9/02/2019

Dlaczego ?

Duży zamek w Janovicach koło Rymarowa to połączenie renesansowego dworu z nowożytnym pałacem dobudowanym w XIX wieku. Powstał w XVI wieku jako ufortyfikowany zameczek i był przebudowywany na obronną rezydencję szlachecką. Przez wieki modernizowany i przystosowywany do nowych czasów dotrwał do 1945 roku, kiedy padł łupem szabrowników i wandali. Sporą część wyposażenia wywieziono wcześniej, jednak złodzieje, także ci urzędowi,  wynieśli meble, obrazy, książki... Na szczęście budynki szybko zabezpieczono i przekazano miejscowemu archiwum oraz państwowemu gospodarstwu rolnemu. W ogołoconych salach umieszczono regały z dokumentami, a w pomieszczeniach przyziemia leżały sterty ziemniaków. Aż do 2002 roku kiedy rozpoczęła się batalia z potomkami dawnych właścicieli o odzyskanie majątku. Opustoszałe mury czekały na wyrok...


Historia w większości elementów pasuje do naszych realiów. Zupełnie jakbyśmy opisywali historię Lubiąża, Książa, Jedlinki, Daszowa czy dziesiątek innych rozkradzionych obiektów w których urządzono magazyny, PGR-y i inne instytucje mające utrzymać je przy życiu. Różnica jest jednak taka, że w naszych realiach większości z nich się to nie udało i doprowadzono zabytki do kompletnej ruiny. Dlaczego w PRL i później w III RP nie łatano dachów, nie wstawiano wybitych szyb, nie podpierano wygiętych stropów ? Na ten temat powstało już wiele opracowań i tysiące artykułów, nie ma sensu po raz kolejny tego analizować.


Także bryła pałacu w Janovicach jest bardzo "swojska". Ile takich renesansowych dworów jest na naszym Dolnym Śląsku ? Czy nie przypomina on podobnych w Gościszowie, Starych Rochowicach, Jędrzychowicach, Dębowym Gaju, Mietkowie, Kostrzy, Rogowie Sobockim, Żarkach Średnich ? Oczywiście mówimy o okresie pochodzenia i gabarytach budynków, bo "nasze" istnieją już w zasadzie w szczątkowej formie więc porównywać możemy jedynie archiwalne fotografie.




Na tym podobieństwa się kończą. Po wyprowadzce archiwum opuszczony budynek czekał na rozstrzygnięcie w sądzie, jednak w tym czasie nie pozwolono na jego upadek. Sytuacja była przecież dla państwa czeskiego komfortowa, zgłosili się spadkobiercy i była szansa na pozbycie się zbędnego balastu. Zamków i pałaców w niewielkich Czechach są setki, z czego większość jest utrzymywana przez podatników więc po co im jeszcze kolejny ? A jak już mają brać, to przecież to na razie niczyje - niech sobie nowi właściciele załatają dach jak już sąd im przyzna. Nie będziemy dbać o nie swoje, nie jesteśmy naiwni. Czy to nie tak u nas wygląda ? W Janovicach grupa ludzi na bieżąco czyściła rynny, przekładała dachówki i pilnowała budynków, chociaż proces trwał kilkanaście lat i nie było pewności jaki wyrok zapadnie. Gdy okazało się że jednak utrzymano w mocy tzw. Dekrety Benesza, natychmiast pojawili się ministerialni urzędnicy i fachowcy od konserwacji. Zabezpieczono natychmiast i wywieziono do renowacji wszystkie elementy ruchome, zrobiono inwentaryzację budynków i koncepcję ich zagospodarowania. W czerwcu 2019 roku zapadła decyzja że obiekt przechodzi pod kuratelę Narodowego instytutu zabytków (Národní památkový ústav) i powstanie w nim muzeum. Całą operacja przywracania do dawnej świetności potrwa zapewne długie lata, ale już dzisiaj możemy zwiedzać zamkowe sale, gdzie chwilowo gospodarzami są także dzieci miejscowych szkół i pasjonaci tworzący prowizoryczne wystawy. Dodać należy że sąsiedni zadbany park był i jest utrzymywany przez lokalny samorząd, a zabudowania gospodarcze są siedzibą służb leśnych. Tylko duży browar stoi opuszczony, jednak zadaszony i zabezpieczony.




Patrząc na to wszystko nie sposób nie zadać sobie pytania, dlaczego u nas tak się nie da ? Nie ma już co marzyć o wymienionych kompletnych ruinach, ale przecież rezydencji w podobnym stanie jak w Janovicach jeszcze kilka ocalało i można by podjąć podobne kroki aby uratować chociaż część śląskiego dziedzictwa. W Bożkowie pałac, który przetrwał w doskonałym stanie wymagał naprawdę stosunkowo niewielkich nakładów aby stworzyć w nim muzeum, w zasadzie można to było zrobić od razu. Były meble, obrazy, stałe elementy wystroju, wystarczyło stopniowo konserwować. Tymczasem sprzedano wszystko pierwszemu lepszemu aby "pozbyć się problemu" i dzisiaj potrzebne są miliony aby doprowadzić zabytek do stanu sprzed sprzedaży, a jego stan pogarsza się z roku na rok. A przepiękna Brzezinka, która wołała o pomoc przez dziesiątki lat ? Zabrakło pieniędzy na stemple podpierające stropy i strażnika ? Dzisiaj nie ma czego ratować. Bełcz Wielki, gdzie zostawiono otwarte na oścież drzwi i zniszczono to o co dbały pokolenia ludzi długo po wojnie ? Gdzie było państwo polskie, gdzie były samorządy, ministerstwo (podobno) kultury (bo sztuki od dawna już nie jest), konserwatorzy, lokalni patrioci (o ile tacy istnieją), jacyś właściciele ?




Przykład Janovic pokazuje że nie trzeba wiele. Puste pomieszczenia mogą służyć lokalnym społecznościom na co dzień, a turystom wystarczy kilka plansz, dobry przewodnik, niepowtarzalny klimat starych domów... Nie trzeba milionów, żeby udostępniać takie miejsca, nie trzeba dziesiątek nowych urzędników i skomplikowanych procedur. Zresztą i na Śląsku nie brakuje podobnych inicjatyw. Różnica jest tylko taka, że u nas są one wyłącznie prywatne. Gdzie jest nasz Narodowy Instytut Dziedzictwa, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ? Ile patosu jest w tych nazwach, w każdej przymiotnik "narodowy", problem jest jednak w tym że "naród" jest tutaj traktowany tylko i wyłącznie jako stado naiwnych zrzucających się na wypłaty urzędników. W zamian nie trzeba dawać nic. Wystarczy sfinansować kilka kluczowych muzeów gdzieś w dużych miastach, zorganizować kilka imprez i rzucić jakieś ochłapy raz w roku, chociaż i tak mało kogo to interesuje. Na czele ministerstwa stoi partyjny aparatczyk, który z szeroko rozumianą kulturą i sztuką nie ma nic wspólnego, a jego wypowiedzi, posunięcia i zachowania wręcz przeczą tym słowom. Czy można od kogoś takiego wymagać że będzie walczył o pałac w Bożkowie ? Po co ? Przecież liczą się głosy w wyborach, a takie posunięcia ich nie dają. Lepiej zorganizować "patriotyczny" piknik, albo inne propagandowe igrzyska ze słowem "naród" w tytule. Twarz tego "profesora" pełna frazesów i nieskrywanej pogardy dla współobywateli jest idealnym obrazkiem naszego poziomu kulturalnego. Nikomu niepotrzebny urzędnik w nikomu niepotrzebnym ministerstwie. I żeby być sprawiedliwym, poprzednicy nie byli wiele lepsi, następcy "profesora" też raczej nie będą.




Czy Czesi są od nas mądrzejsi ? Pod względem dbania o swoją historię i kulturę na pewno. W ten sposób wyrażany jest ich patriotyzm, a nie przez machanie szmatką na kijku i bezmyślne wykrzykiwanie sloganów. To nie tylko dbałość o zabytki, ale też o koleje, biblioteki, muzea, lokalne drogi, przyrodę, czyli wszystko z czym stykamy się każdego dnia. Gdyby nie zostawiono naszych Bełczy i Brzezinek na pastwę losu gdzieś na końcu świata, nie kazano miejscowym zajmować się samym sobą, to być może poczuliby się  prawdziwym"narodem" i zadbali o swoje otoczenie. Jeżeli nie było tam przez lata państwa, to trudno wymagać aby tamtejsze zabytki były "czyjeś". Zniknęły stacje kolejowe, komisariaty, poczty, szkoły, nikomu też nie są potrzebne pałace. Tego państwa nie ma tam nadal, chyba że mówimy o propagandowej obecności w telewizji. Czesi mają równie głupich polityków jak my. Wystarczy prześledzić pijackie wyczyny ich prezydenta, przekręty premiera i takie absurdalne przypadki jak skośnooki czeski nacjonalista. Jednak bez względu na rządy, bez względu na ustroje jedno jest niezmienne - stawianie na kulturę. Czy to komunizm, czy czasy obecne, zawsze tak samo dbano o zabytki, kolej czy biblioteki. Tamtejszy minister kultury może być nawet kosmitą, ale cała rzesza urzędników i instytucji realizuje pewien program, który powstał jeszcze w czasach Benesza i żadne zawirowania polityczne nie są w stanie tego powstrzymać. Tamtejsze ministerstwo kultury utrzymuje ponad 200 zamków i pałaców, kolejne kilkaset lokalne samorządy, a przecież Republika Czeska jest nieporównywalnie mniejsza od Polski. I tutaj trzeba zadać sobie pytanie - ile zamków i pałaców utrzymuje na Śląsku (licząc 3 województwa) nasze Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ?

ZERO

Przykład czeskiego Rymarova pokazuje, że nigdy nie jest za późno, jednak tylko głupcy wierzą że coś się zmieni.

więcej na poczechach.blogspot.com

6/09/2019

Indu-nuda 2019

Industriada - święto zabytków techniki województwa śląskiego to impreza szeroko znana w całej Polsce, a nawet poza jej granicami. Hucznie obchodzona, licznie odwiedzana, pełna unikalnych atrakcji i entuzjazmu organizatorów. Tego dnia przystrojone zabytki techniki rzeczywiście miały swoje święto, a sama idea popularyzowała je wśród ludzi, którzy na co dzień mijają je obojętnie. To była znana marka i wizytówka, której zazdrościli nam w innych częściach kraju.




W chwili gdy pisane są te słowa Industriada 2019 wciąż trwa, ale można ją subiektywnie podsumować - niestety jako kompletną klapę. Miały to być wielkie urodziny, wspaniały bal (INDU-bal), święto jeszcze większe niż dotychczas, a wyszła żenująca nuda i stypa. O ile sama inicjatywa wydawała się bardzo trafiona, to niestety zawiodła organizacja i już na etapie śledzenia wydarzeń można było tą nudę zauważyć. Nie stało się to nagle, tendencja spadkowa była widoczna od kilku lat i opisywana na tych łamach, chociaż organizatorzy i media zakłamywali rzeczywistość, w entuzjastycznym tonie informując o kolejnych rekordach frekwencji. Nawiasem mówiąc, w tym roku można oczekiwać podobnych komunikatów, gdzie tabelki Excela zastąpią zdrowy rozsądek, a liczby wzięte z sufitu poprawią niektórym samopoczucie i być może zapewnią premie. Tymczasem, każdy kto był to widział jak to z bliska wygląda. W większości miejsc straszyła pustka i cisza. Tym razem publika zawiodła, chociaż dochodziły gdzieś tam głosy że w niektórych miejscach był ścisk i tłum, ale nie dane mi było to zobaczyć, mimo odwiedzonych kilku atrakcji jedna po drugiej. Smutne to były widoki, ale spodziewane. W 2019 roku nie wystarczy zorganizować konkurs plastyczny dla dzieci, dać im pośpiewać i postraszyć skarbnikiem. W części zabytków zresztą program dla dzieci jest jedyną atrakcją, jakby najmłodsi przyjeżdżali tam bez rodziców, bo o nich organizator zapomniał oferując jedynie infantylne zabawy. Tak jest najprościej, a raczej było.




Grzechów jest więcej. W części miejsc młodzi wolontariusze zajmujący się głównie sobą, albo własnymi telefonami, rozwaleni na leżakach, zapomnieli po co tam byli. Na szczęście nie wszędzie. Kolejny absurd - biletowane i rezerwowane wcześniej wycieczki. Dla przykładu Sztolnia Luiza - czym się różni Industriada w tym miejscu od zwyczajnej soboty ? Tylko wprawne oko było w stanie znaleźć różnicę, która zresztą polegała na tym że były jakieś znaki imprezy i programy na stojaku. Jakby to był wielki problem udostępnić wszystkim wieżę widokową, albo chociaż kilka budynków na powierzchni, co zresztą miało miejsce jeszcze niedawno. Zamknięte restauracje w których były organizowane zamknięte imprezy, puszczanie na cały regulator muzyki z kilku źródeł na raz, niezorientowana obsługa (w dwóch miejscach ludzie z obsługi nie wiedzieli że jest tego dnia takie święto!!!). W Pławniowicach dobrowolna (ale dla przyzwoitych obowiązkowa) opłata za parking, za wstęp do parku, za zwiedzanie pałacu (obowiązkowa), za robienie zdjęć (dodatkowa)... Piszący te słowa nie ma z tym problemu, ale nie taka była idea Industriady. Ile razy można organizować takie same spacery po familokach ? Ile razy można organizować zwyczajny festyn dla dzieci (patent gliwicki) ? Ile razy nawet największy fan zabytków industrialnych jest w stanie zwiedzać tą samą sztolnię czy halę ? Dlaczego w sobotę, a nie w niedzielę ? Widocznie wielu straciło cierpliwość, co było widać gołym okiem w kolejnych miejscach, gdzie było smutno i pusto. Organizator zapewne już ma gotowy komunikat o kolejnym frekwencyjnym rekordzie, który podbił jakiś koncert lub jedna z atrakcji, więc średnia będzie się zgadzała, ale jaki to ma sens ? Może lepiej zorganizować coś porządnego w kilku wybranych lokalizacjach, zamiast fundować wszędzie mizerię ? Kto przez ostatnie 10 lat uczestniczył w Industriadzie nie da się już nabrać, a nowych jest coraz mniej...




Żeby nie było tylko czarnych barw to wielkie brawa należą się Koszęcinowi za zorganizowanie wspaniałej imprezy, która i bez pomarańczowego logo by się odbyła i byłaby tak samo udana, dla biblioteki w Chebziu za entuzjazm i miłą obsługę i tradycyjnie dla Szybu Wilson. Może gdzieś jeszcze było pięknie ale nie było mi dane tego zobaczyć ?

12/02/2018

Niewidzialny Dolny Śląsk

Dolny Śląsk to jeden z najpiękniejszych regionów Europy Środkowej. Nieoceniona w tym zasługa zamków, pałaców i dworów, które w takiej obfitości już nigdzie w Polsce nie występują. Majestat Książa, Czochy czy Kliczkowa jest zwierciadłem, w którym lubimy się przeglądać. Z zachwytem i beztroską, zwykle nieświadomi jak wielki, ziejący przerażającą pustką mrok kryje się po drugiej stronie lustra.

W 1945 roku wraz z Dolnym Śląskiem historia podarowała nam co najmniej dwa tysiące rezydencji. W ciągu kolejnych siedmiu dekad połowa tych budowli została… zrównana z ziemią. Podpalane, burzone, zatapiane i wysadzane w powietrze pałace zamieniły się w anonimowe pagórki, stosy kamieni i zaciśnięte korzeniami na fundamentach bezimienne kępy drzew.


Niewidzialny Dolny ÅšlÄ…sk

To cytat z najnowszej książki Hannibala Smoke p.t. "Niewidzialny Dolny Śląsk", pierwszej i jedynej dotychczas pozycji dokumentującej zagładę dolnośląskich rezydencji. Renesansowe dwory obronne, eklektyczne i barokowe pałace wraz z otaczającymi je parkami, często pełnymi rzeźb oraz cennego starodrzewu, zostały w ciągu kilkudziesięciu lat wymazane z powierzchni ziemi i ludzkiej pamięci. Zwłaszcza to ostatnie szokuje, ponieważ mamy do czynienia z wydarzeniami dziejącymi się "wczoraj", a zdarza się że nikt nie potrafi wskazać miejsca gdzie stał ogromny budynek. Przeglądając ten bogato ilustrowany album można żałować że nie powstał 30-40 lat temu, a nawet wcześniej, kiedy żyli jeszcze świadkowie zagłady, bardzo często ich sprawcy. Z drugiej strony można się cieszyć że powstał teraz i nareszcie przełamuje temat tabu, stanowi kamień milowy uświadamiający nam ogrom zniszczeń jaki spotkał bogaty europejski region w czasach pokoju. Temat niespecjalnie ukrywany, raczej nie interesujący większości z nas, z konserwatorami zabytków na czele. Nie potrafili oni zapobiegać zniszczeniu, ale i nie chcieli tego dokumentować. Po wielu zabytkach zostały dzisiaj jedynie przedwojenne pocztówki, a okres kiedy przestały istnieć jest bardziej tajemniczy niż czasy pierwszych Piastów. Hannibal Smoke wykonał ogromną pracę jeżdżąc w teren w poszukiwaniu tych wiejskich Atlantyd, przepytując ostatnich świadków, dokonując kwerendy w poszukiwaniu zapomnianej historii. To nie tylko encyklopedia czy leksykon, ale po prostu piękna książka wywołująca refleksję i dostarczająca wzruszeń co wrażliwszym duszom.

NIEWIDZIALNY DOLNY ŚLĄSK to jedyny w swoim rodzaju album dokumentujący masakrę dziedzictwa materialnego regionu w jego historycznych granicach, od Świebodzina w Lubuskiem po Nysę w Opolskiem. Blisko 450 zachowanych na zdjęciach rezydencji, o których mieliśmy zapomnieć...

8/12/2018

Pasja

Niewielka wieś położona jest kilkanaście kilometrów od Zielonej Góry, lecz żeby tu dotrzeć trzeba przepłynąć promem Odrę, lub nadrobić kolejne kilkadziesiąt kilometrów do najbliższego mostu. Być może dlatego niewielu przyjeżdża w te strony, chociaż jest tutaj co podziwiać, a jednym z najpiękniejszych zabytków w regionie jest rokokowy pałac w Bojadłach. Zdewastowany po 1945 roku przez przypadkowych użytkowników i miejscową ludność wciąż jest cieniem swojej dawnej świetności, mimo wszystko z dachem i cudem zachowanymi elementami wystroju wnętrz.




Wrażenie robią dwie wspaniałe kordegardy tuż przy przecinającej park drodze z widokiem na piękny szachulcowy kościół. Otwarta brama, za nią tłum ludzi krzątających się wokół pałacu - to grupa wolontariuszy, która zgłosiła się na apel właścicieli do porządkowania otoczenia zabytku. Co chwilę przyjeżdża samochód, co jakiś czas ktoś wbiega i wybiega przez otwarte drzwi do zacienionego hallu. Chociaż odbudowa tak naprawdę dopiero się zaczyna, zabytek tętni życiem bardziej niż niejedna rozreklamowana turystyczna atrakcja.




Wszystko to za sprawą Arkadiusza Michońskiego i Anety Kamińskiej, którzy od 2014 roku opiekują się pałacem. Od tego czasu to jest ich dom, ale też ogromna pasja. Tutaj każda dachówka, każda cegła jest otoczona opieką, nie ma miejsca na żadne uproszczenia i niepotrzebne kompromisy. Wszystko ma wyglądać jak dawniej i co najważniejsze, powinno być oryginalne w miarę możliwości. Nie ma możliwości aby pojawiły się plastikowe okna czy rynny, gdy brakuje materiałów i elementów wyposażenia są adaptowane z innych miejsc, jak piękne piece kaflowe czy zegary na kordegardzie. To hobby w najczystszej postaci, gdzie najważniejsza jest sama renowacja, a jej koniec jest przede wszystkim satysfakcją, nie materialnym zyskiem. Oczywiście pałac w przyszłości będzie miał też funkcje komercyjne, lecz nie widać tej wszechobecnej presji powodującej często drogę na skróty. Gdy pan Arkadiusz Michoński opowiada o swoim domu w jego oczach widać rzadki płomień, jego poglądy na konserwację zabytków są radykalne i do bólu konserwatywne, ale przecież w tym wszystkim właśnie o to chodzi. To gwarancja, że efekt końcowy będzie olśniewający, zresztą nie jedyna, bo przecież właściciele Bojadeł nie są nowicjuszami, a ich pracę można podziwiać w niedalekim Broniszowie. Tamtejszy barokowy szpital otrzymał w 2015 roku prestiżową nagrodę "Zabytek Zadbany" i jest jedną z najlepiej wykonanych tego typu realizacji w Polsce.




Co będzie gdy Bojadła odzyskają swój dawny blask ? Pan Arkadiusz nie zamierza zwalniać tempa i już zaopiekował się wspaniałym pałacem w Piotrkowicach koło Trzebnicy gdzie wykonuje prace zabezpieczające. W oczach znowu pali się płomień gdy o tym opowiada... Szkoda tylko że takich pasjonatów jest garstka i nie ma możliwości aby zajęli się wszystkimi walącymi się rezydencjami. To nie pieniądze, ustawy czy szczęśliwy traf, tylko LUDZIE ratują zabytki.




Pałac w Bojadłach jest udostępniony do zwiedzania a Fundacja Pałac Bojadła zajmuje się różnorakimi działaniami kulturalnymi, naukowymi i promocyjnymi. Więcej na stronie fundacji.

zabytkislask.blogspot.com