8/12/2018

Pasja

Niewielka wieś położona jest kilkanaście kilometrów od Zielonej Góry, lecz żeby tu dotrzeć trzeba przepłynąć promem Odrę, lub nadrobić kolejne kilkadziesiąt kilometrów do najbliższego mostu. Być może dlatego niewielu przyjeżdża w te strony, chociaż jest tutaj co podziwiać, a jednym z najpiękniejszych zabytków w regionie jest rokokowy pałac w Bojadłach. Zdewastowany po 1945 roku przez przypadkowych użytkowników i miejscową ludność wciąż jest cieniem swojej dawnej świetności, mimo wszystko z dachem i cudem zachowanymi elementami wystroju wnętrz.




Wrażenie robią dwie wspaniałe kordegardy tuż przy przecinającej park drodze z widokiem na piękny szachulcowy kościół. Otwarta brama, za nią tłum ludzi krzątających się wokół pałacu - to grupa wolontariuszy, która zgłosiła się na apel właścicieli do porządkowania otoczenia zabytku. Co chwilę przyjeżdża samochód, co jakiś czas ktoś wbiega i wybiega przez otwarte drzwi do zacienionego hallu. Chociaż odbudowa tak naprawdę dopiero się zaczyna, zabytek tętni życiem bardziej niż niejedna rozreklamowana turystyczna atrakcja.




Wszystko to za sprawą Arkadiusza Michońskiego i Anety Kamińskiej, którzy od 2014 roku opiekują się pałacem. Od tego czasu to jest ich dom, ale też ogromna pasja. Tutaj każda dachówka, każda cegła jest otoczona opieką, nie ma miejsca na żadne uproszczenia i niepotrzebne kompromisy. Wszystko ma wyglądać jak dawniej i co najważniejsze, powinno być oryginalne w miarę możliwości. Nie ma możliwości aby pojawiły się plastikowe okna czy rynny, gdy brakuje materiałów i elementów wyposażenia są adaptowane z innych miejsc, jak piękne piece kaflowe czy zegary na kordegardzie. To hobby w najczystszej postaci, gdzie najważniejsza jest sama renowacja, a jej koniec jest przede wszystkim satysfakcją, nie materialnym zyskiem. Oczywiście pałac w przyszłości będzie miał też funkcje komercyjne, lecz nie widać tej wszechobecnej presji powodującej często drogę na skróty. Gdy pan Arkadiusz Michoński opowiada o swoim domu w jego oczach widać rzadki płomień, jego poglądy na konserwację zabytków są radykalne i do bólu konserwatywne, ale przecież w tym wszystkim właśnie o to chodzi. To gwarancja, że efekt końcowy będzie olśniewający, zresztą nie jedyna, bo przecież właściciele Bojadeł nie są nowicjuszami, a ich pracę można podziwiać w niedalekim Broniszowie. Tamtejszy barokowy szpital otrzymał w 2015 roku prestiżową nagrodę "Zabytek Zadbany" i jest jedną z najlepiej wykonanych tego typu realizacji w Polsce.




Co będzie gdy Bojadła odzyskają swój dawny blask ? Pan Arkadiusz nie zamierza zwalniać tempa i już zaopiekował się wspaniałym pałacem w Piotrkowicach koło Trzebnicy gdzie wykonuje prace zabezpieczające. W oczach znowu pali się płomień gdy o tym opowiada... Szkoda tylko że takich pasjonatów jest garstka i nie ma możliwości aby zajęli się wszystkimi walącymi się rezydencjami. To nie pieniądze, ustawy czy szczęśliwy traf, tylko LUDZIE ratują zabytki.




Pałac w Bojadłach jest udostępniony do zwiedzania a Fundacja Pałac Bojadła zajmuje się różnorakimi działaniami kulturalnymi, naukowymi i promocyjnymi. Więcej na stronie fundacji.

zabytkislask.blogspot.com

7/24/2018

Zmartwychwstanie

Równe 4 lata temu w bytomskiej dzielnicy Bobrek spłonął zabytek

"...stał sobie drewniany kościół, który nie był bezcennym zabytkiem, ale ważnym świadkiem historii przemysłowego Śląska. Stopniowo rozkradany i niszczony, zamieniony w melinę i chlew. W stusiedemdziesięciotysięcznym mieście otoczonym miastami zamieszkałymi przez kolejne setki tysięcy mieszkańców. Miał być wkrótce rozebrany i przeniesiony do chorzowskiego skansenu. 23 lipca o godzinie 19.42 pojawiły się pierwsze płomienie, które strawiły dach i wieżę pieczętując jego los. Strażacy podejrzewają podpalenie."




Szerzej historia i losy zabytku były opisane we wpisie Był sobie kościół. Jeszcze tliły się zgliszcza, gdy mieszkańcy, niewiele sobie robiąc z obecności Straży Miejskiej i ochronnych taśm, "świętowali" na trupie świątyni rozkradając jej smętne resztki, które można było spieniężyć na złomie lub spalić zimą w piecu. Część przyglądała się obojętnie popijając nalewki i dopingując miejscową dzieciarnię, która w ruinach znalazła sobie miejsce do zabawy. Nikt się nie przejął, nikt nie zapłakał i zapewne do dzisiaj nikomu nie brakuje tego historycznego budynku na zabytkowym osiedlu. Na czele z miejscowymi władzami, dla których zabytki są problemem który parzy, czego przykładem są losy niedalekiej Elektrociepłowni "Szombierki" i ogólny widok Bytomia.




Tymczasem wydarzył się cud. Kilkanaście kilometrów dalej, na terenie Górnośląskiego Parku Etnograficznego, "zmartwychwstała" świątynia z Bobrka. Odbudowana z oryginalnymi elementami wyposażenia pełni funkcję sakralno-wystawienniczą. Szczelnie otoczona płotem i chroniona przez odpowiednie służby, daleko od mieszkańców "dzielnicy cudów"jest bezpieczna i stanowi jedną z nowych atrakcji turystycznych. Jej historia jest świetnym przykładem jak potrafimy zobaczyć drzazgę w oku naszych sąsiadów, a nie widzimy belki w swojej. 




Ktoś by uwierzył że w chrześcijańskim kraju wybija się szyby i podpala dla zabawy zabytkowy kościół ? Tyle jest lamentów i rozpaczy nad podpalonym samochodem we Francji ale dziwnym trafem historia z Bobrka nie przebiła się do powszechnej świadomości. Lubimy się oszukiwać że u nas jest inaczej ? Że jesteśmy lepsi ? Że nie mamy problemów z zapuszczonymi dzielnicami i wandalizmem ? Warto się nad tym zastanowić gdy stoimy przed zrekonstruowanym za spore pieniądze kościołem. Powiązać jego losy z ginącym zabytkowym osiedlem, z umierającym kilkanaście kilometrów dalej miastem.




5/11/2018

Noc Muzeów w schronie na Placu Solnym

W pomieszczeniach dawnego niemieckiego schronu na Placu Solnym we Wrocławiu powstało jedyne w tej części Europy muzeum, w którym znajdziemy kostiumy i rekwizyty ze znanych zagranicznych i polskich produkcji.

Zdjęcie użytkownika Zabytki Dolnego Śląska.

Wśród atrakcji są maska oryginalnego samochodu Aston Martin należącego do Jamesa Bonda w filmie „Jutro nie umiera nigdy”, noszona przez aktorkę Evę Green suknia Vesper Lynd z bondowskiego „Casino Royal”, fragment oryginalnego modelu statku „Gwiazda śmierci” z „Gwiezdnych wojen”, czy ubiór rzymskiego legionisty, w którym Russell Crowe zagrał w „Gladiatorze”.

Dotychczas takiego muzeum nie było w Europie. – W Bułgarii jest podobne, ale eksponowane są kopie, tymczasem we Wrocławiu oglądamy oryginalne kostiumy i rekwizyty

W Noc Muzeów, pierwszy raz od 1945 roku podziemia będą otwarte do białego rana.

Na powierzchni pierwszy pokaz w Polsce nocą cewki Tesli , wyładowania piorunów na 4 metry wysokości, które będą w stanie zagrać muzykę z wielu znanych filmów jak np. Marsz Imperialny z "Gwiezdnych Wojen ".

Będzie również oryginalny Delorean z kondensatorem czasoprzestrzeni , z filmu "Powrót do przeszłości" do którego będzie można wsiąść i przenieść się w czasie. 

Mnóstwo przebranych postaci z ról drugoplanowych i ciekawostek filmowych całego globu.

Zapraszamy!

11/18/2017

Szturm na pałac

Głośno się ostatnio zrobiło w temacie wyburzenia warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Politycy partii rządzącej na wyścigi zaczęli przebijać się nawzajem w swoich destrukcyjnych zapędach, tłumaczonych nienawiścią do komunizmu, którego rzekomym uosobieniem jest socrealistyczny wysokościowiec. Bez znaczenia jest jego pożyteczna funkcja, wyjątkowa architektura, prawdziwe inspiracje, czy miejsce w historii - "znawców" się nie przekona. Po prostu cudownie jest zdobyć jakiś pałac, wyrwać ze ścian jego trzewia, wywalić meble za okno, a na koniec puścić go z dymem. Przecież to sprawiedliwość dziejowa i igrzyska dla ciemiężonego ludu. Takie to charakterystyczne dla okresu rządów tych, których tak się dzisiaj nienawidzi, symbol rewolucji i dziejowych przemian wymagających zemsty na wrogu. Że wroga już nie ma ? Żaden problem - wyżyjmy się na jego dziełach. Jak to wróg mawiał - wróg czai się wszędzie.

pustka po pałacu w Świerklańcu

Tak właśnie działo się na Śląsku po 1945 roku i dużo później. Nie ma sensu po raz kolejny wyliczać ile zamków i pałaców zostało puszczonych z dymem, ile ograbionych, ile rozebranych i wysadzonych w powietrze. Ile radości w tamtych czasach miałby minister Kownacki i jego saperzy podkładający co jakiś czas ładunki pod germańskie szkarady jak na przykład zrobili to w Świerklańcu unicestwiając na zawsze "Śląski Wersal" ? Ile satysfakcji miałby MINISTER KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO Gliński ignorujący wpisy do rejestru zabytków, wydający decyzje o ich anulowaniu aby zlikwidować takie szpetne pamiątki jak "Śląski Windsor" w Szczodrem pod Wrocławiem ? Jak zacierałby ręce minister Morawiecki (notabene pochodzący z Wrocławia) marzący jako małe dziecko o tym aby z powierzchni ziemi zniknął okropny relikt przeszłości w Przemkowie ? Nie było chwili aby nie walił się jakiś pałac, nawet nie trzeba było buldożerów i trotylu, bo lud pracujący miasteczek i wsi wyręczał władzę w usuwaniu pozostałości po poprzednich mieszkańcach i ustroju. Wspaniałe były czasy. Dzisiaj niektórym brakuje tej rewolucyjnej gorączki, a i pałaców do niszczenia nie zostało wiele, wybrano więc ten największy - Pałac KULTURY i NAUKI (Nazwa przypadkowa ?).

Gdy ktoś zastanawia się jakim cudem po II wojnie światowej zamiast tworzyć w śląskich rezydencjach domy kultury, muzea, biblioteki, szkoły demolowano je i wyburzano ma dzisiaj wspaniałą lekcję na żywo, coś w rodzaju rekonstrukcji historycznej. Nie chodzi nawet o polityków, którzy pod publiczkę wymyślają coraz większe absurdy aby przypodobać się swoim zwierzchnikom, warto przyjrzeć się wyborcom (wyznawcom). Wystarczy poczytać komentarze internetowe aby zobaczyć ten pałający żądzą zemsty i zysku lud, gotowy do ataku na pałac aby pogrzebać w jego gruzach własne kompleksy i frustracje, poczuć rewolucyjny zapał i chęć zemsty na niewidzialnym wrogu. Niepotrzebni są saperzy - wystarczy podpalić iskrę a rozpoczną szturm (na "Pałac Zimowy"). Niektórzy politycy snują wizje kolejnych demolek, jakby nie widzieli własnej śmieszności i podobieństwa do komunistycznych decydentów, dokładnie w ten sam sposób traktujących w znienawidzonym ustroju budowle Wrocławia czy Warszawy. Lud wyje ze szczęścia, Bytom już dogorywa, trzeba ruszyć dalej... Historia zatacza koło.

W tym wszystkim pojawiły się też głosy "miłośników" śląskich zabytków, że to sprawiedliwość dziejowa za mityczne marmury z Kamieńca Ząbkowickiego, nadzieja że wrócą. Nie wrócą, bo nikt nie wie gdzie one są i czy kiedykolwiek do Warszawy dojechały, za to wystawiamy sobie świadectwo myśląc tak samo jak ci co je po wojnie wyrywali z pałacowego trupa.