Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

Archiwum

Spacerem po... Opolu

Najczęściej czytane

Polecane blogi

Obserwatorzy

Technologia Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Google+ Followers

6/06/2016

Fasada

Położony nad Ścinawką ogromny klasztor benedyktyński projektu Kiliana Ignacego Dientzehofera jest jedną z wizytówek tego fragmentu Czech i najwspanialszym zabytkiem niewielkiego Broumova. Obecny wygląd zyskał w 1733 roku w wyniku barokowej przebudowy ale jego początki sięgają 1322 roku kiedy w miejscu dawnego grodu założono przeorat i probostwo benedyktyńskie. Zachowane wnętrza, ze wspaniałym kościołem p.w. św. Wojciecha na czele, wykonywali najwięksi mistrzowie praskiego baroku, a to co zostało zrealizowane stanowi zaledwie połowę pierwotnych planów rozbudowy.




Wyremontowane elewacje, zrekonstruowany ogród wraz z budowlami towarzyszącymi oraz rozbudowana infrastruktura turystyczna na pierwszy rzut oka zachwycają. Z której strony do Broumova nie dojedziemy, mijamy w naszym kraju owoce wieloletnich dewastacji w postaci zaniedbanych dworów i pałaców w Piszkowicach, Ścinawce Górnej i Średniej (od strony Kłodzka) czy sanatorium Grunwald w Sokołowsku (od strony Wałbrzycha), a to tylko najbliższe okolice. Ich nowi i starzy właściciele walczą o przywrócenie ich do dawnej świetności ale na efekty poczekamy jeszcze długie lata. Zanim to nastąpi, kłują w oczy jaskrawoczerwone elewacje broumovskiego giganta, który leży zaledwie kilkanaście kilometrów od granicy. Utrzymywana przez państwo placówka posiada doskonałą ofertę dla turystów, pozwalającą na spędzenie w tym miejscu długich godzin. Można zwiedzać klasztorne wnętrza wraz z kościołem, krypty, muzeum regionalne, galerię w pawilonie ogrodowym, w cenie biletu mamy także wejście do drewnianego kościoła cmentarnego. Samo miasto posiada także ładną starówkę z cennym kościołem parafialnym.




Po wejściu do części która nie jest ogólnodostępna możemy się przekonać że efektowna fasada skrywa inne oblicze zabytku. Opustoszałe i zaniedbane dziedzińce, dziesiątki pustych pomieszczeń i korytarzy czekających chociaż na odświeżenie. Klasztorny refektarz wraz z jedyną w tej części Europy kopią Całunu Turyńskiego, barokowa zakrystia oraz piękna biblioteka też nie powalają na kolana swoim stanem zachowania, chociaż każdy miłośnik doceni przez to ich autentyczność. Warto dodać że 17 000 woluminów na zabytkowych regałach to tylko część z dawnego księgozbioru liczącego 37 000 książek. Zostały one rozkradzione po 1945 roku, a nawet oddane do składu makulatury na przemiał. Coś nam to przypomina ?











Warto przyjrzeć się w jaki sposób nasi południowi sąsiedzi remontują ten zabytek. Zabezpieczony obiekt jest "picowany" tak żeby przyciągnąć jak największą liczbę turystów i zachęcić ich do zwiedzania. Odnowione zostały jedynie elewacje, które potencjalni zwiedzający zobaczą po przyjeździe do Broumova, te mniej eksponowane czekają na swoją kolej w dalszym etapie. Podobnie jest niewidocznymi dla postronnych dziedzińcami wewnętrznymi. Trasa zwiedzania prowadzi przez najcenniejsze wnętrza ale i tam nie znajdziemy konserwatorskich fajerwerków, czego symbolem jest np. zabytkowy globus którego stan byłby u nas zapewne uznany za katastrofalny i w trybie awaryjnym uruchamiano by fundusze na jego odnowienie, o ile by go nie wywieziono w bardziej "godne" miejsce.







W czeskim klasztorze nie widać pośpiechu i gorączki. Krok po kroku robi się kolejne prace, nadając priorytet działalności bieżącej. Być może, poza dotacjami z różnych źródeł, i zarobkiem z organizowanych imprez, mają być one finansowane z pieniędzy które zostawią w tym miejscu zwiedzający ? Żeby zostawili należy ich czymś przyciągnąć ? Jeżeli tak wygląda pomysł na zarządzanie tym zabytkiem, a wszystko na to wskazuje że tak jest, to jest to podejście podobne do inwestycji w normalnym przedsiębiorstwie, gdzie wizerunek i promocja odgrywają znaczącą rolę. Stawia się fundament rozwoju firmy, budując kolejne źródła dochodu na przyszłość, zamiast chaotycznego i przypadkowego wydawania pieniędzy na punktowe renowacje. Solidne podstawy i perspektywy oparte na różnych źródłach finansowania - one są priorytetem, a nie konserwacje które doceni jedynie niewielka grupa fachowców. Warto przypomnieć że robi to wszystko państwowy zarządca dla swoich obywateli.

Fasada ma ogromne znaczenie, nawet jeżeli maskuje mniej kolorową rzeczywistość. W przypadku zabytku może być jego fundamentem i gwarancją lepszej przyszłości.

więcej zdjęć na www.zabytkidolnegoslaska.com.pl (galeria1, galeria2, galeria3)
6/05/2016

Miedziowy Disneyland

Związek Gmin Zagłębia Miedziowego obejmuje obszar 907,50 km kw., na którym leżą trzy
miasta: Polkowice, Chocianów i Przemków oraz blisko 100 sołectw, zamieszkałych w sumie
przez 69 tys. 30 osób.

Idea powołania Związku zrodziła się już w 1992 r., kiedy pięć sąsiadujących ze sobą gmin – Polkowice, Chocianów*, Gaworzyce, Grębocice i Radwanice – wyraziło wolę wspólnego działania na rzecz poprawy warunków życia swoich mieszkańców. Chęć ścisłej współpracy znalazła swój wyraz w utworzeniu przez te gminy związku komunalnego o nazwie: „Związek Gmin Zagłębia Miedziowego”. W tym składzie Związek został zarejestrowany 8 czerwca 1994 r., a w niedługim czasie dołączyły do niego kolejne gminy: w 1995 r. Przemków, w 1998 r. Pęcław oraz w 1999 r. Jerzmanowa. Obecnie Związek Gmin Zagłębia Miedziowego zrzesza osiem gmin: 6 z powiatu polkowickiego i 2 gminy powiatu głogowskiego.

Celem ZGZM było wspólne rozwiązywanie problemów społeczno – gospodarczych stojących przed regionem. Główne zadania jakie stały przed ZGZM to: stworzenie Powiatu Polkowickiego w granicach związku, walka z bezrobociem i przeciwdziałanie jego skutkom społeczno – ekonomicznym, opracowanie programu restrukturyzacji rolnictwa oraz współpraca w zakresie budownictwa komunalnego, ochrony środowiska, oświaty i kultury.


www.zgzm.pl

W Polkowicach właśnie ukończono budowę siedziby tej pożytecznej organizacji, która jest jednocześnie symbolem bogactwa gmin-fundatorów oraz horyzontów ludzi nimi zarządzających. Zamożne Zagłębie Miedziowe pod względem ochrony zabytków jest chyba najbardziej zaniedbanym regionem na Dolnym Śląsku, o ile nie w kraju. Niemal w każdej wsi straszą ruiny cennych zamków i pałaców, zaśmiecone parki i walące się zabudowania gospodarcze. Organizacja samorządowa która ma zapobiegać problemom społeczno-gospodarczym (także w zakresie kultury!) nie zainwestowała swoich pieniędzy w odnowę zrujnowanego pałacu w miejscowości gdzie takie problemy istnieją (tak jak uczyniono to w należących do związku w Gaworzycach), tylko postanowiła wybudować "zamek" od nowa -  "na bogato". Urzędnikom po raz kolejny zabrakło wyobraźni, szerszych horyzontów, a przede wszystkim odrobiny gustu, wyczucia, dobrego smaku... 



Aby uzmysłowić sobie upadek kultury w regionie trzeba przedstawić najpiękniejsze zabytki w gminach-fundatorach. Nie projektował ich 5-latek, nie mają szans we współczesnym świecie i realiach estetycznych Zagłębia Miedziowego. Niestety.











5/12/2016

Przerwany nabór

Pod osłoną długiego majowego weekendu Zarząd Województwa Dolnośląskiego 29 kwietnia wywrócił stolik z dotacjami unijnymi dla zabytków. Wnioski złożone w lutym, w programie o kodzie 4.3, skasował i ponownie ogłosił nabór.


Podrywa to zaufanie do i tak już nieprzejrzystego konkursu, o którym wiadomo nieformalnie, że większość z przeznaczonych łącznie 30 milionów euro była wstępnie rozdysponowana pomiędzy samorządy terytorialne już w zeszłym roku.

Formalnym powodem anulowania naboru jest źle działający system informatyczny a Zarząd napisał, że trwają prace, które „zapewnią lepszą funkcjonalność generatora wniosków”. Rychło w czas —można było tę funkcjonalność poprawić w zeszłym roku albo nawet w trakcie zimowego naboru, którego koniec zresztą kilkakrotnie przesuwano.

Krąży półoficjalne wyjaśnienie, że urzędnicy marszałkowscy mają problemy z odczytaniem treści wniosków, które złożono w lutym. Skoro tak, to jak udało się listę wnioskujących poskładać i w połowie marca ogłosić wraz z tytułami projektów i wnioskowanymi kwotami?

Czy może pojawił się ktoś Ważny, kto swojego projektu w lutym nie złożył bo np. nie zdążył a obecnie jest gotowy? Ważny jest pewnie na tyle ważny, że dostać pieniądze MUSI.

Walka o te 30 milionów euro jest zaciekła. Kwota tylko na pierwszy rzut oka wygląda na rozsądną. Podzielona pomiędzy różne worki, których sensu trudno się dopatrzeć, robi wrażenie już dużo mniejsze.

W takim worku dzierżoniowsko-ząbkowicko-kłodzkim są marne 3 miliony euro, czyli ok. 13 mln zł, a najbardziej znaczących zabytków w województwie cała długa lista. W naborze lutowym zgłoszono tam wnioski o dofinansowanie na kwotę ponad 50 milionów złotych, w tym Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim (4,6 mln zł), twierdze: kłodzka (3,2 mln zł) i srebrnogórska (2 mln zł), Bazylika w Wambierzycach (7,7 mln zł), czy klasztor w Bardzie (14 mln zł!).

Za kilka miesięcy poprzez porównanie list projektów zgłoszonych w naborze skasowanym i nowym będzie można próbować domyślić się, dla kogo tak naprawdę zmieniono zasady gry w jej trakcie.

MM
4/15/2016

Niedobra zmiana

Uchwalona 31 marca przez Sejm ustawa o obrocie ziemią wstrzymuje sprzedaż państwowych gruntów na 5 lat z wyjątkiem nieruchomości do 2 ha oraz innych przeznaczonych np. na cele nierolne jak pod budownictwo mieszkaniowe, centra biznesowo-logistyczne czy składy magazynowe. 

Reguluje też prywatny obrót ziemią; zakłada, że nabywcą ziemi rolnej może być jedynie rolnik indywidualny czyli osoba fizyczna, która osobiście gospodaruje na gruntach do 300 ha, posiada kwalifikacje rolnicze oraz co najmniej od 5 lat zamieszkuje w gminie, gdzie jest położona co najmniej jedna działka jego gospodarstwa. 

Agencja Nieruchomości Rolnych będzie miała prawo pierwokupu ziemi. Jednak nie będzie to dotyczyło dziedziczenia gospodarstwa przez osoby bliskie. 

Działki o powierzchni mniejszej niż 0,3 hektara (30 arów) będą wyłączone spod rygorów ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego.

www.rp.pl


Przyjęta przez sejm ustawa jest prawdopodobnie aktem skazującym na karę śmierci dziesiątki, o ile nie setki dolnośląskich zamków i pałaców. Nie tylko tych, będących w zasobach Agencji Nieruchomości Rolnych, ale i zabytki które dotychczasowi właściciele chcieli z różnych powodów sprzedać. Przestały być lokatą kapitału i inwestycją, ponieważ nikt nie wyłoży milionów złotych w interes, którego nie da się w krytycznym momencie spieniężyć. W myśl obecnych przepisów, posiadanie zabytkowych rezydencji z parkiem staje się kulą u nogi. Ich właściciele zostali skazani na wieczne posiadanie, chyba że odkupi je jakimś cudem związek wyznaniowy lub Agencja Nieruchomości Rolnych, co można uznać w większości przypadków za daleko posuniętą fantazję.


Dzięki wyprzedaży zabytkowych rezydencji z zasobów ANR w ostatnich latach kilkadziesiąt obiektów znalazło nowych właścicieli, którzy częściowo rozpoczęli kosztowne i długotrwałe remonty. Przygotowano mieszkania dla mieszkańców folwarków i samych pałaców, co było nową jakością w podejściu do zabytków i potencjalnych inwestorów. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a przynajmniej w lepszym niż katastrofalne rządy państwowego zarządcy, rujnującego swoją ignorancją i bezczynnością posiadane mienie. W myśl obecnych przepisów ten stan został utrwalony na lata. Powrót "gospodarza" o pgr-owskiej mentalności i stylu zarządzania co oznacza powolną śmierć większości zabytków w posiadaniu agencji. W ustawie nie wspomniano o środkach przeznaczonych chociaż na ich zabezpieczenie.


Można się łudzić, że kościół katolicki, który jest bardzo dobrym gospodarzem, nagle zacznie tworzyć domy rekolekcyjne i parafialne gdzie popadnie. Można wierzyć że światli i bogaci rolnicy zechcą być panami na włościach więc rzucą się masowo na dwory i pałace. Kto chce, niech sobie marzy że Agencja Nieruchomości Rolnych, po wymianie kadr na bardziej patriotyczne, zacznie remontować tysiące rezydencji w całej Polsce aby przekazać je na mieszkania socjalne i domy samotnej matki bez 500+, a folwarki na stadniny koni arabskich. To są jednak żarty i bajki, bo zapowiada się czarny okres w historii wielu zabytków. Nie pierwszy i nie ostatni. O ile jednak dewastację czasów PRL zrzucono na barki krasnoarmiejców i partyjnych aparatczyków, to w tym przypadku za ustawą stoją konkretni ludzie podpisani z imienia i nazwiska. 


Patrioci, którzy polskiej ziemi nie dadzą Niemcowi i kapitaliście. Po nich choćby zgliszcza.

4/05/2016

Tandeta Stulecia

Wpisana na listę UNESCO wrocławska Hala Stulecia to arcydzieło architektury modernistycznej i przykład geniuszu inżynierskiego jej twórców. Budowla zaprojektowana przez Maxa Berga szybko stała się symbolem miasta oraz jednym z najważniejszych dzieł człowieka w XX wieku. Gdy powstała (w latach 1911-1913) jej żelbetowa kopuła nie miała sobie równych w całym świecie. Tuż obok znany architekt Hans Poelzig stworzył pawilon wystawowy, a całość uzupełniała monumentalna pergola zamykająca klamrą centralne założenie dawnych terenów wystawowych. Mimo wielu zniszczeń podczas II wojny światowej większość budynków przetrwała i była wykorzystywana zgodnie ze swoim przeznaczeniem aż do naszych czasów. W 2008 roku rozpoczął się gruntowny remont hali, który miał na celu przywrócenie jej do pierwotnego stanu wraz z modernizacją pozwalającą na wykorzystanie obiektu według obowiązujących standardów.


Hans Poelzig był również autorem pawilonu letniego w którym dawniej mieściła się restauracja tworząca pierwszoplanową fasadę widzianą od strony sadzawki i pergoli. Niestety, nie przetrwał on w pierwotnym kształcie do naszych czasów więc podczas wspomnianej modernizacji został rozbudowany oraz dostosowany do potrzeb Wrocławskiego Centrum Kongresowego. Po bokach restauracji powstały pawilony mieszczące sale wielofunkcyjne, w zamyśle twórcy mające zlewać się z otoczeniem poprzez zastosowanie przeszklonych fasad. Niestety, tylko w teorii. Trudno zrozumieć kto wydał zgodę na tak drastycznie kontrastującą z istniejącymi budowlami i pretensjonalną zabudowę szpecącą doskonałą architekturę całego założenia. Już Max Berg przewidywał domknięcie pergoli ale raczej wątpliwe by przyklasnął na widok tego co możemy dzisiaj "podziwiać". Czy tak trudno było po prostu zrekonstruować pierwotne dzieło Poelziga, rezygnując z ingerencji w zabytkową substancję ? Czy nie można było zlokalizować centrum kongresowego na przykład w miejscu nieistniejącej hali Berga na przedpolu Pawilonu Czterech Kopuł ? Dlaczego współcześni architekci i inwestorzy muszą zaznaczać swój ślad w dziełach które są same w sobie doskonałe ?








Gdyby chociaż powstała architektura nawiązująca do zastanych zabytkowych budowli, gdyby stworzono nową jakość uzupełniającą tylko pawilon, gdyby zastosowano najlepszej jakości materiały i zadbano o detal... Niestety, wrocławska perła architektoniczna znana w całym świecie, wizytówka miasta i jego największy skarb został potraktowany architektoniczną taniochą w najgorszym stylu. Koszmarną kostką, która zamiast zniknąć, brutalnie kontrastuje z żelbetową finezją wokół niej. Wraz z błękitną szklaną fasadą dawnego Dworu Targowego (autor Max Berg) oraz przeszkleniem dziedzińca Pawilonu Czterech Kopuł daje świadectwo bezguścia i braku talentu współczesnych architektów oraz bezmyślności i zachłanności właścicieli tych obiektów.






Inny wielki mistrz modernistycznej architektury - Mies van der Rohe powiedział "mniej znaczy więcej". W przypadku Hali Stulecia i wielu innych zabytków zeszpeconych przez współczesne ingerencje powinno to oznaczać - rekonstrukcja do pierwotnego stanu lub nic. Mierzenie się z dawnymi mistrzami przez obecnych rzemieślników oraz urzędników ingerujących w projekty zazwyczaj kończy się kompromitacją.

więcej zdjęć: www.zabytkidolnegoslaska.com.pl