Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

Archiwum

Spacerem po... Opolu

Najczęściej czytane

Polecane blogi

Obserwatorzy

Technologia Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Google+ Followers

4/15/2016

Niedobra zmiana

Uchwalona 31 marca przez Sejm ustawa o obrocie ziemią wstrzymuje sprzedaż państwowych gruntów na 5 lat z wyjątkiem nieruchomości do 2 ha oraz innych przeznaczonych np. na cele nierolne jak pod budownictwo mieszkaniowe, centra biznesowo-logistyczne czy składy magazynowe. 

Reguluje też prywatny obrót ziemią; zakłada, że nabywcą ziemi rolnej może być jedynie rolnik indywidualny czyli osoba fizyczna, która osobiście gospodaruje na gruntach do 300 ha, posiada kwalifikacje rolnicze oraz co najmniej od 5 lat zamieszkuje w gminie, gdzie jest położona co najmniej jedna działka jego gospodarstwa. 

Agencja Nieruchomości Rolnych będzie miała prawo pierwokupu ziemi. Jednak nie będzie to dotyczyło dziedziczenia gospodarstwa przez osoby bliskie. 

Działki o powierzchni mniejszej niż 0,3 hektara (30 arów) będą wyłączone spod rygorów ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego.

www.rp.pl


Przyjęta przez sejm ustawa jest prawdopodobnie aktem skazującym na karę śmierci dziesiątki, o ile nie setki dolnośląskich zamków i pałaców. Nie tylko tych, będących w zasobach Agencji Nieruchomości Rolnych, ale i zabytki które dotychczasowi właściciele chcieli z różnych powodów sprzedać. Przestały być lokatą kapitału i inwestycją, ponieważ nikt nie wyłoży milionów złotych w interes, którego nie da się w krytycznym momencie spieniężyć. W myśl obecnych przepisów, posiadanie zabytkowych rezydencji z parkiem staje się kulą u nogi. Ich właściciele zostali skazani na wieczne posiadanie, chyba że odkupi je jakimś cudem związek wyznaniowy lub Agencja Nieruchomości Rolnych, co można uznać w większości przypadków za daleko posuniętą fantazję.


Dzięki wyprzedaży zabytkowych rezydencji z zasobów ANR w ostatnich latach kilkadziesiąt obiektów znalazło nowych właścicieli, którzy częściowo rozpoczęli kosztowne i długotrwałe remonty. Przygotowano mieszkania dla mieszkańców folwarków i samych pałaców, co było nową jakością w podejściu do zabytków i potencjalnych inwestorów. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a przynajmniej w lepszym niż katastrofalne rządy państwowego zarządcy, rujnującego swoją ignorancją i bezczynnością posiadane mienie. W myśl obecnych przepisów ten stan został utrwalony na lata. Powrót "gospodarza" o pgr-owskiej mentalności i stylu zarządzania co oznacza powolną śmierć większości zabytków w posiadaniu agencji. W ustawie nie wspomniano o środkach przeznaczonych chociaż na ich zabezpieczenie.


Można się łudzić, że kościół katolicki, który jest bardzo dobrym gospodarzem, nagle zacznie tworzyć domy rekolekcyjne i parafialne gdzie popadnie. Można wierzyć że światli i bogaci rolnicy zechcą być panami na włościach więc rzucą się masowo na dwory i pałace. Kto chce, niech sobie marzy że Agencja Nieruchomości Rolnych, po wymianie kadr na bardziej patriotyczne, zacznie remontować tysiące rezydencji w całej Polsce aby przekazać je na mieszkania socjalne i domy samotnej matki bez 500+, a folwarki na stadniny koni arabskich. To są jednak żarty i bajki, bo zapowiada się czarny okres w historii wielu zabytków. Nie pierwszy i nie ostatni. O ile jednak dewastację czasów PRL zrzucono na barki krasnoarmiejców i partyjnych aparatczyków, to w tym przypadku za ustawą stoją konkretni ludzie podpisani z imienia i nazwiska. 


Patrioci, którzy polskiej ziemi nie dadzą Niemcowi i kapitaliście. Po nich choćby zgliszcza.

4/05/2016

Tandeta Stulecia

Wpisana na listę UNESCO wrocławska Hala Stulecia to arcydzieło architektury modernistycznej i przykład geniuszu inżynierskiego jej twórców. Budowla zaprojektowana przez Maxa Berga szybko stała się symbolem miasta oraz jednym z najważniejszych dzieł człowieka w XX wieku. Gdy powstała (w latach 1911-1913) jej żelbetowa kopuła nie miała sobie równych w całym świecie. Tuż obok znany architekt Hans Poelzig stworzył pawilon wystawowy, a całość uzupełniała monumentalna pergola zamykająca klamrą centralne założenie dawnych terenów wystawowych. Mimo wielu zniszczeń podczas II wojny światowej większość budynków przetrwała i była wykorzystywana zgodnie ze swoim przeznaczeniem aż do naszych czasów. W 2008 roku rozpoczął się gruntowny remont hali, który miał na celu przywrócenie jej do pierwotnego stanu wraz z modernizacją pozwalającą na wykorzystanie obiektu według obowiązujących standardów.


Hans Poelzig był również autorem pawilonu letniego w którym dawniej mieściła się restauracja tworząca pierwszoplanową fasadę widzianą od strony sadzawki i pergoli. Niestety, nie przetrwał on w pierwotnym kształcie do naszych czasów więc podczas wspomnianej modernizacji został rozbudowany oraz dostosowany do potrzeb Wrocławskiego Centrum Kongresowego. Po bokach restauracji powstały pawilony mieszczące sale wielofunkcyjne, w zamyśle twórcy mające zlewać się z otoczeniem poprzez zastosowanie przeszklonych fasad. Niestety, tylko w teorii. Trudno zrozumieć kto wydał zgodę na tak drastycznie kontrastującą z istniejącymi budowlami i pretensjonalną zabudowę szpecącą doskonałą architekturę całego założenia. Już Max Berg przewidywał domknięcie pergoli ale raczej wątpliwe by przyklasnął na widok tego co możemy dzisiaj "podziwiać". Czy tak trudno było po prostu zrekonstruować pierwotne dzieło Poelziga, rezygnując z ingerencji w zabytkową substancję ? Czy nie można było zlokalizować centrum kongresowego na przykład w miejscu nieistniejącej hali Berga na przedpolu Pawilonu Czterech Kopuł ? Dlaczego współcześni architekci i inwestorzy muszą zaznaczać swój ślad w dziełach które są same w sobie doskonałe ?








Gdyby chociaż powstała architektura nawiązująca do zastanych zabytkowych budowli, gdyby stworzono nową jakość uzupełniającą tylko pawilon, gdyby zastosowano najlepszej jakości materiały i zadbano o detal... Niestety, wrocławska perła architektoniczna znana w całym świecie, wizytówka miasta i jego największy skarb został potraktowany architektoniczną taniochą w najgorszym stylu. Koszmarną kostką, która zamiast zniknąć, brutalnie kontrastuje z żelbetową finezją wokół niej. Wraz z błękitną szklaną fasadą dawnego Dworu Targowego (autor Max Berg) oraz przeszkleniem dziedzińca Pawilonu Czterech Kopuł daje świadectwo bezguścia i braku talentu współczesnych architektów oraz bezmyślności i zachłanności właścicieli tych obiektów.






Inny wielki mistrz modernistycznej architektury - Mies van der Rohe powiedział "mniej znaczy więcej". W przypadku Hali Stulecia i wielu innych zabytków zeszpeconych przez współczesne ingerencje powinno to oznaczać - rekonstrukcja do pierwotnego stanu lub nic. Mierzenie się z dawnymi mistrzami przez obecnych rzemieślników oraz urzędników ingerujących w projekty zazwyczaj kończy się kompromitacją.

więcej zdjęć: www.zabytkidolnegoslaska.com.pl
4/01/2016

Lwowski miesiąc w Europejskiej Stolicy Kultury

Przeniesiona ze Lwowa "Panorama Racławicka" jest dzisiaj jednym z symboli Wrocławia. Zarówno w sensie historycznym, jak i symbolicznym, ponieważ po II wojnie światowej w mieście znaleźli schronienie dawni mieszkańcy Lwowa wyrzuceni ze swoich domów w wyniku przesunięcia granic. Chociaż najwięcej dawnych lwowiaków osiedliło się w Gliwicach i w Bytomiu, to miasto nad Odrą postrzegane jest do dzisiaj jako ich główne skupisko. Różne są teorie związane z tym tematem, poczynając od dawnych tramwajarzy po elity naukowe Uniwersytetu Wrocławskiego tworzące klimat i tożsamość dawnego Breslau. W Rynku stanął "repatriowany" pomnik Fredry, tuż obok znalazło nową siedzibę "Ossolineum", a w dolnośląskich kościołach zawisły kresowe Madonny.


W 2013 roku w jednym z pomieszczeń wpisanej na listę UNESCO Hali Stulecia otwarto kolejną atrakcję w postaci makiety XVIII-wiecznego Lwowa wykonanej przed wojną przez inżyniera Janusza Witwickiego wraz z zespołem. Rozpoczęte w 1936 roku prace, poprzedzone wnikliwymi studiami i analizami, trwały do 1946 roku, kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach został zamordowany, w radzieckim już mieście, autor tego wyjątkowego dzieła. Mimo sprzeciwu nowych władz, dzięki żonie autora - Irenie Witwickiej, przewiezione elementy makiety znalazły schronienie w piwnicach Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, aby po latach trafić na strych Muzeum Architektury i po licznych perypetiach, jako depozyt "Ossolineum" do Hali Stulecia.






Panorama Plastyczna Dawnego Lwowa jest atrakcją nową i wciąż mało znaną wśród turystów. Kolejny relikt miasta nad Pełtwią, który znalazł się we Wrocławiu, budujący symboliczną więź między miastami "utraconymi". To także wpisane na listę dóbr kultury dzieło sztuki o specyficznym klimacie i charakterze. Pamiątka historyczna wielkiej wartości, eksponowana na profesjonalnie i nowocześnie zorganizowanej wystawie.






W ramach Europejskiej Stolicy Kultury w kwiecień został ogłoszony miesiącem Lwowa. Zorganizowane zostaną koncerty spotkania, pokazy filmowe i wystawy. W Przejściu Garncarskim będzie stworzona Lwowska Uliczka ze stoiskami gastronomicznymi i rzemieślniczymi. Z tego miejsca będą kursowały turystyczne meleksy dowożące turystów do lwowskiej panoramy w Hali Stulecia. 

więcej zdjęć na www.zabytkidolnegoslaska.com.pl
3/20/2016

Dolnośląskie - nie do zobaczenia

Kończące się właśnie w Katowicach 22 Międzynarodowe Targi Turystyki "Globalnie" reklamują się jako największa na południu Polski impreza branży turystycznej. Ogromna liczba wystawców, ciekawe imprezy, okazałe stoiska oraz oferta skierowana do przeciętnego Polaka mogły zachwycić. Pojawiły się chyba wszystkie regiony i bardziej znaczące organizacje branżowe w kraju. Od biur podróży po producentów sprzętu, ale najważniejsze i przeważające były stoiska prezentujące ofertę turystyczną województw, miast i poszczególnych atrakcji. Piękne stoisko województwa lubelskiego ozdobione samolotem, okazałe województwa lubuskiego prezentujące wszystkie możliwe atuty regionu z osobnym działem prezentującym tylko Międzyrzecki Rejon Umocniony. Mazowsze promujące się za pomocą Fryderyka Szopena i Żegluga Ostródzko-Elbląska z ogromną ruchomą makietą. Podlaskie z przysmakami i śląskie z bogatą ofertą dla każdego turysty. Wśród największych rozlokowały się mniejsze atrakcje takie jak zamek w Pszczynie czy Niedzicy. Pojedyncze miasta jak Łódź i Kielce, ale i mniejsze jak Głuchołazy czy Prudnik. Poza tym reklamowali się nasi południowi sąsiedzi z Czech, Słowacji oraz Węgier. Ogromne stoiska zaprezentowali partnerzy Tunezji i Grecji, nawet z Dominikany. Nie udało się jednak znaleźć dolnośląskiego...


Trudno zrozumieć dlaczego województwo uznało że nie potrzebuje takiej promocji, podczas gdy inni wydali ogromne pieniądze aby zaistnieć przez te kilka dni. Czyżby na Dolny Śląsk przyjeżdżały takie tłumy, że niepotrzebna jest dodatkowa reklama ? A może uznano że nie ma potrzeby wydawać pieniędzy bo i tak wszyscy wiedzą gdzie jechać ? Być może Katowice leżą zbyt blisko i każdy sam sobie może przyjechać sprawdzić ofertę na miejscu ? Kilka milionów ludzi mieszkających po sąsiedzku nie jest nic warte ? Może Katowice są zbyt mało atrakcyjne dla osób które zajmują się promocją i wolą one bardziej egzotyczne wycieczki ? Dziwnym trafem Małopolska z Krakowem położona dużo bliżej jednak się pofatygowała. Był nawet człowiek z materiałami promocyjnymi z dalekiej Walonii.

Honoru regionu dzielnie bronił Lądek-Zdrój, Stronie Śląskie oraz kłodzki Minieruoland. Ten ostatni na okazałym stoisku rozdawał kwiaty, prezentował makietę Złotego Pociągu i drezdeńskiego Zwingera... Na tyle stać najbardziej atrakcyjny region w kraju, którego władze chyba uznały że promocja jest zbędna i zrobią to za nich inni. Niech nikt się jednak w przyszłości nie dziwi że na Zakopiance są korki a w Sudetach hula wiatr. Przynajmniej w porównaniu z innymi.

Dolny Śląsk - nie do zobaczenia.
3/04/2016

Ruina - ideał naszych czasów

Pałac w Kopicach należy do najbardziej znanych i lubianych przez turystów miejsc w Polsce. W sezonie letnim przed zamkniętą bramą zjawiają się tłumy aby chociaż na chwilę spojrzeć na smętnego trupa jaki pozostał z dawnej, pełnej przepychu i elegancji, rezydencji. Przepięknie odbija się ona w wodach stawu i robi ogromne wrażenie od strony wsi. Wieże, wieżyczki, sterczyny, ozdobne rzygacze, wysokiej klasy detal kamieniarski, doskonała kompozycja bryły sprawiają że ucieka ona od banału jakim bardzo często jest XIX-wieczny neogotyk. Gdy dodamy do tego spójne architektonicznie zabudowania gospodarcze wokół oraz rozległy park z zachowanymi częściowo budowlami, które dawniej go zdobiły, mamy obraz doskonałości w starym stylu.




To jedna z wielu tego typu rezydencji, które nie miały szczęścia po 1945 roku. Wystarczy wspomnieć kompleks pałacowo-parkowy w Chwalimierzu koło Środy Śląskiej, rozebrany pałac w Szczodrem koło Wrocławia, wysadzony w powietrze wraz z sąsiednim zamkiem "Śląski Wersal" w Świerklańcu i wiele innych eklektycznych budowli, nie tylko na Śląsku. Na usprawiedliwienie takich decyzji (o ile można o czymś takim mówić) trzeba pamiętać, że w czasach gdy dewastowano i usuwano ich szczątki, były dla współczesnych budowlami stosunkowo nowymi i bezwartościowymi. Gdy niedawno rozbierano warszawski Supersam czy katowicki dworzec kolejowy też niewielu protestowało, przy aprobacie milczącej większości, która uznawała spuściznę PRL za coś gorszego i niegodnego ochrony. Podobnie było z tymi eklektycznymi rezydencjami, "skażonymi" dodatkowo niemiecką przeszłością. Jeszcze dzisiaj pojawiają się głosy za usunięciem (eklektycznego w formie) Pałacu Kultury i Nauki, czy wręcz podejmowane są decyzje o wyburzaniu ciągów XIX-wiecznych kamienic (m.in. Wrocław). Warto o tym pamiętać gdy stoimy przed kopicką ruiną - czas barbarzyńców się jeszcze nie skończył.

Miłośnicy pałacu wciąż mówią o jego odbudowie, jakby taka decyzja była czymś zupełnie naturalnym. Obecny właściciel (firma "Zarmen") wprawdzie zapowiedział że zabytek zostanie przywrócony do dawnej świetności, a w jego murach będzie funkcjonowało centrum hotelowo-konferencyjne, ale do realizacji tych planów z różnych względów nie doszło. Trudno powiedzieć jak miała się zmieścić taka funkcja w ramach odbudowanego pałacu, jednak wydaje się logiczne że miał być on tylko wabikiem dla większego i zupełnie nowego budynku w sąsiedztwie. Ozdobą i wisienką na torcie, ponieważ ze względów wspomnianych w artykule o pałacu w Krowiarkach, jest to budowla niezbyt nadająca się do adaptacji na cele hotelowe, a jej gabaryty w połączeniu ze skalą zniszczenia i ogromem nakładów potrzebnych na odbudowę, są za małe aby taka inwestycja miała sens. Chyba że właściciel jest filantropem nie zważającym na finanse, miłośnikiem ślepo zakochanym w swojej zdobyczy, kolekcjonerem i marszandem. W tym przypadku to raczej wątpliwe.

Tysiące ludzi piszą komentarze na różnych stronach poświęconych zabytkom, odwiedzają ruiny o każdej porze roku, fotografują i opisują każdą najmniejszą zmianę otoczenia budowli. Większość oczami wyobraźni widzi odbudowaną rezydencję na widok której będą padały na kolana kolejne rzesze turystów. W parku będzie tłoczno, do kas będą ustawiały się kolejki, nawet jeżeli główny obiekt pozostanie dla nich niedostępny (będzie w nim hotel). Przecież Kopice są tak wspaniałe, tak unikalne, tak niezwykłe...

Tak, to prawda. Jednak dla garstki miłośników nikt nie zainwestuje milionów. Tym bardziej, że cała malowniczość i wartość tego obiektu być może tkwi w tym, że jest on ruiną. Gdyby przetrwał powojenne porządki w niezmienionym stanie,  tylko zdewastowany jak wiele innych, to by był czymś tak samo atrakcyjnym dla większości ludzi jak pałac w Biechowie czy w Rysiowicach ? Jak pałac w Kwietnie czy w Nakle Śląskim ? Ilu zwyczajnych zjadaczy chleba słyszało o tych zabytkach ? Ilu jeździ do zamku w Głogówku czy do pałacu w Bożkowie ? Weźmy te odnowione, jak na przykład pałac w Krzyżowej czy zamek w Kliczkowie. Trudno mówić o tłumach szturmujących ich mury. Ale w przypadku Kopic byłoby inaczej - przecież ten pałac jest wyjątkowy, nie ma takiego drugiego. Czyżby ? 

Pałac w Pławniowicach koło Gliwic jest w pewnym sensie jego kopią. Powstał w tym samym okresie, w tym samym stylu, ma podobne gabaryty i układ. Być może dlatego że hrabia Ballestrem zlecił jego budowę mistrzowi budowlanemu Konstantynowi Heidenreich z Kopic. Jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku był w podobnym stanie - zrujnowany i opuszczony, aż do momentu gdy kościół katolicki postanowił adaptować zabytek na dom rekolekcyjny.  Zwiedzenie tego obiektu to najlepszy sposób aby wyobrazić sobie jak mogłyby wyglądać Kopice po odbudowie, ile pracy i pieniędzy potrzeba aby tego dokonać. To także świetny przykład ilu ludzi przyjechałoby podziwiać odbudowany pałac Śląskiego Kopciuszka. Pławniowicka rezydencja Ballestremów jest położona ok. dwa kilometry od zjazdu z autostrady A4, widoczna dla milionów kierowców przemierzających tą trasę każdego dnia, nocą oświetlona wieża widziana jest z wielu kilometrów, przed autostradowym zjazdem umieszczono ogromną brązową tablicę zachęcającą do odwiedzin. Kilkanaście kilometrów od Pławniowic rozciąga się Aglomeracja Śląska, którą zamieszkuje kilka milionów ludzi. I co ? 







Efekt jest marny. Chociaż turystów nie brakuje, to trudno mówić o oblężeniu, a są dni gdy pałacowy park świeci pustkami (być może odstrasza drobna opłata za wstęp). Gdyby przedsięwzięcie miało charakter komercyjny musiałoby się skończyć bankructwem. Zabytek można zwiedzać w środku, są zachowane budowle towarzyszące, tuż obok rozciąga się duże jezioro z licznym ośrodkami wypoczynkowymi. Ktoś uwierzy że w Kopicach będzie inaczej ?








Można postawić śmiałą tezę, że gdyby Pławniowice były ogromną malowniczą ruiną to sytuacja by się odwróciła i nagle by się okazało że tysiące wielbicieli marzy o odbudowie zniszczonego zabytku. Pałac licznie odwiedzany i fotografowany, zwłaszcza jego potłuczone rzeźby i detale, byłby stawiany na równi z nieodżałowanym Świerklańcem czy Sławęcicami. Na równi z Kopicami! Rozpacz by się lała na internetowych forach, a właściciel ustawiony przed pręgierzem zbierałby niezliczone razy. Niestety, został odbudowany i wraz z otoczeniem jest jednym z najbardziej zadbanych na Śląsku. Okazuje się że taki stan nie cieszy się większym zainteresowaniem. Kochamy tylko opuszczone ruiny ?