6/15/2011

Dolnośląskie koszmary PRL - Nysa

Dzisiejsza Nysa jest cieniem dawnego pięknego miasta. Na szczęście w dużej ilości przetrwały jej niepowtarzalne zabytki najwyższej klasy. Po wojennych zniszczeniach, jak w wielu innych miastach postanowiono odbudować ją we współczesnej formie, co sprowadzało się do postawienia powtarzalnych bloków, które raz stoją do ulicy raz kalenicowo, raz szczytowo. Dlaczego właśnie tak, wiedzą tylko ich twórcy. Efektem jest chaos i puste przestrzenie. Szczególnie rażą przy pięknym kościele św. Jakuba, ale w każdym zakątku starego miasta się natkniemy na takie zgrzyty. Jedynym elementem, który jest kompromisowy na historycznym rynku to skośne dachy, których kalenicowe ukształtowanie jest zaprzeczeniem dawnego wizerunku. Na szczęście puste przestrzenie stopniowo zapełniają się nową zabudową, której daleko do ideału, ale przynajmniej jest tworzona z poszanowaniem proporcji i dawnych podziałów parceli. Odtworzono też we współczesnej formie dawny ratusz, przypominający tylko kształtem ten dawny. Należy się cieszyć, że najwspanialsze budowle Nysy przetrwały do dzisiaj i pozostawiają w cieniu architektoniczne potworki z poprzedniej i tej epoki. Poza tym trzeba też uznać, że Nysa na tle innych "zepsutych" miast wygląda lepiej. Dlaczego ? Może to tylko subiektywne odczucie.

Stare, starsze, nowe w cieniu kościoła

Agresywne balkony "zjadają" dwór biskupi

Przez mękę do piękna

Pustkowie na rynku jeszcze bez imitacji ratusza

Miasto kontrastów

4 komentarze:

  1. Masz rację. Bloki psują wygląd miasta. Ktoś kiedyś nie pomyślał, albo mu się nie chciało. Mimo wszystko Nysa i tak jest pięknym miastem i warto je odwiedzać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonymous11/05/2011

    Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego czasem bloki w Nysie budowano zgodnie z zastanym układem, a już ulicę obok nie. Doszedłem do wniosku, że dużą ich część budowano tak, by pokoje dzienne umiejscawiać od strony południowej-nasłonecznionej. Wydaje mi się to całkiem możliwe. Ale co do zasady zgadzam się: za dużo tych bloków (chociaż wtedy każdy wolał mieszkanie w bloku, niż w starej kamienicy, bez centralnego i z toaletą na półpiętrze...).
    Pozdrawiam z Nysy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie aż tak tam nie raziły, może jestem nieco przyzwyczajony :-)

    W Warszawie są miejsca, gdzie nawet zatarto historyczną siatkę ulic, a o dawnym przebiegu przypomina np. stojąca pośród bloków stuletnia latarnia tzw. "pastorał".

    Co innego mnie raziło w Nysie - winda na wieżę ratusza. Nie mam lęku wysokości, ani przestrzeni, ale tam czułem wysoki dyskomfort - sama winda ma trzy ściany pełne, czwartą całą przeszkloną. Najpierw przez kilka pięter jedzie się w szybie windowym wewnątrz budynku i przez szybę widać ceglaną ścianę. Nagle, gdy wyjeżdża się ponad korpus budynku, cała ściana wieży (tam, gdzie szyba windy) jest przeszklona. Efekt jest taki, jakby się leciało w powietrzu, ale jest to maksymalnie nieprzyjemne.

    A, no i skarbiec katedry otwarty w tak chorych godzinach (chyba dwa razy w tygodniu po 3 godziny czy jakoś tak), że mimo, że nocowaliśmy dwie noce w Nysie, nie udało nam się go zobaczyć...

    OdpowiedzUsuń
  4. To ciekawe z tą windą. Trzeba spróbować :) Godziny otwarcia skarbca specjalnie nie dziwią. Turystyka po polsku. Wszędzie jest tak samo, a później zdziwienie że ludzie do Chorwacji jeżdżą.

    OdpowiedzUsuń

Administrator strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.