Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

Najczęściej czytane

Polecane blogi

Obserwatorzy

Technologia Blogger.

Wiadomości

Loading...

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Google+ Followers

11/17/2014

Nigdzie czyli w Gliwicach

Na początku lat dziewięćdziesiątych Śląsk miał nieformalnie dwie stolice na dwóch biegunach aglomeracji. Wyraźnie się wtedy mówiło o konkurencji jaką dla Katowic będą stanowiły prężnie rozwijające się Gliwice. Powstała strefa ekonomiczna, a w niej spektakularna inwestycja w postaci fabryki samochodów Opla, postanowiono że w mieście powstanie skrzyżowanie planowanych autostrad A1 i A4, co w połączeniu z Drogową Trasą Średnicową miało sprawić, że wielkie firmy będą się wręcz zabijały aby zainwestować w tym miejscu, co częściowo znalazło potwierdzenie w rzeczywistości. Obok miało się prężnie rozwijać miasto i przyćmić zaniedbane, borykające się z ogromnymi kłopotami Katowice, przynajmniej takie ambicje mieli gliwiccy samorządowcy.




Dzisiaj do Gliwic najlepiej przyjechać własnym samochodem ponieważ każdy, kto skorzysta z komunikacji publicznej musi prędzej czy później zetknąć się brutalną rzeczywistością. O ile jazda samochodem wśród licznych hal powstałych na strefie ekonomicznej zwiastuje bogactwo i porządek, to po wyjściu z pociągu i autobusu można przeżyć szok. Brud, chaos, ruiny i wszechobecni menele to już od lat wizytówka miasta. Kto nie zna "uroków" Placu Piastów lub okolic dworca, ten koniecznie musi je zobaczyć i cofnąć się w czasie, ponieważ niewiele ich już zostało w naszym kraju zalanym unijnymi funduszami. Przynajmniej w miastach tej wielkości. Ktoś powie, okolice dworców zawsze są podobne więc idźmy dalej, w kierunku Rynku, reprezentacyjną ulicą Zwycięstwa zabudowaną wspaniałymi kamienicami z przełomu XIX i XX wieku. Takiego "miejskiego salonu" mogłyby pozazdrościć nawet duże metropolie. Okazałe, bogato zdobione kamienice tworzą niepowtarzalną kompozycję urbanistyczną, "aortę" łączącą dwa najważniejsze punkty śródmieścia, która dawniej była też głośnym i licznie odwiedzanym traktem handlowym, pełnym sklepów i lokali usługowych. Dzisiaj, podobnie jak w innych tego typu miejscach kraju królują banki, sklepy z tandetą i mięsem. Zjawisko powszechne po powstaniu w centrach dużych galerii handlowych. Niestety, w przeciwieństwie do sąsiednich miast, gliwicki "deptak" nigdy deptakiem nie został nawet na najmniejszym odcinku. Nie mają żadnych szans lokale gastronomiczne pozbawione ogródków, nie pojawiły się fontanny, rzeźby, nie ma nawet ławek aby na chwilę przysiąść. Ta piękna (dawniej) ulica została sprowadzona do rangi "przelotówki" dla samochodów i pieszych których coraz mniej się tutaj pojawia, a wraz z nimi za zalepionymi, pustymi witrynami znikają ostatnie sklepy dla których warto było tutaj przyjść.




Gdy dojdziemy do zadbanego Rynku to czeka nas chwilowy oddech ulgi. Jest całkiem przyjemnie i w miarę czysto (jeżeli nie zjawimy się tam w niedzielny ranek). To nie jest Kraków, Toruń czy Sandomierz ale staromiejskie zaułki mają swój specyficzny urok. Nie przyciągają one jednak licznych turystów, ani nie są znane w powszechnej świadomości Polaków. Dlaczego ? Może dlatego że nikt ich nigdy nie promował ? Dlatego że Gliwice reklamowane są przez miejscowe władze jako "miasto nowych technologii", co już z zasady odstrasza potencjalnych odwiedzających, bo tego typu hasła są charakterystyczne dla miejsc które nie mają nic do zaoferowania ? Miasto przeciętnemu Polakowi kojarzy się jedynie z przemysłem i autostradą, nie odróżnia on Gliwic od Rudy Śląskiej i Zabrza, a to co może być ich wyróżnikiem jest ukrywane pod płaszczykiem tajemniczych "technologii". Zabytki to tutaj temat wstydliwy i nie wart uwagi. Coś tam się remontuje, coś się reklamuje, ale to w sumie bez znaczenia.




Czy ktoś wie że w Gliwicach jest Stare Miasto zachowane w pierwotnym układzie urbanistycznym, otoczone sporymi fragmentami murów obronnych, z rynkiem na którym stoi okazały ratusz, z gotyckimi kościołami i barokowym klasztorem ? Czy ktoś wie o wspaniałych dzielnicach mieszkalnych zabudowanych kwartałami zabudowy z XIX wieku, przypominającymi podobne dzielnice Berlina lub Wiednia ? Czy ktoś słyszał o pięknych zabytkowych parkach, reprezentacyjnych alejach, dwóch zachowanych cmentarzach żydowskich wraz z jedynym w tej części Europy domem przedpogrzebowym w stylu neogotyckim ? Ile osób w Polsce wie, że w Gliwicach można zwiedzać fabrykancką willę z zachowanym częściowo zabytkowym wyposażeniem przypominającą okazały pałac ? O radiostacji zapewne słyszeli wszyscy, ale ile osób zwiedzało jej budynki ? Kto wie że zobaczy tutaj modernistyczne budowle z okresu przedwojennego z ekspresjonistycznym budynkiem zaprojektowanym przez światowej sławy architekta Ericha Mendesohna ?




Gliwice na turystycznej mapie Polski w zasadzie nie istnieją. Tysiącom ludzi mknących przez ich obrzeża z prędkością 140km/h nawet do głowy nie przyjdzie żeby na chwilę tutaj stanąć i coś zwiedzić, bo nikt ich w sumie nie zaprasza. Przemysł i technologie ? Z przemysłem i kopalniami kojarzy się raczej Zabrze, które wydało miliony na ratowanie i powstanie atrakcji związanych z górnictwem. To tam i do Tarnowskich Gór trafiają liczni turyści, ale przecież nie każdy musi i może w ten sposób zarabiać...




Miasto jest głównie dla mieszkańców i to oni mają być zadowoleni. Wynik wyborów pokazuje, że są wręcz zachwyceni, a w demokratycznym kraju trzeba respektować werdykt wydany nawet przez większość z mniejszości. On w sumie nie dziwi, bo Gliwice, w swoich fragmentach przypominające największe metropolie, są mentalnie dość zapyziałym i prowincjonalnym miasteczkiem. Tutaj mylić może wysokość i reprezentacyjność kamienic oraz gmachów publicznych. Nie udało się dotrzymać kroku Katowicom i stworzyć drugiego bieguna dla śląskiej aglomeracji. Złudzeń już chyba nie ma nikt, poza najbardziej zaślepionymi. Awantury o postój Pendolino, czy autostradowe bramki są najlepszym przykładem w jakim miejscu znalazły się Gliwice na mapie kraju. W tym czasie gdy w Katowicach powstawały reprezentacyjne gmachy "Dzielnicy Kultury", w Gliwicach likwidowano sieć tramwajową, gdy w Katowicach budowano i wciąż się buduje nowe osiedla, o Gliwicach deweloperzy w zasadzie zapomnieli, gdy w Katowicach rosną kolejne biurowce, w Gliwicach tego typu budowle prawie nie istnieją (przynajmniej nie w tej skali), a słynny "szkieletor" szpecący centrum od dziesiątek lat nie może znaleźć szczęśliwego zakończenia. Nie ma chętnych na budowę galerii handlowej w miejscu dawnej huty, a szpetne "blaszaki" bez żadnego skrępowania są stawiane w ścisłym centrum. Rozwija się strefa ekonomiczna, powstają kolejne hale w polach, a tuż obok wegetuje i stopniowo umiera duże miasto, które stało się tylko dodatkiem do tych zamkniętych klocków na pustkowiach. Wielki biznes jakoś się tu nie zadomowił.




"Władza" nie krępuje się zupełnie gdy trzeba wyburzyć jakieś kamienice, wyciąć aleję drzew pod poszerzenie drogi, usunąć na trasie nowej dwupasmówki zabytkową śluzę, w śladzie dawnej kolei wąskotorowej pozwolić na wybudowanie stacji benzynowej czy zlikwidować charakterystyczną elewację dawnej huty. "Postęp" wymaga ofiar. Dlaczego ? Bo tego chcą ludzie, lub zwyczajnie ich to nie interesuje. Zrzucanie winy na tajemniczych "onych" lub prezydenta jest dużym uproszczeniem. Bez społecznego poparcia takie działania nie miałyby sensu i szybko by się zakończyły porażką wyborczą. Jeżeli jest inaczej, trzeba po męsku przyjąć do wiadomości że większość mieszkańców nie chce jeździć tramwajem lub spacerować piękną lipową aleją, że chcą oni najtańszych dyskontów i stacji benzynowych w swoim otoczeniu, że nie przeszkadza im brud i chaos, a rynek i jego okolice będą służyły jedynie jako miejsce gdzie można się upić do nieprzytomności i oddać mocz w najbliższej bramie. Podobnie jest w każdym innym mieście, gdzie pozostała grupka niezadowolonych z werdyktu, wini za ten stan rzeczy fałszerstwa i inne tajemnicze siły. a prawda jest niestety brutalna - jeżeli my sami nie zainteresujemy się swoim otoczeniem to nikt za nas tego nie zrobi. Samorządowcy zajmują się tym, czego od nich wymagają mieszkańcy, a jeżeli ci ostatni są bierni, to kompletnie ignorują ich potrzeby kosztem własnych fanaberii. Mamy prawo wymagać czegoś więcej niż zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, tylko musimy tego chcieć. Przeświadczenie o własnej nieomylności, zadowolenie z tego co już posiadamy i brak większych ambicji to zazwyczaj początek równi pochyłej w dół, chociaż wciąż wiele osób wciąż tego nie dostrzega.
11/15/2014

Kolory Ostrawy

To tylko kilkanaście kilometrów od granicy, niecała godzina jazdy autostradą z miast Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Czeska Ostrava, gdyby nie było tego podziału, pewnie by tworzyła jedną aglomerację wraz z Gliwicami, Katowicami, Rybnikiem i Karviną. Może by nawet stała na ich czele ? Chociaż kominy tego dużego miasta świetnie widać z polskiej części Śląska jest ono mało znane, nieistniejące w świadomości większości Polaków, a przecież z naszym krajem ma liczne powiązania od wieków.




Bo i co ciekawego możemy zobaczyć w tym odpychającym przemysłowym krajobrazie ? Kopalnie, huty, kwartały dziewiętnastowiecznych kamienic i powojenne osiedla ? Tak jakby zachęcać Czechów do odwiedzania Katowic lub Chorzowa. A może jednak warto ?





Tak, warto. O wspaniałym kompleksie Dolni Oblast Vitkovice była już mowa w innym wpisie -  Czeski film (4), ale to nie jest jedyna atrakcja tego niezbyt ładnego, ale ciekawego miasta. Zadbane ulice śródmieścia, z okazałym modernistycznym ratuszem na czele, to doskonały cel weekendowych wycieczek. Ostrawskie ZOO należy do największych i najpiękniejszych w okolicy, zabytki przemysłowe to czołówka europejska, do tego socrealistyczna dzielnica Poruba i na drugim biegunie zamek w Śląskiej Ostrawie. Liczne imprezy kulturalne i sportowe przyciągające tysiące ludzi uzupełniają bogatą ofertę, która skierowana jest także do Polaków. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że przede wszystkim do nas, co można odczuć w punktach informacji turystycznej, gdzie nie tylko porozumiemy się bez problemu w naszym języku, ale i zaopatrzymy w przygotowane specjalnie dla nas materiały. W końcu duża część miasta to jest niewielka część Śląska o której zupełnie nie pamiętamy.






więcej na zabytkigornegoslaska.com.pl
11/13/2014

Wyborczy nieład przestrzenny

W najbliższą niedzielę wybory samorządowe. Chociaż są one powszechnie niedoceniane, to właśnie ludzie w nich wybrani mają największy wpływ na nasze życie i otoczenie w którym przebywamy. To oni zdecydują o stawkach za wywóz śmieci, o ilości i jakości przedszkoli, remoncie chodnika pod naszym domem, częstotliwości strzyżenia trawników na miejskich skwerach i tysiącach innych, drobnych z pozoru spraw, jakimi żyje nasza miejscowość. Także od nich będzie zależało czy obiekty zabytkowe będą magnesem przyciągającym turystów i mieszkańców, czy zamienią się w zgliszcza przy milczącej aprobacie ich zarządców. To oni przez najbliższe lata będą decydowali czy będziemy mieszkali w czystej i zadbanej okolicy, czy na zapuszczonych, oblepionych brudem i reklamami ulicach.


Jak wybrać właściwych ludzi ?

Odpowiedź jest prosta - nie głosujmy na tych, którym już dzisiaj nie przeszkadza brzydota, na ludzi wieszających gdzie popadnie swoje tandetne reklamy, na tych, którzy nie widzą nic niewłaściwego w zaśmiecaniu naszej wspólnej przestrzeni. Jeżeli nie mają tej wrażliwości przed wyborami, nie będą jej mieli gdy dojdą do władzy!



11/11/2014

Wieniec, raca, znicz i sznur

Listopadowe Święto Niepodległości należy do tych najbardziej absurdalnych. Od rana trwają "uroczystości" którym ton nadaje prezydent składając przez kilka godzin wieńce gdzie popadnie, co "urozmaicone" jest ponurymi przemówieniami i patriotycznymi pieśniami w żałobnym tonie. Inne grupy i grupki maszerują wyrzucając z siebie bezsensowny bełkot, jak za najlepszych czasów PRL w majowych pochodach. Media w napięciu transmitują te wydarzenia w oczekiwaniu na zadymę, wyzwiska, lub chociaż niewielkie przepychanki. Porównując te obrazki z niedawną radosną rocznicą upadku muru berlińskiego można się zwyczajnie załamać - w Polsce symbolem odzyskania niepodległości jest znicz, raca i wieniec. Wieje nudą i pseudopatriotyczną tandetą.


Na szczęście pogoda spłatała politykom i nielicznym "maszerującym patriotom" figla więc rodacy porzucili telewizory na rzecz miejskich ulic, parków, górskich szlaków i atrakcji turystycznych. Także zabytki są licznie oblegane, przynajmniej te które są tego dnia czynne, a to wcale nie wydaje się takie logiczne. W święto państwowe, dzień wolny od pracy, wtedy gdy większość Polaków ma czas i pretekst do zapoznania się z historią, spora część placówek muzealnych na Śląsku i w całej Polsce ma dzień wolny! W dniu święta NARODOWEGO, nieczynne są muzea NARODOWE, bez względu na to czy chcemy je zwiedzić w Krakowie, czy Wrocławiu. Także mniejsze placówki postanowiły "świętować", a swoje podwoje otworzą jutro gdy większość z nas będzie w szkole lub pracy. Nie ma żadnych okolicznościowych imprez (poza Warszawą i większymi miastami), nie ma wielkich koncertów, plenerowych wystaw i pikników. Tak jest 11 listopada, ale i 3 maja oraz w każde inne święto państwowe oraz kościelne. "Państwo" tego dnia odpoczywa.

Czy zatem kogoś jeszcze dziwi że patriotyzm jest we współczesnej Polsce czymś wstydliwym i "obciachowym" ? Czy dziwi że większość młodych ludzi jest bierna i nie traktuje swojego kraju poważnie ? Państwo zamiast edukować i uczyć oferuje co najwyżej marsz przełajowy, znicz, wieniec i bełkotliwe przemówienie oderwanych od rzeczywistości polityków.

Facebook