11/18/2017

Szturm na pałac

Głośno się ostatnio zrobiło w temacie wyburzenia warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Politycy partii rządzącej na wyścigi zaczęli przebijać się nawzajem w swoich destrukcyjnych zapędach, tłumaczonych nienawiścią do komunizmu, którego rzekomym uosobieniem jest socrealistyczny wysokościowiec. Bez znaczenia jest jego pożyteczna funkcja, wyjątkowa architektura, prawdziwe inspiracje, czy miejsce w historii - "znawców" się nie przekona. Po prostu cudownie jest zdobyć jakiś pałac, wyrwać ze ścian jego trzewia, wywalić meble za okno, a na koniec puścić go z dymem. Przecież to sprawiedliwość dziejowa i igrzyska dla ciemiężonego ludu. Takie to charakterystyczne dla okresu rządów tych, których tak się dzisiaj nienawidzi, symbol rewolucji i dziejowych przemian wymagających zemsty na wrogu. Że wroga już nie ma ? Żaden problem - wyżyjmy się na jego dziełach. Jak to wróg mawiał - wróg czai się wszędzie.

pustka po pałacu w Świerklańcu

Tak właśnie działo się na Śląsku po 1945 roku i dużo później. Nie ma sensu po raz kolejny wyliczać ile zamków i pałaców zostało puszczonych z dymem, ile ograbionych, ile rozebranych i wysadzonych w powietrze. Ile radości w tamtych czasach miałby minister Kownacki i jego saperzy podkładający co jakiś czas ładunki pod germańskie szkarady jak na przykład zrobili to w Świerklańcu unicestwiając na zawsze "Śląski Wersal" ? Ile satysfakcji miałby MINISTER KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO Gliński ignorujący wpisy do rejestru zabytków, wydający decyzje o ich anulowaniu aby zlikwidować takie szpetne pamiątki jak "Śląski Windsor" w Szczodrem pod Wrocławiem ? Jak zacierałby ręce minister Morawiecki (notabene pochodzący z Wrocławia) marzący jako małe dziecko o tym aby z powierzchni ziemi zniknął okropny relikt przeszłości w Przemkowie ? Nie było chwili aby nie walił się jakiś pałac, nawet nie trzeba było buldożerów i trotylu, bo lud pracujący miasteczek i wsi wyręczał władzę w usuwaniu pozostałości po poprzednich mieszkańcach i ustroju. Wspaniałe były czasy. Dzisiaj niektórym brakuje tej rewolucyjnej gorączki, a i pałaców do niszczenia nie zostało wiele, wybrano więc ten największy - Pałac KULTURY i NAUKI (Nazwa przypadkowa ?).

Gdy ktoś zastanawia się jakim cudem po II wojnie światowej zamiast tworzyć w śląskich rezydencjach domy kultury, muzea, biblioteki, szkoły demolowano je i wyburzano ma dzisiaj wspaniałą lekcję na żywo, coś w rodzaju rekonstrukcji historycznej. Nie chodzi nawet o polityków, którzy pod publiczkę wymyślają coraz większe absurdy aby przypodobać się swoim zwierzchnikom, warto przyjrzeć się wyborcom (wyznawcom). Wystarczy poczytać komentarze internetowe aby zobaczyć ten pałający żądzą zemsty i zysku lud, gotowy do ataku na pałac aby pogrzebać w jego gruzach własne kompleksy i frustracje, poczuć rewolucyjny zapał i chęć zemsty na niewidzialnym wrogu. Niepotrzebni są saperzy - wystarczy podpalić iskrę a rozpoczną szturm (na "Pałac Zimowy"). Niektórzy politycy snują wizje kolejnych demolek, jakby nie widzieli własnej śmieszności i podobieństwa do komunistycznych decydentów, dokładnie w ten sam sposób traktujących w znienawidzonym ustroju budowle Wrocławia czy Warszawy. Lud wyje ze szczęścia, Bytom już dogorywa, trzeba ruszyć dalej... Historia zatacza koło.

W tym wszystkim pojawiły się też głosy "miłośników" śląskich zabytków, że to sprawiedliwość dziejowa za mityczne marmury z Kamieńca Ząbkowickiego, nadzieja że wrócą. Nie wrócą, bo nikt nie wie gdzie one są i czy kiedykolwiek do Warszawy dojechały, za to wystawiamy sobie świadectwo myśląc tak samo jak ci co je po wojnie wyrywali z pałacowego trupa.