6/25/2017

Znikająca tajemnica

Tajemniczy Dolny Śląsk to nie tylko slogan reklamowy, to obraz regionu zapomnianego, gdzie wciąż można odkryć "białe plamy" na mapie i w terenie. To jedyny w swoim rodzaju klimat miejscowości pełnych zabytków, dzikiej przyrody przetykanej postindustrialnym krajobrazem, wielkiej historii wykutej w kamieniach i utrwalonej w dziełach sztuki. To urwana w 1945 przeszłość mozolnie przywracana po latach niepamięci, mieszkańcy z różnych stron świata żyjący w miejscach stworzonych przez tych, którzy odeszli stąd na zawsze. Historie pełne skarbów i ich strażników, zrujnowane pamiątki przeszłości ukryte w gąszczu jak inkaskie świątynie, niezwykłe losy ludzi różnych narodowości. Malownicze miasteczka, podziemia, zamki i pałace, okazałe świątynie, kamienne epitafia, zapomniane górskie pasma i malownicze kamieniołomy.


Ten obraz osnutej mgłą tajemniczości odchodzi w przeszłość, paradoksalnie związane jest to z jego rozwojem po latach marazmu i odbudową zniszczeń. Kto pamięta lata PRL i okres po transformacji zauważy gołym okiem jak wiele się zmieniło. Lata dziewięćdziesiąte były okresem pionierskim, gdy pojawiły się pierwsze publikacje bez propagandowego sosu, bez obowiązkowych "piastowskich" korzeni. Odkrywano zakazaną wcześniej historię wraz z pamiątkami jakie pozostawiła. Wydawało się że jest to zabytkowy skarbiec bez dna, nie mający sobie równych w Polsce i Europie, zakurzone i zdewastowane zamki, pałace, kościoły i kamienice miały w sobie tyle uroku, właśnie tej tajemniczości. Wrocław czy zamek Książ, co dzisiaj wydaje się nie do pomyślenia, były odkrywane od nowa jakby dopiero skończyła się wojna. A może tak własnie było ? Bez tłumów na szarym wrocławskim rynku, w książańskim parku hulał wiatr, nieliczni turyści oglądali zagrzybione pomieszczenia, o Dolinie Pałaców mało kto słyszał. W Srebrnej Górze czy w Świdnicy pojawiali się tylko pasjonaci, zamek Kliczków był zapuszczonym PGR-em, płonął pałac w Wojanowie i zamek w Płoninie, rozkradano kamienne detale z zapuszczonych parków, waliły się dachy Dziewina i Rząśnika. Świat meblował się na nowo w tej poniemieckiej enklawie przyprószonej "czarem" PRL-owskiej gospodarki. Marzeniem były odbudowane zamki, kolorowe kamieniczki na zadbanych rynkach i tłumy turystów zwiedzające ten zapomniany świat. Niestety, dla "tajemniczości", ten scenariusz częściowo został zrealizowany. Cywilizacja stworzyła "turystyczne lunaparki" zadeptywane przez tysiące ludzi, internet pokazuje najbardziej zapomniane zakątki, odkrywane są sekrety i dyskredytowane kolejne historie ukrytych skarbów. Proza życia zalała te ziemie wzdłuż i wszerz zabierając ze sobą cząstkę tego "czegoś" co z rozrzewnieniem wspomina się dzisiaj trzymając w ręku książki i prasę tamtego czasu. Nie ma już legendy "Złotego Pociągu", skurczyły się podziemia RIESE, największym znanym  skarbem okazał się wykopany w bańce po mleku mizerny dobytek wypędzonych Niemców. Gdzieś ulotnił się urok Karpacza i Szklarskiej Poręby zalanych kiczem i tandetą, wyparował czar Kotliny Kłodzkiej oblepionej reklamami, zakrywa się styropianem kolejne wiejskie domy, szerzy się pasteloza i obce architektonicznie katalogowe domki. Paradoksalnie, na tym tle, nieskomercjalizowane enklawy w północnej części regionu dzisiaj raczej odpychają swoją siermiężnością i bylejakością niż zachwycają. Wraz z pieniędzmi przyszło nieuniknione, urok Dolnego Śląska znika pod świeżym tynkiem, ulatnia się jego odrębność i wyjątkowość w skali Polski. Ten proces będzie trwał jeszcze dziesiątki lat, ale już dzisiaj można sobie wyobrazić jego skutki. Gdy marzyliśmy o odnowionych zamkach i kolorowych miasteczkach, nie pomyśleliśmy że zginie coś więcej... Tymczasowość i "konserwacja" w pierwotnej formie także nie mogła trwać wiecznie. Jeszcze trochę to potrwa, ale jest to chyba ostatnia chwila aby "dotknąć tajemnicy". Tutaj nic nie będzie już nie będzie stało w miejscu, albo zostanie odnowione, albo zginie na zawsze - zegar tyka nieubłaganie i zmienia stopniowo klimatyczny Dolny Śląsk. Na lepsze ?

6/22/2017

Atak trolli na salonkę Hitlera

Dolny Śląsk zyskał nową atrakcję turystyczną - zrekonstruowany wagon pociągu "Amerika", z którego Adolf Hitler dowodził min. kampanią wrześniową w Polsce w 1939 roku. Eksponat stoi przy pałacu w Jedlince, w samym sercu gór Sowich, kilkanaście kilometrów od Wałbrzycha. Nie jest to pierwsza inicjatywa właścicieli zabytku, którzy co jakiś czas podejmują działania popularyzujące ich obiekt, z zyskiem dla całego regionu. Akcje poszukiwawcze, rekonstrukcje historyczne, w tym pokazy lotnicze wyrobiły Jedlince markę zabytku "żywego", gdzie nie ma statycznych wystaw z gablotkami, jednocześnie nie jest to muzeum dla "informatyków" przesycone multimedialnym bełkotem. Tutaj się po prostu co jakiś czas bywa. Nowym magnesem jest wspomniany wagon.


Jeszcze kilka lat temu byłaby to po prostu kolejna atrakcja na szlaku podziemi RIESE, dzisiaj stała się sprawą niemal polityczną. Ośmieleni serwowaną z każdej strony nacjonalistyczną retoryką osobnicy ruszyli do ataku, mieszając z błotem właścicieli i inicjatorów akcji. Leją się strumieniem "mądrości", propozycje i obelgi zarzucające krzewienie i popularyzację nazizmu w tonie jaki zawstydziłby Josepha Goebbelsa czy Hermanna Göringa. Liczni komentatorzy nie widzą, że sami są karykaturą najgorszych hitlerowskich krzykaczy, bezkarną i bezmyślną tłuszczą, której internet dał szansę zaistnieć. Nie chodzi tutaj oczywiście o rzetelne i merytoryczne komentarze, które niewidoczne pływają we wspomnianym szambie. Co takiego się stało ? Czy to rzeczywiście jest nietakt ? Czy historię należy traktować wybiórczo ? Czy można propagować nazizm pokazując jego elementy ? Czy po wyjściu z wagonu zwiedzający natychmiast zapiszą się do NSDAP ?


W naszych czasach sprawa wydaje się kontrowersyjna chociaż, jak wyżej wspomniano, jeszcze niedawno nie byłoby większych emocji. Udostępniano kolejne kompleksy podziemne RIESE, wydawano książki historyczne związane z wojenną przeszłością Dolnego Śląska, gdzie polska państwowość pojawiła się dopiero w 1945 roku. "Odkrywano" niemieckich mieszkańców tych ziem, którzy przez wieki budowali ich tożsamość i przyjmowaną tą historię bez żadnych kompleksów. Była to reakcja na czasy komunistyczne gdy zatruwano umysły "piastowskością", jakby w międzyczasie nic nie istniało. Wraz z niemiecką historią wróciły wspomnienia powojennych polskich pionierów, bez zakłamanych uproszczeń i cenzury, do czego przyczynił się w pewnym stopniu Łukasz Kazek, jeden z inicjatorów rekonstrukcji pociągu.


Niestety, okazało się że komunistyczna propaganda ma się wciąż dobrze. Wrócili rewanżyści, Czaja i Hupke oraz Adenauer w krzyżackim płaszczu. Podczas gdy na całym świecie (w Polsce także) dawne nazistowskie pamiątki są licznie odwiedzane przez turystów, w Jedlince, gdzie podczas wojny mieściły się biura TODT, wagon okazał się nietaktem. Jakby niektórzy nie potrafili zrozumieć, że w pałacu nie ma już biur PGR, tylko jest prywatny właściciel, który może sobie postawić na podwórku co mu się podoba. Właściciel pokazujący historię według pewnej konwencji, przyjmując wojenne lata jako kluczowe i najbardziej znaczące dla tego miejsca. Nie odbywały się tutaj polowania urządzane przez wąsatych szlachciców, a powstały biura dla inżynierów projektujących ogromną kwaterę Hitlera lub fabryki zbrojeniowe w pobliskich górach. Niektórzy pytają dlaczego nie zrekonstruowano polskich pamiątek np. samolotu Łoś. Kto broni takich działań innym osobom, w tym "komentatorom" ? Każdy wydaje pieniądze według własnego uznania. W Jedlince, sercu nazistowskiego kompleksu podziemnego, stoi fragment pociągu Hitlera, wykonany według oryginalnych planów, z dbałością o każdy detal. Nie dlatego że autorzy uwielbiają nazizm i III Rzeszę, tylko dla licznych turystów, którzy będą mieli okazję dotknąć prawdziwej historii, do tego tematycznie związanej z miejscem. Zwiedzający zostawią oczywiście swoje pieniądze, a przy okazji zyska cała okolica. Czas pokaże czy była to dobra inwestycja. Osoby potępiające te działania niech apelują o zamknięcie kompleksów RIESE, Wilczego Szańca czy kwatery w Mamerkach. Niech burzą resztki obozów koncentracyjnych z Auschwitz na czele, rekonstrukcje historyczne wykonują bez "niemieckich" żołnierzy  i wymażą wszystkie napisy wychodzące spod polskiego (komunistycznego?) tynku. Wszystko w imię walki z nazizmem. Pytanie tylko brzmi, kto najbardziej zyska gdy ludzie zapomną o istnieniu hitlerowskich Niemiec i okropnościach II wojny światowej ? Polacy ?