12/30/2016

da Vinci +

(...)Kolekcja Książąt Czartoryskich stała się własnością narodu polskiego. 29 grudnia 2016 r. na Zamku Królewskim w Warszawie wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński, działając w imieniu Skarbu Państwa, podpisał z ks. Adamem Karolem Czartoryskim i Fundacją Książąt Czartoryskich umowę zakupu zbiorów Książąt Czartoryskich i związanych z nimi nieruchomości, a także roszczeń wobec tych ruchomych dóbr kultury wchodzących w skład kolekcji, które zostały utracone podczas II wojny światowej.

Polskie zbiory narodowe zostały wzbogacone o tysiące dzieł sztuki światowej klasy, m.in. o „Damę z gronostajem” autorstwa Leonarda da Vinci i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta, „Polonia – Rok 1863” Jana Matejki, rysunki i szkice autorstwa Rembrandta oraz Renoir’a, ryciny Albrechta Dürera.

Kolekcja liczy łącznie 86 tys. obiektów muzealnych (poza ogólnie znanymi dziełami sztuki są to m.in. buławy hetmańskie, trofea wiedeńskie, pamiątki po Tadeuszu Kościuszce, generale Kniaziewiczu, maska pośmiertna Chopina) oraz 250 tys. obiektów bibliotecznych: książek, starodruków i rękopisów. Wśród nich bezcenne dla dziedzictwa kulturowego Polski i zbiorów muzealnych obiekty, takie jak: akt unii polsko-litewskiej w Horodle (1413), akt hołdu pruskiego (1525) czy rękopisy „Kronik” Jana Długosza.(...)

(...)Jak zaznaczył, to wybitna kolekcja dzieł sztuki. "Muzealnicy i historycy sztuki od lat postulowali, by uporządkować sytuację prawną i formalną tej kolekcji, co myśmy po prostu wykonali. Ta decyzja zabezpiecza w większym zakresie prawo własności narodu polskiego, bo czymś innym jest depozyt, a czymś innym bycie właścicielem (...), ta kolekcja dzięki temu będzie mogła być pokazywana w całości. Została ona nabyta za równowartość 100 mln euro plus vat. Oblicza się, że jest to niewielki ułamek wartości rynkowej tej kolekcji" - mówił minister kultury.(...)



Jedni biją brawo i umierają z zachwytu, inni widzą w tym wielki przekręt i absurd. Kolekcja która mimo strat przetrwała dwie wojny światowe i kilka innych zawieruch dziejowych nagle stała się na tyle zagrożona, że wysupłano z państwowej (naszej) kasy kilkaset milionów złotych, i przelano nie wiadomo na czyje konto (nikt na razie nie precyzuje). Za wszystkim stali jacyś tajemniczy szejkowie i inni wrogowie ojczyzny chcący odebrać nam narodowe dobra. Trudno zrozumieć jak mieli to zrobić, jeżeli statut fundacji wykluczał sprzedaż i zobowiązywał właścicieli do udostępnienia zbiorów publiczności, a w jej radzie zasiadali przecież także przedstawiciele państwa. Przypomina to opowieść o warszawskim cwaniaku, który sprzedał przyjezdnemu Kolumnę Zygmunta, bo przecież w praktyce nic się nie zmieni. Pora teraz na "odkupienie" zamku w Malborku z rąk krzyżackich, pałacu w Rogalinie od Raczyńskich, a może nawet siedziby ministerstwa od Potockich ? Trochę grosza każdemu się przyda, zwłaszcza że to "niczyje".


Jak to się ma do śląskich zabytków ?

Bez większego trudu wydano 441 milionów złotych + VAT na "zabytki" chociaż od kilkudziesięciu lat nie było pieniędzy na załatanie dziur w dachach walących się budynków. To prawdziwie "dobra zmiana", wręcz szokująca. Minister Gliński i jego koledzy pokazali że potrafią czynić cuda i wypada teraz oczekiwać że na remonty dolnośląskich pałaców spłynie złoty deszcz. Koniec z biedadotacjami wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych! Właściciele pałacu w Gorzanowie czy zamku w Płoninie powinni wnioskować przynajmniej o 5-10 milionów rocznie, a jak nie, to zagrozić sprzedażą swoich dóbr arabskim szejkom, albo co gorsza, innym wrażym Niemcom czy "ruskim". Oni czyhają od lat na piastowską ziemię i nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa!

441 milionów + VAT - na ile by wystarczyła taka kwota ? Remont zamku w Karpnikach kosztował ok. 30 milionów, odbudowa podzamcza w Lidzbarku Warmińskim ok. 60 milionów, odbudowa zamku w Kopicach była szacowana na 160 milionów. Warto dodać, że można by się pokusić o dotacje unijne więc trzeba liczyć ok 2/3 całej kwoty, co w zaokrągleniu daje ok. 70 milionów na odbudowę obiektów takich jak Goszcz, Brzezinka, Dziewin, Sławików, Gorzanów, Gościszów czy Wojanów-Bobrów. 6 sporych pałaców wraz z otoczeniem. Ile mniejszych można by uratować ? Ile regionów aktywować turystycznie i gospodarczo ? Ilu ludziom dać pracę ?

Miejmy nadzieję że to początek "dobrej zmiany" w zabytkach i początek programu "da Vinci +". Kraj wyraźnie stanął na nogi jeżeli wydatek kilkuset milionów na "zabytki" już nie stanowi problemu. Czekamy na więcej.

10/30/2016

Piękno brudnej ściany

Drążenie szybu rozpoczęto w 1843 roku, a w 1850 roku nazwano go imieniem "Michael". Właścicielem kopalni początkowo była monarchia austro-węgierska, która w 1856 roku sprzedała ją spółce Północna Kolej Ferdynanda, co pozwoliło na kolejne inwestycje. Największa z nich miała miejsce w latach 1913-1915, kiedy powstał szereg nowych zabudowań na powierzchni. Do 1993 roku niewiele się zmieniło, nie dokonywano żadnych większych przebudów i modernizacji, nie zmieniano sposobu funkcjonowania poszczególnych obiektów, nie wyrzucano świetnie działających maszyn. Gdy w 1993 roku w mury zamykanego zakładu wkroczyli urzędnicy czeskiego Ministerstwa Kultury uznali że mają do czynienia z unikatem. Opieczętowano drzwi, założono monitoring i postanowiono o stworzeniu muzeum. W 1995 roku kompleks został uznany za narodowy zabytek kultury, a za tym poszły kolejne kroki, w tym zgłoszenie o wpis na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W 2000 roku część naziemna kopalni "Michał" w Ostrawie została udostępniona turystom.






"Począwszy od starań ocalenia kopalni naszym celem było zachowanie pierwotnego, surowego wyglądu czynnego do niedawna zakładu. Zwiedzający mają możliwość wczuć się w codzienną rzeczywistość kopalni węgla kamiennego, obejrzeć ślady po niedawno pracujących tu ludziach (wydeptane schody, odpadająca farba olejna i wszechobecny pył węglowy)"






Turyści przechodzą trasę w ten sam sposób jak dawni górnicy, począwszy od szatni łańcuszkowej, przez cechownię, lampownię po nadszybie. Poza tym zobaczymy inne obiekty dzięki którym funkcjonowała kopalnia z zachowanym w oryginalnym stanie wyposażeniem. Bez upiększeń, bez sztucznych atrakcji i odmalowanych ścian. Brudne, opuszczone pomieszczenia, jakby jakiś kataklizm zatrzymał czas w miejscu.






To unikat także na tle naszych polskich obiektów turystycznych, gdzie w większości jest szał modernizacyjny, zabijający wszelkie ślady dawnej działalności, a wraz z tym ich oryginalny wygląd (ekstremalnym przykładem jest kopalnia o białych ścianach w Wałbrzychu). Drugi wariant to strzępy dawnych kompleksów przemysłowych, rozkradzione przez złomiarzy i zdziesiątkowane przez spółkę "restrukturyzującą" kopalnie poprzez ich fizyczną destrukcję. Pojedyncze ślady w postaci "odpicowanych" na pokaz szybów, pojedynczych budynków, czy nawet ślady w postaci kostki brukowej wyznaczającej jakieś obrysy dawnych zabudowań. Jakby to były mury pochodzące ze średniowiecza a nie obiekty które jeszcze kilka lat temu istniały i zostały wręcz wczoraj bezmyślnie unicestwione. Chociaż nie posiadamy już tak oryginalnych zabytków jak "Dul Michal", a te które wciąż trwają nie są w odpowiedni sposób zabezpieczone, zagospodarowane i otoczone opieką (np. Elektrociepłownia Szombierki), to pocieszające jest, że czescy gospodarze polecają zwiedzającym naszą śląską atrakcję jaką jest zabrzańska kopalnia Guido. Jeden z niewielu zabytków, którego nie drąży jeszcze żadna z wymienionych powyżej chorób (a może nie w takim wymiarze jak innych). W porównaniu z naszymi południowymi sąsiadami posiada kompletną trasę podziemną wraz z działającą maszyną wyciągową. Zwiedzenie obu zabytków to kompletna wyprawa szlakiem historii śląskiego górnictwa, podróż w czasie, jakiej nie znajdziemy nigdzie indziej.

więcej na: zabytkigornegoslaska.com.pl

8/30/2016

Śląska siedziba wielkich mistrzów krzyżackich

W świadomości przeciętnego Polaka historia zakonu krzyżackiego kończy się 10 kwietnia 1525 roku, kiedy ostatni w Prusach wielki mistrz zakonu, Albrecht Hohenzollern, składa hołd lenny przed królem Zygmuntem I Starym. Tak uczono i wciąż się uczy dzieci w polskich szkołach, rzadko wspominając że zakon istnieje do dzisiaj, a jego członkowie nie zniknęli nagle w tajemniczych okolicznościach. Także Malbork i inne leżące na północy Polski zamki nie były i nie są jedyną spuścizną po rycerzach z czarnym krzyżem na płaszczu. Po wspomnianej sekularyzacji w Prusach zakonnicy przebywali na terenie zamku Mergentheim w Wirtembergii, aż do konfiskaty ich ziem nad Renem przez Napoleona i kolejnych przenosin do Wiednia w 1805 roku. Ironią historii jest fakt, że instytucja utożsamiana w naszym kraju z germańską zaborczością i wiązana bezpośrednio z hitlerowskimi Niemcami została przez te ostatnie zdelegalizowana, a dobra zakonne zostały przez nazistów skonfiskowane. Zgromadzenie (już nie rycerskie, a charytatywne) istnieje do dzisiaj i prężnie działa na terenie całej Europy. Siedziba w Wiedniu nie jest jedyną pamiątką historyczną związaną z zakonem - jedna z jego siedzib znajduje się na terenie Śląska - czeskiego Śląska.




Zamek w Bruntalu powstał w XV wieku. W 1620 roku Habsburgowie odebrali go poprzednim właścicielom  i podarowali zakonowi krzyżackiemu. Był przebudowywany w latach 1766-1769 w stylu barokowym i modernizowany w XIX wieku. Do dzisiaj zachował charakterystyczny rzut będący pamiątką po średniowiecznej warowni. Po zakończeniu I wojny światowej państwo czechosłowackie zajęło pałac, aby ponownie oddać go prawowitym właścicielom w 1924 roku. W 1939 roku obiekt skonfiskowali hitlerowcy i przekazali na siedzibę NSDAP, a po upadku III Rzeszy zabytkiem "zaopiekowało" się, komunistyczne tym razem, państwo czechosłowackie. Po licznych perypetiach, remontach i zmianach użytkowników w zrekonstruowanych pomieszczeniach otwarte zostało muzeum. Po 1989 zakon krzyżacki próbował bezskutecznie odzyskać swoje dobra w Republice Czeskiej gdzie wznowił działalność charytatywną i edukacyjną.






Bruntalski zamek posiada więcej materialnych pamiątek po zakonnikach niż Malbork i wszystkie krzyżackie zamki w Polsce razem wzięte, co jest zrozumiałe ze względów historycznych. W zachowanych salach stoją meble z których korzystali poprzedni właściciele, na bibliotecznych regałach zalegają książki które gromadzili i czytali, na ścianach wiszą herby i portrety pełne krzyżackiej symboliki, na wieszakach wiszą (oryginalne!) krzyżackie ubiory. To kolejny z magicznych czeskich zamków, gdzie wszystko wygląda tak, jakby wczoraj opuścili go domownicy. Chociaż nie należy do "ekstraklasy" miejscowych zabytków, u nas byłby unikatem - perłą odwiedzaną przez miliony turystów. Do Bruntala z Katowic czy Wrocławia jest dużo bliżej niż do Malborka, nie tylko na mapie. To fragment dziejów regionu niemal zupełnie nieznany po naszej stronie granicy.










Nieco dalej na południe, w Bouzovie czeka kolejna imponująca krzyżacka siedziba, ale to już inny region i zupełnie inna historia.




więcej zdjęć: zabytkigornegoslaska.com.pl

8/28/2016

Nieznana perła śląskich uzdrowisk

Karlova Studanka jest jedną z najmniejszych i najczystszych miejscowości w Republice Czeskiej. To niesamowite uzdrowisko, położone wysoko w górach, zachowało nie zmieniony wygląd oraz charakter z przełomu XIX i XX wieku. Zaledwie kilkanaście budynków położonych wzdłuż ulicy, otoczonych górami i zadbanym parkiem, którym daleko do klimatów znanych ze znanych kurortów po obu stronach granicy. Charakterystyczna drewniana zabudowa nie została w żaden sposób oszpecona, miasteczko (wioska?) nie zmieniło się od 100 lat, nie rozlało się po górach, nie rozbudowało. Absolutny unikat, nie mający odpowiednika w tym rejonie Europy. To jedno ze śląskich uzdrowisk którego nie wymienia się obok Dusznik, Kudowy, czy Lądka, chociaż położone jest w tym samym regionie i paśmie górskim. Wspaniały zabytek z którego wartości chyba nawet nie zdają sobie sprawy nasi południowi sąsiedzi. Podróż w czasie w tym przypadku nie jest tylko sloganem.










więcej zdjęć www.zabytkigornegoslaska.com.pl

7/23/2016

Czego oczy nie widzą...

Jeden z największych i najpiękniejszych śląskich pałaców znikł.


Od dawna był tylko smętnym wspomnieniem dawnej świetności, straszącym licznych turystów swoim  upadkiem i zniszczeniem, więc wydawało się że gorzej być nie może. Od czasu gdy został opisany w artykule Pałac skazany na zapomnienie w zasadzie niewiele się zmieniło. Solidne mury jeszcze trwają, chociaż kwestią czasu są kolejne zawalenia. Przez ostatnie lata nikt nie kiwnął palcem aby je zabezpieczyć, nie ogrodził ruiny, nie zamurował wejść, nie wykosił roślinności. Przyroda wyręczyła urzędników i właścicieli szczelnie oplatając pałac w Sławikowie, tak że nie sposób go w tej chwili zlokalizować w terenie. Niewiarygodne że tak ogromny obiekt po prostu jest niewidoczny. Dwumetrowe pokrzywy, gąszcz samosiejek, wyjątkowo bujny bluszcz ukrył ten wyrzut sumienia jak indiańską świątynię gdzieś w dżungli. Bez maczety i siekiery nie zobaczymy nic poza elewacją boczną, ale może to jest sposób na ten "wrzód" od lat leżący na gminnych peryferiach ? Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal...






więcej zdjęć na: zabytkigornegoslaska.com.pl