowej Rudzie i tam zorganizować "filię" Industriady, która mogłaby być świetną reklamą dla obu regionów. Jeżeli chcemy żeby poprzemysłowe zabytki województwa było licznie odwiedzane przez turystów z całego kraju, zaprośmy ich na własnie Industriadę. Trudno o lepszą wizytówkę. Organizowanie lokalnych festynów dla garstki mieszkańców mija się z celem. To można robić w każdy inny weekend.




Dlaczego tyle negatywnych spostrzeżeń jeżeli było pięknie ? Pochwalne hymny można przeczytać na każdym kroku, a konstruktywna krytyka może mieć swoje pozytywne skutki w przyszłości. Jeżeli ktoś był na połączonych z dniami miasta imprezach w Parku Tradycji w Siemianowicach Śląskich lub na koncercie finałowym w zabrzańskiej "Królowej Luizie" zapewne nie wie o co chodzi, jednak nie wszędzie było tak dobrze i nie wolno udawać że nie ma żadnych problemów. Być może ktoś "obudzi" niektórych zarządców z letargu, może ograniczy ich liczbę kosztem wzrostu jakości ? To są problemy nad którymi, dla dobra imprezy, powinni się pochylić organizatorzy w przyszłym roku. Mimo słów krytyki należy im podziękować za wykonaną pracę. Na koniec jeszcze ogromne słowa uznania dla ludzi obsługujących Industriadę, którzy imponują swoim zaangażowaniem i profesjonalizmem. Setki, być może tysiące osób ubranych w pomarańczowe koszulki sprawiły że impreza się po raz kolejny udała, a za rok na pewno będzie jeszcze lepiej.