5/11/2018

Noc Muzeów w schronie na Placu Solnym

W pomieszczeniach dawnego niemieckiego schronu na Placu Solnym we Wrocławiu powstało jedyne w tej części Europy muzeum, w którym znajdziemy kostiumy i rekwizyty ze znanych zagranicznych i polskich produkcji.

Zdjęcie użytkownika Zabytki Dolnego Śląska.

Wśród atrakcji są maska oryginalnego samochodu Aston Martin należącego do Jamesa Bonda w filmie „Jutro nie umiera nigdy”, noszona przez aktorkę Evę Green suknia Vesper Lynd z bondowskiego „Casino Royal”, fragment oryginalnego modelu statku „Gwiazda śmierci” z „Gwiezdnych wojen”, czy ubiór rzymskiego legionisty, w którym Russell Crowe zagrał w „Gladiatorze”.

Dotychczas takiego muzeum nie było w Europie. – W Bułgarii jest podobne, ale eksponowane są kopie, tymczasem we Wrocławiu oglądamy oryginalne kostiumy i rekwizyty

W Noc Muzeów, pierwszy raz od 1945 roku podziemia będą otwarte do białego rana.

Na powierzchni pierwszy pokaz w Polsce nocą cewki Tesli , wyładowania piorunów na 4 metry wysokości, które będą w stanie zagrać muzykę z wielu znanych filmów jak np. Marsz Imperialny z "Gwiezdnych Wojen ".

Będzie również oryginalny Delorean z kondensatorem czasoprzestrzeni , z filmu "Powrót do przeszłości" do którego będzie można wsiąść i przenieść się w czasie. 

Mnóstwo przebranych postaci z ról drugoplanowych i ciekawostek filmowych całego globu.

Zapraszamy!

11/18/2017

Szturm na pałac

Głośno się ostatnio zrobiło w temacie wyburzenia warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Politycy partii rządzącej na wyścigi zaczęli przebijać się nawzajem w swoich destrukcyjnych zapędach, tłumaczonych nienawiścią do komunizmu, którego rzekomym uosobieniem jest socrealistyczny wysokościowiec. Bez znaczenia jest jego pożyteczna funkcja, wyjątkowa architektura, prawdziwe inspiracje, czy miejsce w historii - "znawców" się nie przekona. Po prostu cudownie jest zdobyć jakiś pałac, wyrwać ze ścian jego trzewia, wywalić meble za okno, a na koniec puścić go z dymem. Przecież to sprawiedliwość dziejowa i igrzyska dla ciemiężonego ludu. Takie to charakterystyczne dla okresu rządów tych, których tak się dzisiaj nienawidzi, symbol rewolucji i dziejowych przemian wymagających zemsty na wrogu. Że wroga już nie ma ? Żaden problem - wyżyjmy się na jego dziełach. Jak to wróg mawiał - wróg czai się wszędzie.

pustka po pałacu w Świerklańcu

Tak właśnie działo się na Śląsku po 1945 roku i dużo później. Nie ma sensu po raz kolejny wyliczać ile zamków i pałaców zostało puszczonych z dymem, ile ograbionych, ile rozebranych i wysadzonych w powietrze. Ile radości w tamtych czasach miałby minister Kownacki i jego saperzy podkładający co jakiś czas ładunki pod germańskie szkarady jak na przykład zrobili to w Świerklańcu unicestwiając na zawsze "Śląski Wersal" ? Ile satysfakcji miałby MINISTER KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO Gliński ignorujący wpisy do rejestru zabytków, wydający decyzje o ich anulowaniu aby zlikwidować takie szpetne pamiątki jak "Śląski Windsor" w Szczodrem pod Wrocławiem ? Jak zacierałby ręce minister Morawiecki (notabene pochodzący z Wrocławia) marzący jako małe dziecko o tym aby z powierzchni ziemi zniknął okropny relikt przeszłości w Przemkowie ? Nie było chwili aby nie walił się jakiś pałac, nawet nie trzeba było buldożerów i trotylu, bo lud pracujący miasteczek i wsi wyręczał władzę w usuwaniu pozostałości po poprzednich mieszkańcach i ustroju. Wspaniałe były czasy. Dzisiaj niektórym brakuje tej rewolucyjnej gorączki, a i pałaców do niszczenia nie zostało wiele, wybrano więc ten największy - Pałac KULTURY i NAUKI (Nazwa przypadkowa ?).

Gdy ktoś zastanawia się jakim cudem po II wojnie światowej zamiast tworzyć w śląskich rezydencjach domy kultury, muzea, biblioteki, szkoły demolowano je i wyburzano ma dzisiaj wspaniałą lekcję na żywo, coś w rodzaju rekonstrukcji historycznej. Nie chodzi nawet o polityków, którzy pod publiczkę wymyślają coraz większe absurdy aby przypodobać się swoim zwierzchnikom, warto przyjrzeć się wyborcom (wyznawcom). Wystarczy poczytać komentarze internetowe aby zobaczyć ten pałający żądzą zemsty i zysku lud, gotowy do ataku na pałac aby pogrzebać w jego gruzach własne kompleksy i frustracje, poczuć rewolucyjny zapał i chęć zemsty na niewidzialnym wrogu. Niepotrzebni są saperzy - wystarczy podpalić iskrę a rozpoczną szturm (na "Pałac Zimowy"). Niektórzy politycy snują wizje kolejnych demolek, jakby nie widzieli własnej śmieszności i podobieństwa do komunistycznych decydentów, dokładnie w ten sam sposób traktujących w znienawidzonym ustroju budowle Wrocławia czy Warszawy. Lud wyje ze szczęścia, Bytom już dogorywa, trzeba ruszyć dalej... Historia zatacza koło.

W tym wszystkim pojawiły się też głosy "miłośników" śląskich zabytków, że to sprawiedliwość dziejowa za mityczne marmury z Kamieńca Ząbkowickiego, nadzieja że wrócą. Nie wrócą, bo nikt nie wie gdzie one są i czy kiedykolwiek do Warszawy dojechały, za to wystawiamy sobie świadectwo myśląc tak samo jak ci co je po wojnie wyrywali z pałacowego trupa.

10/24/2017

Mitologia (4)

Jeszcze raz spójrzmy na Czechów oraz ich dziedzictwo. Ktoś zapyta - po co ? Co to ma wspólnego ze Śląskiem ? Jaki sens ma wieczne porównywanie ? Inny powie że nie ma żadnej analogii bo to dwa różne światy... Na pewno ?

Pałac w Kuninie (tuż za granicą Śląska) to nie jest zabytek specjalnie okazały, jednak niezwykle ciekawy. Zaprojektował go w XVIII wieku znany architekt Lucas von Hildebrandt, którego inne dzieła są znane niemal każdemu miłośnikowi dawnej architektury. Autor wiedeńskiego Belwederu oraz jednego ze skrzydeł Hofburga, brał udział także w projektowaniu Residenz w Wurzburgu oraz salzburskiego pałacu Mirabell. Na tym ostatnim zresztą się wzorował tworząc niewielką wiejską rezydencję w czeskim Kuninie. Właściciele na przełomie XVIII i XIX wieku w jej murach umieścili znaczącą placówkę edukacyjną w której kształcił się min. Franciszek Palacki, postać bardzo ważna dla Czechów, nazywana przez nich "Ojcem Narodu" i umieszczana na banknotach. Wybitny architekt w połączeniu z wybitną postacią historyczną w parze, powinny uczynić z tego miejsca znaczący pomnik kultury. Stało się jednak inaczej.




Wyposażone w meble pokoje, zachowane dekoracje malarskie ścian, dziesiątki obrazów i mniejszych przedmiotów po dawnych właścicielach to "czeska norma" w takich miejscach. Chociaż pałac w Kuninie nieco odbiega autentyzmem od kilkudziesięciu innych, bardziej wartościowych jakie zobaczymy w Czechach, to nie rozczarowuje. Laik albo osoba nie znająca tamtejszych realiów da się uwieść i z pewnością się zachwyci, krzyknie - jakie oni mają szczęście że nie było wojny i tak pięknie się wszystko zachowało!




Gdy pani przewodnik wyciąga zdjęcia pałacu w 1999 roku czar pryska. W 1945 roku "zdobyła" go ta sama Armia Radziecka, która tak upodobała sobie nasze strony i nie zachowywała się tutaj inaczej. Słyszymy tą samą opowieść, która tak dobrze znamy, o oddawaniu moczu w kącie, o wycieraniu butów w obrazy, o paleniu w kominkach meblami. Później nie było lepiej bo urządzono we wnętrzach magazyn, nie dbając przez lata o zabytek, aż do kompletnej ruiny. Zdjęcia nie kłamią, widzimy stan jaki znamy na Śląsku w Bycinie, Gorzanowie, Ścinawce Górnej, Głogówku, Prochowicach, Chocianowie i dziesiątkach innych miejsc. Tak wyglądały nasze zabytki po przejściu przez nie PGR-ów i innych instytucji Polski Ludowej. Zdewastowane, ogołocone ze wszystkiego ściany, pozarywane stropy. Jaki cud się tam jednak wydarzył że dzisiaj czeski pałac wygląda jakby nie spotkało go nigdy żadne nieszczęście ? Jakim cudem zachowało się jego wyposażenie, obrazy, meble, dekoracje, łącznie ze zdjęciami i drobnymi przedmiotami dawnych (NIEMIECKICH) właścicieli, z ich pościelą i ubraniami !!!?


Tutaj losy zabytków w obu krajach się różnią. Pani przewodnik wyjaśnia - wszystko co przetrwało 1945 rok spakowano w skrzynie i umieszczono w muzealnych depozytach. Zinwentaryzowano każdy przedmiot, dokładnie go opisano, dzięki czemu można było go odzyskać gdy zabytek był odbudowany. Chociaż ubolewa nad losem wielu skradzionych i zniszczonych obiektów, to można co najwyżej uśmiechnąć się z politowaniem. Co ona wie o szabrowaniu i kradzieżach ? Ktoś z Was widział chociaż jedno krzesło z pałacu w śląskim Rząśniku ? Chociaż jeden obraz z pałacu w Goszczu ? Widelec z zamku w Chobieni ? Nawet jeżeli coś przetrwało to nigdy się tego nie dowiemy. U nas rozkradano błyskawicznie i spontanicznie, nawet w przypadku "zabezpieczania" przez urzędników muzealnych. Każdy brał co chciał, od prostych ludzi na wsiach, po dygnitarzy. Kto by sobie głowę zawracał depozytami i zabezpieczaniem ? Efekty widać na każdym kroku. Poza Pszczyną, nie ma na Śląsku jednej rezydencji szlacheckiej z zachowanymi wnętrzami. Co najwyżej kilka strzępów dawnej świetności rozrzuconych po muzeach i magazynach, bo trudno inaczej nazwać tą garstkę przedmiotów z ogromnego skarbca jaki otrzymaliśmy po wojnie.




W 1999 roku pałac w czeskim Kuninie był jeszcze ruiną, na szczęście zadaszoną. Jak to się stało że dzisiaj jest w nim muzeum z wnętrzami, restauracja, pokoje gościnne, zagospodarowany od piwnic po strych ? Już w 2004 roku otwierano pałacowe podwoje przed turystami. Szybko odzyskano wyposażenie i obrazy, a przedwojenni właściciele (NIEMIECCY) na wieść o odbudowie przywieźli i dodali nowym gospodarzom kolejne pamiątki. Wspomagano się też innymi depozytami z magazynów w całym kraju. Kim był ten bogaty mecenas, który tak szybko uporał się z przywróceniem zabytku do dawnej świetności i jeszcze oddał go we władanie turystom, prowadząc tak niefrasobliwie niedochodową działalność kulturalną ?




Tym bogatym inwestorem okazała się...

Gmina Kunin. Tak, pałac na swoje barki wzięła wioska licząca 1891 mieszkańców, gdzie nie odkryto (jeszcze) złota, diamentów, nikt nie postawił wielkiej huty albo elektrowni, nie ma fabryki samochodów czy szybów naftowych. Jest mleczarnia...

Skąd wzięła pieniądze ? Z dotacji unijnych, z dotacji państwowych i wszelkich możliwych funduszy na kulturę. Może wspomagał jakiś nieznany milioner ? Tego pani przewodnik niestety nie zdradziła, zdziwiona szokiem jaki wywołała na gościu z Polski. Przecież u nas się "nie da"! Nie ma pieniędzy, była wojna, byli "ruscy", było ciężko, jest dalej ciężko i będzie ciężko, są większe problemy, to jest niedochodowe, to nie ma sensu itd.




W tym ostatnim jest trochę prawdy, bo jaki sens odbudowywać jeżeli w środku można co najwyżej pokazać gołe ściany ? W poprzednim wpisie jest i taki przykład. Wróćmy jednak na Śląsk w 1999 roku, i kilka lat wcześniej. Ile śląskich pałaców było w takim stanie jak ten w Kuninie ? Ile jeszcze miało dachy i stropy, a nawet okna ? Ile można było uratować ? Nikt nie mówi o takiej odbudowie jak w czeskim przykładzie, ale chociaż o zabezpieczeniu tego co jeszcze stało. O załataniu dachów, podparciu stropów, zamurowaniu okien itd. O najprostszych i najtańszych pracach, których zresztą nie robi się do dzisiaj, bo przecież nic się nie zmieniło. Bogate miasta i gminy solidarnie krzyczą że nie mają nawet kilku tysięcy na takie cele, o tych biedniejszych nie ma co wspominać, bo tam często przymyka się oko na wszystko i czeka aż problem się w końcu zawali. Państwo polskie i samorządy abdykowały, kultura nigdy nie była i wciąż nie jest nawet w pierwszej setce priorytetów. Zwłaszcza zabytki na jakimś "poniemieckim" Śląsku. Po co to i komu ?




Są na szczęście chlubne wyjątki. Wójt gminy Kamieniec Ząbkowicki walczy o swój wspaniały pałac, sąsiednie Ząbkowice Śląskie (niestety niezbyt dobrze) odbudowują tamtejszy zamek, Starostwo Powiatowe w Tarnowskich Górach przejęło i zagospodarowało na galerię pałac w Nakle Śląskim, a jednostki miejskie pałac w Rybnej. Jest kilku dobrych użytkowników instytucjonalnych, takich jak szkoły, urzędy czy kościoły. Są prywatni właściciele i fundacje, bez których by była kompletna tragedia i zgliszcza. Trzeba sobie jednak zadać pytanie - co z nami jest nie tak ?

Dlaczego czeska maleńka wioska potrafi w kilka lat dokonać cudu, którego nikt u nas nie oczekuje od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ? Dlaczego bogate polskie gminy i miasta nie robią nic żeby zachować w obecnym stanie swoje to co jest na ich terenie ? Dlaczego państwowi użytkownicy w postaci Agencji Nieruchomości Rolnych, Lasów Państwowych i wielu innych instytucji nie kiwną palcem żeby chociaż zachować twarz oszpeconą licznymi ruinami ? Dlaczego nikt nie dba o nas obywateli ? To przecież w dużej mierze nasza własność, bezczelnie marnotrawiona i niszczona przez naszych pracowników, którym my płacimy z naszych podatków. Po co odbudowywać i ratować ?

Jak wyżej. W Kuninie jest muzeum przyciągające turystów (licznych z Polski) W tym  muzeum jest przynajmniej kilka miejsc pracy dla młodych i wykształconych ludzi, oprowadzających po zabytku, zarządzających, przeprowadzających proste konserwacje, organizujących życie kulturalne i imprezy. To ostatnie jest kluczowe, bo są wystawy czasowe, zorganizowane zajęcia dla dzieci i sporo cennych inicjatyw. W większych obiektach znalazły się także etaty dla ogrodnika, stróża i wielu innych, niezbędnych do jego obsługi ludzi, mieszkających zresztą na miejscu, przez co zabytek jest cały czas pilnowany, a jego los związany z całymi rodzinami na pokolenia. Tak się u nas ubolewa na tym że młodzi uciekają do miast czy za granicę... Kolejne miejsca pracy to restauracja oraz niewielki hotelik, zapewne wynajęte ajentowi. Ten schemat jest zresztą w czeskich zabytkach powielany z dobrym skutkiem. Do tego zadbany park, przyjazna przestrzeń publiczna, której tak często brakuje. Korzystają wszyscy, miejscowi i przyjezdni. Trzeba pamiętać że Czechy to jednak inna kultura i inny świat, my mamy też swoje uwarunkowania i wytłumaczenia, ale...

To jest właśnie patriotyzm w najlepszym wydaniu.




Dlaczego u nas się nie da ?

Jesteśmy gorsi ?

Chyba nie ma już sensu się powtarzać. Prawdopodobnie wszyscy, bez względu na swoje polityczne poglądy, jesteśmy obywatelami drugiego sortu. Na własne życzenie, wierzymy w bajki które nam się od dziesiątków lat powtarza, kochamy te wciskane na siłę mity. Uwierzyliśmy w swoje nieszczęścia i biedę jak nikt inny. Gdy wybrani przez nas samych  "jaśniepanowie" przy okazji rzucą niewielki ochłap cieszymy się jak dzieci. O więcej nie śmiemy prosić. Nie potrzebujemy...

Żeby było zabawnie, w te same mity wierzą też Czesi, ze współczuciem kiwający głową nad naszym nieszczęściem, nad niszczycielską wojną która nas pozbawiła kultury i pamiątek historycznych, wpędziła nas w biedę. My mieliśmy szczęście, a wam Niemcy i Rosjanie zdemolowali kraj - tak mówią. Do głowy im nie przyjdzie że sami sobie robimy z własnego kraju brzydki śmietnik. Nikt normalny by w coś takiego nie uwierzył! Przecież to niemożliwe!

My jednak wierzymy w nie takie bajki.

10/22/2017

Mitologia (3)

Śląsk po 1945 roku znalazł się na terytorium Polski ale nie wolno zapominać że jego niewielka część ze stolicą Opawie jest dzisiaj częścią Republiki Czeskiej. Granica podzieliła istniejące obok siebie wsie i miasteczka tworząc dwie różne rzeczywistości funkcjonujące przez lata w podobnych realiach. Pechowo, czeska część Śląska padła ofiarą ofensywy Armii Radzieckiej nazwanej później Operacją Morawsko-Ostrawską, niszczącej nawałnicy która zmiotła z powierzchni ziemi Opawę, Wodzisław Śląski, Głubczyce, Karniów, Racibórz i kilka innych miejscowości. Straty były podobne po obu stronach granicy, ale ich naprawa po zakończeniu wojny przebiegała w zupełnie inny sposób.

Nie ma sensu po raz kolejny roztrząsać powojennych losów Śląska, grabieży, dewastacji, "cegły dla Warszawy" i "małpy z zegarkiem". Było, minęło. Tym bardziej że czasy się zmieniły, granice są widoczne jedynie na mapach i w ludzkich głowach. Każdy z nas może w związku z tym odwiedzić pałace po czeskiej stronie, zwłaszcza że są one w większości udostępnione dla turystów. Jeden z nich dosłownie stoi na granicy, tuż przy rzeczce Opawicy, która dzieli dawne dobra ziemskie na dwie części. Zamek Linhartovy raczej nie rzuca na kolana. Renesansowy pałac z wewnętrznym dziedzińcem swój obecny eklektyczny wygląd uzyskał na początku XX wieku i nie była to przebudowa zbyt udana. Podczas wojny spłonął, w 1947 roku runął dach i długie lata stał jako smętna ruina na krańcu czeskiego świata. W 1957 roku rozpoczęła się odbudowa, a w 1966 roku budynek przejęło państwowe przedsiębiorstwo zaopatrzenia medycznego które urządziło sobie w jego murach magazyn. W 2001 roku zabytek przejęła gmina Město Albrechtice kontynuując remonty i urządzając we wnętrzach ekspozycję.







Kto się spodziewa wnętrz na miarę Hluboki nad Wełtawą lub Kromeriża pewnie się rozczaruje. Niewiele się zachowało z dawnego wystroju. Kilka polichromii na ścianach, garstka mebli i obrazów, część sklepień w przyziemiu. Wybiałkowane ściany, systemowe stropy i przemysłowe posadzki nie tworzą żadnego specjalnego klimatu. Sama wystawa też w większości stworzona jest na zasadzie "mydło i powidło" - ceramika, rzeźby z papieru i drewna, zabawki, plansze z historią, poroża, grafiki i plakaty. Część prezentowanych wyrobów to dzieła miejscowych artystów i rzemieślników, promocja gminy, a nawet wystawa fotografii artystki z Polski. Co gmina miała ciekawego do pokazania to umieściła w pałacowych murach. Do tego trzeba dodać liczne imprezy kulturalne organizowane przez cały rok oraz możliwość wynajmu na ceremonie ślubne i inne okoliczności.

Co to musi być za bogata gmina, że stać ją na utrzymanie takiego ośrodka kultury!

Samo Město Albrechtice zamieszkuje 3 638 osób (!!!!). Dla porównania Chełmsko Śląskie -2175 osób, Nowogrodziec - 4244 osób, Głogówek - 5755 osób (Wikipedia). Niejedna wieś na Śląsku jest kilkukrotnie większa. Tak mała mieścina, w biednej raczej gminie, łoży wielkie środki finansowe na utrzymanie pałacu i parku, które dochodu jej na pewno nie przynoszą. Z naszego punktu widzenia - fanaberia i samobójstwo. Takich gmin w Czechach są setki i każda ma podobny "balast" do na głowie.








My na polskim Śląsku rozważamy sytuację w której powiat kłodzki (166 000 mieszkańców, samo Kłodzko 27 792 mieszkańców) musiał sprzedać pałac w Bożkowie prywatnemu inwestorowi ponieważ nie miał (i wciąż pewnie nie ma) środków finansowych na taki cel. Tak samo by zrobił z każdym innym zabytkiem który jest w jego posiadaniu, podobnie jak każdy inny powiat w Polsce (z nielicznymi wyjątkami). Urzędnicy i samorządowcy składają bezradnie ręce i tłumaczą się biedą oraz brakiem możliwości. Po co komu pałac w Bożkowie ? Po co komu muzeum w jego wnętrzach ? Wystawy dla lokalnych artystów i cykliczne imprezy ? Niech to zrobi prywatny inwestor, to teraz jego problem. Bo zabytek jest problemem, podobnie jak każda inna sprawa związana z szeroko rozumianą kulturą. Gdy zawaliła się ściana pałacu w Chocianowcu gmina wystąpiła o środki finansowe do MKiDN. Nie na odbudowę, ale na betonowy płot którym można go odgrodzić od świata. I tak jakaś inicjatywa, bo większość nie robi nic. Dla urzędników z bogatego Opola (118 000 mieszkańców) niszczejąca na starym cmentarzu mała kaplica jest "nieopłacalna".

Miła Pani przewodnik w linhartovskim pałacu pyta gościa z Polski, to u was nie ma środków z Unii Europejskiej ?







Nauczono nas niestety żeby niczego od państwa nie wymagać, bo ono i tak nie pomoże. Od wieków wmawia się mieszkańcom że jest bieda, była wojna, są przejściowe trudności, trzeba zaciskać pasa itd. W tysiącletniej historii naszego kraju zawsze chyba było źle i czekaliśmy kiedy się polepszy zadowalając ochłapami. Niestety, większość w to uwierzyła i "niedasizm" jest już czymś normalnym, nad czym się nawet nie dyskutuje. Dotyczy to każdej dziedziny życia, nie tylko zabytków, chociaż te przypadki są zdecydowanie na końcu listy potrzeb od zawsze i na zawsze. Po co ludziom kultura ? Im większymi są chamami, tym łatwiej nimi sterować, czego przykłady widzimy w naszej codzienności, a przykład idący z góry tylko to potwierdza. Dlatego zabytki możemy sobie odbudowywać sami, co najwyżej ministerstwo rzuci jakąś jałmużnę. Państwo nie jest dla obywateli, jest dla samego siebie i grupy cwaniaków na stanowiskach. Tu jest Polska!

Wycieczka w Linhartovach przechodzi na balkon, skąd widać rzeczkę i zarośnięte chaszczami podwórko w polskich Lenarcicach. Pani przewodnik wskazuje palcem majaczące w krzakach ruiny, gdzie kiedyś była pałacowa oranżeria. Bezradnie rozkłada ręce, bo ruiny znajdują się po drugiej stronie granicy, w Polsce. Wielka szkoda, bo można by było je odbudować i urządzać w ich murach imprezy...