5/29/2011

Smutne losy dolnośląskich rezydencji

(...)Wspomniał pan o Rogowie Sobockim, omówię przeto rzecz na tym przykładzie. Ów zrujnowany dwór, należący do trzeciej klasy zabytków, stał pośrodku zabudowań PGR i - prawdę mówiąc - był zawalidrogą. Dyrekcja gospodarstwa cierpliwie zabiegała o rozbiórkę: w niezabezpieczonych piwnicach buszowała dzieciarnia, w każdej chwili mogło się zdarzyć nieszczęście. Ministerstwo Kultury nie godziło się na rozbiórkę, poleciło zakonserwować obiekt jako "trwałą ruinę". Trwałe ruiny mają to do siebie, że - o ile brak stałego dozoru - stają się ruinami coraz mniej trwałymi. Po namysłach zapadło postanowienie, że z obiektu zachowa się tylko fragmenty: portal, fosę, trochę muru. Ale spółdzielnia, która przyjechała realizować roboty, posłużyła się dynamitem... Gdy przybyłem interweniować, właściwie nie było już nic do ratowania, traktory plantowały teren. Oczywiście, stała się szkoda społeczna. Oczywiście mogłem wzywać prokuratora. Lecz nie zawsze, moim zdaniem, konserwator musi o może trzymać się sztywno zasad, dla których ochrony jest powołany. Stwierdziłem na miejscu, że ludzie odetchnęli z ulgą, gdy przepadło tamto "straszydło". Stwierdziłem też, że ci ludzie mieszkają w warunkach fatalnych. Proszę sobie wyobrazić, że czas się cofa: do Rogowa jedzie ekipa remontowa i na oczach ludzi, żyjących w ruderach, zabezpiecza kosztem iluś tam set tysięcy złotych, rozpadające się mury. Mury, których i tak już nic - na długą metę - nie ocali, które nie będą nigdy najmniejszą choćby ciekawostką turystyczną, które zarazem utrudniają pracę gospodarstwa i rozdrażniają ludzi. Niech pan teraz zważy racje konserwatorskie i zwykłe racje życiowe - i wyda sprawiedliwy wyrok.(...)



Te słowa konserwatora zabytków pochodzą z książki "Losy rezydencji dolnośląskich w latach 1945-1991, autorstwa Romualda Łuczyńskiego, która niedawno pojawiła się w księgarniach. Dotyczą renesansowego dworu w Rogowie Sobockim, otoczonego fosą, po którym nie pozostał żaden ślad, a gruzy budowli posłużyły do zasypania samej fosy. Przykład jeden z wielu, jakie zostały poruszone w książce, będącej pierwszym tego typu opracowaniem na temat dolnośląskich dworów, pałaców i zamków.

5/24/2011

Twardocice - zabytkowe trumny

We wsi Twardocice uwagę przykuwają imponujące ruiny dawnego kościoła ewangelickiego. Pierwsza świątynia w tym miejscu była wzmiankowana w 1448 roku. Spłonęła w 1609 roku i była odbudowana. Do 1740 roku kościół służył jako graniczny tzw. ucieczkowy. W 1524 roku przejęli go protestanci, a w jego murach występowali wędrowni kaznodziejowie. Najsłynniejszym z nich był Daniel Caspar von Schwenckfeld, głoszący idee chrześcijańsko-komunistyczne. Zwalczali go zarówno ewangelicy, jak i katolicy, ale głoszone przez niego kazania trafiły na Śląsku na podatny grunt. W Twardociacach osiedlili się wyznawcy kaznodziei, a miejscowość stała się nieoficjalną stolicą sekty schwenckfeldystów. W opozycji do nich sprowadzono do miejscowości zakon Jezuitów, który długi czas nieskutecznie próbował nawracać opornych, nakładając na nich kary pieniężne. Kościół był rozbudowywany w 1701 i 1711 roku wg projektu włoskiego architekta Julio Simonettiego. W 1726 roku dobudowano wieżę wg projektu K. Hartmanna. Ponownie płonął w tym samym roku i był odbudowywany. Kres świetności przyszedł w 1945 roku, kiedy opuszczona świątynia zaczęła popadać w ruinę. W 1975 roku rozebrano dach i próbowano zburzyć mury, ale poza zawaleniem jednego szczytu na szczęście się to nie udało. Budowla długości 41 metrów i szerokości 25 metrów była jednym z największych kościołów ewangelickich w regionie. We wnętrzu mieściło się 2400 wiernych na miejscach siedzących. Dzisiaj jest kompletną ruiną, a w ostatnim czasie zagrożona jest także wieża, która jako jedyny element kościoła przetrwała nienaruszona. W krypcie kościelnej złożono szczątki posiadaczy wsi: von Braunów i Holzbergów. Spoczywały one w ozdobnych trumnach i sarkofagach do momentu, aż nie zainteresowali się nimi złodzieje.

Młodziezowe Koło Opiekunów Zabytków w Lwówku Śląskim zaniepokojone stanem zabytków skierowało pisma do Zdzisława Kurzeji - kierownika Służby Ochrony Zabytków w Legnicy:

Uprzejmie informujemy, że dnia 1 czerwca 2000 roku podczas oględzin ruin poewangelickiego kościoła we wsi Twardocice , stwierdziliśmy rozbicie i kradzież dwóch XVIII-wiecznych sarkofagów. Obecnie w mauzoleum pozostał jeszcze jeden cały sarkofag oraz fragmenty innego, rozbitego. które naszym zadaniem należy bezzwłocznie ewakuować. W podobnej sytuacji znajdują się drewniane trumny spoczywające w krypcie we wschodniej części kościoła.

W związku z zaistniałą suyuacją oraz licznymi kradzieżami dzieł sztuki na naszym terenie, zarząd MKOZ zwraca się do Pana z prośbą o szybką reakcję w tej sprawie i zdobycie środków na ewakuację tych cennych zabytków sztuki sepulkralnej.


kolejne pismo ponagla konserwatora i alarmuje:

Uprzejmie informujemy, że dnia 14 czerwca 2000 roku podczas oględzin ruin poewangelickiego kościoła we wsi Twardocice , stwierdziliśmy dalsze niszczenie i kradzież znajdującego się tam sarkofagu. Ponadto w fatalnym stanie znajduje się mauzoleum w wieży kościoła. Jego stan wynika z nieszczelności hełmu wieży, który w chwili obecnej nie nadaje się już do dalszego uzytkowania. Dlatego też proponujemy rozbiórkę starego hełmu i zbudowanie tymczasowego, nieskiego, czterospadowego dachu, który w pełni ochroni mury, konstrukcje drewniane i sztukaterie, a przede wszystkim uchroni ten wspaniały zabytek od całkowitej zagłady. Niestety, z powodu braku środków finansowych, katastrofalnego stanu hełmu i braku możliwości wykonania inwentaryzacji budowlanej na miejscu t.j. na wieży, hełm muzi być zrzucony z góry, a następnie w częściach przeniesiony do mauzoleum, gdzie czekać będzie na dokładną inwentaryzację niezbędną do późniejszego odtworzenia pierwotnego stanu.

Prosimy o szybkie działanie w tej sprawie, gdyż tylko to może uchronić ten wspaniały zabytek od całkowitej zagłady.


Młodzieżowe Koło Opiekunów Zabytków poszło o krok dalej i znalazło miejsce, gdzie miały zostać przeniesione zabytkowe trumny i szczątki sarkofagów. Na podstawie umowy ustnej miały być złożone w kościele Wniebowzięcia NMP w Lubomierzu. Konserwator zabytków pisze decyzję adresowaną do proboszcza w/w parafii.

Na podstwie art. 25 i 27 pkt 1 i 2 ustawy o ochronie dóbr kultury z dnia 15 lutego 1962 roku / Dz. U. nr 10 poz. 48 z późniejszymi zmianami / par. 4 , 10 pkt 1 i 2, 12 ,18 pkt 1, 19 rozporządzenia Ministra Kultury i sztuki z dnia 11 stycznia 1994 roku / Dz. U. nr 16 poz. 55 / "o zasadach i trybie udzielania zezwoleń na prowadzenie prac konserwatorskich przy zabytkach oraz prac archeologicznych i wykopaliskowych, warunkach ich prowadzenia i kwalifikacjach osób, które mają prawo do prowadzenia tej działalności" oraz art. 104 KPA po rozpatrzeniu wniosku ks. Proboszcza parafii rzymskokatolickiej Wniebowzięcia NMP w Lubomierzu z dn. 31.08.1999 r.

Orzekam:

zezwolić ks. Proboszczowi parafii rzymskokatolickiej Wniebowzięcia NMP w Lubomierzu na przeniesienie, przechowanie i eksponowanie zabytkowych, drewnianych trumien, pochodzących z krypty poewangelickiego kościoła w Twardocicach / w ruinie / w kościele parafialnym w Lubomierzu.

Na wnioskodawcę nakładam obowiązki dodatkowe:

- zatrudnienia do wykonania w/w prac specjalistów branży konstrukcyjnej i zabytków ruchomych / zgodnie z przywołanym wyżej rozporządzeniem /

- zawiadomienie o terminie przeniesienia trumien na tyle wczesniej, by w czynności tej mógł wziąść udział pracownik Służby Konserwatorskiej.

Uzasadnienie:

Pismem z dnia 31.08.1999 r. ldz. 35/99 ks. Proboszcz parafii parafii rzymskokatolickiej Wniebowzięcia NMP w Lubomierzu zwrócił się z wnioskiem o wyrażenie zgody na przeniesienie, przechowanie i wyeksponowanie zabytkowych trumien z krypty kościoła w Twardocicach do sali gotyckiej parafialnego kościoła w Lubomierzu. Wyszedł tym samym na przeciw inicjatywie Młodzieżowego Koła Opiekunów Zabytków z Lwówka Śląskiego, które niejednokrotnie zwracało się do mojego urzędu, w sprawie przeniesienia trumien do Lwówka Śląskiego. Dotąd nie wyrażałem na to zgody, ponieważ nie miałem gwarancji że zabytki te będą właściwie przechowywane. Stałem na stanowisku, iż powinny one pozostać na miejscu pochówku, a odpowiedzialny za ich zabezpieczenie właściciel nieruchomości - Urząd Gminy w Pielgrzymce otrzymał ode mnie decyzję nakazującą zamknięcie dostępu do obiektu. Mimo to ruiny kościoła były ciągle plądrowane. Ponieważ gotowość ks.Jana Dochniaka z Lubomierza daje pewną gwarancję właściwego przechowywania zabytków i wobec załączonej do wniosku umowy użyczenia, zawartej między właścicielem, a Młodzieżowym Kołem Ochrony Zabytków z dn. 29.11.1999 r. orzekam jak w sentencji.


Nałożone na księdza proboszcza z Lubomierza liczne obowiązki i związane z tym koszta przekreśliły plany przeniesienia trumien. W związku z tym wystosował on pismo skierowane do Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków we Wrocławiu, oddział zamiejscowy w Legnicy z dnia 28.09.1999r.:

Dziękuję za podjęcie decyzji i odpowiedź nadesłaną dn. 10.09.1999 r. L.dz.1385/99 w sprawie przeniesienia i zabezpieczenia trumien znajdujących się w ruinach poewangelickiego kościoła w Twardocicach do Lubomierza. W moim piśmie skierowanym do Państwa prosiłem jedynie o umożliwienie Młodzieżowemu Kołu Ochorny Zabytków z siedzibą w Lwówku Śląskim podjęcia działań w tej materii. Wzięcie odpowiedzialności organizacyjnej i finansowej za całość dzieła wykracza daleko poza skromne możliwości i tak ogromnie przeciążonej remontami obiektów zabytkowych parafii. Proszę zatem o uchylenie decyzji Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków zezwalającej ks. proboszczowi parafii Wniebowzięcia NMP w Lubomierzu na przeniesienie, przechowanie i eksponowanie wspomnianych trumien.

Rola konserwatora zabytków ograniczyła się do wskazania sposbu działania społecznikom, chcącym ratować zabytki oraz księdzu katolickiemu, który chciał im w tym pomóc. Nie poszły za tym żadne działania, ani wsparcie finansowe. Stwierdzenie, że nie było gwarancji właściwego przechowywania zabytków w Lwówku Sląskim brzmi kuriozalnie w przypadku, kiedy zostały one w krypcie zrujnowanego kościoła wystawione na liczne akty wandalizmu i kradzieże. Kryptę zasypano, ale nie na długo. Wkrótce rozpoczęło się dalsze niszczenie i rozkradanie wspaniałych barokowych trumien. Wystawione na pastwę hien cmentarnch i warunków atmosferycznych praktycznie przestały istnieć.

Maciejowiec - mauzoleum niszczą wandale

Maciejowiec może się poszczycić bardzo cennymi zabytkami. Renesansowy dwór, a obok niego XIX-wieczny pałac wraz z kaplicą otoczone pieknym parkiem. Jest jeszcze neoklasycystyczne mauzoleum z drugiej połowy XIX wieku, gdzie pochowano członków rodu von Kramst.

27 stycznia 2004 roku w "Gazecie Wrocławskiej" ukazał się artykuł pod tytułem "Włamał się i zniszczył".

Wyglądało to, jakby ktoś wpadł w furię i chciał wszystko zniszczyć - mówi Wojciech Kapałczyński, szef służby ochrony zabytków w regionie jeleniogórskim - Rozbite zostały nie tylko trumny w mauzoleum ale i kamienny sarkofag oraz rzeźba pod krzyżem. Nieznani sprawcy splądrowali i zdemolowali kaplicę z mauzoleum rodziny von Kramst. Mauzoleum znajduje się w praku przy pałacu w Maciejowcu. Pałac, który należał wcześniej do Politechniki Wrocławskiej, a potem do Akademii Ekonomicznej, jest obecnie w prywatnych rękach. Właściciel odbudowuje go po pożarze z połowy lat dziewięćdziesiatych. Kaplica w przypałacowym parku jest własnością nadleśnictwa, które ostatnio wyremontowało jej dach oraz planowało lepsze zabezpieczenie wnętrza i założenie kraty w drzwiach. W ostatnich latach włamywacze plądrowali mauzoleum von Kramstów kilkakrotnie. Poza trumnami nie zostało już tam nic, co by nadawało się do sprzedaży. (WJ)


Od tego czasu wandale nie próżnowali i 9 maja 2011 roku na ręce mgr Wojciecha Kapałczyńskiego, kierownika Jeleniogórskiej Delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu stowarzyszenie "Monitoring z Lwówka Śląskiego skierowało pismo następującej treści:

Dotyczy mauzoleum rodziny von Kramst, w zespole pałacowo - parkowym we wsi Maciejowiec, gmina Lubomierz, powiat Lwówek Śl., wpisanego do rejestru zabytków pod nr 673/J z dn. 8.05.81 r.

W dniu 22 kwietnia 2011 r. przeprowadziliśmy rutynową kontrolę stanu zachowania zabytków we wsi Maciejowiec. Z przykrością stwierdziliśmy ponowne włamanie do zabytkowego mauzoleum rodziny von Kramst położonego na obrzeżach pałacowego parku. O fakcie tym w dniu 26 kwietnia 2011 r., został osobiście poinformowany Pan inż. Tadeusz Łobzowski, Nadleśniczy Nadleśnictwa Lwówek Śląski, które jest właścicielem obiektu. Niestety ponowna kontrola obiektu w dniu 5 maja 2011 r. ujawniła dalszy brak zabezpieczenia obiektu, we wnętrzu którego znajduje się cenny, kamienny sarkofag, który w żaden sposób nie jest zabezpieczony przed kradzieżą lub zniszczeniem. W/w sarkofag został częściowo zniszczony i okradziony w wyniku włamania, do jakiego doszło na przełomie 2003 i 2004 roku. Wtedy też odbito i skradziono głowę z figury stojącej za sarkofagiem. Pomimo tego faktu, obiekt nie został dobrze zabezpieczony, a uszkodzony sarkofag poddany konserwacji.

W związku z powyższym Stowarzyszenie „Monitoring”, działając w oparciu o art. 31 § 1 pkt 1 kodeksu postępowania administracyjnego, wnosi o bezzwłoczne wszczęcie postępowania administracyjnego i wydanie nakazu konserwatorskiego dla Nadleśnictwa Lwówek Śląski, które jest właścicielem mauzoleum rodziny von Kramst, w związku ze złym stanem zachowania obiektu zabytkowego. Mając na uwadze obecny stan obiektu, należy niezwłocznie nakazać wykonanie prac konserwatorskich i rekonstrukcyjnych przy częściowo zniszczonym i okradzionym sarkofagu - który zdaniem naszego stowarzyszenia winien być natychmiast ewakuowany w bezpieczne miejsce, wykonanie zabezpieczenia swobodnego dostępu do wnętrza mauzoleum przez konserwację uszkodzonych drzwi, uzupełnienie poszycia dachu (świetlika), ponowny montaż zdemontowanych do kradzieży kamiennych schodów otaczających mauzoleum, oraz montaż skradzionych rynien i rur spustowych. Z uwagi na elementarny szacunek do zmarłych, jaki okazuje się w naszej kulturze, należy również posprzątać wnętrze mauzoleum, jak również uporządkować najbliższe otoczenie.

Należy w tym miejscu zauważyć, że Nadleśnictwo Lwówek Śląski - właściciel zabytkowego mauzoleum, od lat wykazuje się wyjątkową ignorancją w stosunku do obowiązujących przepisów prawa w zakresie ochrony i opieki nad zabytkami. W związku z tym, celowe jest podjęcie restrykcyjnych działań wobec w/w instytucji, tym bardziej, że będąc w dobrej kondycji finansowej, nie jest ona zainteresowana zabezpieczeniem powierzonego jej dziedzictwa kulturalnego.

Ponadto zgodnie z art. 31 § 1 pkt 2, wnosimy o uznanie naszego stowarzyszenia, jako strony we wszczętym postępowaniu administracyjnym.


kolejne pismo skierowane na ręce inż. Tadeusza Łobzowskiego, Nadleśniczego Nadleśnictwa Lwówek Śląski następującej treści:

W nawiązaniu do rozmowy przeprowadzonej z Panem w dniu 26 kwietnia 2011 w siedzibie Nadleśnictwa Lwówek Śląski informujemy, że w dniu 5 maja przeprowadziliśmy ponownie kontrolę stanu zachowania zabytkowego mauzoleum rodziny von Kramst we wsi Maciejowiec. Niestety obiekt był w dalszym ciągu niezabezpieczony.

W związku z tym, jeszcze raz prosimy Pana, o bezzwłoczne zabezpieczenie powierzonego Lasom Państwowym dziedzictwa kulturalnego naszego kraju. Jednocześnie przypominamy, że sposób zabezpieczenia musi zostać uzgodniony ze służbami konserwatorskimi, tak aby podczas wykonywania prac zabezpieczających nie doszło do zniszczenia lub uszkodzenia obiektu zabytkowego.


oraz:

W nawiązaniu do rozmowy przeprowadzonej z Panem w dniu 26 kwietnia 2011 r. w siedzibie Nadleśnictwa Lwówek Śląski, oraz dalszego braku zabezpieczenia zabytkowego mauzoleum rodziny von Kramst we wsi Maciejowiec ( potwierdzonego w dniu 4 maja 2011 r. ), przesyłamy Pouczenie o skutkach wpisu do rejestru zabytków, jakie załączane jest obecnie do każdej decyzji administracyjnej Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, w przypadku wpisu obiektu do rejestru zabytków.

Ponadto, jeszcze raz prosimy Pana, o bezzwłoczne zabezpieczenie powierzonego Lasom Państwowym dziedzictwa kulturalnego naszego kraju. Jednocześnie przypominamy, że sposób zabezpieczenia musi zostać uzgodniony ze służbami konserwatorskimi, tak, aby podczas wykonywania prac zabezpieczających nie doszło do zniszczenia lub uszkodzenia obiektu zabytkowego.


Nadleśnictwo Lwówek Śląski odpowiada:

W odpowiedzi na pismo nr MKOZ/441/05/11 z dnia 18 maja 2011 roku Nadleśnictwo Lwówek Śląski informuje, że na bieżącao zabezpiecza mauzoleum rodziny von Kramst znajdujące się w Maciejowcu, gmina Lubomierz nr księgi rejestru zabytków ruchomych województwa dolnośląskiego B/1585/498/1-4 w sposób, który jest możliwy.

Wobec braku stałego dozoru tego obiektu następuje ciągła jego dewastacja, za którą Nadlesnictwo nie może ponosić odpowiedzialności.

Z chwilą powzięcia wiadomości o dewastacji wejścia do mauzoleum, Nadleśnictwo po dokonaniu oględzin miejsca, wystąpiło do Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków we Wrocławiu, Delegatura w Jeleniej Górze z prośbą o rozważenie innej możliwości zabezpieczenia obiektu.

W tym stanie sprawy oczekujemy od konserwatora zabytków wskazówek, które umożliwiły by trwale zabezpieczyć obiekt, jak również przekazanie na ten cel środków zgodnie z dyspozycją art. 73 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Zaznaczamy iż ochrona mienia, w tym zabytków kultury nie leży w statutowych zadaniach Lasów Państwowych, zaś jej wykonanie powierzono wyspecjalizowanym jednostkom policji i straży miejskiej.


Teraz ruch należy do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków i od tego urzędu zależy ciąg dalszy sprawy. Stawką jest uratowanie cennego mauzoleum, zanim zniszczą go wandale i złodzieje. Miejmy nadzieję, że podjęte decyzje pozwolą podjąć odpowiednie kroki, które zakończą bezkarną dewastację zabytku.

fot. A. Gutka

5/11/2011

Rockefeller i Kopciuszek

Wielu odwiedzających ruiny pałacu w Kopicach urzeka jego dawny przepych, romantyczna architektura, aura tajemniczości i grozy. Sceneria jak z bajki, ale historia fundatorki tego pieknego zakątka jest równie bajkowa i niezwykła. Żeby zacząć od początku należy się cofnąć w czasie do 8 listopada 1781 roku, kiedy w Makoszowach (dzisiaj dzielnica Zabrza) na świat przyszedł król cynku - Karol Godula.

Ochrzczony w drewnianym kościółku w Przyszowicach, swoją młodość spędził w tej miejscowości, lecz w 1792 roku wraz z rodzicami przeniósł się do Gorzyczek k. Wodzisławia Śląskiego. Uczęszczał do gimnazjum cystersów w Rudach Raciborskich i tamtejszym klasztorze zgłębiał wiedzę, która miała zaowocować w przyszłości. Kolejnym etapem edukacji młodego Karola była Szkoła Główna w Opawie po ukończeniu której został skarbnikiem w majątku hrabiego Karola Franciszka von Ballestrem. Umiejętności Goduli zostały docenione i szybko awansował. W 1809 roku został ekonomem, a pięć lat później głównym ekonomem w dobrach Ballestremów. W tym czasie na Górnym Śląsku rozpoczyna się rewolucja przemysłowa, co zostaje dostrzeżone przez Karola. Namawia hrabiego Ballestrema na budowę huty cynku w Rudzie, która zostaje nazwana hutą "Karol", a Godula otrzymuje udziały w zyskach. W 1825 roku cynkownia za jego sprawą staje się największym tego typu zakładem w Europie.

Godula usamodzielnia się finansowo i prowadzi liczne interesy na terenie Śląska. Uruchamia kolejne zakłady wśród których są: kopalnia galmanu "Maria", "Elisabeth", "Verona", "Sewerin", "August". Kupuje majątki Szombierki i Orzegów, a wraz z nimi kopalnie "Stein" i Rosalie". W 1830 roku kończy współpracę z Ballestremami i dzierżawi od nich Rudę i Biskupice. Na rynkach światowych nadchodzi kryzys, który jednak w nieznacznym stopniu dotyka przedsiębiorstwa Goduli ponieważ są one samowystarczalne. Kupuje kolejne dobra i buduje kolejne zakłady. W 1832 roku hutę "Morgenroth", w latach 1836-1839 "Gute Hoffnung", w 1842 staje się właścicielem Bobrka, w 1848 Bujakowa.

Staje się milionerem, dochodząc do ogromnego majątku dzięki swoim zdolnościom i pracowitości. Jeszcze za życia powstały o nim liczne legendy, jakoby zaprzedał się diabłu, który dostarczał mu nocą pieniądze. Ludziom ciężko było zrozumieć tak oszałamiającą karierę, stąd doszukiwali się w tym mocy nadprzyrodzonych. Opowieściom sprzyjały także inne okoliczności, jak styl życia czy kalectwo Goduli. Posiadał pałac w Szombierkach, ale mieszkał w małym domku w Rudzie, gdzie żył skromnie i oszczędnie. Oszpecony i okaleczony w dzieciństwie nie miał żony ani dzieci i prowadził życie samotnika. Zmarł 6 lipca 1848 roku we Wrocławiu, a po otwarciu testamentu wybuchł skandal.

Okazało się że większa część jego majatku przypadła sześcioletniej dziewczynce Joannie Gryzik (Gryczik). Odziedziczyła ona 19 kopalń galmanu, 40 kopalń węgla kamiennego, 3 huty cynku i majątki ziemskie: Szombierki, Orzegów, Bujaków, Paniowy, Bobrek. Wartość fortuny po inwentaryzacji wynosiła ówczesne 6 milionów marek co stawiało ją w jednym rzędzie z majątkami najbogatszych śląskich przemysłowców.

Spadkobierczyni fortuny przyszła na świat w Zaborzu-Porębie 29 kwietnia 1842 roku. Po śmierci ojca sytuacja rodziny znacznie się pogorszyła i matka Joanny oddała ją do domu Goduli, gdzie zaopiekowała się nią służąca. Okazało się, że dziecko zdobyło szybko sympatię przemysłowca, a ten nawet zatrudnił dla niej domowego nauczyciela. Legenda mówi, że Joanna jako jedyna nie bała się Goduli, który wzbudzał strach wśród każdego, kto się z nim zetknął. Pewne jest natomiast, że stała się dla niego przyrodnią córką, którą pokochał i uczynił swoją spadkobierczynią. Po ogłoszeniu testamentu jej życie było zagrożone, ponieważ krewni Goduli nie zamierzali pogodzić się z niesprawiedliwym, ich zdaniem, testamentem. W związku z tym umieszczono ją w klasztorze urszulanek we Wrocławiu, a w 1849 roku przewieziono do Szombierek, aby ponownie powrócić do Wrocławia. W tym czasie majątek w dalszym ciągu był pomnażany przez zarządców i dorastająca dziewczynka stała się doskonałą partią, adorowaną przez licznych wielbicieli. Maksymilian Scheffler, opiekun Joanny, postanowił dodać pannie nobilitacji i w 1858 roku otrzymała ona szlachectwo z nazwiskiem Gryczik von Schomberg-Godula. 23 października 1858 roku w pałacu w Szombierkach podpisano kontrakt ślubny, a wybrankiem został Hans Ulrich Schaffgotsh pochodzący ze znanego śląskiego rodu arystokratycznego. 15 listopada 1858 roku w kościele Najświętszej Maryji Panny w Bytomiu odbył się ślub, na którym zgromadzeni byli przedstawiciele śląskich rodzin arystokratycznych i mieszkańcy. O uroczystościach rozpisywała się prasa:

(...) Za kilka dni u Immerwahra wystawiona będzie na widok publiczny wyprawa krezusowej panny Gryczykównej, która uzyskawszy szlachectwo nazywa się Joanna Gryczyk de Schomberg-Godula. W tym miesiącu jeszcze odda ona rękę swoją wraz z milionami swojemu hr. Schafggotsch, a tak doskonale już wdrożyła się w rolę, którą później ma odegrać, że przysiągłbyś, iż urodziła się hrabianką lub xsiężniczką, a nie córką biednego wieśniaka. Że w teatrze, gdzie prawie codziennym jest gościem, zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie, a wszystkie oczy, lornety i perspektywy ku niej są zwrócone, nie potrzebuje wzmianki; jest ona przecież najbogatszą osobą w całem państwie pruskiem, może nawet w całem kraju niemieckim, a wiek nasz zwykł cenić, po części przynajmniej, ludzi podług co mają w kiesce(...)

Ton wpisu z "Korespondencji Kroniki" z 13 listopada 1858 roku oddaje nastroje towarzyszące wydarzeniu w tamtych czasach. Mimo majątku w dalszym ciągu była w niektórych kręgach odbierana jako "śląska wieśniaczka", która doszła do zaszczytów dzięki swojej fortunie. Tymczasem jej mąż, szczyczący się wspaniałym rodowodem, był w rzeczywistości człowiekiem bez żadnego majątku więc to małżeństwo było dla niego także życiową szansą. Zaraz po ślubie młoda para przeniosła się do Wrocławia, gdzie w 1888 roku przebudowali swój dom na okazały pałac. Mimo podtekstów było to szczęśliwe i zgodne małżeństwo, wspólnymi siłami pomnażające majątek. Doczekałi się licznego potomstwa: Hans Karl, Clara, Elisabeth i Eleonore. Powstawały kolejne zakłady przemysłowe i wraz z nimi kolonie robotnicze, dzielnice miast. W 1905 roku koncern Schaffgotschów przekształcono w spółkę akcyjną "Gräflich Schaffgotsche Werke" z siedzibą w Bytomiu. Duży nacisk położono na działalność charytatywną i socjalną. Z pieniędzy Joanny powstawały sierocińce, kościoły, szkoły.

W 1863 roku hrabia Schaffogotsch kupuje dla żony pałac w Kopicach, a jego przebudowę zleca architektowi Karolowi Lüdecke. Powstaje przepiekna rezydencja otoczona wspaniałym parkiem, gdzie Joanna i Hans Ulrich wraz ze swoim potomstwem spędzają swoje najpiekniejsze chwile. 21 czerwca 1910 roku Joanna Gryzik-Schaffgotsch umiera w Kopicach i zostaje pochowana w tamtejszym mauzoleum. Pięć lat później dołączy do niej mąż. Nekrolog zamieszczony w "Beuthener Zeitung" wykazuje wielkie zasługi hrabiny:

"W dniu dzisiejszym została odwołana do Pana Boga nadzwyczaj szanowana była chlebodawczyni, hrabina Schaffgotsch z domu Gryczik von Schomberg-Godula, pani na zamku w Kopicach. Pogrążeni w głębokim smutku, pozostajemy pełni szczerej wdzięczności dla Dostojnej Zmarłej, która przez czas dłuższy niż pół wieku, dla urzędników i robotników pozostających pod jej zarządem, była wspaniałą i nadzwyczaj łaskawą chlebodawczynią, zawsze troszczącą się o los i dobroswoich podwładnych. Jej pamięć, opromienioną tak licznymidziełami pobożności i miłości bliźniego, pozostanie na zawsze w sercach naszych i naszych rodzin. W imieniu urzędników i robotników Hrabiowskich Zakładów Schaffgotschów - dr Bernard Stephan, Dyrektor Generalny"

W 1945 roku Schaffgotschowie uciekają przed nacierającą Armią Czerwoną na zachód. Ich majątek zostaje przejęty i znacjonalizowany. Pałac Goduli w Szombierkach rozebrano, a w jego miejscu powstało przedszkole. Podobny los spotyka skromny domek w Rudzie Śląskiej, w którym mieszkał przemysłowiec. Jeszcze w 1909 roku Joanna Gryzik sprowadza jego szczątki do ufundowanego przez siebie kościoła w Szombierkach, gdzie spoczywa do dzisiaj. Sama nie miała tyle szczęścia i jej sarkofag został po wojnie zbeszczeszczony przez przybyłych do Kopic przesiedleńców. Pochowano ją ostatecznie w skromnym grobie koło mauzoleum w Kopicach, pozostawiając wspaniały sarkofag pusty. Pozostały zakłady przemysłowe, które w dużej mierze ocalały po 1989 roku i są uznawane dzisiaj głównie jako zabytki techniki. Dominują swoją majestatyczną architekturą w górnośląskim krajobrazie. Na cześć Karola Goduli jego imię nosi jedna z dzielnic Rudy Śląskiej, gdzie jest również ulica Goduli i Joanny - świadectwo historii dwóch jakże odmiennych karier ze wspólnym mianownikiem.

Pałac w Kopicach uszedł w wojennej zawierusze bez szwanku, ale systematycznie rozkradany i niszczony obrócił się w ruinę. W 1958 zostaje podpalony, co pieczętuje ostatecznie jego los. Do dzisiaj jego mury wraz z parkiem robią ogromne wrażenie na odwiedzających, podobnie jak historia jego właścicieli. W 2008 roku kupuje go jedna z górnośląskich firm działających w sektorze przemysłowym. Wydaje się, że historia zatacza koło, ale odgruzowana ruina w dalszym ciągu niszczeje...


źródło: "Z dziejów Schaffgotschów" autor: Irena Twardoch.
w książce znajdziemy szczegółową historię rodu i działalności Schaffgotschów oraz Karola Goduli.

Pałac Kornów w Siedlimowicach

Pewnego dnia pod pałac podjechał samochód. Nic nadzwyczajnego, bo przecież ruiny pałacu są atrakcją turystyczną, co prawda rzadko, ale jednak odwiedzaną przez turystów. Ludzie wyszli i zniknęli wśród zarośli, można przypuszczać, że jak wielu innych poszli zwiedzać zabytek. Wieczorem przy ogrodzeniu odnaleziono rzeźby z pałacowego parku. Czekały ułożone, aż ktoś je stamtąd zabierze. Przetransportowano je za pomocą wózka w czasie "zwiedzania". Innym razem ktoś pokusił się na bogato zdobiony szczyt pałacowy. Niestety runął i roztrzaskał się w wąwozie poniżej pałacu. Przed fasadą leży do dzisiaj rzeźbiona muszla, która jest jedynym świadkiem tamtego wydarzenia. Pewnego razu postanowiono zdemontować portal, ale zrobiono to w kompletnie amatorski sposób i jego część została zniszczona. Kamienne lwy leżące przed wejściem zostały już dawno temu zabrane w okolice Bogatyni do ozdoby tamtejszego parku lub biurowca elektrowni. Być może ktoś z Was je widział ? Zabudowania gospodarcze, które jeszcze nie tak dawno były w dość dobrym stanie spłonęły pewnej nocy doszczętnie i dzisiaj wita nas morze ruin. To niedaleka historia i teraźniejszość pałacu w Siedlimowicach. W zasadzie nic nadzwyczajnego, bo takie rzeczy zdarzają się wszędzie, ale każda z nich szokuje i boli tak samo.


W miejscu dzisiejszego pałacu stał w XVI wieku dwór. W XIX wieku posiadłość nabyła rodzina Kornów z Wrocławia i oni w latach 1873-1875 przebudowali dwór na pałac w stylu neorenesansowym. Była to dość znana i zasłużona dla naszego kraju rodzina, co rzadkie na terenach Dolnego Śląska w tym okresie. W XVIII wieku Kornowie założyli we Wrocławiu wydawnictwo, które specjalizowało się w publikacjach dla Europy Wschodniej, a przede wszystkim Polski. Wydawali polskie podręczniki i uruchomili składy księgarskie w Warszawie, Poznaniu i we Lwowie. Dostarczali książki min. Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu i Uniwersytetowi Wileńskiemu. Ich sentencja "CANDIDE ET CAUTE" znajduje się w portalu pałacowym, a oznacza w tłumaczeniu: Zacnie i Przezornie. Nowi gospodarze ich majątku po II wojnie światowej nie zamierzali zacnie i przezornie postępować z pałacem, który w zasadzie przetrwał bez większych zniszczeń. Był przez jakiś czas użytkowany, ale stopniowo niszczał. Okoliczni mieszkańcy zaczęli demontować drewniane stropy i dach, a reszta poszła już szybko. Dzisiaj stoją już tylko ściany nośne, ale nie wszystkie bo spora część zabytku legła w gruzach. Szkoda, że tak pięknie położony obiekt nie ma szczęścia do właścicieli i nikt nie chce go chociaż zagospodarować. Mieszkający w pobliżu mieszkańcy są życzliwie nastawieni do turystów więc warto podjechać i zobaczyć jak wiele jeszcze zostało z pięknej niegdyś rezydencji wrocławskich wydawców, którzy chlubnie zapisali się także w historii naszego kraju.

 

5/08/2011

Najmniej znany zabytek z listy UNESCO

Park Mużakowski jest najmniej znanym polskim zabytkiem na liście UNESCO. Być może wpływ na to ma fakt, że dzielimy go wspólnie z Niemcami, może peryferyjne położenie, lub po prostu mało spektakularny rodzaj zabytku jakim jest park. Nic bardziej mylnego.



Założył go  książę Hermann von Pückler-Muskau w 1815 roku, a prace trwały aż do 1845 roku. Nadzorował je Eduard Petzold. Ze względów finansowych nie udało się zrealizować wszystkich elementów zaplanowanych przez twórców. W 1864 roku właścicielem parku został książę Fryderyk Niderlandzki, który wraz z Petzoldem kontynuował prace. W 1945 roku założenie zostało podzielone granicą państwową, a część budowli zniszczona podczas działań wojennych. W 1989 roku podpisano międzynarodową umowę w sprawie rekonstrukcji i ochrony parku. W 2004 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


Park jest rzeczywiście niezwykły. Po polskiej stronie znajdują się dwie trzecie jego obszaru i ma charakter naturalistyczny, gdzieniegdzie urozmaicony budowlami parkowymi. Po stronie niemieckiej znajduje się ogromny Nowy Zamek, nieco mniejszy Stary Zamek oraz stajnie, zabudowania gospodarcze i wiele innych budowli. Wszystkie wyremontowane i zagospodarowane. Ta część to ogród uporządkowany w przenośni i dosłownie. Rzuca się w oczy różnica w dbałości o turystów. Przejażdżki rowerowe, konne, bryczką, restauracje, kawiarnie, muzeum, oblegane przez odwiedzających z obu krajów. Po polskiej stronie żadnych drogowskazów do parku, dziki parking wśród wątpliwej jakości zabudowy jednorodzinnej i informacja turystyczna w drewnianej budzie - w majowy weekend zamknięta. Na szczęście są mapy parku, ale o drogowskazach do poszczególnych miejsc nie ma mowy. W drodze do Łęknicy widać, że miasto żyje z zupełnie innej działalności. Pobocza oblegają panie lekkich obyczajów, a im bliżej centrum, tym więcej budek z papierosami i straganów. Wszystko obskurne i tymczasowe. Park jest gdzieś na uboczu tego wszystkiego. To także obraz naszej narodowej mentalności i braku poszanowania dla historii. Liczy się dzień dzisiejszy i zysk, a nie walory estetyczne, czy dbałość o otoczenie. Po tych wszystkich narzekaniach trzeba jednak wejść do polskiej części parku, żeby zostawić za sobą cały ten chaos i podziwiać otaczające nas piękno przyrody, którą ujarzmiła kiedyś romantyczna wyobraźnia księcia von Pücklera .

Historia w nieprzyjemnym zapachu

Pałac w Brzezince to zabytek wyjątkowy ze względu na swoją historię i walory artystyczne. Doceniany w naukowych publikacjach, ale jednocześnie systematycznie niszczony i dewastowany. Budowę pałacu rozpoczęli w 1725 roku bracia von Kospoth, którzy nie doczekali końca prac. Projektantem był Blasius Peintner, nadworny architekt biskupa wrocławskiego, który był również budowniczym gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego. Wnętrza tworzył Albrecht Seigwitz, autor rzeźb w bazylice św. Elżbiety we Wrocławiu i na tamtejszym uniwersytecie. Kamieniarkę wykonywał Johann Adam Karinger, autor fontanny Neptuna na wrocławskim Nowym Targu, a prace sztukatorskie przeprowadzili mistrzowie włoscy. Flandryjski malarz, Franz de Backer zadbał o wystrój malarski rezydencji. Najbardziej reprezentacyjnymi salami były sala balowa i myśliwska ulokowane od strony ogrodowej. Na starych fotografiach do dzisiaj robią wrażenie swoim rozmachem, którego resztki możemy oglądać w zrujnowanych pomieszczeniach.
Za pałacem rozciągał się park zakomponowany na osi, udekorowany licznymi rzeźbami i elementami małej architektury. Należał do najciekawszych przykładów sztuki ogrodowej XVIII wieku.
Kres świetności przyszedł w 1945 roku. Opuszczony pałac był stopniowo rozkradany i dewastowany. W 1949 roku w Brzezince pojawił się Tadeusz Zeleny - wojewódzki referent muzeów, który na miejscu zinwentaryzował 23 posągi kamienne w 14 dekoracyjnych wazonów. W 1950 roku zostały one przewiezione do Warszawy (22 sztuki) i ustawione na tarasach pałacu w Wilanowie, gdzie znajdują się do dzisiaj. W 1957 roku pałac częściowo wyremontowano poprzez zabezpieczenie dachu i zamurowanie otworów. Na początku lat 60-tych zabezpieczono i zakonserwowano plafony we wnętrzu pałacu. W 1973 roku ponownie remontowano dach i zabezpieczano otwory, ze względu na postępującą dewastację. Planowano zagospodarowanie pałacu na archiwum i dom pracy terenowej Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. W reprezentacyjnych salach planowane były wystawy. Z planów nic nie wyszło, a w latach 90-tych obiekt sprzedano prywatnemu właścicielowi, Juliuszowi Sytemu. Właściciel energicznie przystąpił do prac remontowych. Wymienione zostały stropy i w zasadzie tyle... Plany miał ogromne, skontaktował się nawet z przedwojennymi właścicielami, zapowiadał powrót posągów z Wilanowa do Brzezinki. Wyszło jak zwykle, a może nawet gorzej.
 Nie tak dawno w pałacu runął dach niszcząc nowe stropy aż do parteru. Na ścianach wciąż widać resztki dekoracji sztukatorskiej, która kontrastuje ze wspomnianymi stropami prefabrykowanymi dając surrealistyczny efekt. Częściowo wyremontowany pałac jest dzisiaj opuszczony i ogólnodostępny dla każdego, co widać na miejscu. W kominkach palone są ogniska, w kącie leżą resztki dekoracji zwalone na kupę, a wandale nie odpuszczają i prawdopodobnie to nie koniec. Resztki dachu zwisają niebezpiecznie, stwarzając realne zagrożenie dla każdego przebywającego w murach pałacu. Turyści muszą kierować się jedynie swoją wyobraźnią, bo brak jakichkolwiek zabezpieczeń, czy tablic ostrzegawczych. Wystarczy kilka cegieł do zamurowania otworów, tak jak robiono to kiedyś i zrzucenie zniszczonego dachu, który dzisiaj już niczego nie zabezpiecza. Tylko kto to ma zrobić ? Czy czekamy aż stanie się nieszczęście i wtedy ktoś zacznie działać ?
Właściciel chyba nie interesuje się swoją własnością, a pozostawienie pałacu w takim stanie, w jakim jest dzisiaj trzeba przyjąć za zniszczenie zabytku. Zarwany dach i prefabrykowane stropy z wprowadzonymi ceglanymi ściankami działowymi praktycznie zatarły dawny urok tego miejsca. Tylko sztukaterie i elementy kamieniarskie świadczą o tym, że mamy do czynienia z czymś cennym. W sąsiednim parku już nieliczne rośliny wśród gąszczu chwastów przypominają o jego rodowodzie. Brzezinkę każdy zna, wielu opisuje, każdy docenia, ale nie ma to żadnego przełożenia na rzeczywistość. Po tym miejscu pozostały już chyba tylko wspomnienia.
Dojeżdżając do Brzezinki już wiele kilometrów przed wsią czuć sprawcę tego, że wszystko wygląda jak wygląda. Intensywna woń obornika pochodząca z pobliskiego gospodarstwa zapewne zabija wszelką inicjatywę. Ciężko wierzyć, że pałac w tych warunkach kiedykolwiek będzie odbudowany.

5/04/2011

Dwór w Piotrowicach Świdnickich remontowany

Charakterystyczny dwór w Piotrowicach Świdnickich w okresie powojennym nie miał szczęścia, jak wiele innych zabytków w regionie. Długi czas stał opuszczony i niszczał. W 2002 roku skradziono renesansowy portal główny, a po zabudowaniach gospodarczych, które były nierozerwalnie związane z dworem, pozostały jedynie ściany zewnętrzne.

Obiekt powstał w XVI wieku jako założenie obronne zbudowane przez Jacoba von Zedlitza. W 1600 roku wszedł w skład wielkiego majątku z siedzibą w Łażanach i całość w 1622 roku została przejęta przez ród Nossitzów. Po wojnie 30-letniej właściciele przenieśli się do Łażan, a dwór w Piotrowicach w XVII wieku został przebudowany. W XVIII wieku wieś z dworem przejął hrabia von Burghauss, za czasów którego przeżywała swój rozkwit. W XIX wieku w pobliżu dworu powstał szpital dla biednych, a w 1894 roku został on ponownie przebudowany. Częściowo uszkodzony w 1945 roku budynek przejęły Jaroszowskie Zakłady Materiałów Ogniotrwałych, a po nich miejscowy PGR. Mimo prac zabezpieczających dwór stopniowo zamieniał się w ruinę.


Budynek od jakiegoś czasu posiadał prywatnego właściciela, ale w dalszym ciągu nie poprawiał się jego stan. W ostatnim czasie wiele się zmieniło. Wycięto krzaki i drzewa, wyczyszczono fosę, uporządkowano jego otoczenie. Na jednej z narożnych wież pojawiło się nowe pokrycie z blachy, na dziedzińcu folwarcznym widać spory ruch i trwają kolejne prace. Wygląda na to, że ten ciekawy zabytek w końcu odzyska dawną świetność.