8/13/2015

Orneta

Okres wakacji sprzyja podróżom które, jak mówi przysłowie, kształcą. Warto zwiedzać nasz piękny kraj i kraje sąsiednie aby mieć rozeznanie oraz złapać odpowiedni dystans do otaczającej nas codzienności. Przy tej okazji można się przekonać się że pewne problemy i zjawiska mają charakter uniwersalny, a los wielu zabytków jest tożsamy z tymi, które interesują nas na co dzień.




Warmia to jeden z najpiękniejszych regionów współczesnej Polski. Często łączona mylnie z sąsiednimi Mazurami kojarzy się  z pięknymi krajobrazami, nieskażoną przyrodą i wspaniałymi zabytkami, na czele z fromborskim wzgórzem katedralnym, lidzbarskim zamkiem biskupim, reszelską i olsztyńską starówką. To, podobnie jak Dolny Śląsk, powojenne "Ziemie Odzyskane", chociaż w tym przypadku "odzyskane nieco bardziej". Długie lata związków z dawną Rzeczpospolitą, mimo że były one bardziej formalne niż praktyczne, nie uchroniły jednak tych ziem przed dewastacją i upadkiem po 1945 roku. Niszczycielski marsz Armii Radzieckiej zamienił wiele miejscowości w zgliszcza, a powojenna gospodarka tylko pogłębiła tragedię i marazm, trwające do dzisiaj. Trudno odnaleźć dawną świetność Braniewa, Dobrego Miasta, Melzaku zwanego dziś Pieniężnem i wielu innych miejscowości gdzie tylko nieliczne ocalałe zabytki tkwią jak wyrzuty sumienia wśród współczesnej brzydkiej zabudowy lub na nie odbudowanych pustkowiach. Nie pomogli ich "oswoić" i przyjąć w godny sposób biskupi warmińscy z Dantyszkiem, Hozjuszem, Kromerem i Krasickim na czele, nie pomógł Kopernik. "Ziemie Wyzyskane" mają wspólny mianownik w każdym zakątku kraju - zaniedbanie i bezmyślna dewastacja zabytków.




Kościół w Krośnie koło Ornety upiększany przez wieki przechodził w swojej historii wzloty i upadki, aby ostatecznie podupaść po 1945 roku. Być może sprawił to brak cudownej figurki, która zaginęła w wojennym zamieszaniu ? Krużganki, plebania i ich otoczenie sprawiają dość przygnębiające wrażenie - wyglądają na miejsce opuszczone, w którym mieszkają już tylko duchy przeszłości. Ma to też swoje zalety dla osób lubiących niesamowite klimaty, ciszę, spokój i mistyczną atmosferę.





Tuż obok Orneta - niemal nietknięte wojenną pożogą miasteczko. Niezbyt okazałe, ale urokliwe kamieniczki otaczające rynek i szczelnie wypełniające sąsiednie ulice, bezcenny gotycki ratusz i okazały kościół parafialny z barokowym wyposażeniem stanowią zespół budowli znaczący w skali całego kraju. Zamiast setek turystów - pustka, którą wypełniają jednie miejscowi wielbiciele napojów wysokoprocentowych. Aparat fotograficzny wzbudza ogromną sensację w przeciwieństwie do trzymanych w rękach miejscowych "Arkadiuszy" nalewek. Proza życia i bliźniacze klimaty do tych, jakie spotykamy w dolnośląskich miasteczkach położonych na uboczu od utartych szlaków. Podobnie jest w Chełmsku Śląskim, Świerzawie, Gryfowie Śląskim, Jaworze, Kożuchowie, Głuchołazach, Głogówku, Głubczycach i wielu innych. Smutek i poczucie niesprawiedliwości - to uczucie jakie pozostaje po wizycie w przepięknej Ornecie. "Miasto Smoka" rozpaczliwie czeka na zainteresowanie nas wszystkich. Zawsze wtedy, gdy oglądamy pełni żalu nieistniejące budowle i ulice na starych pocztówkach, pamiętajmy że wciąż istnieją takie, które wcale się nie zmieniły. Nie zauważamy ich na co dzień, chociaż są na wyciągnięcie ręki.










8/11/2015

Muzeum (górno)Śląskie

Czytając wpisy zamieszczane na łamach tego bloga można odnieść mylne wrażenie, że to kolejny element kampanii "Polska w ruinie", tyle tutaj wzmianek o rozpadających się pałacach i dworach, podupadających i rozkradanych zabytkach, dewastacji, stagnacji i patologii. Niestety, w temacie zabytków i kultury do ideału wciąż daleko, chociaż nie brakuje w całym kraju wielkich inwestycji i zmian na lepsze.

Katowicka Dzielnica Kultury to jedna z najpiękniejszych architektonicznych ikon współczesnej Polski i przykład że są miejsca, które przeobrażają się w spektakularny sposób. Wizyta w nowym Muzeum Śląskim potwierdza to wrażenie. Zadziwia i zachwyca.




O architekturze budynku powiedziano już chyba wszystko i są to zazwyczaj pozytywne komentarze. O wartości merytorycznej wystawy historycznej opinie były i wciąż są bardzo podzielone. Jedno środowisko uważa że za dużo w treści jest "niemczyzny", drugie wręcz przeciwnie - zdegustowane jest retoryką propolską. Jedni chcą maszyny parowej i niemieckich przemysłowców, inni Piastów i gilotyny ścinającej głowy polskich patriotów. Politycy, urzędnicy, celebryci nie szczędzą słów krytyki lub zachwytów. Polskie piekiełko na śląskiej ziemi kwitnie w najlepsze, a publika wali drzwiami i oknami, aż potrzebne są przerwy techniczne ograniczające ilość obecnych na wystawie.




Wbrew opinii poprzedniego (odwołanego przez polityków) dyrektora placówki, który uznał że nowy budynek nie nadaje się za bardzo na cele muzealne, jest naprawdę "światowo" i elegancko. Doskonały przykład że nowoczesna architektura świetnie się komponuje z muzealnymi eksponatami. Galeria malarstwa i sztuki współczesnej zyskała doskonałą ascetyczną oprawę wizualną i ogromne przestrzenie do ekspozycji, w tym także wystaw czasowych. Wystawa prezentująca historię Śląska, pomijając jej merytoryczną wartość, zrobiona jest z rozmachem i bardzo nowocześnie. Inaczej niż krytykowane na łamach tego bloga "multimedialne wydmuszki" ponieważ stanowi jedynie część oferty pełnej autentycznych eksponatów. Posiada swoją narrację i ścieżkę prowadzącą przez kolejne epoki w dziejach regionu.














Jest tylko jeden mankament, istotny "szczegół", który burzy nieco pełne zachwytu wrażenia - nazwa muzeum, które nie jest wcale ŚLĄSKIE, a wyłącznie GÓRNOŚLĄSKIE. Przedstawiona historia ogranicza się do regionu między Opolem, Cieszynem i Mysłowicami, co tylko utrwala błędne wyobrażenia i stereotypy. Nie poświęcono wiele miejsca dawnym władcom i szlachcie, wielkim bitwom, dziejom klasztorów i świątyń, renesansowych dworów, średniowiecznych zamków, miasteczek i wsi. Jakby nigdy nie odgrywały żadnej roli w dziejach ŚLĄSKA, sięgającego aż po Zieloną Górę i Bolesławiec. Jakby jego stolica, którą wciąż pozostaje Wrocław, rzeczywiście w niektórych głowach zamieniła się w Stanisławów lub Lwów. Zabawne że początek dziejów w postaci maszyny parowej z XIX wieku widzą te najbardziej związane ze śląskością środowiska, bardziej skłonne przemycić do narracji zagłębiowski Sosnowiec niż śląski Głogów. Jeżeli ktoś naprawdę chce poznać dzieje Śląska powinien rozpocząć od zwiedzania wrocławskiego Muzeum Narodowego (!), a katowicką wystawę potraktować jako uzupełnienie (aby misz-masz był kompletny, warto wspomnieć jeszcze, że prawdziwe Muzeum Górnośląskie ma swoją siedzibę w Bytomiu). W przypadku gdy nie używa się eksponatów można było bez żadnego problemu pokazać historię CAŁEGO ŚLĄSKA poświęcając więcej miejsca wiekom świetności, po których pozostało do dzisiaj pokaźnie dziedzictwo. "Solidarność" i Fabryka Samochodów Małolitrażowych na wystawie mają więcej miejsca niż Piastowie Śląscy lub wrocławscy (niemieccy) nobliści. Na GÓRNYM ŚLĄSKU owszem...

Na to jest jeden sposób - zmiana mylącej nazwy lub przypomnienie sobie że Śląsk rozciąga się dużo dalej niż Opole i Krapkowice...

więcej na www.zabytkigornegoslaska.com.pl