Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

Archiwum

Najczęściej czytane

Polecane blogi

Obserwatorzy

Technologia Blogger.

Wiadomości

Loading...

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Google+ Followers

7/19/2015

Zamek w Niemodlinie udostępniony do zwiedzania!

Opuszczony przez dziesiątki lat zabytek dotychczas można było zobaczyć jedynie zza ogrodzenia lub z zatłoczonej drogi krajowej przebiegającej pod jego murami. Z jednej strony można się było cieszyć ponieważ nie zamienił się w rozkradaną i dewastowaną przez przypadkowych wandali ruinę jakich wiele, z drugiej żal było że tak okazała budowla pozostawała niewykorzystana turystycznie. Nowi właściciele w sezonie letnim zdecydowali się wpuścić zwiedzających do środka. W każdą sobotę i niedzielę o godzinie 12.00 i 13.30 w towarzystwie przewodnika poznamy historię i dzień dzisiejszy jednego z najpiękniejszych zamków na Śląsku.




O ile historia jest bogata, to współczesne losy zabytku nie nastrajają optymistycznie. To nie jest miejsce dla kogoś, kto spodziewa się wypełnionych po brzegi działami sztuki sal, bogatych dekoracji i okazałych komnat. Przewodnik nie opowiada dorosłym bajeczek o duchach, nie ma "dekoracji" z dykty i monitorów wyświetlających filmy o niczym. Zwiedzamy puste pomieszczenia, ogołocone ze wszystkiego co było w nich cenne i zniszczone przez upływający bezlitośnie czas. Świadectwem dawnej świetności jest tylko ogrom budowli i zachowane częściowo detale kamieniarskie oraz dekoracje.




Jeżeli tak wygląda sprawa, to po co wchodzić do środka ? Przede wszystkim po to, żeby zobaczyć ORYGINALNY i zachowany w dość dobrym (jak na śląskie realia) stanie, renesansowy zamek z krużgankowym dziedzińcem wewnętrznym, z barokowym mostem ozdobionym rzeźbami, z okazałą zrujnowaną kaplicą zamkową, przejść się pustymi korytarzami, które przetrwały w niemal niezmienionym stanie kilkudziesięciu lat. Po to aby poczuć wielką historię widoczną na każdym kamieniu, w nietkniętym żadnymi większymi remontami budynku.









Rzadką sprawą jest także podejście właściciela zabytku, który w porozumieniu z lokalnymi władzami udostępnił obiekt do zwiedzania. Korzyści są obustronne - Niemodlin wreszcie ma atrakcję która pozwoli przyciągnąć do tego ładnego miasteczka turystów, właściciel w ten sposób "reklamuje" zamek licząc na to, że wśród nich trafi się potencjalny kupiec. Niby proste, a jest to chyba jedyny tego typu przykład na Śląsku. W niedalekim sąsiedztwie stoją opuszczone pałace w Karczowie, Dąbrowie, poewangelicki kościół w Lewinie Brzeskim, których włodarze nie są zainteresowani tego typu działalnością lub nie wpadli na taki pomysł. Podobnie może być przecież wszędzie: w Bożkowie, Roztoce, Biechowie, Grodźcu, Radomierzycach, Chocianowie, Luboradzu i w dziesiątkach innych miejsc, gdzie wystarczy miotła, kasa fiskalna, miejscowy pasjonat i w sezonie można zarobić na bieżące naprawy oraz zabezpieczenia. Co z tego że w środku nie ma mebli, lśniących posadzek, a sztukaterie i polichromie sypią się na głowę ? Prawdziwi miłośnicy zabytków i tak przyjadą.






Kto jeszcze nie odwiedził zamku w Niemodlinie nie ma na co czekać. Kto wie, czy ta inicjatywa przetrwa dłużej niż jeden sezon ? Jeżeli nie, to taka szansa może się nie trafić przez kolejne kilkadziesiąt lat. O ile wtedy będzie jeszcze co podziwiać...

więcej zdjęć: www.zabytkigornegoslaska.com.pl
galeria 1, galeria 2
7/13/2015

Pałac "wytransferowany"

Otoczony dawniej fosą renesansowy dwór obronny w Zagrodnie powstał w 1570 roku i poza przebudową w XIX wieku, w niezmienionym stanie przetrwał do końca II wojny światowej. Wtedy dopadły go hordy szabrowników, rozkradły wszystko co było w nim cennego, co dało się wynieść lub zniszczyć na miejscu. Przetrwały mury 3-skrzydłowej budowli pokryte bogatą dekoracją sgraffitową oraz urozmaicone renesansową kamieniarką w postaci opasek okiennych i portali. Na wieży znajdował się hełm z iglicą, a od strony rzeki rozciągał się wspaniały ogród tarasowy który założono w XVIII wieku.


Do sąsiadujących z pałacem zabudowań wkroczył nowy użytkownik w postaci PGR co przypieczętowało los tej wspaniałej rezydencji. Opuszczony zabytek niszczał coraz bardziej, w czym "pomagali" mu pracownicy i kierownictwo tej słynącej z niezwykłej "gospodarności" instytucji. Wprawdzie były plany odbudowy pałacu, ale "ratowanie" zakończyło się na samych deklaracjach. W latach siedemdziesiątych był już w takim stanie, że w 1979 roku ekipa pod kierownictwem Mieczysława Steca odspoiła fragmenty dekoracji sgraffitowej od ścian i przeniosła je do Muzeum Okręgowego w Chojnowie. Tam trafił także renesansowy portal z wielkiej izby na pierwszym piętrze. To były ostatnie prace jakie zostały przeprowadzone w Zagrodnie. Później porzucone mury wzięła we władanie natura, szczelnie zakrywając resztki zabytku roślinnością. Dzisiaj to własnie gąszcz krzaków i samosiejek strzeże pałac skuteczniej niż konserwator zabytków oraz właściciel w postaci Skarbu Państwa (Agencja Nieruchomości Rolnych), którzy konsekwentnie ignorują jego istnienie. Gdy runą resztki ścian będziemy podziwiali niewielkie kawałki umieszczone w muzealnej gablocie i dziwili się że tylko na tyle było stać przez dziesiątki lat duży europejski kraj. Nikt nie był w stanie uratować niewielkiego, dwukondygnacyjnego budynku, który był i mógł nadal być ozdobą regionu.

więcej zdjęć: www.zabytkidolnegoslaska.com.pl
7/12/2015

W cieniu zamku Grodziec

Tysiące turystów zmierzających w kierunku zamku Grodziec mijają obojętnie, ukryty w zarośniętym parku, jeden z najpiękniejszych barokowych pałaców na Śląsku. Powstał w latach 1718-1721, po tym gdy cesarscy żołnierze pod dowództwem Albrechta von Wallensteina zdobyli i wysadzili (26 grudnia 1646 roku) mury zamku Grodziec, a ówczesny właściciel zdecydował, że nie warto ich odbudowywać więc wzniósł nowoczesną (na tamte czasy) rezydencję. Gdy w XIX wieku posiadłość nabyła rodzina von Dirksen kontynuowano, zapoczątkowaną przez Hochbergów, odbudowę zamku pod kierownictwem Bodo Ebhardta, a położony poniżej pałac stał się letnią rezydencją niemieckich arystokratów. Potomek Willibalda von Dirksena, Herbert, doszedł do funkcji ambasadora Niemiec w Moskwie, skąd przeniesiony został na placówkę w Tokio.  5 listopada 1933 roku w pałacu goszczono wodza III rzeszy Adolfa Hitlera, a w 1938 roku po zakończeniu służby von Dirksen na stałe osiadł w jego murach. Nie dane mu było cieszyć się długo spokojem ponieważ echa wojny dotarły do tej sielskiej i spokojnej miejscowości wraz ze zbiorami Biblioteki Pruskiej, umieszczonymi na zamku w 1942 roku aby uchronić je przed skutkami bombardowań. Na początku 1945 roku we wsi i w pałacu pojawiły się grupy uchodźców i wkrótce po nich żołnierze Armii Radzieckiej, którzy zdobyli Grodziec bez jednego wystrzału. Von Dirksena ocaliło zdjęcie z czasów służby w Moskwie oraz liczne książki rosyjskie z tego okresu, przechowywane w pałacowej bibliotece. Niestety, żołnierze "wyzwoleńczej armii" nie mieli tyle atencji do mienia zgromadzonego przez byłego ambasadora więc okradli i spustoszyli pałac oraz zamek. Wkrótce Dirksen pod osłoną nocy uciekł, a porzucone wyposażenie szybko znalazło nowych właścicieli w postaci licznych szabrowników oraz ekipy rewindykacyjnej Witolda Kieszkowskiego. Pałacowe meble i obrazy jadą do Warszawy, Krakowa i innych odbudowywanych przez "cały naród" miejscowości.


Pozostają ograbione mury, które wykorzystywane są po 1945 roku jako hotel robotniczy miejscowego PGR, kolejnym użytkownikami zostają: kopalnia "Konrad" z Iwin, Gminna Rada Narodowa z Nowej Wsi Grodziskiej, Kuratorium Oświaty i Wychowania, Polski Związek Esperantystów, a od 1992 roku należy do prywatnych właścicieli. W 1960 roku "Wiadomości Legnickie" donosiły:

"(...) mieszka w nim tylko (!) 30 rodzin pracujących w kopalni ("Konrad" z Iwin). Pałac jest naprawdę unikatem w powiecie złotoryjskim(...) W parku znajduje się także 15 kamiennych rzeźb. Niestety, wszystkie są poprzewracane i zaniedbane. Lokatorzy w zastraszający sposób niszczą pałac. Wszędzie spotkaliśmy wiele brudu, a na podwórzu cuchnące śmietniki. Szkoda że władze patrzą na to obojętnym okiem(...)*

I tak pozostało na długie lata. W latach dziewięćdziesiątych wymieniono pokrycie dachowe oraz przeprowadzono drobne prace porządkowe, które pozwoliły ocalić zabytek na przyszłość. Dzisiaj jest on wystawiony na sprzedaż, ale chętnych do zakupu tej ogromnej rezydencji (3600m2) nie widać, chociaż ma ona ogromny potencjał i wymarzoną lokalizację. W jej wnętrzu zachowały się resztki dawnego wystroju z barokowym plafonem w sali balowej na czele, przed główną fasadą fontanna, podobno przywieziona z ruin Pompei. Straszą odrapane ściany, powybijane szyby i obskurny blaszany płot wokół budynku. Jeszcze nic straconego, jest nowy dach, jest stróż chroniący mury przed wandalami, jednak trudno o optymizm jeżeli przez 70 lat nie znalazł się jeden porządny gospodarz...


Na podstawie publikacji:
*"Losy rezydencji dolnośląskich w latach 1945-1991" - Romuald Łuczyński
"Na tropach skarbów i depozytów Trzeciej Rzeszy : kulisy rewindykacji i poszukiwań terenowych na Dolnym Śląsku" - Szymon Wrzesiński i Krzysztof Urban.


7/09/2015

Czar średniowiecza

Romański kościółek p.w. św. Jana Chrzciciela i św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Świerzawie jest jedną z najpiękniejszych pamiątek historycznych w Polsce. Niewiele zachowało się świątyń które niemal w niezmienionym stanie, bez późniejszych poważnych ingerencji, przebudów, zniszczeń i przekształceń przetrwały do naszych czasów. Po przekroczeniu progu tego zabytku dosłownie przenosimy się w czasie, dotykamy średniowiecza, czujemy jego zapach i klimat.




Powstał w XIII wieku jako parafialny ale w 1391 roku stracił swoją rangę na rzecz kościoła p.w. Wniebowzięcia NMP w centrum miasteczka. W 1428 roku w jego murach schroniła się ludność przed najeźdźcami husyckimi. W tym samym roku wybuchł pożar i w 1507 roku ukończono jego odbudowę która nadała mu obecny kształt. Świątynia służyła ewangelikom, aby w 1645 roku wrócić z powrotem do katolików, później traciła na znaczeniu stając się kaplicą cmentarną. Po 1945 roku opuszczony kościół niszczał, a jego wyposażenie rozdysponowano dla innych parafii w całej Polsce (min. w Poznaniu). Doceniając jednak rangę zabytku przeprowadzano różne prace remontowe i konserwatorskie w latach pięćdziesiątych oraz siedemdziesiątych ubiegłego wieku.




W zdesakralizowanym wnętrzu zachowały się przepiękne freski z XIII i XIV wieku, romańskie detale kamieniarskie, epitafia i płyty nagrobne z XVI wieku, empory zbudowane z polichromowanych desek gotyckiego stropu w 1562 roku oraz kamienna chrzcielnica i mensa ołtarzowa. Można spacerować po emporach, wejść na gotycką wieżę, zobaczyć wystawy organizowane w kościelnej nawie. Zabytek jest udostępniony w sezonie do zwiedzania w godzinach 11-18 oraz na telefon w pozostałych porach dnia i roku.




W przeciwieństwie do wielu "urzędowo" otwartych atrakcji turystycznych w innych rejonach Dolnego Śląska w Świerzawie mamy do czynienia z wielką pasją i zaangażowaniem osób zajmujących się świątynią, które poświęcają swój czas aby każdy z nas mógł zobaczyć jej wnętrze i poznać historię tego miejsca. Doceniamy to zwłaszcza wtedy gdy uświadomimy sobie że wiele innych pięknych i wciąż użytkowanych kościołów w okolicy jest dla turystów zupełnie niedostępnych. Ten niewielki zabytek, chociaż wciąż mało znany, jest jedną z największych atrakcji w kraju. W przeciwieństwie do tysięcy innych jest ORYGINALNY.

więcej zdjęć: www.zabytkidolnegoslaska.com.pl
7/08/2015

Mała Legnica

Miejsce jest zachwycające. Ukryte wśród drzew i pól potężne gospodarstwo, należące dawniej dla barona von Dumichen zostało przekształcone przez pana Michała Sabadacha w jedyne w Polsce prywatne Muzeum Armii Radzieckiej i Wojska Polskiego, gdzie w dawne święta (9 maja i 22 lipca) zbierają się weterani aby świętować i wspominać minione dobre (?) czasy.




Myliłby się jednak każdy, kto szukałby w tej inicjatywie gloryfikacji niezbyt lubianej w Polsce armii i narzuconych przez nią bohaterów. Dla pana Michała Sabadacha historia nie jest czarno-biała, on wyszukał w niej inne odcienie, a przede wszystkim uratował tysiące eksponatów, które są świadectwem swojej epoki. Zwłaszcza w okolicach Legnicy, gdzie stacjonował ogromny radziecki garnizon, bez sensu jest wymazywanie jego istnienia i wyrzucanie wszelkich świadectw na śmietnik. W czasach gdy właściciel muzeum był jednym z użytkowników zamku Grodziec, nawiązał on kontakty z odwiedzającymi warownię żołnierzami "bratniej armii" co zaowocowało wieloletnią współpracą oraz licznymi przyjaźniami. Gospodarz nie ukrywa swojej fascynacji minioną epoką, chociaż jest jedną z jej ofiar i jednocześnie beneficjentów. Wysiedlony jako dziecko z okolic Stanisławowa, odnalazł się w powojennej rzeczywistości jako żołnierz, partyjny działacz oraz twórca "propagandy wizualnej". Przyjaźnił się z marszałkiem Dubyninem i innymi dowódcami Armii Radzieckiej, swego czasu odnalazł i zaprosił przedwojennych niemieckich właścicieli swojego gospodarstwa - rodzinę von Dumichen, niedawno odebrał medal "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata" przyznany jego rodzicom. Postać nietuzinkowa i nie dająca się zaszufladkować w żaden prosty sposób.








Pan Michał Sabadach niemal o każdej porze dnia jest do dyspozycji turystów, za "co łaska" z przyjemnością oprowadza i chwali się swoimi zbiorami. Poza pomnikami min. marszałka Rokossowskiego i gen. Świerczewskiego są ogromne zbiory plansz propagandowych, mundurów, odznaczeń, broni i innych eksponatów związanych z tematem. Chociaż całości daleko do współczesnych "multimedialnych" muzeów, nie ma cennych zabytków i dzieł sztuki, to jest to jeden z najciekawszych reliktów poprzedniej epoki, która odeszła tak szybko i chaotycznie zabierając ze sobą do śmietnika i na złom większość jej symboli.

Wystąpił błąd w tym gadżecie.