3/20/2016

Dolnośląskie - nie do zobaczenia

Kończące się właśnie w Katowicach 22 Międzynarodowe Targi Turystyki "Globalnie" reklamują się jako największa na południu Polski impreza branży turystycznej. Ogromna liczba wystawców, ciekawe imprezy, okazałe stoiska oraz oferta skierowana do przeciętnego Polaka mogły zachwycić. Pojawiły się chyba wszystkie regiony i bardziej znaczące organizacje branżowe w kraju. Od biur podróży po producentów sprzętu, ale najważniejsze i przeważające były stoiska prezentujące ofertę turystyczną województw, miast i poszczególnych atrakcji. Piękne stoisko województwa lubelskiego ozdobione samolotem, okazałe województwa lubuskiego prezentujące wszystkie możliwe atuty regionu z osobnym działem prezentującym tylko Międzyrzecki Rejon Umocniony. Mazowsze promujące się za pomocą Fryderyka Szopena i Żegluga Ostródzko-Elbląska z ogromną ruchomą makietą. Podlaskie z przysmakami i śląskie z bogatą ofertą dla każdego turysty. Wśród największych rozlokowały się mniejsze atrakcje takie jak zamek w Pszczynie czy Niedzicy. Pojedyncze miasta jak Łódź i Kielce, ale i mniejsze jak Głuchołazy czy Prudnik. Poza tym reklamowali się nasi południowi sąsiedzi z Czech, Słowacji oraz Węgier. Ogromne stoiska zaprezentowali partnerzy Tunezji i Grecji, nawet z Dominikany. Nie udało się jednak znaleźć dolnośląskiego...


Trudno zrozumieć dlaczego województwo uznało że nie potrzebuje takiej promocji, podczas gdy inni wydali ogromne pieniądze aby zaistnieć przez te kilka dni. Czyżby na Dolny Śląsk przyjeżdżały takie tłumy, że niepotrzebna jest dodatkowa reklama ? A może uznano że nie ma potrzeby wydawać pieniędzy bo i tak wszyscy wiedzą gdzie jechać ? Być może Katowice leżą zbyt blisko i każdy sam sobie może przyjechać sprawdzić ofertę na miejscu ? Kilka milionów ludzi mieszkających po sąsiedzku nie jest nic warte ? Może Katowice są zbyt mało atrakcyjne dla osób które zajmują się promocją i wolą one bardziej egzotyczne wycieczki ? Dziwnym trafem Małopolska z Krakowem położona dużo bliżej jednak się pofatygowała. Był nawet człowiek z materiałami promocyjnymi z dalekiej Walonii.

Honoru regionu dzielnie bronił Lądek-Zdrój, Stronie Śląskie oraz kłodzki Minieruoland. Ten ostatni na okazałym stoisku rozdawał kwiaty, prezentował makietę Złotego Pociągu i drezdeńskiego Zwingera... Na tyle stać najbardziej atrakcyjny region w kraju, którego władze chyba uznały że promocja jest zbędna i zrobią to za nich inni. Niech nikt się jednak w przyszłości nie dziwi że na Zakopiance są korki a w Sudetach hula wiatr. Przynajmniej w porównaniu z innymi.

Dolny Śląsk - nie do zobaczenia.

3/04/2016

Ruina - ideał naszych czasów

Pałac w Kopicach należy do najbardziej znanych i lubianych przez turystów miejsc w Polsce. W sezonie letnim przed zamkniętą bramą zjawiają się tłumy aby chociaż na chwilę spojrzeć na smętnego trupa jaki pozostał z dawnej, pełnej przepychu i elegancji, rezydencji. Przepięknie odbija się ona w wodach stawu i robi ogromne wrażenie od strony wsi. Wieże, wieżyczki, sterczyny, ozdobne rzygacze, wysokiej klasy detal kamieniarski, doskonała kompozycja bryły sprawiają że ucieka ona od banału jakim bardzo często jest XIX-wieczny neogotyk. Gdy dodamy do tego spójne architektonicznie zabudowania gospodarcze wokół oraz rozległy park z zachowanymi częściowo budowlami, które dawniej go zdobiły, mamy obraz doskonałości w starym stylu.




To jedna z wielu tego typu rezydencji, które nie miały szczęścia po 1945 roku. Wystarczy wspomnieć kompleks pałacowo-parkowy w Chwalimierzu koło Środy Śląskiej, rozebrany pałac w Szczodrem koło Wrocławia, wysadzony w powietrze wraz z sąsiednim zamkiem "Śląski Wersal" w Świerklańcu i wiele innych eklektycznych budowli, nie tylko na Śląsku. Na usprawiedliwienie takich decyzji (o ile można o czymś takim mówić) trzeba pamiętać, że w czasach gdy dewastowano i usuwano ich szczątki, były dla współczesnych budowlami stosunkowo nowymi i bezwartościowymi. Gdy niedawno rozbierano warszawski Supersam czy katowicki dworzec kolejowy też niewielu protestowało, przy aprobacie milczącej większości, która uznawała spuściznę PRL za coś gorszego i niegodnego ochrony. Podobnie było z tymi eklektycznymi rezydencjami, "skażonymi" dodatkowo niemiecką przeszłością. Jeszcze dzisiaj pojawiają się głosy za usunięciem (eklektycznego w formie) Pałacu Kultury i Nauki, czy wręcz podejmowane są decyzje o wyburzaniu ciągów XIX-wiecznych kamienic (m.in. Wrocław). Warto o tym pamiętać gdy stoimy przed kopicką ruiną - czas barbarzyńców się jeszcze nie skończył.

Miłośnicy pałacu wciąż mówią o jego odbudowie, jakby taka decyzja była czymś zupełnie naturalnym. Obecny właściciel (firma "Zarmen") wprawdzie zapowiedział że zabytek zostanie przywrócony do dawnej świetności, a w jego murach będzie funkcjonowało centrum hotelowo-konferencyjne, ale do realizacji tych planów z różnych względów nie doszło. Trudno powiedzieć jak miała się zmieścić taka funkcja w ramach odbudowanego pałacu, jednak wydaje się logiczne że miał być on tylko wabikiem dla większego i zupełnie nowego budynku w sąsiedztwie. Ozdobą i wisienką na torcie, ponieważ ze względów wspomnianych w artykule o pałacu w Krowiarkach, jest to budowla niezbyt nadająca się do adaptacji na cele hotelowe, a jej gabaryty w połączeniu ze skalą zniszczenia i ogromem nakładów potrzebnych na odbudowę, są za małe aby taka inwestycja miała sens. Chyba że właściciel jest filantropem nie zważającym na finanse, miłośnikiem ślepo zakochanym w swojej zdobyczy, kolekcjonerem i marszandem. W tym przypadku to raczej wątpliwe.

Tysiące ludzi piszą komentarze na różnych stronach poświęconych zabytkom, odwiedzają ruiny o każdej porze roku, fotografują i opisują każdą najmniejszą zmianę otoczenia budowli. Większość oczami wyobraźni widzi odbudowaną rezydencję na widok której będą padały na kolana kolejne rzesze turystów. W parku będzie tłoczno, do kas będą ustawiały się kolejki, nawet jeżeli główny obiekt pozostanie dla nich niedostępny (będzie w nim hotel). Przecież Kopice są tak wspaniałe, tak unikalne, tak niezwykłe...

Tak, to prawda. Jednak dla garstki miłośników nikt nie zainwestuje milionów. Tym bardziej, że cała malowniczość i wartość tego obiektu być może tkwi w tym, że jest on ruiną. Gdyby przetrwał powojenne porządki w niezmienionym stanie,  tylko zdewastowany jak wiele innych, to by był czymś tak samo atrakcyjnym dla większości ludzi jak pałac w Biechowie czy w Rysiowicach ? Jak pałac w Kwietnie czy w Nakle Śląskim ? Ilu zwyczajnych zjadaczy chleba słyszało o tych zabytkach ? Ilu jeździ do zamku w Głogówku czy do pałacu w Bożkowie ? Weźmy te odnowione, jak na przykład pałac w Krzyżowej czy zamek w Kliczkowie. Trudno mówić o tłumach szturmujących ich mury. Ale w przypadku Kopic byłoby inaczej - przecież ten pałac jest wyjątkowy, nie ma takiego drugiego. Czyżby ? 

Pałac w Pławniowicach koło Gliwic jest w pewnym sensie jego kopią. Powstał w tym samym okresie, w tym samym stylu, ma podobne gabaryty i układ. Być może dlatego że hrabia Ballestrem zlecił jego budowę mistrzowi budowlanemu Konstantynowi Heidenreich z Kopic. Jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku był w podobnym stanie - zrujnowany i opuszczony, aż do momentu gdy kościół katolicki postanowił adaptować zabytek na dom rekolekcyjny.  Zwiedzenie tego obiektu to najlepszy sposób aby wyobrazić sobie jak mogłyby wyglądać Kopice po odbudowie, ile pracy i pieniędzy potrzeba aby tego dokonać. To także świetny przykład ilu ludzi przyjechałoby podziwiać odbudowany pałac Śląskiego Kopciuszka. Pławniowicka rezydencja Ballestremów jest położona ok. dwa kilometry od zjazdu z autostrady A4, widoczna dla milionów kierowców przemierzających tą trasę każdego dnia, nocą oświetlona wieża widziana jest z wielu kilometrów, przed autostradowym zjazdem umieszczono ogromną brązową tablicę zachęcającą do odwiedzin. Kilkanaście kilometrów od Pławniowic rozciąga się Aglomeracja Śląska, którą zamieszkuje kilka milionów ludzi. I co ? 







Efekt jest marny. Chociaż turystów nie brakuje, to trudno mówić o oblężeniu, a są dni gdy pałacowy park świeci pustkami (być może odstrasza drobna opłata za wstęp). Gdyby przedsięwzięcie miało charakter komercyjny musiałoby się skończyć bankructwem. Zabytek można zwiedzać w środku, są zachowane budowle towarzyszące, tuż obok rozciąga się duże jezioro z licznym ośrodkami wypoczynkowymi. Ktoś uwierzy że w Kopicach będzie inaczej ?








Można postawić śmiałą tezę, że gdyby Pławniowice były ogromną malowniczą ruiną to sytuacja by się odwróciła i nagle by się okazało że tysiące wielbicieli marzy o odbudowie zniszczonego zabytku. Pałac licznie odwiedzany i fotografowany, zwłaszcza jego potłuczone rzeźby i detale, byłby stawiany na równi z nieodżałowanym Świerklańcem czy Sławęcicami. Na równi z Kopicami! Rozpacz by się lała na internetowych forach, a właściciel ustawiony przed pręgierzem zbierałby niezliczone razy. Niestety, został odbudowany i wraz z otoczeniem jest jednym z najbardziej zadbanych na Śląsku. Okazuje się że taki stan nie cieszy się większym zainteresowaniem. Kochamy tylko opuszczone ruiny ?

3/02/2016

Krowiarki - agonia rozłożona w czasie

Eklektyczny pałac w Krowiarkach jest, obok Bożkowa, Kopic, Brzezinki i kilku innych "pałacowych celebrytów", jednym z najbardziej znanych na Śląsku. Oblegany przez beznadziejnie zakochanych w nim miłośników, przyciąganych magią zachowanych (jeszcze) wnętrz, których nie mają zazwyczaj szans zobaczyć na żywo. Być może ta niedostępność ma wpływ na powszechne zachwyty i bezkrytyczne opinie o tym miejscu. Wyobraźnia wyolbrzymia ich wartość, a całość nabiera nieziemskich i bajkowych kształtów. Rzeczywistość niestety jest bardziej prozaiczna, wręcz brutalna.




Powstał w 1826 roku w miejscu wcześniejszego drewnianego dworu z XVII wieku. Przebudowany w latach 1852-1877, należał do 1945 roku do bogatego śląskiego rodu Henckel von Donnersmarck. Po zakończeniu wojny mieściły się w nim: dom dziecka wraz z przedszkolem, Szkoła Aktywu Politycznego, Szpital Rehabilitacyjno-Ortopedyczny, który w 1970 roku opuścił jego mury wraz z resztkami wyposażenia jakie do tego czasu ocalało (jedna z pałacowych rzeźb została przeniesiona do Korfantowa). Później nie działo się nic poza stopniową agonią. W 1988 roku został sprzedany osobie prywatnej, a 2007 roku ponownie zmienił właściciela, który rozpoczął zabezpieczanie zabytku i rewaloryzację parku. W międzyczasie odnowiono także mauzoleum. 




Wydawać by się mogło że jest dobrze. Otoczenie pałacu jest zadbane, jest pilnowany przez specjalistyczną agencję ochrony, dach jest załatany, a we wnętrzu są prowadzone niewielkie prace zabezpieczające. To i tak więcej niż w wielu innych miejscach, gdzie zabytkowe meble rąbane są na opał, a do wnętrz leją się strumienie wody. Czy jednak musimy myśleć tylko takimi kategoriami ? Czy może porównać ten stan z sąsiednimi i bliskimi z Krowiarek Czechami, gdzie takie obiekty są zadbane i udostępnione dla turystów ? Czy musimy być skazani na ten nasz polski minimalizm ?




Według relacji jednego z dawnych lokatorów, który w 1945 roku trafił do domu dziecka prowadzonego w pałacowych murach, we wnętrzu zostało po poprzednich właścicielach całe wyposażenie wraz z meblami i obrazami. Jakiś czas później w sąsiednim parku wydarzyło się nieszczęście, jeden z wychowanków zdetonował znaleziony w pobliżu mauzoleum niewypał i zginął na miejscu. Po wyprowadzce, przez długie lata nie zaglądał w to miejsce, aby przeżyć szok na widok pałacu w naszych czasach. To dzieło powojennych "gospodarzy" wraz z tymi, którzy "zaopiekowali się" tym miejscem po upadku PRL. Obraz nędzy i rozpaczy.




Obecny właściciel zatrzymał postępującą agonię ale trudno o optymizm gdy spojrzymy na stan pałacu. Potrzebne są ogromne nakłady finansowe, jakich raczej nie ma się co spodziewać. Wystarczy zastanowić się dlaczego ktoś by miał inwestować w ten obiekt oszczędności życia ? Mrzonki o hotelach, centrach konferencyjnych i SPA należy odłożyć na bok. Krowiarki to głęboka prowincja, z dala od dużych miast, źle z nimi skomunikowana i mało atrakcyjna turystycznie. Poza tym, sam pałac z zachowanym wystrojem oraz układem wnętrz daje niewielkie możliwości adaptacji na takie cele. To podobny przypadek jak we wspomnianym Bożkowie - jedyna sensowna funkcja dla takich budowli to prywatna rezydencja lub muzeum. W pierwszym przypadku należy się zastanowić kogo dzisiaj stać na utrzymanie takiego domu i po co ? Drugi w przypadku prywatnego inwestora jest mało realny, a oba tak samo nieopłacalne. 




Jedyną szansą jest właściciel w postaci Skarbu Państwa lub samorządu na szczeblu województwa, który udostępni taki zabytek społeczeństwu jak to ma miejsce np. w Mosznej. Niestety, nie ma na to żadnych szans ponieważ wspomniane organy władzy nie są zainteresowane takimi działaniami, a jedynym rozwiązaniem w takich przypadkach jest szybkie pozbycie się zabytku i zrzucenie problemu na podmioty prywatne. W chwili obecnej wykupienie i remont pochłonęłyby ogromne środki, więc właściciel łata dziury w dachu, podpiera stropy i prowadzi bieżące remonty otrzymując dotacje celowe z różnych źródeł. Być może uda mu się powstrzymać agonię na kilkanaście kolejnych lat. Co będzie dalej ? Tego chyba nie wie nikt.




Casus Krowiarek to problem, który dotyczy setek innych zabytków w całym kraju. Spieszmy się je podziwiać bo wkrótce odejdą. Wnętrze pałacu można podziwiać po wcześniejszym umówieniu i opłaceniu sesji zdjęciowej (palac.krowiarki.org). Zrujnowane komnaty są pięknym tłem dla rozmaitych działań artystycznych i komercyjnych. Na dzisiaj jest to jedyne sensowne przeznaczenie tego zabytku - scenografia do zdjęć ślubnych. Ale i to się skończy gdy przebywanie na jego terenie zacznie zagrażać życiu i zdrowiu, co prędzej czy później nastąpi.