Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

Najczęściej czytane

Polecane blogi

Obserwatorzy

Technologia Blogger.

Wiadomości

Loading...

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Google+ Followers

12/15/2014

Sprzedana historia

Słońsk to niewielka miejscowość położona w województwie lubuskim, której historia przez stulecia ściśle związana była z zakonem Joannitów. Świadczyły o tym zachowane długo po 1945 roku liczne zabytki zgromadzone w miejscowym zamku oraz kościele. Wśród nich znajdowały się między innymi malowane na drewnie tarcze herbowe członków zakonu. 

Chociaż Słońsk nie leży na terenie Śląska, warto przytoczyć historię zaginionych dzieł sztuki, jako element dziejów "Ziem Odzyskanych" trafnie określanych "Ziemiami Wyzyskanymi". 



(...)Reprezentacyjne tablice herbowe, dekorujące wnętrza słońskiego zamku, wykonane na drewnianych deskach, były poświęcone kawalerom zakonu joannitów baliwatu brandenburskiego. Najstarsze spośród nich pochodzą z XVII i XVIII wieku, jednak większość, a było ich na zamku i w kościele około 1300, datuje się na połowę i koniec XIX wieku, okres ożywionej działalności Balley Sonnenburg. Zespół tablic był uzupełniany jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, nawet do 1942 roku. Tablice herbowe, średnio o wysokości 70 cm i szerokości 50 cm, zostały wykonane w technice olejnej na deskach dębowych, jodłowych bądź sosnowych i sporadycznie na płótnie. Dzieliły się na dwie grupy. Większe, bardziej okazałe i umieszczane wyżej na ścianach, upamiętniały wielkich mistrzów.
.
W 1945 roku tablice zostały pozyskane wraz ze słońskimi archiwaliami przez Archiwum Akt Dawnych w Warszawie, mieszczące się w pałacu Pod Blachą, a następnie przekazane na Zamek Królewski w Warszawie. W archiwum zakładowym Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta w Gorzowie Wielkopolskim znajduje się sensacyjny dokument z 1964 roku, w którym jest mowa o zamiarze zorganizowania konwoju ciężarówek w celu przywiezienia tablic do zbiorów tego muzeum. Liczebność zespołu szacowano na  2000 sztuk, w związku z czym planowano przyjęcie dodatkowo jednego asystenta muzealnego. Niestety, z nieznanych przyczyn, do realizacji tego zamierzenia nigdy nie doszło.

Tablice ponownie pojawiły się w latach 80. w Warszawie. W 1988 roku 1140 tablic sprzedano za granicę za 35 tys. dolarów. Inne źródło podaje, że 1000 tablic przekazano brytyjskiej firmie jako ekwiwalent wynagrodzenia za prace remontowe przy Zamku Królewskim w Warszawie. Nowy właściciel szybko uzyskał pozwolenie na ich wywóz z kraju, skąd następnie trafiły do Szwecji i tam zostały wystawione przez kolekcjonera Roya Gustafssona w Muzeum Historycznym w Sztokholmie. W przeciągu krótkiego czasu wartość zespołu wzrosła wielokrotnie, sięgając kwoty 5 mln dolarów. Według specjalistów niektóre obiekty mogły wówczas mieć wartość nawet około 100 000 marek.

Na tym jednak nie koniec. W podziemiach Zamku Królewskiego w Warszawie odnaleziono jeszcze około 140 tablic, w większości w formie destruktów. Ich właścicielem jest Skarb Państwa, reprezentowany przez Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Obecnie w gorzowskim urzędzie konserwatorskim znajdują się 123 tablice, wśród nich cztery konserwowane w ZKMiRzP UMK. W jaki sposób znalazły się one w Gorzowie − dokładnie nie wiadomo.

Znamienne, że po tablice herbowe chciano ponownie sięgnąć w końcu lat 90. XX wieku, kiedy zamierzano wykupić obraz Gabriela de Metzu Praczka, będący w posiadaniu domu aukcyjnego w Nowym Jorku. Obraz ten, przechowywany przed wojną w pałacu Łazienkowskim w Warszawie, został zrabowany przez Niemców i stanowił przez długie lata jedno z najbardziej poszukiwanych dzieł sztuki przez stronę polską. W każdym razie nadających się do sprzedaży tablic herbowych w zbiorach polskich już nie było i, rzecz jasna, nie można ich było sprzedać powtórnie.

W listopadzie 2004 roku cztery ze wspomnianych tablic, w większości w formie destruktów, zostały przekazane do Zakładu Konserwacji Malarstwa i Rzeźby Polichromowanej UMK przez Delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Konserwatorskiego w Gorzowie Wielkopolskim w celu wykonania ich pełnej konserwacji i restauracji w ramach zajęć dydaktycznych. W kraju pozostały jedynie połamane i zniszczone herby, wśród których znalazły się konserwowane obiekty. Zniszczenia pochodzą najprawdopodobniej z czasów końca II wojny, wcześniej wspomniane tablice nie były konserwowane. Prace konserwatorsko-restauratorskie przy dwóch tablicach – pierwszej poświęconej Augustowi Heinrichowi Graffowi von Wartensleben i drugiej poświęconej Georgowi Albrechtowi von Brandenburg − zostały zakończone, a obiekty przekazane właścicielowi. Przy dwóch tablicach – pierwszej z herbem Friedricha Ludwiga Wilhelma Philippa von Vincke i drugiej z herbem Wilhelma Christiana Gottloba von Pöllnitz − prace konserwatorskie są na ukończeniu.(...)


Dariusz Markowski i Sebastian Smagłowski
Tajemnicze losy joannickich tablic herbowych ze Słońska oraz ich problematyka konserwatorska


To fragment pracy poświęconej słońskim tablicom herbowym opisujący ich powojenne dzieje. Przykład bezdennej głupoty i złodziejstwa w wykonaniu osób mających (teoretycznie) zajmować się ochroną zabytków w naszym pięknym kraju. Przepadł dorobek gromadzony setki lat (wraz ze spalonym w 1975 roku zamkiem), a sprzedany za bezcen w ciągu kilku miesięcy. Można powiedzieć - tak to właśnie było "za komuny" kiedy nikt nie miał zamiaru ratować "poniemieckich" zabytków, ale to spore uproszczenie ponieważ intrygujący jest fragment o chęci zamiany tarcz na obraz "Praczki" Gabriela de Metzu, skradziony przez Niemców z warszawskich Łazienek podczas II wojny światowej. To nie było "za komuny", takie pomysły miały polskie władze w latach dziewięćdziesiątych i gdyby nie uprzedzili ich urzędowi złodzieje kilka lat wcześniej to być może doszłoby do tej kuriozalnej zamiany. Ludzie ci wciąż zajmują znaczące stanowiska, są traktowani jako autorytety i nagradzani przez kolejnych ministrów oraz prezydenta. Gdyby "Ziemie Wyzyskane" nie zostały ograbione wcześniej, to zapewne i dzisiaj ktoś by mógł zrobić świetny interes na niejednym "poniemieckim" zabytku. Niestety, zostały tylko zgliszcza.

12/11/2014

Wystarczy iskra

18 listopada 2014 roku spłonął 750-letni dąb "Chrobry" koło Szprotawy.

6 grudnia 2014 roku wybuchł pożar na poddaszu zamku w Kliczkowie.

10 grudnia 2014 roku płonął dach zamku Książ w Wałbrzychu.

Koniec roku nie jest najszczęśliwszy dla dolnośląskich zabytków. Szokujące obrazki walczących z żywiołem strażaków zdominowały wiadomości wszystkich stacji telewizyjnych i mediów internetowych uświadamiając nam jak łatwo jest stracić coś, co wydaje się być wieczne. Dach zamku Książ w zeszłym roku zyskał nowe pokrycie, podobno wciąż trwały prace na poddaszu. Wydawało się że złe czasy dla tego obiektu minęły bezpowrotnie, a wystarczyło kilka godzin aby cała praca poszła na marne. Zarówno tutaj jak i w Kliczkowie trafiło na najbardziej zadbane tego typu obiekty na Dolnym Śląsku, gdzie zagrożenie było na pierwszy rzut oka niemożliwe. Tyle przecież stoi wokół opuszczonych "ruder" o których zapomnieli właściciele i konserwatorzy zabytków, a żywioł pojawił się tam gdzie teoretycznie być go nie powinno. To paradoksalnie szczęście w nieszczęściu.

Łatwo sobie wyobrazić co by było gdyby pożar wybuchł w pałacu w Bożkowie lub w Roztoce, gdyby strawił dach ewangelickiego kościoła w Goszczu lub okazałego szpitala w Mokrzeszowie, gdyby żywioł zniszczył jakikolwiek opuszczony ale wciąż zabezpieczony zabytek, jakich jest setki na terenie całego Dolnego Śląska. Dla większości to by był koniec, tak jak to się stało z pałacem w Kopicach, Maciejowcu, Goszczu, Płoninie, Głębowicach, Żarach i wielu innych, które po pożarach popadły w kompletną ruinę.


Cieszmy się że trafiło na zabytki które bardzo szybko powinny być odbudowane w pierwotnej formie ponieważ prawdopodobnie były ubezpieczone (a przynajmniej powinny być), mają odpowiedzialnych i kompetentnych właścicieli, są już turystycznymi ikonami, których nikt nie pozostawi na pastwę losu. Przy okazji pamiętajmy że na dolnośląskiej prowincji wciąż stoi wiele bardzo cennych rezydencji dla których jedna iskra będzie oznaczała definitywny koniec. Ich szanse na ratunek są równie znikome jak odrodzenie kilkusetletniego dębu w szprotawskim lesie...

12/10/2014

Pałac w Gorzanowie odzyskuje blask

Jeszcze 2 lata temu w dachu gorzanowskiego pałacu straszyła wielka dziura, która zdawała się być początkiem końca tego niezwykłego zabytku. Częściowo zawaliły się ściany, woda zalewała stropy powodując kolejne zniszczenia, w zarośniętym parku zalegały sterty śmieci. Smutna rzeczywistość dolnośląskiej prowincji bez większych szans na poprawę.












Pałac w Gorzanowie należy do najpiękniejszych renesansowych rezydencji w Polsce, ale to jak został potraktowany po 1945 roku nie mieści się w głowie normalnego człowieka. Zachowany w niezmienionej od setek lat formie obiekt, pełen oryginalnych elementów i dekoracji zamieniono częściowo na mieszkania, a tam gdzie była niemożliwa adaptacja, pozostawiono na pastwę losu. Przez kilkadziesiąt lat dokonywano tylko bieżących napraw i wciąż szukano użytkownika który mógł uratować ten ogromny i bardzo cenny zabytek. Malowane stropy i ściany były systematycznie dewastowane i rozkradane, aż pozostały po nich jedynie marne resztki, wyrwane zostały drzwi i okna, potłuczone cenne sztukaterie. Po 1989 roku zmieniali się właściciele, obiecywali remonty ale zwykle kończyło się na słowach. Pewnego dnia runął remontowany nieudolnie dach i wtedy zdarzył się cud.









Pojawili się ludzie, którzy nic nie obiecywali tylko zabrali się do pracy: szybko naprawili dachy, odbudowali zawalone ściany i zabezpieczyli najcenniejsze elementy. Ożyły stare mury za sprawą robotników, wolontariuszy i naukowców, w parku rozpoczęły się prace porządkowe które trwają do dzisiaj. Fundacja Pałac Gorzanów ratuje jedną z najpiękniejszych i największych rezydencji szlacheckich w Polsce za cel stawiając sobie stworzenie w jej murach muzeum. Trzeba było czekać kilkadziesiąt lat żeby w końcu obiekt doczekał się odpowiedniego gospodarza, który wykorzysta go we właściwy sposób. Minęły 2 lata, a efekty pracy fundacji widać gołym okiem i chociaż do szczęśliwego zakończenia wciąż jest daleko, nie da się nie docenić tego co już jest wykonane. Trzymajcie wszyscy kciuki aby ten cud trwał jeszcze długo i wspierajcie w każdy możliwy sposób odbudowę tego wspaniałego zabytku bo mamy do czynienia z jedną z najbardziej spektakularnych tego typu inwestycji w kraju. Jeżeli się uda, to będzie wzór do naśladowania dla innych i szansa na ratunek dla kolejnych zabytków. Wystarczy tylko przyglądać się jak to się robi w Gorzanowie, gdzie najważniejsza jest pasja a nie rachunek ekonomiczny.

Więcej na ten temat w artykułach:
Rozpoczęła się agonia pałacu w Gorzanowie

Więcej zdjęć na stronie www.zabytkidolnegoslaska.com.pl:

Aktualności na stronie pałacu:
12/01/2014

Ukryty skarb w Świeciu

Turyści odwiedzający ruiny zamku w Świeciu koło Leśnej zazwyczaj nie poświęcają chociaż chwili aby zobaczyć także wiejski kościółek stojący we wsi. Na pierwszy rzut oka ta mała świątynia nie różni się specjalnie od setek podobnych w okolicy, do tego zazwyczaj jest niedostępna do zwiedzania. Była wzmiankowana w 1346 roku, a obecne mury wzniesiono około 1645 roku. Na ścianach zewnętrznych umieszczono liczne epitafia i całopostaciowe płyty nagrobne z XVI-XIX wieku, we wnętrzu zachowało się niezmienione wyposażenie barokowe z XVII i XVIII wieku, z drewnianym polichromowanym ołtarzem, rzeźbami i obrazami olejnymi zawieszonymi na emporach, które przypominają o ewangelickim rodowodzie kościoła. W 1718 roku powstała wspaniała dekoracja tychże empor oraz kasetonowego stropu w którym umieszczono wizerunki 48 postaci z Dziejów Apostolskich. Ten przepiękny wystrój malarski należy do najcenniejszych na Dolnym Śląsku i jest praktycznie nieznany wśród tysięcy ludzi odwiedzających niedaleki zamek Czocha lub wśród kuracjuszy pobliskiego Świeradowa Zdroju. Ukryty i zamknięty skarb który mógłby służyć nie tylko wiernym, ale stać się dodatkową atrakcją pozwalającą ożywić turystycznie wieś. Mógłby...

Facebook