Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

Archiwum

Spacerem po... Opolu

Najczęściej czytane

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Google+ Followers

10/30/2016

Piękno brudnej ściany

Drążenie szybu rozpoczęto w 1843 roku, a w 1850 roku nazwano go imieniem "Michael". Właścicielem kopalni początkowo była monarchia austro-węgierska, która w 1856 roku sprzedała ją spółce Północna Kolej Ferdynanda, co pozwoliło na kolejne inwestycje. Największa z nich miała miejsce w latach 1913-1915, kiedy powstał szereg nowych zabudowań na powierzchni. Do 1993 roku niewiele się zmieniło, nie dokonywano żadnych większych przebudów i modernizacji, nie zmieniano sposobu funkcjonowania poszczególnych obiektów, nie wyrzucano świetnie działających maszyn. Gdy w 1993 roku w mury zamykanego zakładu wkroczyli urzędnicy czeskiego Ministerstwa Kultury uznali że mają do czynienia z unikatem. Opieczętowano drzwi, założono monitoring i postanowiono o stworzeniu muzeum. W 1995 roku kompleks został uznany za narodowy zabytek kultury, a za tym poszły kolejne kroki, w tym zgłoszenie o wpis na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W 2000 roku część naziemna kopalni "Michał" w Ostrawie została udostępniona turystom.






"Począwszy od starań ocalenia kopalni naszym celem było zachowanie pierwotnego, surowego wyglądu czynnego do niedawna zakładu. Zwiedzający mają możliwość wczuć się w codzienną rzeczywistość kopalni węgla kamiennego, obejrzeć ślady po niedawno pracujących tu ludziach (wydeptane schody, odpadająca farba olejna i wszechobecny pył węglowy)"






Turyści przechodzą trasę w ten sam sposób jak dawni górnicy, począwszy od szatni łańcuszkowej, przez cechownię, lampownię po nadszybie. Poza tym zobaczymy inne obiekty dzięki którym funkcjonowała kopalnia z zachowanym w oryginalnym stanie wyposażeniem. Bez upiększeń, bez sztucznych atrakcji i odmalowanych ścian. Brudne, opuszczone pomieszczenia, jakby jakiś kataklizm zatrzymał czas w miejscu.






To unikat także na tle naszych polskich obiektów turystycznych, gdzie w większości jest szał modernizacyjny, zabijający wszelkie ślady dawnej działalności, a wraz z tym ich oryginalny wygląd (ekstremalnym przykładem jest kopalnia o białych ścianach w Wałbrzychu). Drugi wariant to strzępy dawnych kompleksów przemysłowych, rozkradzione przez złomiarzy i zdziesiątkowane przez spółkę "restrukturyzującą" kopalnie poprzez ich fizyczną destrukcję. Pojedyncze ślady w postaci "odpicowanych" na pokaz szybów, pojedynczych budynków, czy nawet ślady w postaci kostki brukowej wyznaczającej jakieś obrysy dawnych zabudowań. Jakby to były mury pochodzące ze średniowiecza a nie obiekty które jeszcze kilka lat temu istniały i zostały wręcz wczoraj bezmyślnie unicestwione. Chociaż nie posiadamy już tak oryginalnych zabytków jak "Dul Michal", a te które wciąż trwają nie są w odpowiedni sposób zabezpieczone, zagospodarowane i otoczone opieką (np. Elektrociepłownia Szombierki), to pocieszające jest, że czescy gospodarze polecają zwiedzającym naszą śląską atrakcję jaką jest zabrzańska kopalnia Guido. Jeden z niewielu zabytków, którego nie drąży jeszcze żadna z wymienionych powyżej chorób (a może nie w takim wymiarze jak innych). W porównaniu z naszymi południowymi sąsiadami posiada kompletną trasę podziemną wraz z działającą maszyną wyciągową. Zwiedzenie obu zabytków to kompletna wyprawa szlakiem historii śląskiego górnictwa, podróż w czasie, jakiej nie znajdziemy nigdzie indziej.

więcej na: zabytkigornegoslaska.com.pl
8/30/2016

Śląska siedziba wielkich mistrzów krzyżackich

W świadomości przeciętnego Polaka historia zakonu krzyżackiego kończy się 10 kwietnia 1525 roku, kiedy ostatni w Prusach wielki mistrz zakonu, Albrecht Hohenzollern, składa hołd lenny przed królem Zygmuntem I Starym. Tak uczono i wciąż się uczy dzieci w polskich szkołach, rzadko wspominając że zakon istnieje do dzisiaj, a jego członkowie nie zniknęli nagle w tajemniczych okolicznościach. Także Malbork i inne leżące na północy Polski zamki nie były i nie są jedyną spuścizną po rycerzach z czarnym krzyżem na płaszczu. Po wspomnianej sekularyzacji w Prusach zakonnicy przebywali na terenie zamku Mergentheim w Wirtembergii, aż do konfiskaty ich ziem nad Renem przez Napoleona i kolejnych przenosin do Wiednia w 1805 roku. Ironią historii jest fakt, że instytucja utożsamiana w naszym kraju z germańską zaborczością i wiązana bezpośrednio z hitlerowskimi Niemcami została przez te ostatnie zdelegalizowana, a dobra zakonne zostały przez nazistów skonfiskowane. Zgromadzenie (już nie rycerskie, a charytatywne) istnieje do dzisiaj i prężnie działa na terenie całej Europy. Siedziba w Wiedniu nie jest jedyną pamiątką historyczną związaną z zakonem - jedna z jego siedzib znajduje się na terenie Śląska - czeskiego Śląska.




Zamek w Bruntalu powstał w XV wieku. W 1620 roku Habsburgowie odebrali go poprzednim właścicielom  i podarowali zakonowi krzyżackiemu. Był przebudowywany w latach 1766-1769 w stylu barokowym i modernizowany w XIX wieku. Do dzisiaj zachował charakterystyczny rzut będący pamiątką po średniowiecznej warowni. Po zakończeniu I wojny światowej państwo czechosłowackie zajęło pałac, aby ponownie oddać go prawowitym właścicielom w 1924 roku. W 1939 roku obiekt skonfiskowali hitlerowcy i przekazali na siedzibę NSDAP, a po upadku III Rzeszy zabytkiem "zaopiekowało" się, komunistyczne tym razem, państwo czechosłowackie. Po licznych perypetiach, remontach i zmianach użytkowników w zrekonstruowanych pomieszczeniach otwarte zostało muzeum. Po 1989 zakon krzyżacki próbował bezskutecznie odzyskać swoje dobra w Republice Czeskiej gdzie wznowił działalność charytatywną i edukacyjną.






Bruntalski zamek posiada więcej materialnych pamiątek po zakonnikach niż Malbork i wszystkie krzyżackie zamki w Polsce razem wzięte, co jest zrozumiałe ze względów historycznych. W zachowanych salach stoją meble z których korzystali poprzedni właściciele, na bibliotecznych regałach zalegają książki które gromadzili i czytali, na ścianach wiszą herby i portrety pełne krzyżackiej symboliki, na wieszakach wiszą (oryginalne!) krzyżackie ubiory. To kolejny z magicznych czeskich zamków, gdzie wszystko wygląda tak, jakby wczoraj opuścili go domownicy. Chociaż nie należy do "ekstraklasy" miejscowych zabytków, u nas byłby unikatem - perłą odwiedzaną przez miliony turystów. Do Bruntala z Katowic czy Wrocławia jest dużo bliżej niż do Malborka, nie tylko na mapie. To fragment dziejów regionu niemal zupełnie nieznany po naszej stronie granicy.










Nieco dalej na południe, w Bouzovie czeka kolejna imponująca krzyżacka siedziba, ale to już inny region i zupełnie inna historia.




więcej zdjęć: zabytkigornegoslaska.com.pl
8/28/2016

Nieznana perła śląskich uzdrowisk

Karlova Studanka jest jedną z najmniejszych i najczystszych miejscowości w Republice Czeskiej. To niesamowite uzdrowisko, położone wysoko w górach, zachowało nie zmieniony wygląd oraz charakter z przełomu XIX i XX wieku. Zaledwie kilkanaście budynków położonych wzdłuż ulicy, otoczonych górami i zadbanym parkiem, którym daleko do klimatów znanych ze znanych kurortów po obu stronach granicy. Charakterystyczna drewniana zabudowa nie została w żaden sposób oszpecona, miasteczko (wioska?) nie zmieniło się od 100 lat, nie rozlało się po górach, nie rozbudowało. Absolutny unikat, nie mający odpowiednika w tym rejonie Europy. To jedno ze śląskich uzdrowisk którego nie wymienia się obok Dusznik, Kudowy, czy Lądka, chociaż położone jest w tym samym regionie i paśmie górskim. Wspaniały zabytek z którego wartości chyba nawet nie zdają sobie sprawy nasi południowi sąsiedzi. Podróż w czasie w tym przypadku nie jest tylko sloganem.










więcej zdjęć www.zabytkigornegoslaska.com.pl
7/23/2016

Czego oczy nie widzą...

Jeden z największych i najpiękniejszych śląskich pałaców znikł.


Od dawna był tylko smętnym wspomnieniem dawnej świetności, straszącym licznych turystów swoim  upadkiem i zniszczeniem, więc wydawało się że gorzej być nie może. Od czasu gdy został opisany w artykule Pałac skazany na zapomnienie w zasadzie niewiele się zmieniło. Solidne mury jeszcze trwają, chociaż kwestią czasu są kolejne zawalenia. Przez ostatnie lata nikt nie kiwnął palcem aby je zabezpieczyć, nie ogrodził ruiny, nie zamurował wejść, nie wykosił roślinności. Przyroda wyręczyła urzędników i właścicieli szczelnie oplatając pałac w Sławikowie, tak że nie sposób go w tej chwili zlokalizować w terenie. Niewiarygodne że tak ogromny obiekt po prostu jest niewidoczny. Dwumetrowe pokrzywy, gąszcz samosiejek, wyjątkowo bujny bluszcz ukrył ten wyrzut sumienia jak indiańską świątynię gdzieś w dżungli. Bez maczety i siekiery nie zobaczymy nic poza elewacją boczną, ale może to jest sposób na ten "wrzód" od lat leżący na gminnych peryferiach ? Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal...






więcej zdjęć na: zabytkigornegoslaska.com.pl