10/28/2011

Filmy stare i nowe


Na stronie pojawił się nowy dział - FILMY

W chwili obecnej znajdują się w nim filmy państwa Ewy i Marka Wojciechowskichhttp://tripsoverpoland.eu/
oraz filmy archiwalne Młodzieżowego Koła Opiekunów Zabytków w Lwówku Śląskim udostępnione przez pana Arkadiusza Gutkę.

Zapraszamy.



10/26/2011

Pałac w Brzezince uratowany ?

Niedawno powstał na tym blogu wpis "Historia w nieprzyjemnym zapachu" gdzie opisywany był przepiękny pałac w Brzezince i brak perspektyw na jego przyszłość. Okazało się, że nie ma rzeczy niemożliwych i ten skazany na zagładę zabytek ma nowego właściciela, który zamierza go odrestaurować. W "Panoramie Oleśnickiej" można przeczytać takie oto słowa przedstawiciela inwestora:
„Dostrzegamy w pałacu potencjał, a i okolica jest bardzo ładna. Dlatego zdecydowaliśmy się dokonać tego zakupu”. Dodaje też, że znajdująca się w pobliżu hodowla świń nie odstraszyła firmy od zakupu...
Inwestor, duża firma developerska zapowiada remont pałacu z przeznaczeniem na cele usługowe. Brzmi to dość lakonicznie ale nie jest istotne co w obiekcie powstanie, a to, że jest szansa na przywrócenie go do dawnej świetności. Może to za duże słowa, bo taki jak był kiedyś już nigdy niestety nie będzie. Z radością trzeba jednak poczekać aż do jego otwarcia ponieważ poprzedni właściciel też miał wielkie plany, a pałac jest w jeszcze bardziej opłakanym stanie niż był przed zakupem. W dzisiejszej sytuacji zabezpieczenie otworów i zamknięcie dostępu do wnętrza będzie wystarczającym krokiem, aby uratować chociaż to co ocalało. Z zapowiedzi wynika że w tej chwili już powinny być zakończone te prace.

10/23/2011

Bytom niedoceniany i nieznany

"Bytom się wali!", "Bytom - miasto ruin i biedy", "Kopalnia rujnuje kolejne domy". Takie nagłówki można spotkać w mediach. Łatka, którą przyczepili temu miastu ludzie jest tak zakorzeniona w świadomości Polaków, że mało kto sobie wyobraża coś ciekawego w tym miejscu. Bo co ciekawego może być w zniszczonym mieście przemysłowym, ginącym na naszych oczach ? Tak mówią tylko ci, którzy Bytomia nie widzieli i nie wysilili się, żeby go poznać. Wystarczy krótki spacer żeby zobaczyć, że zabytki Bytomia są wyjątkowe, a układ urbanistyczny zaprojektowano z niewiarygodnym rozmachem. Ta dawna perła Śląska dzisiaj już jest nieco przykurzona i zniszczona, ale bogactwo starego Bytomia wciąż zachwyca i intryguje.


Jest to jedno z najstarszych miast Śląska. Wzmiankowane w już 1123 roku należało do księstwa raciborskiego. W 1254 roku nastąpiła lokacja na prawie magdeburskim. Istniał już w tym czasie kościół pod wezwaniem NMP, a w 1258 roku powstaje kościół i klasztor franciszkanów. Bytom staje się stolicą księstwa będącego lennem czeskim. Intensywny rozwój przypada na XIX wiek, kiedy powstają pierwsze zakłady przemysłowe, doprowadzona zostaje do miasta linia kolejowa, na ulicach pojawia się oświetlenie gazowe, tramwaje elektryczne. Wraz z nimi pojawiają się reprezentacyjne aleje, place, wspaniałe kamienice mieszczańskie i budynki użyteczności publicznej. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w wyniku plebiscytu Bytom pozostaje w granicach Niemiec. Z II wojny światowej wychodzi bez większych zniszczeń. Szybko uruchomione zostają zakłady przemysłowe i kopalnie. W miejsce wysiedlonej ludności niemieckiej przybywają Polacy z kresów tworząc jedno z większych skupisk kresowian w kraju. Okres powojenny jest także jednym z gorszych dla zabytków miasta, które pod wpływem szkód górniczych, zwykłego zaniedbania oraz braku świadomości władz i mieszkańców są dewastowane i wyburzane. Na przełomie lat 70-tych i 80-tych znika w centrum cały kwartał zabudowy przy dawnym placu Kościuszki. W innych punktach miasta nie jest lepiej i ten stan trwa do dzisiaj. W październiku 2011 roku zrównano z ziemią jedną z większych kamienic w mieście przy biernej postawie konserwatorów i władz miasta. Tylko coraz bardziej świadomi mieszkańcy zapalili przy jej ścianie znicze na pożegnanie nie godząc się z takim traktowaniem spuścizny architektonicznej Bytomia.

Pomijając te tragiczne dla bytomskich zabytków historie i przymykając oko na zdewastowane obiekty warto poznać te, które ocalały świadcząc o bogactwie mieszkańców i rozmachu architektonicznym jaki panował w XIX wieku. Bo głównie w tym okresie zbudowano dzisiejszy Bytom. Zachował się dawny układ urbanistyczny starego miasta otoczonego murami obronnymi po których nie ma dzisiaj żadnego śladu, podobnie jak po zamku książęcym. Wokół sporego rynku panuje niespotykany chaos będący odzwierciedleniem powojennych porządków i braku szacunku do zastanej spuścizny historycznej. Są tu kamienice z XIX wieku, budynki z początku XX wieku, socrealistyczny kwartał wybudowany po 1945 roku i zwykły blok mieszkalny wstawiony między zabytkowy kościół i zachowane budowle mieszcańskie jak klin mający na celu zniszczenie perspektywy, wprowadzenie chaosu, świadczący o bezmyślności architekta i urzędników. W drugim narożniku jest tylko pusty plac po wyburzonej kamienicy, na przeciwko, zupełnie niedawno, młodzi złodzieje podpalili piękny modernistyczny budynek kina. To jeden z brzydszych rynków w Polsce, ale jednocześnie jeden z tych, gdzie historia odcisnęła swoje piętno tak wyraźnie, że nie sposób przejść wobec tego obojętnie. Na środku śpi na cokole lew. To dawny pomnik poległych podczas I wojny światowej. Stał w tym miejscu do 1945 roku, a później został wywieziony w nieznane. Okazało się, że zdobił przez te lata okolice warszawskiego zoo i tam został wypatrzony przez bytomian. Wrócił na swoje dawne miejsce i może to będzie pierwszy krok, żeby przywrócić sercu miasta dawną rangę i wygląd.



W miejscu wyburzonego kwartału przy placu Kościuszki powstała niedawno ogromna i przytłaczająca otoczenie galeria handlowa, która dała impuls do remontu sąsiednich obiektów. Od niej do dworca kolejowego stworzony został deptak miejski przy którym możemy podziwiać piękne kamienice mieszczańskie z XIX wieku. Eklektyczne, secesyjne, modernistyczne. Wiele z nich z pięknym detalem architektonicznym. Południowa część miasta zachowała się stosunkowo dobrze i znajdziemy tutaj nie tylko malownicze zaułki, ale i reprezentacyjny plac Sikorskiego z gmachem Opery Śląskiej oraz budynkiem szkolnym z wykładaną glazurowaną cegłą w różnych kolorach elewacją. Tego typu zdobione obiekty są charakterystyczne dla Bytomia i można je spotkać w wielu innych miejscach, podziwiając kunszt i fantazję dawnych budowniczych.



Idąc z rynku na północ dochodzimy do ogromnego placu z modernistycznymi gmachami mieszczącymi placówki edukacyjne, kulturalne i Muzeum Górnośląskie. Dalej rozciąga się zaprojektowana z rozmachem dzielnica mieszkaniowa. Wspaniałe place i aleje zabudowane gęsto eklektycznymi kamienicami z XIX wieku, modernistycznymi blokami z początku XX wieku i budynkami użyteczności publicznej, pokazują dawne bogactwo i ambicje mieszkańców. Arkady, balkony, przeszklone werandy, wysmakowany detal, ale i najwyższej klasy układ urbanistyczny otwierający różne perspektywy ich postrzegania sprawiają wrażenie że znajdujemy się w jednej z europejskich stolic, a nie w podupadłym przemysłowym mieście. W tym rejonie znajdują się także cenne zabytkowe nekropolie z cmentarzem Mater Dolorosa i żydowskim na czele, stanowiące oazę zieleni wśród gęstej zabudowy.




Tutaj także znajdują się osobliwe świątynie będące najcenniejszymi zabytkami miasta. Począwszy od dzielnicy Rozbark z monumentalnym kościołem p.w. św. Jacka, przypominającym romańskie niemieckie katedry co nie jest przypadkowe ponieważ zbudowano go w XIX wieku wzorując się na katedrze w Limburgu nad Lahnem.

Modernistyczne kościoły św. Barbary i p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego stanowią wspaniały przykład myśli architektonicznej z początku XX wieku.. Ten pierwszy to niezwykłe połączenie historyzmu z brutalnym modernizmem. Smukłe, żelbetowe kościelne wieże przypominają kominy fabryczne. Drugi, znajdujący się przy ruchliwym skrzyżowaniu to jedna z piękniejszych modernistycznych świątyń Śląska.



Na terenie starego miasta, przy rynku, znajduje się najstarsza świątynia w Bytomiu - kościół p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wybudowany w 1231 roku. Rozbudowany w XIV wieku i po 1515 roku. W latach 1851-1857 był przebudowany w stylu neogotyckim. Tuż obok przy jednym ze staromiejskich placyków możemy podziwiać barokowy kościół św. Wojciecha, który zachował średniowieczne relikty dawnej kaplicy franciszkanów. Z tego okresu pochodzi także dawna kaplica przyszpitalna św. Ducha na obrzeżach bytomskiej starówki. Wymienione kościoły stanowią jeden z cenniejszych zespołów w skali kraju nie tylko ze względu na swoją różnorodność, ale i wartość historyczną oraz architektoniczną. Duży neogotycki kościół p.w. św. Trójcy na tym tle jest wręcz nieciekawy i typowy w skali Śląska, ale jednocześnie wspaniale uzupełnia ten specyficzny konglomerat stylów bytomskich świątyń.



Neogotyk jest najczęściej spotykaną formą jaką przyjęli XIX-wieczni budowniczowie obiektów sakralnych na Śląsku i jednym z najpiękniejszych jego przykładów jest kościół p.w. św. Krzyża w dzielnicy Miechowice. Doskonała bryła, oraz detal stawiają go w czołówce tego typu realizacji w regionie. Pozostając w Miechowicach nie sposób pominąć kontekstu jego powstania. Wybudowany przez ród Thiele-Wincklerów, którzy niedaleko mieli swój wspaniały pałac nazywany "Śląskim Windsorem". Ich główną siedzibą rodową był pałac w Mosznej, ale to w Miechowicach zarządzali oni swoim przemysłowym imperium. Niestety, dzisiaj pozostało po nim jedynie gruzowisko i zdewastowany fragment jednego ze skrzydeł. Spalony w 1945 roku obiekt został wysadzony w powietrze w latach późniejszych. Z całego założenia ocalał jedynie piękny park.



Thiele-Wincklerowie nie byli jedynymi magnatami przemysłowymi którzy odcisnęli swoje piętno w Bytomiu. To tutaj, w dzielnicy Szombierki jest pochowany legendarny Karol Godula. Jego ciało sprowadziła do kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa Joanna Gryzik (Gryczik). Była to nieletnia córka służącej Goduli, której zapisał on niespodziewanie cały swój majątek. Gdy dziewczynka dorosła, wyszła za mąż za Hansa Ulrika von Schaffgotsch wnosząc w posagu między innymi bytomską dzielnicę Szombierki. Zamieszkali w Kopicach, ale w Bytomiu także posiadali oni swój pałac po którym nie ma dzisiaj śladu. Pozostały za to wspaniałe zabytki industrialne z monumentalną Elektrociepłownią Szombierki na czele. Dzisiaj ten obiekt znajduje się na Szlaku Zabytków Techniki województwa Śląskiego i służy także celom kulturalnym oraz wystawowym. Cennym reliktem potęgi przemysłowej Bytomia jest także żelbetowa wieża szybu "Krystyna", górująca nad miastem, będąca jedynym ocalonym reliktem dawnej kopalni węgla kamiennego. Charakterystyczna bryła i architektura sprawia, że jest ona jedynym takim obiektem w skali Europy.



Pozostając w industrialnych klimatach trzeba wspomnieć o zabytkowych osiedlach robotniczych dzielnicy Bobrek. Powstały w XIX/XX wieku dla robotników zatrudnionych w bytomskich zakładach przemysłowych. Dzisiaj są one docenione i wpisane do rejestru zabytków, ale ciężko polecać ich zwiedzanie zwykłym turystom ze względu na zdegradowane otoczenie, patologiczne zachowania niektórych mieszkańców oraz zwyczajne zniszczenie i biedę panującą w dzielnicy. Na przeciwnym biegunie znajduje się wybudowane w okresie przedwojennym osiedle Stolarzowice - dzisiaj modna dzielnica podmiejska, ale i zachowany relikt myśli architektonicznej i urbanistycznej swoich czasów.


Kończąc krótką i bardzo skrótową prezentację zabytków Bytomia nie sposób nie zauważyć, że jest to miasto różnorodne i pełne kontrastów. Ta różnorodność stanowi jego największą siłę, bo gdzie jeszcze możemy na stosunkowo niewielkim obszarze zobaczyć miejsca przypominające dzielnice Budapesztu, Berlina lub Hamburga żeby szybko przejść staromiejskie zaułki wyjęte żywcem z Krakowa lub Pragi. By przebyć granicę światów od założenia parkowo-pałacowego w Miechowicach, po typowe, przemysłowe śląskie klimaty w Szombierkach lub Bobrku. Niestety, Bytom to także klimat Detroit - pełen ruin, które świadczą o przemijaniu epoki wielkiego przemysłu i braku perspektyw oraz pomysłu na przyszłość.





10/10/2011

Chorzów - miasto kontrastów


Czy w Chorzowie są jakieś zabytki ? Co takiego jest w tymmieście ciekawego, że warto je odwiedzić ? Odpowiedź zazwyczaj jest jedna -okropne miasto z rozwalającymi się zakładami przemysłowymi i brudnymikamienicami.  Wystarczy przejechać autemprzez centrum żeby zobaczyć niezbyt przyjemne widoki. Chorzów jest miastem obardzo intensywnej zabudowie, wśród której zieją pustki po wyburzonychbudynkach. Oprócz zwartej zabudowy i ciągów ulicznych straszą blokowiskawciśnięte między kamienice bez poszanowania żadnych reguł. Nad rynkiemwybudowano estakadę po której nad naszymi głowami pędzą tysiące samochodów.Widok tego monstrum może szokować. Podobnie jak wszelakie instalacjeindustrialne będące w pełnej symbiozie z domami mieszkalnymi.  Wizja odstraszająca, ale jak się przyjrzećbliżej niezwykła, egzotyczna i pełna uroku.


Zacznijmy od rynku, o którym była mowa powyżej. Dzisiaj jestto martwy plac i zniszczona przestrzeń miejska, ale zza estakady widać duży ielegancki ratusz miejski. Współczesny wystrój architektoniczny został nadany w1928 roku i jest dość ciekawym przykładem modernizmu dwudziestoleciamiędzywojennego. Niedaleko budowla równie imponująca, ale stylistycznie odratusza daleka - poczta główna wybudowana 1891 roku i przebudowywana w 1911 roku.Może zachwycić dobrymi proporcjami, doskonałym detalem i reprezentacyjnąarchitekturą. Tu także zaczyna się główna ulica miasta - ulica Wolności, będącadzisiaj ruchliwym deptakiem. Po obu jej stronach piętrzą się kamienice z XIXwieku i początku XX wieku.  Królujeeklektyzm, secesja, ale wśród nich znalazło się miejsce także dla modernizmu.Nad ulicą góruje ogromny wieżowiec będący świadkiem prosperity miasta w latachtrzydziestych XX wieku.  Wybudowany w1937 roku mieścił luksusowe apartamenty do których można się było dostaćprzeszkloną windą. Dzisiaj jest nieco zaniedbanym ale niezwykle ciekawym zabytkiemmodernizmu okresu międzywojennego. Nie tylko ulica Wolności jest ciekawa wChorzowie, bo wystarczy skręcić w jedną z bocznych ulic żeby w dalszym ciągupodziwiać zwartą i reprezentacyjną zabudowę robotniczego miasta.





Osobnym tematem są chorzowskie świątynie. Powstały główniepod koniec XIX wieku w stylu neogotyckim i neoromoańskim.  Każda z nich stanowi ciekawy przykładarchitektury tego okresu, wzbudza podziw rozmach oraz wysmakowany detal.  Są one także dość jednolite architektonicznie.W okresie międzywojennym wybudowano kolejne 4 kościoły w stylu modernistycznym.Najciekawszy z nich - kościół parafialny pw. św. Antoniego stanowi doskonałepołączenie tego stylu z nawiązaniami do gotyku. We wcześniejszych realizacjachwidać silne wpływy architektury niemieckiej.


Kilkaset metrów od rynku straszą ruiny dawnej KrólewskiejHuty - zakładu przy którym powstało miasto. Takich miejsc jest więcej, bo industrialna spuścizna Chorzowa w latach90-tych XX wieku legła w gruzach i ten proces degradacji właściwie trwa dodzisiaj. Kopalnie, huty,  mniejszezakłady do niedawna istniały w symbiozie z robotniczymi osiedlami. Bezmyślniezniszczone dominują jednak do dzisiaj w krajobrazie. W jednym miejscuprzerażają, w innym są niezwykle malownicze. Niestety, nie są one największąatrakcją miasta, chociaż wydaje się to tutaj naturalne. Dla turystów udostępnionajest dawna kopalnia węgla kamiennego "Polska" z zachowaną wieżąwyciągową szybu "Prezydent" i kilkoma budynkami w których mieści sięrestauracja.  Obiekt dostał certyfikat iznajduje się na Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego jako jedyny w Chorzowie.Mimo niezaprzeczalnej wartości  historycznej i konstrukcyjnej wieży ciężko subiektywniezrozumieć ten wybór.  Można ją sobiepooglądać i obejść dookoła, posiedzieć w restauracji i to tyle... PrzemysłowyChorzów z pewnością powinien oferować więcej dla miłośników industrialnychklimatów.


Miasto jest ciekawe także dla miłośników fortyfikacji. Najego terenie znajduje się szereg schronów bojowych wchodzących w skład  Obszaru Warownego "Śląsk" - liniibudowanej na granicy z niemiecką częścią Śląska w okresie przedwojennym. Mimoogromnego wysiłku i nakładów nigdy nie została wykorzystana w walce. Być możedzięki temu do dzisiaj zachowały się niemal wszystkie jej budowle. Najciekawszaz nich - schron dowodzenia całym obszarem warownym jest unikatem w skali kraju.Obecnie nie jest udostępniony do zwiedzania, ale w ostatnim czasie odnowionojego ściany i uporządkowano otoczenie. Zwiedzać za to można wyremontowany, będący pod opieką  stowarzyszenia "Pro Fortalicjum", schronbojowy przy ulicy Katowickiej. Dostępne, ale zaniedbane i opuszczone sąpozostałe elementy fortyfikacji.



Ze schronu dowodzenia ukrytego wśród parkowej zieleni naGórze już blisko do największej atrakcji miasta - Wojewódzkiego Parku Kultury iWypoczynku. To największy taki kompleks w kraju i jeden z największych wEuropie. Nie jest wpisany do rejestru zabytków, ale niewątpliwie być powinienze względu na unikalną formę,  funkcję, układurbanistyczny, ze względów historycznych oraz z powodu nagromadzenia budowlizabytkowych, także tych nowszych - cennych ze względów architektonicznych. Powstałw latach 50-tych XX wieku w miejscu nieużytków, a jego budowę zainicjowałówczesny wojewoda śląski, generał Jerzy Ziętek. Dzisiaj jest on patronemswojego dzieła.  Na terenie parkuznajduje się min. Stadion Śląski, Śląskie Wesołe Miasteczko, ogród zoologiczny,kompleks basenów,  liczne obiektysportowe, planetarium, pawilony wystawowe, kolej naziemna i linowa (obecniezlikwidowana) oraz Górnośląski Park Etnograficzny. Na jego terenie szeregcennych budowli drewnianych przewiezionych w to miejsce z terenu całegoŚląska.  Nie są one jedynymi zabytkami naterenie parku. Osobliwą pamiątką jest brama ZOO wraz z ogrodzeniem, przeniesionatutaj z dawnego pałacu w Świerklańcu. Cały kompleks ozdabiają fontanny i rzeźbyz epoki wkomponowane w zaprojektowany z rozmachem układ urbanistyczny. Toniezwykłe założenie jest ważną częścią powojennej historii Śląska, która tętniżyciem, licznie odwiedzana przez mieszkańców regionu i turystów z całego kraju.









Jak widać powyżej Chorzów jest miastem kontrastów. Odciężkich, industrialnych klimatów, poprzez zabytki pokazujące okres jegoprosperity, fortyfikacje świadczące o skomplikowanej historii miasta po jeden zcudów Polski w którym panuje klimat żywcem wyjęty z modnych kurortów.  Niewiele jest miast w Polsce oferujących tyleróżnorodnych atrakcji turystycznych i taki przekrój budowli zabytkowych, ajednak Chorzów wciąż jest niedoceniany.

10/06/2011

Zabytkowe wybory

Kampania wyborcza w toku. Politycy prześcigają się w obietnicach i deklaracjach. W dobie trudnej sytuacji finansowej na świecie ciężko wymagać żeby znalazły się wśród nich postulaty dbałości o zabytki i dziedzictwo narodowe, ale nie ma nawet takich, które regulowały by wadliwe prawo dzięki któremu niszczeją. Jedna z partii politycznych zrobiła ukłon w stronę graczy pokera, których szacuje na 400 000 wyborców. Wypada zapytać ilu jest w Polsce miłośników zabytków, historyków, pasjonatów, regionalistów i zwykłych turystów. Ludzi przemierzających szlaki w naszym kraju gdzie nieraz spotykamy się z obrazkami wywołującymi zażenowanie. Tych, którzy chociażby podczas wakacji odwiedzają muzea, korzystają z atrakcji turystycznych, zwiedzają okolicę z przewodnikiem w ręku. Ilu jest właścicieli zabytków przeklinających wadliwe prawo, szykany ze strony urzędników i kontrowersyjny system przydzielania dotacji na remonty ? Każdy z nas ma na co dzień do czynienia z zabytkami, nawet jeżeli robi to nieświadomie. Rażą zaniedbane zaułki, zniszczone kamienice, zrujnowane pałace i zamki. Zazwyczaj jest to przyjmowane jako coś naturalnego, bo nauczono nas życia w bałaganie i brzydkim otoczeniu mówiąc że nic się nie da z tym zrobić. I zapowiada się, że nic się nie zmieni.


Odbyła się debata o kulturze, gdzie mówiono o edukacji społeczeństwa poprzez sztukę, kulturę i słusznie, bo bez tego nie ma mowy o wrażliwości na patologiczne zjawiska w tym temacie. Słowo "zabytek" i "konserwacja" padło tylko raz, ale zostało zignorowane przez przejętych swoją rolą twórców. Można się było dowiedzieć z tej debaty o tym że MKiDN przeznaczyło na muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku 140 milionów złotych! Nie ujmując nic wielkiemu rodakowi można sobie wyobrazić ile zabytków można by było z tej kwoty zabezpieczyć, bo o odbudowie nie ma nawet co marzyć. Minister Kultury pochodzący z Dolnego Śląska opowiadał jak jest wspaniale i dawał przykład krakowskich Sukiennic. Bilans jego urzędowania dla ziemi z której pochodzi nie jest imponujący, ale inny być nie może bo tylko Wrocław może mu zawdzięczać zainteresowanie. W rządzie byli także inni prominentni dolnośląscy politycy, ale z ich strony także przez 4 lata nie wyszła żadna inicjatywa zmieniająca tragiczny los dziedzictwa ziemi z której pochodzą.


Może ratunku szukać w kimś innym ? Może opozycja przejmie władzę i wtedy będzie można liczyć na programy rządowe, zmianę statusu konserwatorów zabytków, kontrole w urzędach itd. ? Lider największej partii opozycyjnej uznał, że Niemcy nie powinni inwestować na Ziemiach Zachodnich, tylko na wschodzie Polski! Wspierająca go pani profesor zawrzała oburzeniem nad słowami redaktora naczelnego największej gazety codziennej, który powiedział, że Ziemie Zachodnie są dziedzictwem niemieckim. Znowu padły słowa "Ziemie Odzyskane", "piastowskie dziedzictwo", "piastowski orzeł" i tym podobne. Wróciły mroczne czasy Bieruta i Gomółki wraz ze sloganami żywcem wyjętymi z tamtego okresu. One pokazują miejsce Dolnego Śląska i innych ziem uznawanych za gorsze w stosunku do tych "rdzennie polskich". Pewni politycy zapomnieli że żyją na nich Polacy, a nie zakamuflowana opcja innego kraju i zasługują na więcej niż mają dzisiaj. Jeżeli padają takie słowa i budzą takie emocje to czy możemy liczyć, że ktokolwiek pochyli się nad losem "niemieckich" pałaców ?


Mimo pesymistycznego tonu i niewielkiej wiary w zmiany na lepsze nie można się poddawać. Od nowego Ministra Kultury i posłów trzeba wymagać zmiany prawa i jego egzekwowania, "przewietrzenia" urzędów konserwatorskich, racjonalnego wydawania pieniędzy. Nie możemy pozostawać bierni na niszczenie zabytków, bo politycy się zmieniają, w ich miejsce przyjdą kolejni, a pałace i dwory, które znikną z powierzchni ziemi już nie wrócą.

10/04/2011

Gorsi ludzie ?

Po 1945 roku w większości dawnych folwarków zadomowiły się PGR-y, a pałace i dwory zostały zniszczone jako zbędny balast lub zasiedlone pracownikami rolnymi. Duże pomieszczenia podzielono na małe mieszkanka, gdzie w prymitywnych zazwyczaj warunkach, ale za wspaniałą fasadą mieszkali najbiedniejsi. Nikt nie remontował swoich domów, które stopniowo popadały w ruinę, aż do kompletnej degradacji. Mieszkańcy nie czuli takiej potrzeby, bo wierzyli że to tylko chwilowe lokum, a właściciel, czyli PGR nie widział takiej potrzeby. Prościej było zbudować prefabrykowany blok mieszkalny, niż płacić ogromne pieniądze za remont zabytku.


Po upadku PRL zlikwidowano PGR-y, ale w pałacowych zabudowaniach pozostali dawni mieszkańcy i ich potomkowie. Dotychczas nikt się nie przejmował ich losem, tak samo jak losem powierzonych im budynków. W zasadzie nie zmieniło się nic na lepsze. Pozbawieni pracy ludzie bardzo często stanowią miejscowy margines społeczny bez perspektyw na lepszą przyszłość. ANR - agencja zarządzająca mieniem dawnych PGR-ów w nie interesuje się zabytkami, aż do momentu, kiedy można je za przyzwoite pieniądze spieniężyć. W tym przypadku rozpoczyna się gorączkowe poszukiwanie mieszkań zastępczych w innych zaniedbanych folwarkach dworskich i oczekiwanie na wielkiego milionera, który zapłaci krocie za zdewastowany pałac lub dwór. Nikt nie zwraca uwagi na krzywdę jaka się dzieje przy takiej okazji, bo przecież to patologia i hołota. To przecież ci sami ludzie rozbierają zabytki, dewastują co popadnie i organizują libacje alkoholowe na ruinach. Każdy turysta na Dolnym Śląsku chyba widział takie zachowania, które nie są niczym wyjątkowym. Nie można jednak zapomnieć, że wśród chwastów żyją też mieszkańcy, którzy są często więcej warci niż urzędnicy nie dbający o ich los. Tacy,dla których ten pałac jest domem rodzinnym i mimo że nie mają środków finansowych na jego utrzymanie, to pozostawieni na pastwę losu dbają jak się da, żeby go utrzymać. Gdy nadchodzi ten dzień, kiedy muszą się wyprowadzić w nieznane bardzo często jest to bolesne przeżycie, które najlepiej oddają poniższe słowa mieszkanki jednego z takich miejsc:

Moi rodzice byli ostatnią rodziną na "placu boju", od 2 tygodni poza nim. Często bywa tak, że krytyka co do stanu zabytków spływa na osoby w nim zamieszkujące, niekoniecznie słusznie. Każdy pałac ma swoją "historię najnowszą. Od około 10 lat mieszkańcy stopniowo byli wysiedlani, od kilku lat zostaliśmy już tylko my. Sporo problemów technicznych z mieszkaniem, ciągle coś do zrobienia, naprawienia, tu cieknie, tam okno nieszczelne itd. ale ze wszystkim można sobie poradzić. Natknęłam się kiedyś gdzieś w Internecie w komentarzu pod zdjęciem na obelgi pod adresem „pegerusów niedbalców” z zasady traktowanych jak margines, tylko się uśmiechnęłam. I tak spojrzałam na tę odświeżoną ponad rok temu klatkę schodową, przypomniałam miesiąc wysiłków taty, dziesiątki litrów farby,wyrównane schody z tarasu, kilometry przemaszerowane z kosiarką, wszystko z własnych środków i bez wsparcia Agencji i trochę smutno mi się  zrobiło. Nie tyle ze względu na komentarz co uświadomienie sobie,że szybciej niż później opuszczę to miejsce. Z żalem ale i ulgą... 23 cudowne lata, od urodzenia, całe dotychczasowe moje życie. Od 2 tygodni próbuję odnaleźć się w nowym miejscu, ale już nie napiję się herbaty na balkonie niemal na dachu (moje ulubione miejsce) 
Jak można się domyślać los tego pałacu leży mi na sercu bardzo i gdybym wczoraj trafiła w lotto 6 to już byłby mój. Niestety tylko 4 wpadła. Chyba sentyment i tęsknota pomału zaczynają się odzywać...