10/17/2017

Mitologia (2)

W poprzednim wpisie bardzo ogólnikowo nakreślona została historia Dolnego Śląska po 1945 roku ze szczególnym uwzględnieniem losu jej zabytków, które jeżeli nie liczyć licznych dewastacji i kradzieży wyposażenia, w większości przetrwały wojenną zawieruchę bez szwanku. Wyobraźmy sobie te czasy i stojący nad stawem pałac w Kopicach, gdzie tylko wybite szyby i powszechny bałagan świadczą o tym że coś się tutaj złego wydarzyło (spłonął w 1958 roku) . Spójrzmy na przepiękny pałac w Goszczu, który niedawno opuścili dawni niemieccy właściciele a nowi gospodarze zasiedlają pospiesznie jego mury (spłonął w 1947 roku), możemy też zajrzeć do Dziewina gdzie renesansowy dwór majestatycznie dominuje od wieków nad okolicą, ponownie uratowany z wyniszczającej wojny (dzisiaj zostały smętne resztki). Takie obrazki były powszechne, bo poza zamkiem w Gościszowie i kilkunastoma innymi rezydencjami wojna oszczędziła zabytki na prowincji. Nawet w Kamieńcu Ząbkowickim pałac stał mimo pożaru w oficynie i czekał na zagospodarowanie. Można było wyselekcjonować te najcenniejsze obiekty, zinwentaryzować ich wyposażenie, wysłać ludzi którzy w ich murach otworzyliby muzea, domy kultury, ośrodki pracy twórczej itd. Kto jednak sobie wtedy zawracał tym głowę ? Czesi.

W tym momencie każdy prychnie, przecież oni nie mieli wojny! U nich wszystko przetrwało nienaruszone! W ten sposób powiela się stereotypy i tworzy mity.

To prawda że Czechom udało się uniknąć takich zniszczeń jak w przypadku Wrocławia czy Warszawy, ale bzdurą jest twierdzenie że wojna zupełnie ominęła ich kraj. Wystarczy spojrzeć jak wyglądała w 1945 roku Opawa, Morawski Krumlov czy Fulnek, gdzie zastanawiano się nad sensem ponownej odbudowy miasteczka. Tam też przeszedł walec w postaci Armii Radzieckiej która niespecjalnie przejmowała się zabytkami i jak wszędzie dochodziło do kradzieży i gwałtów. Ta sama armia narzuciła im taki sam ustrój jak nam, podobnie gorliwie wdrażany w czyn. Tak samo nienawidzono Niemców, chociaż nie spotkały Czechów podobne represje jak to miało miejsce w Polsce. Każdy z nich jednak pamiętał masakrę Lidic i problemy z Sudetenlandem. Na tych terenach dominował żywioł niemiecki niechętny Czechom, z bogatymi właścicielami ziemskimi na czele i obejmował on sporą część kraju z miastami takimi jak Czeski Krumlov, Pizlno, Karlowe Wary, Liberec czy Opawa. W samej Pradze mnóstwo niemieckich obywateli kwiatami witało Hitlera i jego oprawców. Można gdybać co by było gdyby Czesi założyli coś na kształt Armii Krajowej i walczyli na ulicach zamiast montować czołgi i armaty dla okupanta. To jednak jest bezcelowe ponieważ mentalnie jesteśmy na różnych biegunach, a historia pokazała jednak że polskie walki niewiele zmieniły. Wojna skończyła się tam z podobnym skutkiem jak na Śląsku - ze zniszczeniami w różnych punktach ale ogólnie kraj był w dobrym stanie. Wraz z nim jego najcenniejsze skarby w postaci bezcennych zabytków. W myśl Dekretów Benesza skonfiskowano własność niemieckich obywateli a ich samych, często w brutalny sposób, wypędzono.


Na tym jednak podobieństwa się kończą. Skutkiem wspomnianych dekretów była nie tylko konfiskata, ale oddanie tych dóbr narodowi i nie był to tylko slogan. Liczne zamki i pałace zostały zabezpieczone, a ich wyposażenie zinwentaryzowane. Często niemal natychmiast otwierano w zabytkowych wnętrzach muzea, zdarzały się też takie przypadki jak w Czeskim Sternberku gdzie dotychczasowy właściciel został mianowany kustoszem, po czym po swoich pokojach oprowadzał wycieczki. Warto pamiętać że coś takiego jak czeska szlachta w zasadzie nie istniało, w większości byli to potomkowie możnych niemieckich rodów różniący się stopniem "zczechizowania" do jakiego doszło przez wieki. Taki sam los spotkał wszystkich, bez względu na lojalność wobec państwa czechosłowackiego, także Liechtensteinów którzy nie uważali się za Niemców. Czesi jednak, w przeciwieństwie do Polaków, ich majątek uznali za swoje dobro narodowe i otoczyli lepszą lub gorszą opieką. 


Trudno było wymagać od osadników na naszych Ziemiach Odzyskanych aby przyjęli dobra Schaffgotschów jak swoje, ale tutaj po praz pierwszy zawiodło państwo które zachowało się jak złodziej, na domiar złego kradnąc samemu sobie. Oczywiście istniała niepewność statusu tych ziem, jednak wandalizmu i głupoty w żaden sposób to nie tłumaczy. Można było te dobra zabezpieczyć w podobny sposób jak to zrobili nasi południowi sąsiedzi, co nie było takie abstrakcyjne o czym świadczy przykład pałacu w Pszczynie. Dlaczego tylko tam się dało ? Dzisiaj wszyscy świetnie wiemy że spora część zabytkowych kolekcji wylądowała u różnego rodzaju aparatczyków i sprytnych złodziejaszków, zamiast w muzeach. Kolejne zostały bezmyślnie zniszczone. Naród dostał opuszczone rudery i na szybko stworzone PGR-y, w zamian mógł sobie też ukraść resztki z pańskiego stołu, z czego skwapliwie korzystał i korzysta do dzisiaj.

Zniszczone podczas wojny rezydencje szybko w Czechach odbudowywano, a te które ocalały adaptowano nie tylko na muzea, ale i na siedziby różnych instytucji. Bardzo często robiono to w taki sposób jak u nas, wysypując w zamkowych komnatach zboże lub wykorzystując je jako magazyny co doprowadzało do kolejnych dewastacji. Mało kto może sobie dzisiaj wyobrazić w pałacu Liechtensteinów w Valticach (na liście UNESCO) parkujące traktory i zawalone dachy, a przecież tak tam długi czas "gospodarowano". W niedalekich Miloticach, które tak dzisiaj zachwycają swoim oryginalnym wystrojem, urządzono szkołę dla Armii Radzieckiej, w Uhercicach wywieziono całe wyposażenie i stworzono gospodarstwo rolne, doprowadzając przepiękny pałac do kompletnej ruiny. Cenne księgozbiory klasztorne wywożono do Pragi, zamykano zakony i kościoły. Co się stało że mimo wszystko bezcenne budowle przetrwały tam do dzisiaj w tak dobrym stanie ?



Szybko przyszło opamiętanie. W mrocznych czasach komunizmu zaczęły się liczne renowacje, zwłaszcza w wytypowanych jako najcenniejsze zabytkach. Kto sobie dzisiaj wyobraża pałac w Litomyślu (UNESCO) bez wspaniałych dekoracji sgraffitowych ? Kto zdaje sobie sprawę że zamek w Kromeriżu (UNESCO) spłonął częściowo w 1945 roku, a słynne ogrody biskupie były zapuszczoną kępą chaszczy ? Kto wyobraża sobie słynną brneńską willę Tugendhadt (UNESCO) jako przedszkole z pomalowanymi na różowo ścianami ? Mikulov z doszczętnie wypalonym zamkiem ? Brudny Czeski Krumlov tonący w oparach wyziewów miejscowej papierni ? Trebicz (UNESCO) z przeznaczoną do wyburzenia dzielnicą żydowską ? Zamek Veveri z zawalonymi stropami i dachami ? 

Wykonano OGROMNĄ pracę, przeznaczono OGROMNE środki aby te wszystkie cuda przywrócić do dawnej świetności. Zwłaszcza po upadku komunizmu, do dzisiaj czerpiąc garściami pieniądze unijne nawet w najmniejszych wioskach, gdzie przeprowadzane są prace renowacyjne w skali o jakiej nam się nie śniło. Warto jednak sobie uświadomić że w Czechach głównym gospodarzem jest państwo a nie prywatni właściciele. Ci ostatni jeżeli chcą coś kupić mogą co najwyżej liczyć na te najmniej znaczące obiekty, których nikt nie chce, albo nie ma na nie żadnego pomysłu. Wyjątkiem są zamki i pałace odzyskane przez przedwojennych właścicieli, ale i oni wykorzystują je w pierwotnym kształcie jako muzea czy galerie. Czeski Narodowy Instytut Dziedzictwa (NPU) zarządza ponad dwustoma najcenniejszymi obiektami w całym kraju przeznaczając ogromne środki na ich nieustające remonty i nowe wystawy, podczas gdy analogiczna instytucja w Polsce zarządza co najwyżej swoją stroną internetową. Pozostałe są w gestii samorządów, gdzie nawet najmniejsze miasteczko jest w stanie utrzymać spory pałac i robi to z powodzeniem urządzając w jego murach muzea, biblioteki, domy kultury czy galerie z wyrobami lokalnych artystów. Niewiele jest zabytków do których nie ma wstępu przeciętny turysta, wszystko jest dla obywatela! Państwo czeskie, trzykrotnie mniejsze od Polski, z czterokrotnie mniejszą populacją, utrzymuje bezpośrednio kilkaset dużych rezydencji na prowincji (nie licząc Pragi), podczas gdy u nas takich obiektów jest co najwyżej kilkanaście. Na Śląsku Górnym i Dolnym - ZERO.



Wyobraźmy sobie na koniec czeski pociąg pancerny zdobywający Międzylesie w 1945 roku. Był przecież taki moment, gdy nasi południowi sąsiedzi zgłaszali historyczne racje do Ziemi Kłodzkiej,  powiatu raciborskiego oraz głubczyckiego chcąc je zbrojnie odebrać. Wyobraźmy sobie że Stalinowi ręka zadrżała i podarował Kłodzko (Kladsko) nie nam, ustalając granicę gdzieś w okolicy Barda, Złotego Stoku i Nowej Rudy. Na mocy Dekretów Benesza Niemcy zostają wypędzeni a ich dobra skonfiskowane. Szybko zajęte zostają ocalałe bez szwanku zamki i pałace, a w najcenniejszych pojawiają się urzędnicy i wartownicy aby przekazać je nowym osadnikom jako ośrodki kultury. W nietkniętym pałacu w Bożkowie trasę turystyczną po pańskich pokojach, bogato zdobionych i wyposażonych, można otwierać od razu. Podobnie jest w Wilkanowie, Międzylesiu, Trzebieszowicach, Ołdrzychowicach, Ścinawce Górnej i Gorzanowie. Zwłaszcza ten ostatni zachwyca swoją renesansową bryłą i teatrem podobnym do tych z Litomyśla czy Czeskiego Krumlova. Są wprawdzie przypadki takie jak w Ratnie gdzie czeskie ministerstwo zdrowia robi sobie magazyn strzykawek i bandaży, czy w Piszkowicach gdzie zrobiono wielki spichlerz ale te "błędy i wypaczenia" zostaną kiedyś naprawione. W Korytowie, Różance, Łomnicy i pałacu Raczyn miejscowe samorządy urządzają domy kultury i biblioteki. W Żelaźnie czy w Ścinawce Średniej działają państwowe gospodarstwa rolne ale zabytki są należycie utrzymywane. Przetrwały wszystkie do naszych czasów poza wyburzonym pałacem w Wolanach (w Czechach i takie przypadki się zdarzały) ale to jedyna strata. 

I jedyna prawdziwa historia, bo tego pałacu, podobnie jak kilku innych, na polskiej Ziemi Kłodzkiej od dawna nie ma. Pozostałe są w tragicznym stanie, podnoszone z ruiny przez prywatnych właścicieli.


Mitologia jednak trzyma się mocno - "była wojna, było ciężko". Najważniejszy mit jednak jest taki, że to nie my, ale nam to zrobili. Chociaż pozytywne przykłady mamy na wyciągnięcie ręki, nikt nie wyciągnął do dzisiaj wniosków. Pałac w Bożkowie zamiast na turystów czeka na kolejnego właściciela...

10/16/2017

Mitologia (1)

Gdy przejeżdżamy przez wsie Dolne Śląska w oczy rzuca się wszechobecne zniszczenie i zaniedbanie ich zabudowy, folwarków,  zamków, dworów i pałaców. Jeżeli nie są w ruinie to bardzo często się ku niej chylą, zdewastowane i opuszczone, porzucone w zarośniętych i zdziczałych parkach, zarzucone stertami śmieci. Nieliczne wyjątki podnoszonych z upadku rezydencji nie zmieniają złego wrażenia, które dopadnie każdego kto zboczy z utartych ścieżek. Dlaczego tak się dzieje ? Co jest przyczyną ? Czy jest szansa na ratunek ? Kto ma zadbać o zabytki ?


Na te pytania nie ma prostej odpowiedzi, można za to przyjrzeć się po raz kolejny jak poradzili sobie z tym "problemem" nasi południowi sąsiedzi. Wyobrazić sobie co by było gdyby np. Kotlina Kłodzka z kaprysu Stalina trafiła w ich ręce, do czego mieli historyczne prawa i próbowali tego dokonać na własną rękę tocząc z Polską niewielką wojenkę w 1945 roku. Political fiction jest ostatnio bardzo modne (zazwyczaj doprowadzone do absurdu) więc i my wyobraźmy sobie że historia potoczyła się zupełnie inaczej.

Zacznijmy jednak od zastanowienia się co jest przyczyną dewastacji kwitnącego kiedyś regionu. Dla każdego Polaka (dla Czechów i Niemców także) winna jest wojna. Każdy ma natychmiast przed oczami obrazki zniszczonej Warszawy, ruin Wrocławia czy płonących wiosek na Kresach. Idąc tym tokiem myślenia wyobrażamy sobie to samo w całej Polsce, więc także na Śląsku. Tymczasem w tym regionie wojny prawie nie było. Do końca 1944 roku nie spadła tu ani jedna bomba, a kataklizm przyszedł wraz z "wyzwoleniem" w 1945 roku. Wtedy własnie w poważnym stopniu zburzono miasta takie jak Wrocław, Nysa, Głogów, Lubań i kilka innych. Po "wyzwoleniu" Armia Radziecka urządzała sobie fajerwerki podpalając miejscowości zdobyte z marszu, bez większych walk, gwałcąc, kradnąc i niszcząc wszystko co spotkała na swojej drodze. Brygady trofiejne grabiły dzieła sztuki, a prości żołnierze często niszczyli je dla zabawy w pijanym widzie, strzelając do obrazów, paląc meble w kominkach. To wszystko jest powszechnie znane i nie ma sensu rozwijać tematu, tym bardziej że powinni to robić zawodowi historycy. Warto jednak zastanowić się nad tym o czym się nie mówi. Co się stało gdy walki ustały ? Jak wielkie były straty ? Jak wyglądał Śląsk po "wyzwoleniu" ?

Z relacji większości pionierów wynika że przyjeżdżali do kompletnie zachowanych miasteczek i wsi, gdzie wybite szyby i poprzewracane meble były najgorszym widokiem jaki zastali. To oczywiście nie dotyczyło wszystkich, bo Wrocław czy Głogów to było morze ruin po horyzont, ale jednak to był w skali regionu margines a nie norma. Szybko rozeszła się po Polsce legenda o krainie mlekiem i miodem płynącej więc przyciągała ona coraz więcej szabrowników i pospolitych przestępców dzięki którym wkrótce we Wrocławiu powstało ogromne targowisko ze skradzionymi przedmiotami eufemistycznie nazwane "Szaberplacem". Można sobie wyobrazić jak plądrowano to co zostało jeszcze po przejściu Armii Radzieckiej aby sprzedać za bezcen lub zwyczajnie zniszczyć aby "zemścić się" na niewidocznym wrogu. Przyjeżdżali także z "Centralnej Polski" grabieżcy urzędowi, wybierający co lepsze kawałki do kolekcji muzealnych Warszawy czy Poznania. Przydawało się wszystko co miało jakąkolwiek wartość, aż doszło do rozbiórek i wyburzania budynków w całkiem dobrym stanie, aby można było wysyłać cegłę na place budów w Warszawie, Gdańsku i Nowej Hucie. Czy efektem tych działań są dzisiejsze przykre widoki na prowincji ?


W pewnym sensie tak, bo mało który zamek czy pałac pozostał nietknięty przez szabrowników w postaci "wyzwolicieli" ze wschodu i naszych wygłodniałych po wojnie rodaków. Czy można to jednak zakwalifikować jako zniszczenie wojenne ? Wojna była przyczyną powszechnej biedy która pchała ludzi na "Ziemie Odzyskane" aby mogli się chociaż trochę wzbogacić i godnie żyć. Wojna była przyczyną wrogości do Niemiec i wszystkiego co było z tym narodem związane więc niszczono na potęgę każdą pamiątkę po ciemiężycielach. Wojna spowodowała zniszczenia w "Centralnej Polsce", które próbowano zrekompensować sobie na zachodzie. To nic że z dzisiejszej perspektywy wygląda to tak jakbyśmy sami siebie okradli, chociaż przez długie lata "Ziemie Odzyskane" były w "tymczasowej administracji" więc nie było pewności czy pozostaną częścią PRL. Wojna była przyczyną ale nie spowodowała bezpośrednio w wielu miejscach zniszczenia.

Dzisiejsza Świdnica jest cieniem samej siebie jeżeli porównamy stan obecny z przedwojennymi zdjęciami lotniczymi. Gdzie przepadła połowa jej zabytkowej zabudowy jeżeli na miasto spadła jedna bomba i w 1945 roku przejęta została przez polskie władze nietknięta ? Gdzie podziały się zabytkowe rynki wielu dolnośląskich miast widoczne na powojennych zdjęciach, które dzisiaj oszpecone są blokami z wielkiej płyty ? Gdzie pałace i zamki które w 1945 roku miały co najwyżej zdewastowane komnaty i wybite szyby a dzisiaj nie ma po nich śladu ? To efekt powojennej socjalistycznej gospodarki która zmieniła nagłą śmierć w agonię. PGR-y dorzynały zabytkowe rezydencje, a w miastach doprowadzano wiekowe kamienice do kompletnej ruiny aby zastąpić je blokowiskiem lub zwyczajnie śmietnikiem. Zamiast gospodarki był eksploatacja, zarówno na szczeblu centralnym, jak i w zwykłych gospodarstwach rolnych. Nikt nie traktował tych ziem i budynków na nich stojących jak swoje, czego efekty po upadku PRL były opłakane. I gdy wydawało się że to już koniec, że przyszły lepsze czasy, w wielu miejscach wolny rynek dobił dogorywające trupy na zawsze. Nikogo nie interesowały zabytki, które stały się tanim towarem na rynku nieruchomości, rozdawanym za przysłowiową złotówkę komu popadnie, aby się pozbyć problemu. Większość porzucono razem z ludźmi zamieszkującymi ich mury i folwarki, jakby to były nikomu niepotrzebne relikty poprzedniego systemu. Inwestycje w kulturę ? Rewitalizacja zaniedbanych regionów ? Odbudowa więzi lokalnych ? Tym mieli się zająć prywatni inwestorzy, nieliczni jacy podjęli się odbudowy zabytkowych pałaców i zamków. Państwo abdykowało.


Oczywiście były wtedy większe problemy niż odbudowa zabytków (dla nich nigdy nie ma dobrego czasu), jednak warto spojrzeć na problem szerzej, bo Polska nie jest samotną wyspą historycznie oderwaną od reszty Świata. Nie tylko u nas była wojna, nie tylko u nas był komunizm, nie tylko my mieliśmy problemy po jego upadku. Nasze dzieje są wbrew pozorom typowe dla tej części Europy i nie jesteśmy w niczym wyjątkowi. Przynajmniej nie tak jak nam się to wiecznie wydaje. Warto obalić pewne mity, które są bezmyślnie powielane od dziesiątków lat i usprawiedliwiają zwyczajne niechlujstwo, brak kultury, bezmyślność, barbarzyńskie podejście do otoczenia, brak gustu i dbałości o wspólne dobro. Cechy które przyjechały z dalekiego wschodu zmieniają Polskę do dzisiaj w mentalną rosyjską prowincję. Spójrzmy na braci Słowian, naszych południowych sąsiadów, których losy wbrew pozorom są bardzo podobne chociaż los oszczędził im nieszczęsnych wiatrów ze wschodu. Może warto ich naśladować ?

Aby to zrobić trzeba obalić stworzoną na własne usprawiedliwienie mitologię.

9/20/2017

Kawałek historii Lubania na OLX-ie

Na początku sierpnia Stowarzyszenie „Monitoring Zabytków” nagłośniło sprawę zrywanej we Lwówku Śląskim bazaltowej kostki z ulicy Przyjaciół Żołnierza, która miała zostać wywieziona z miasta przez właściciela drogi, tj. Dolnośląską Służbę Dróg i Kolei. http://lwowecki.info/pl/a/5357/-komu-przypadnie-historyczny-bruk-z-ul--przyjaciol-zolnierza-.html


W wyniku medialnej presji i powszechnego oburzenia mieszkańców Lwówka Śl., podjęto decyzję o przekazaniu około 1240 ton zabytkowej kostki bazaltowej, o szacowanej wartości przekraczającej ponad milion złotych na rzecz gminy. http://lwowecki.info/pl/a/5459/wielki-sukces-stowarzyszenia----monitoring-zabytkow---.html

Scenariusz ten był możliwy zapewne dlatego, że siedemnaście lat wcześniej, ówczesne lwóweckie Młodzieżowe Koło Opiekunów Zabytków przetarło szlak, blokując wywóz zabytkowych granitowych płyt wydobytych spod asfaltu na ulicy Jaśkiewicza. Dzisiaj w nieodległym Lubaniu, lwówecki „Monitoring Zabytków” ponownie staje w obronie czegoś na pozór bardzo pospolitego bo… dachówki. Dachówki karpiówki, prawdopodobnie z końca XVII wieku (tej jest najwięcej), ale i również z wieku XVIII czy XIX, wchodzących w skład prawdopodobnie jednego z najstarszych zachowanych tego typu pokryć dachowych w naszym kraju, które przetrwało wiele pożarów i wojen, ale jak może się już niedługo okazać, nie przetrwa indolencji, głupoty, a może tego o czym wszyscy wiemy, ale o czym pisać i mówić nie możemy, bo takie jest prawo J

We wrześniu rozpoczęły się długo oczekiwane prace przy remoncie dachu Domu Solnego w Lubaniu. Obiekt ten wzniesiony w 1539 roku, a rozbudowany przez podwyższenie w końcu wieku XVII jest jednym z najcenniejszych zabytków sąsiadującego z Lwówkiem Śląskim Lubania. Przetrwał on w praktycznie nie zmienionej formie (nie licząc jego podwyższenia) blisko 500 lat. Zabytek od lat jest zaniedbany, znajduje się w złym stanie technicznym, ma spękane mury, ugięte drewniane stropy i dziurawy dach. Wartość historyczna budowli była znana już przed wojną, ale do rejestru zabytków trafił on dopiero w roku 2003. W ostatnim czasie miasto wystąpiło o dotacje, którą otrzymało i na którą umowę podpisano w tym roku. Prace mają się zakończyć jeszcze w tym roku.

Wszystko układało się pięknie do czasu, kiedy na znanym portalu internetowym OLX, Stowarzyszenie „Monitoring Zabytków” zauważyło bardzo intrygujące ogłoszenie, w treści którego czytamy: „Posiadam dachówkę , której czas szacuje się na okres powstania tego budynku . Budynek został wybudowany w 1539 roku”. https://www.olx.pl/oferta/dachowka-ceramiczna-zabytek-antyk-CID628-IDoMh5Q.html#efb0f3db13;promoted






Do ogłoszenia było załączonych kilka fotografii dachówek jeszcze na dachu. Dodajmy, że naprawdę wyjątkowo rzadkich dachówek z trójkątnym zakończeniem. Po ustaleniu obiektu, jego historii i analizie zachowanego pokrycia dachowego, Stowarzyszenie uruchomiło niemal wszystkie możliwe, przypisane prawem procedury, gdyż w jego ocenie Dom Solny w Lubaniu posiada jedno z najstarszych historycznych, ceramicznych pokryć dachowych w Polsce. Niestety wszyscy decydenci, którzy podejmowali kluczowe decyzje w sprawie zakresu, sposobu i nadzorowania prac remontowych przy tak cennym obiekcie zabytkowym Lubania, dziwnym zbiegiem okoliczności nie zauważyli tego jednego „małego” faktu, a dokładnie rzecz ujmując – jakiś 36 tysięcy „małych” faktów, które jednak zostały dostrzeżone przez wykonawcę prac, i które zostały wycenione na 6 zł za sztukę, czyli razem, jakieś 216 tysięcy zł. Warto w tym miejscu zauważyć, że kwota ta wzrosłaby jeszcze bardziej w sytuacji sprzedaży zabytkowej, dachówki za naszą zachodnią granicą.

W dniu wczorajszym rozesłano szereg pism w tej bulwersującej sprawie. W rozmowie z Wojewódzkim Urzędem Ochrony Zabytków dowiedzieliśmy się że zachowana zabytkowa dachówka „już się zużyła”, „nie spełnia już parametrów” i „dlatego dach przecieka” , a w ogóle „jest to element wymienny zabytku” i „konserwator ma prawo wydać zgodę na jego wymianę”… W rozmowie z Asystentem Burmistrza Lubania usłyszeliśmy, że „o wszystkim decyduje konserwator zabytków”, który „właśnie przysłał pismo o wstrzymaniu prac”, a „miasto posiada wszystkie konieczne zgody” i w ogóle „o co panu chodzi?”. Pan Asystent nie odniósł się jednak do przesłanego Burmistrzowi dodatkowego pisma, w którym stowarzyszenie porusza problem mienia znacznej wartości, które w dziwnych okolicznościach zostało zakwalifikowane do zutylizowania, aby następnie pojawić się na OLX-ie za niebagatelną kwotę ponad 200 tysięcy zł.




Jaki będzie dalszy los tej wyjątkowej w skali naszego kraju historycznej dachówki, która przetrwała w wyniku biedy i tylko dlatego, że budynek Domu Solnego stoi na obrzeżach historycznego Lubania, do końca niewiadomo. Jednak pewnym jest, że w interesie wszystkich osób, które mówiąc delikatnie „zawaliły” w tej konkretnej sprawie, jest zdeprecjonowanie jej wartości historycznej, parametrów wytrzymałości i doprowadzenie do jej zniszczenia, gdyż tylko wtedy nie będą oni musieli zmieniać swoich błędnych decyzji. Smutne i żenujące wydaje się również postępowanie wszystkich osób odpowiedzialnych za zaistniałą sytuację, w której ludzie wykształceni, sowicie opłacani i zajmujący odpowiedzialne stanowiska, wykazali ambiwalentny stosunek do chronionego prawem dziedzictwa, ale również majątku o znacznej wartości finansowej. Fakt dostrzeżenia wartości historycznej, a tym samym wymiernej wartości finansowej zabytkowej dachówki z Domu Solnego w Lubaniu, przez niewykształconego w tym kierunku (historia sztuki, historia architektury) wykonawcę prac remontowych, kompromituje całkowicie wszystkie osoby, które podejmowały w tym zakresie jakiekolwiek decyzje, i które w ostateczności doprowadziły do zubożenia substancji zabytkowej i majątkowej miasta Lubania.

Arkadiusz Gutka

Stowarzyszenie „Monitoring Zabytków”

Na zdjęciach cztery rodzaje dachówek z XVII i XVIII wieku, wyjęte z kontenera z gruzem. Warto w tym miejscu nadmienić, że udało się zabezpieczyć 42 sztuki dachówek, które pomimo „utraty parametrów technicznych” przetrwały upadek z 10 metrów wprost do kontenera z gruzem.





---

Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków we Wrocławiu
Delegatura w Jeleniej Górze

W związku rozpoczętymi pracami przy budynku Domu Solnego w Lubaniu, w wyniku których niszczona i pozyskiwana w celu sprzedaży jest zabytkowa dachówka ceramiczna pochodząca z końca XVII w., będąca jednocześnie jednym z najstarszych zachowanych ceramicznych pokryć dachowych na terenie naszego kraju, działając na podstawie art. 31 § 1 pkt 1 Kodeksu postępowania administracyjnego, wnosimy o natychmiastowe wszczęcie postępowania administracyjnego w sprawie niszczenia obiektu zabytkowego i wstrzymanie prowadzonych prac. Jednocześnie wnosimy o wydanie stosownego postanowienia w tej sprawie i zgodnie z art. 31 § 1 pkt 2, wnosimy o uznanie naszego stowarzyszenia jako strony we wszczętym postępowaniu administracyjnym. Ponadto informujemy, że dnia 18 września, po zakończeniu prowadzonych prac, zabezpieczyliśmy wydobywając z kontenera z gruzem 42 dachówki, które nie uległy rozbiciu mimo upadku z ponad 10 metrów.

Prezes Stowarzyszenia „Monitoring Zabytków”
w Lwówku Śląskim
Arkadiusz Gutka

---

Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków we Wrocławiu
Delegatura w Jeleniej Górze

W związku rozpoczętymi pracami przy budynku Domu Solnego w Lubaniu, w wyniku których niszczona i pozyskiwana w celu sprzedaży jest zabytkowa dachówka ceramiczna pochodząca z końca XVII w., będąca jednocześnie jednym z najstarszych zachowanych ceramicznych pokryć dachowych na terenie naszego kraju, posiadająca jednocześnie wymierną wartość finansową, działając na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. Nr 112, poz. 1198) Stowarzyszenie "Monitoring Zabytków" zwraca się z zapytaniem, czy Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków we Wrocławiu-Delegatura w Jeleniej Górze, posiada wiedzę na temat zachowanych na terenie działania Delegatury oryginalnych, ceramicznych pokryć wykonanych z dachówki karpiówki, datowanych na XVII i XVIII wiek. W przypadku posiadania w/w wiedzy, prosimy o podanie miejscowości i obiektów, na których zachowało się historyczne, ceramiczne pokrycie dachowe z dachówki karpiówki, datowane w wyniku przeprowadzonych wcześniej badań na XVII i XVIII wiek.


Prezes Stowarzyszenia „Monitoring Zabytków”
w Lwówku Śląskim
Arkadiusz Gutka

---

Arkadiusz Słowiński Burmistrz Lubania

Wniosek o podjęcie natychmiastowych działań zmierzających do zabezpieczenia mienia publicznego o znaczącej wartości finansowej i historycznej.

W związku rozpoczętymi pracami przy budynku Domu Solnego w Lubaniu, w wyniku których niszczona i pozyskiwana w celu sprzedaży jest zabytkowa dachówka ceramiczna pochodząca z końca XVII w., ( tutaj link do ogłoszenia o sprzedaży zabytkowej dachówki, które zostało już usunięte: https://www.olx.pl/oferta/dachowka-ceramiczna-zabytek-antyk-CID628-IDoMh5Q.html#efb0f3db13;promoted ) będąca jednocześnie jednym z najstarszych zachowanych ceramicznych pokryć dachowych na terenie naszego kraju, wnosimy o natychmiastowe wstrzymanie prac, w wyniku których niszczone i zagarniane jest dziedzictwo kulturowe miasta Lubania.

W świetle zaistniałych faktów – ogłoszenie o sprzedaży zabytkowej dachówki, w ocenie naszego stowarzyszenia mamy do czynienia z działaniem na szkodę majątku publicznego o znacznej wartości. Z wstępnych wyliczeń wynika, że do chwili obecnej zniszczono lub wywieziono około 9 tysięcy dachówek. Na dachu Domu Solnego pozostało jeszcze około 27 tysięcy zabytkowych dachówek. Oferujący sprzedaż historycznej zabytkowej dachówki, wycenił ją na 6 zł za sztukę, co daje nam ostatecznie kwotę rzędu ponad 200 tysięcy zł. Dodać w tym miejscu należy, że cena podana w ogłoszeniu, w przypadku wywozu zabytkowej dachówki za granicę, ulegnie znaczącemu zwiększeniu z uwagi na jej rzadkość i proweniencję.

Jednocześnie Stowarzyszenie "Monitoring Zabytków" oświadcza, że jest wyjątkowo zażenowane postępowaniem wszystkich osób odpowiedzialnych za zaistniałą sytuację, w której ludzie wykształceni, sowicie opłacani i zajmujący odpowiedzialne stanowiska, wykazali ambiwalentny stosunek do chronionego prawem dziedzictwa w postaci zachowanego, historycznego pokrycia dachu Domu Solnego. Fakt dostrzeżenia wartości historycznej, a tym samym wymiernej wartości finansowej zabytkowej dachówki z Domu Solnego w Lubaniu, przez niewykształconego w tym kierunku wykonawcę prac remontowych, kompromituje całkowicie wszystkie osoby, które podejmowały w tym zakresie decyzję, i które w ostateczności doprowadziły do zubożenia substancji zabytkowej i majątkowej miasta Lubania. W związku z powyższym wnosimy o podjęcie przez Pana decyzji o natychmiastowym wstrzymaniu prac, w wyniku których niszczone lub rozkradane jest nasze wspólne, chronione prawem dziedzictwo.

Prezes Stowarzyszenia „Monitoring Zabytków”
w Lwówku Śląskim
Arkadiusz Gutka


Otrzymują:

1. Generalny Konserwator Zabytków

2. Narodowy Instytut Dziedzictwa Oddział Terenowy we Wrocławiu

3. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków we Wrocławiu

4. Przewodniczący Rady Miasta Lubania.

5. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków we Wrocławiu,  Delegatura w J.Górze.

---

Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków we Wrocławiu
Delegatura w Jeleniej Górze

W związku rozpoczętymi pracami remontowymi przy budynku Domu Solnego w Lubaniu, w wyniku których niszczona i pozyskiwana w celu sprzedaży jest zabytkowa dachówka ceramiczna pochodząca z końca XVII w., (tutaj link do ogłoszenia o sprzedaży zabytkowej dachówki, które zostało już usunięte: https://www.olx.pl/oferta/dachowka-ceramiczna-zabytek-antyk-CID628-IDoMh5Q.html#efb0f3db13;promoted ) będąca jednocześnie jednym z najstarszych zachowanych ceramicznych pokryć dachowych na terenie naszego kraju, działając na podstawie art. 31 § 1 pkt 1 Kodeksu postępowania administracyjnego, wnosimy o natychmiastowe powołanie Komisji konserwatorskiej z udziałem specjalistów, rzeczoznawców Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, którzy mają doświadczenie w zakresie oceny i datowania historycznych, ceramicznych pokryć dachowych występujących na terenie Polski.

W ocenie naszego stowarzyszenia, wzniesiony w XVI wieku i przebudowany ostatni raz przez podwyższenie w końcu XVII wieku Dom Solny w Lubaniu, jest w skali naszego kraju wyjątkowo cennym zabytkiem, którego ceramiczne pokrycie dachu przetrwało tylko dlatego, że obiekt jest „zapomniany”, stoi na uboczu historycznego miasta i jest mało funkcjonalny – grube zimne mury, małe okna. Dodatkowo jego historyczna wartość była rozpoznana i podlegała ochronie prawnej już przed II Wojną Światową.

Prezes Stowarzyszenia „Monitoring Zabytków”
w Lwówku Śląskim
Arkadiusz Gutka