Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

Archiwum

Spacerem po... Opolu

Najczęściej czytane

Polecane blogi

Obserwatorzy

Technologia Blogger.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Google+ Followers

8/30/2016

Śląska siedziba wielkich mistrzów krzyżackich

W świadomości przeciętnego Polaka historia zakonu krzyżackiego kończy się 10 kwietnia 1525 roku, kiedy ostatni w Prusach wielki mistrz zakonu, Albrecht Hohenzollern, składa hołd lenny przed królem Zygmuntem I Starym. Tak uczono i wciąż się uczy dzieci w polskich szkołach, rzadko wspominając że zakon istnieje do dzisiaj, a jego członkowie nie zniknęli nagle w tajemniczych okolicznościach. Także Malbork i inne leżące na północy Polski zamki nie były i nie są jedyną spuścizną po rycerzach z czarnym krzyżem na płaszczu. Po wspomnianej sekularyzacji w Prusach zakonnicy przebywali na terenie zamku Mergentheim w Wirtembergii, aż do konfiskaty ich ziem nad Renem przez Napoleona i kolejnych przenosin do Wiednia w 1805 roku. Ironią historii jest fakt, że instytucja utożsamiana w naszym kraju z germańską zaborczością i wiązana bezpośrednio z hitlerowskimi Niemcami została przez te ostatnie zdelegalizowana, a dobra zakonne zostały przez nazistów skonfiskowane. Zgromadzenie (już nie rycerskie, a charytatywne) istnieje do dzisiaj i prężnie działa na terenie całej Europy. Siedziba w Wiedniu nie jest jedyną pamiątką historyczną związaną z zakonem - jedna z jego siedzib znajduje się na terenie Śląska - czeskiego Śląska.




Zamek w Bruntalu powstał w XV wieku. W 1620 roku Habsburgowie odebrali go poprzednim właścicielom  i podarowali zakonowi krzyżackiemu. Był przebudowywany w latach 1766-1769 w stylu barokowym i modernizowany w XIX wieku. Do dzisiaj zachował charakterystyczny rzut będący pamiątką po średniowiecznej warowni. Po zakończeniu I wojny światowej państwo czechosłowackie zajęło pałac, aby ponownie oddać go prawowitym właścicielom w 1924 roku. W 1939 roku obiekt skonfiskowali hitlerowcy i przekazali na siedzibę NSDAP, a po upadku III Rzeszy zabytkiem "zaopiekowało" się, komunistyczne tym razem, państwo czechosłowackie. Po licznych perypetiach, remontach i zmianach użytkowników w zrekonstruowanych pomieszczeniach otwarte zostało muzeum. Po 1989 zakon krzyżacki próbował bezskutecznie odzyskać swoje dobra w Republice Czeskiej gdzie wznowił działalność charytatywną i edukacyjną.






Bruntalski zamek posiada więcej materialnych pamiątek po zakonnikach niż Malbork i wszystkie krzyżackie zamki w Polsce razem wzięte, co jest zrozumiałe ze względów historycznych. W zachowanych salach stoją meble z których korzystali poprzedni właściciele, na bibliotecznych regałach zalegają książki które gromadzili i czytali, na ścianach wiszą herby i portrety pełne krzyżackiej symboliki, na wieszakach wiszą (oryginalne!) krzyżackie ubiory. To kolejny z magicznych czeskich zamków, gdzie wszystko wygląda tak, jakby wczoraj opuścili go domownicy. Chociaż nie należy do "ekstraklasy" miejscowych zabytków, u nas byłby unikatem - perłą odwiedzaną przez miliony turystów. Do Bruntala z Katowic czy Wrocławia jest dużo bliżej niż do Malborka, nie tylko na mapie. To fragment dziejów regionu niemal zupełnie nieznany po naszej stronie granicy.










Nieco dalej na południe, w Bouzovie czeka kolejna imponująca krzyżacka siedziba, ale to już inny region i zupełnie inna historia.




więcej zdjęć: zabytkigornegoslaska.com.pl
8/28/2016

Nieznana perła śląskich uzdrowisk

Karlova Studanka jest jedną z najmniejszych i najczystszych miejscowości w Republice Czeskiej. To niesamowite uzdrowisko, położone wysoko w górach, zachowało nie zmieniony wygląd oraz charakter z przełomu XIX i XX wieku. Zaledwie kilkanaście budynków położonych wzdłuż ulicy, otoczonych górami i zadbanym parkiem, którym daleko do klimatów znanych ze znanych kurortów po obu stronach granicy. Charakterystyczna drewniana zabudowa nie została w żaden sposób oszpecona, miasteczko (wioska?) nie zmieniło się od 100 lat, nie rozlało się po górach, nie rozbudowało. Absolutny unikat, nie mający odpowiednika w tym rejonie Europy. To jedno ze śląskich uzdrowisk którego nie wymienia się obok Dusznik, Kudowy, czy Lądka, chociaż położone jest w tym samym regionie i paśmie górskim. Wspaniały zabytek z którego wartości chyba nawet nie zdają sobie sprawy nasi południowi sąsiedzi. Podróż w czasie w tym przypadku nie jest tylko sloganem.










więcej zdjęć www.zabytkigornegoslaska.com.pl
7/23/2016

Czego oczy nie widzą...

Jeden z największych i najpiękniejszych śląskich pałaców znikł.


Od dawna był tylko smętnym wspomnieniem dawnej świetności, straszącym licznych turystów swoim  upadkiem i zniszczeniem, więc wydawało się że gorzej być nie może. Od czasu gdy został opisany w artykule Pałac skazany na zapomnienie w zasadzie niewiele się zmieniło. Solidne mury jeszcze trwają, chociaż kwestią czasu są kolejne zawalenia. Przez ostatnie lata nikt nie kiwnął palcem aby je zabezpieczyć, nie ogrodził ruiny, nie zamurował wejść, nie wykosił roślinności. Przyroda wyręczyła urzędników i właścicieli szczelnie oplatając pałac w Sławikowie, tak że nie sposób go w tej chwili zlokalizować w terenie. Niewiarygodne że tak ogromny obiekt po prostu jest niewidoczny. Dwumetrowe pokrzywy, gąszcz samosiejek, wyjątkowo bujny bluszcz ukrył ten wyrzut sumienia jak indiańską świątynię gdzieś w dżungli. Bez maczety i siekiery nie zobaczymy nic poza elewacją boczną, ale może to jest sposób na ten "wrzód" od lat leżący na gminnych peryferiach ? Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal...






więcej zdjęć na: zabytkigornegoslaska.com.pl
7/16/2016

Bogini rzuca wieniec

Na terenie miejskiego szpitala przy ulicy Raciborskiej w Katowicach, na środku niewielkiego zieleńca, od wielu lat stoi rzeźba autorstwa wielkiego niemieckiego rzeźbiarza Christiana Daniela Raucha. Jest to odlew wykonany w Berlinie pod koniec XIX wieku, którego miejsce pochodzenia nie jest do dzisiaj znane. "Bogini" nazywana też Viktorią przez długie lata stała w tym miejscu nie zwracając na siebie uwagi, aż kilka lat temu zainteresował się nią historyk architektury dr Ryszard Nakonieczny , który wraz z Anną Syską zidentyfikował dzieło. Według najbardziej prawdopodobnej wersji wydarzeń, została ona wyrzucona, lub wypadła w okolicy szpitala z pociągu wiozącego wojenne łupy do ZSRR. Umieszczona na zamkniętym obszarze, dla ozdoby szpitalnego "spacerniaka" na długie lata została zapomniana, co być może sprawiło że możemy ją dzisiaj podziwiać.






Pierwowzór został wykonany w marmurze dla panteonu niemieckich bohaterów w Walhalli koło Ratyzbony.




"Kranzwerfende Viktoria" była dość często wykorzystywana do ozdoby pomników oraz ogrodów. Znajdowała się między innymi na cokole pruskiego "denkmala" w Ełku, skąd po 1945 roku została wywieziona w nieznanym kierunku (może do Katowic ?). Podobny odlew zdobi do dzisiaj tarasy Nowej Oranżerii w parku Sanssouci w Poczdamie.






Warto także wspomnieć że anielska postać była wykorzystywana w latach 1903-1944 jako "Victoria Pokal" czyli trofeum wręczane dla najlepszego zespołu piłkarskiego w Niemczech. Ona także zaginęła po 1945 roku (była ukrywana na terenie dawnego NRD) i została odzyskana dopiero po zjednoczeniu Niemiec w 1990 roku.




więcej zdjęć: zabytkigornegoslaska.com.pl
6/06/2016

Fasada

Położony nad Ścinawką ogromny klasztor benedyktyński projektu Kiliana Ignacego Dientzehofera jest jedną z wizytówek tego fragmentu Czech i najwspanialszym zabytkiem niewielkiego Broumova. Obecny wygląd zyskał w 1733 roku w wyniku barokowej przebudowy ale jego początki sięgają 1322 roku kiedy w miejscu dawnego grodu założono przeorat i probostwo benedyktyńskie. Zachowane wnętrza, ze wspaniałym kościołem p.w. św. Wojciecha na czele, wykonywali najwięksi mistrzowie praskiego baroku, a to co zostało zrealizowane stanowi zaledwie połowę pierwotnych planów rozbudowy.




Wyremontowane elewacje, zrekonstruowany ogród wraz z budowlami towarzyszącymi oraz rozbudowana infrastruktura turystyczna na pierwszy rzut oka zachwycają. Z której strony do Broumova nie dojedziemy, mijamy w naszym kraju owoce wieloletnich dewastacji w postaci zaniedbanych dworów i pałaców w Piszkowicach, Ścinawce Górnej i Średniej (od strony Kłodzka) czy sanatorium Grunwald w Sokołowsku (od strony Wałbrzycha), a to tylko najbliższe okolice. Ich nowi i starzy właściciele walczą o przywrócenie ich do dawnej świetności ale na efekty poczekamy jeszcze długie lata. Zanim to nastąpi, kłują w oczy jaskrawoczerwone elewacje broumovskiego giganta, który leży zaledwie kilkanaście kilometrów od granicy. Utrzymywana przez państwo placówka posiada doskonałą ofertę dla turystów, pozwalającą na spędzenie w tym miejscu długich godzin. Można zwiedzać klasztorne wnętrza wraz z kościołem, krypty, muzeum regionalne, galerię w pawilonie ogrodowym, w cenie biletu mamy także wejście do drewnianego kościoła cmentarnego. Samo miasto posiada także ładną starówkę z cennym kościołem parafialnym.




Po wejściu do części która nie jest ogólnodostępna możemy się przekonać że efektowna fasada skrywa inne oblicze zabytku. Opustoszałe i zaniedbane dziedzińce, dziesiątki pustych pomieszczeń i korytarzy czekających chociaż na odświeżenie. Klasztorny refektarz wraz z jedyną w tej części Europy kopią Całunu Turyńskiego, barokowa zakrystia oraz piękna biblioteka też nie powalają na kolana swoim stanem zachowania, chociaż każdy miłośnik doceni przez to ich autentyczność. Warto dodać że 17 000 woluminów na zabytkowych regałach to tylko część z dawnego księgozbioru liczącego 37 000 książek. Zostały one rozkradzione po 1945 roku, a nawet oddane do składu makulatury na przemiał. Coś nam to przypomina ?











Warto przyjrzeć się w jaki sposób nasi południowi sąsiedzi remontują ten zabytek. Zabezpieczony obiekt jest "picowany" tak żeby przyciągnąć jak największą liczbę turystów i zachęcić ich do zwiedzania. Odnowione zostały jedynie elewacje, które potencjalni zwiedzający zobaczą po przyjeździe do Broumova, te mniej eksponowane czekają na swoją kolej w dalszym etapie. Podobnie jest niewidocznymi dla postronnych dziedzińcami wewnętrznymi. Trasa zwiedzania prowadzi przez najcenniejsze wnętrza ale i tam nie znajdziemy konserwatorskich fajerwerków, czego symbolem jest np. zabytkowy globus którego stan byłby u nas zapewne uznany za katastrofalny i w trybie awaryjnym uruchamiano by fundusze na jego odnowienie, o ile by go nie wywieziono w bardziej "godne" miejsce.







W czeskim klasztorze nie widać pośpiechu i gorączki. Krok po kroku robi się kolejne prace, nadając priorytet działalności bieżącej. Być może, poza dotacjami z różnych źródeł, i zarobkiem z organizowanych imprez, mają być one finansowane z pieniędzy które zostawią w tym miejscu zwiedzający ? Żeby zostawili należy ich czymś przyciągnąć ? Jeżeli tak wygląda pomysł na zarządzanie tym zabytkiem, a wszystko na to wskazuje że tak jest, to jest to podejście podobne do inwestycji w normalnym przedsiębiorstwie, gdzie wizerunek i promocja odgrywają znaczącą rolę. Stawia się fundament rozwoju firmy, budując kolejne źródła dochodu na przyszłość, zamiast chaotycznego i przypadkowego wydawania pieniędzy na punktowe renowacje. Solidne podstawy i perspektywy oparte na różnych źródłach finansowania - one są priorytetem, a nie konserwacje które doceni jedynie niewielka grupa fachowców. Warto przypomnieć że robi to wszystko państwowy zarządca dla swoich obywateli.

Fasada ma ogromne znaczenie, nawet jeżeli maskuje mniej kolorową rzeczywistość. W przypadku zabytku może być jego fundamentem i gwarancją lepszej przyszłości.

więcej zdjęć na www.zabytkidolnegoslaska.com.pl (galeria1, galeria2, galeria3)